Portal Uwodzicieli
Witryna poświęcona relacjom damsko męskim oraz budowaniu międzyludzkich więzi emocjonalnych.
Lorem ipsum dolor sit amet, consectetur adipiscing elit END.

Historia mojego związku. Powrót do pracy nad sobą

Witam wszystkich!
To moj pierwszy wpis na blogu i ogolnie na tej stronce, i chyba mozna w jakims sensie powiedziec, ze ma charakter autoterapeutyczny.
Zaczne od pewnego tekstu, ktory dzis przeczytalem tutaj, a mianowicie - ze nauka uwodzenia daje poteznego kopa i bardzo uszczesliwia. To prawda - jestem tego zywym przykladem.

Na tego typu tematyke natkalem sie okolo pazdziernika i od tego czasu sporo pracowalem nad soba. Duzo dal mi tez wczesniejszy pobyt w Anglii, gdzie operujac angielskim i swietnie sobie radzac nie tylko z jezykiem, ale i z frajerstwem w pracy, wzrosla moja pewnosc siebie i ogolne poczucie wartosci.
Nauka uwodzenia, lektura ksiazek, for internetowych, ogladanie filmow, etc. dalo mi narzedzia potrzebne do tego, zeby popracowac nad swoim wygladem i zachowaniem. Jestem pojetnym uczniem, dlatego szybko zaczalem umawiac sie z laskami i szybko zdobywalem spore zainteresowanie moja osoba. Co do dziewczyn - nie interesowala mnie przygoda na jedna noc, raczej szukalem czegos fajnego, stalego, na dluzej - osoby podobnej do mnie - po prostu, zeby miec dobra zabawe, zwiazek, partnerstwo, zaufanie, sex, etc.
No i znalazlem - kto szuka ten znajduje Wink. Nie bylo trudno ja poderwac, metoda Mystery'ego, odpowiednia mowa ciala, dobry raport (nie bylo o niego trudno, skoro mielismy podobne zainteresowania), pewne sprzyjajace koleje losu - no i stalo sie, w dosyc krotkim czasie byla moja Wink.
I bylo fajnie, poswiecilem wszystkie sily na budowanie tego, porzucilem podryw, skupilem sie na zwiazku. Poniewaz jestem DDA, co prawda po terapii, ale mialem spory problem z bliskoscia, ktorej sie balem, wiec wrocilem jednoczesnie do swojej psycholog. Tak wiec duzo energii i sily w to wlozylem, duzo pracy. Oczywiscie ona nie szla na marne i jej owoce zbieram do dzis, tym bardziej zbieralem je w tym zwiazku. Przywiazalem sie do tej dziewczyny, strasznie ja polubilem - tak po prostu zwyczajnie - tak, jak sie kogos darzy sympatia. Oczywiscie pociagala mnie seksualnie tez, jak najbardziej Smile Byla bardzo podobna do mnie - ta sama muzyka, to samo poczucie humoru i, jak już wspomniałem wyżej, podobne zainteresowania. Było fajnie, ale coś mi zaczęło przeszkadzać, sam za bardzo nie wiedziałem co. Aż w końcu znalazłem problem.
Na początku sądziłem, że to nieśmiałość. Kiedy ją pytałem o jakieś odczucia czy opinię o jakiejś sprawie, często nie dostawałem odpowiedzi, albo coś typu "nie wiem". Po jakimś czasie jednak zaczęło mnie to drażnić, bo jak można ciągle nie wiedzieć co się czuje, co się myśli na dany temat i dlaczego ma się takie a nie inne zdanie. Im bliżej ją poznawałem, tym bardziej okazywało się, że w zasadzie jest ona zaprzeczeniem wszystkiego, czego się nauczyłem - a raczej - po prostu temu zaprzecza. Tak więc mówiła, że coś jej się podoba, kiedy po jej mowie ciała i wyrazie twarzy można było odczytać coś zupełnie innego. Kiedy dochodziło do jakichś sprzeczek starała się zaraz uciąć temat i mówiła, że nic nie było, nic się nie stało. W efekcie nie dało się nic wyjaśnić, no bo przecież nie było o czym mówić. Kiedy chciałem, by opowiedziała mi więcej na jakiśtemat ze swojej przeszłości (przez krótki czas np. pracowała jako modelka), to niewiele można było z niej wyciągnąć.
Możecie mi wierzyć lub nie, ale zacząłem się czuć masakrycznie confused i zaczęło mnie to wkurzać. Przy tym okropnie ją lubiłem - tyle fajnych chwil razem... Przywiązałem się do niej w krótkim czasie, a nagle zaczęło się okazywać, że coś jest nie tak. Zwróciłem jej uwagę na te rzeczy, niby chciała coś zmieniać, zależało jej na mnie, ale... I tak nie mogliśmy się dogadać, na moje pytania nie dostawałem pełnych odpowiedzi, a najgorsze było to, że ona nie wiedziała, jak ma inaczej do mnie mówić, skoro ja nie rozumiem.
Tak czy siak ufałem jej i kiedy mówiła, że czuje tak czy tak - przyjmowałem jej wersję, chociaż oczy i doświadczenie mówiły, że to nieprawda. W końcu strasznie się zamotałem.

Zawsze mam tak, że patrzę najpierw na siebie - co ja mogę zrobić, poprawić, zmienić. I wpadłem w pułapkę oskrażania siebie, swojej osobowości, prawdopodobnie za to, że już nie chcę, nie mogę, nie da się być z tą dziewczyną. Byłem facetem pewnym siebie, o silnych przekonaniach, wyrażającym je otwarcie, jednak otwartym na zdanie innych. Wiedziałem, że ona miała problem ze swoim ojcem, który był sumie podobny, jednak jego zdanie liczyło się zawsze i tylko jego. Dało się odczuć jakąś niechęć do mojej pewności siebie z jej strony. Myślę, że to prawdopodobnie przez ojca właśnie. Próbowałem ją o to podpytać, ale było kiepsko - wszystko było zaprzeczane, negowane, nie istniała niechęć do mnie, nie istniał gniew do mnie, nie istniały inne emocje, które ja przecież widziałem i które mieli inni ludzie naokoło tylko nie ona. Nie wiem dlaczego, pewnie to moje DDA wciąż jeszcze tak działało, że nawet i o to tłukłem samego siebie - że widzę takie rzeczy, że nie umiem się do nich dostosować i nadal z nią być. Tak naprawdę runął wtedy cały mój wypracowany w pocie czoła, dawający mi satysfakcję świat. Nie wiedziałem już, kim mam być, skoro to, kim byłem, nie spotkało się z aprobatą. Ktoś kiedyś napisał, że kobiety same sabotują to, co ich pociąga w facetach, a później od nich odchodzą, bo już nie ma tego, co było fajne. Być może to był jej ten właśnie kobiecy sabotaż, pewnie nieświadomy, ale był.
W takiej sytuacji, w której nie dało się z nią dogadać na poziomie emocjonalnym - zerwałem. Zrobiłem to raz, potem wróciłem, ale później zrobiłem i drugi, ostatni. Jak już mówiłem, żyłem w totalnej ambiwalencji uczuciowej, ogromny gniew i niechęć związana z jej zachowaniami i z moimi niespełnionymi nadziejami wobec niej zastępowany był zaraz poczuciem bliskości (oraz tak naprawdę jej potrzebą), nadzieją, że to się wszystko jakoś zmieni, że może to ja mam coś nie tak z moi pojmowaniem rzeczywistości i że może to się jakoś jeszcze ułoży. Nie ułożyło się, próbowałem się z nią jeszcze kumplować - też się nie dało. Potrzebowałem interakcji, kobiety żywej, z pasją, szczęśliwej - a tego nie dostawałem.
Ze zrujnowanym światem borykałem się przez jakieś 3-4 miesiące, a sam związek trwał jakieś 2,5. Krótko, ale był naprawdę bardzo bardzo intensywny. Dopiero dzisiaj pomału odbudowuję swoją osobowość, swój kontakt ze światem, przełamuję lęki, które narosły w tej interakcji i lęk, że znowu zostanę pokrzywdzony i stanie się podobnie. Zaczynam od nowa, myślę, że się już pozbierałem. Znowu czytam forum, znowu książki, przypominam sobie stare rzeczy, uczę się nowych. Wyciągam wnioski.

Moje wnioski są takie - skoro metody, których się nauczyłem i wszystko to doprowadziło do zdobycia tej dziewczyny, to jak mogłem to potem zanegować? To znaczy przecież, że to działało, że było dobre, że potrafiłem prawie bezbłędnie odczytywać mowę ciała i stany emocjonalne, w jakich znajdują się ludzie. I dzie to się wszystko podziało? Czy jedna osoba jest w stanie zanegować wszystko to, o czym było tyle napisane, o czym się mówi, czyta, publikuje, na czym się tak naprawdę zarabia pieniądze?

Dziś wiem, że trzeba mieć swoją prawdę. Staram już nie winić się za to, co się stało, zdjąć siebie odpowiedzialność za innych, za nią, odbudować stracony szacunek do siebie.

Trzeba patrzyć twardo na rzeczywistość, jeśli jest to konieczne - nawet jeśli jest to osoba, którą lubimy i kochamy, nie możemy wierzyć do końca jej słowom, jeśli stoją w sprzeczności z tym, co mówi jej ciało. Musimy łapać wszystkie szczegóły i sprawdzać, czy osoba jest spójna, czy jej emocje idą w parze z ich wyrażaniem, czy nie ma czasem poważniejszego problemu. Moja dziewczyna nie miała najprawdopodobniej kontaktu z własnymi uczuciami. Jak myślicie, powiedziałem jej to? Tak, oczywiście. I parę innych rzeczy, na które mogłaby zwrócić uwagę u siebie. A potem części z tych rzeczy zaprzeczyłem, bo mi było głupio. I wyszedłem na idiotę, bo komu się mówi w międzyludzkich interakcjach - "Masz problem z kontaktem z uczuciami"? Heh. No właśnie.

Tak więc będę się starał na przyszłość nie oszukiwać siebie i wierzyć swoim zmysłom. Niestety, nie zawsze wszystkie wady da się zobaczyć od razu, czasem problemy ujawniają się dopiero w późniejszej interakcji. Najgorzej, jeśli będziemy już w to wszystko zaangażowani. Wtedy jest najtrudniej.

Wiem też, że nie wolno siebie samego karać za to, że chcemy mieć coś lepszego. Społeczeństwo ciągle nam wciska, byśmy brali to, co jest i nie narzekali. Kobieta ma być nagrodą dla faceta, więc gdy ta już jest, nie wolno z nią zrywać, zostawiać jej, nie wolno chcieć lepszej. Cóż, oto i kolejny mit, idiotyczne przekonanie, które trzeba ominąć i jakoś sobie z nim poradzić.

Anyway, tym postem witam jednocześnie wszystkich na forum. Mam nadzieję, że już jestem na tyle pozbierany, że po raz kolejny mogę zacząć ciężką i żmudną, ale jakże satysfakcjonującą pracę nad własnym życiem.

Do przeczytania, Panowie!

_t0mmy_

Odpowiedzi

Portret użytkownika 042

Wszytko pieknie ładnie tylko

Wszytko pieknie ładnie tylko ja wychodze z zalozenia ze nigdy nie bedziesz pewny czy to jest ta osoba. I co do konca swoich dni bedziesz latal za zajaczkiem ktory i tak Ci ucieknie?

Trzeba twardo stapac po ziemi i wiedziec ze nikt nie jest doskonaly.

Nie bardzo rozumiem, możesz

Nie bardzo rozumiem, możesz to rozwinąć?

"Nie wiedziałem już, kim mam

"Nie wiedziałem już, kim mam być, skoro to, kim byłem, nie spotkało się z aprobatą"

Zatraciłeś w tym momencie bardzo ważną rzecz. Poczucie własnej wartości, musi mieć stałe ugruntowanie. To kim jesteśmy nie zależy od nikogo innego niż od nas samych. Nie spodziewamy się aprobaty za naszą osobowość za całokształt własnego ja, reszta nas nie obchodzi, to czy komuś się to podoba czy nie.

"Ktoś kiedyś napisał, że kobiety same sabotują to, co ich pociąga w facetach, a później od nich odchodzą, bo już nie ma tego, co było fajne"

Silna rama, a w tym przekonania, zasady, własne zdanie to podstawa. Nie zmieniamy się dla nikogo, pod wpływem innych ludzi.

W takiej sytuacji od razu mówisz, że odczuwasz u niej brak spójności z tym co mówi, nie masz zamiaru żyć w kłamstwie, albo się zmienia albo nie i odchodzisz.

Nie wracamy do byłych.

042 źle zrozumiałeś cały ten wpis.

Dzięki za pomoc, na pewno się

Dzięki za pomoc, na pewno się nad tym zastanowię.
Niemniej nieraz ciężko jest tak po prostu odejść. No ale definitywnie mam problem z zostawianiem dziewczyn, nie pierwszy raz kiedy sam sobie dokopuje za to, że ktoś już mi się nie podoba.
Pozdro!