Cześć czołem, nie owijając w bawełne piszę o co chodzi.
Od zawsze uważałem że wiele związków między ludźmi to jest jedna wielka pomyłka, bo nie pasują do siebie, bo non stop się kłucą, bo potrafią robić niesamowite problemy z błachych sytuacji. Patrzyłem zawsze na takie zachowania z politowaniem. Dzisiaj rano mnie "olśniło" (bardziej pasowało by tu określenie - pierdolneło w łeb - ale nie chce być zanadto wulgarny). Od pewnego czasu zachowuję się dokładnie w ten sposób w stosunku do swojej kobiety, naprawdę za byle gówno potrafie nas oboje wkurzyć, czasem wręcz na siłę szukam/doszukuje się problemu żeby jej coś wypomnieć, krótko mówiąc - przypierdalam się. Zdaje sobie sprawę że to głupota jednak robię to zwyklę nie świadomie, dopiero po jakimś czasie zauważam że powody tych kłutni są wręcz idiotyczne.
Niech ktoś mądry (ciekawe ilu się wypowie, hehe) wyjaśni mi skąd bierzę się takie zachowanie i jak sobie z tym radzić bo kurde, nie podoba mi się to a sytuacja zdaję się pogłębiać.
czasami jest tak kiedy w podświadomości pragniesz innych kobiet. Z tego rodzą się problemy z nikąd. Tak samo jest u kobiet, może to być spowodowane tym, że jest źle w łóżku - lub tym, że już Cie nie kocha.

Ja się też na tym łapałem, bo poprostu monogamia nie jest naturalnym stanem faceta i to się odzywają gen i podświadomość.
Zmęczenie materiału też może być. Przydałaby się awantura i rozstanie, potem powrót i znowu będzie miodzio
semper fidelis
W kłótni nie zawsze ten kto ma rację musi triumfować. Czasami lepiej jest odpuścić i przyznać się do błędu. Oczywiście nie można się też od razu poddawać. Najważniejsze jest dobro związku a nie nasze wydumane ego. Bo dla kobiety nie ma nic gorszego od braku zrozumienia. Ogólnie na podrywaj.org panuje przekonanie (najwięcej wśród nowych userów), że facet musi być zimny jak kamień. Nic go nie powinno interesować, powinien rozmawiać przez telefon z kobietą tylko wtedy gdy chce się spotkać itp.. Wtedy nieświadomie rani siebie i ją. Jeśli widzisz swoje błędy i to, że wkurzasz swoją dziewczynę masz u mnie dużego plusa. Jesteś świadomy tego, że nie możesz tak postępować. Teraz postaraj się to zmienić. Pomyśl przez dłuższy czas czy nie masz w pracy, szkole, w domu jakichś problemów, czy ostatnio ktoś Cię zbyt mocno nie zdenerwował, czy z kasą u Ciebie w porządku. Powodów takiego zachowania może być wiele, jak wiemy faceci to duże dzieci dlatego czasami z błahego powodu potrafią się kłócić, awanturować..
W zasadzie jest jedna taka rzecz która mnie dość mocno drażni. Chodzi o to że moja praca jest właściwie tylko na weekendy (i to też nie wszystkie) a cały tydzień siedze w domu, i tak już od paru miesięcy przez co naprawdę pierdolca można dostać z nudów. Moja za to wręcz przeciwnie, dwa kierunki na dziennych ciągnie przez co ma prawie zero czasu.
Metode z zerwaniem i ponownym zejściem już raz zastosowałem i zadziałała wyśmienicie, ale nie można tego nadużywać.
Jestem bardzo kiepskim podrywaczem, więc nie wierzcie mi...
Hipokryzją jest to że nagadywałem na ludzi zachowujących się w dany sposób a sam robie teraz tak samo.
I chyba gen trafił, choć poczekam na opinie innych.
Jestem bardzo kiepskim podrywaczem, więc nie wierzcie mi...
Też tak miałem. Dziewczyna mnie po prostu irytowała robiąc coś, lub nie robiąc nic. Cokolwiek by nie zrobiła to się wkurwiałem i jej wygarniałem.
To była moja wina, moja słabość, mój problem, który musiałem sam rozwiązać, bo rozkręcanie kłótni bez powodu jest tak samo mądre, jak hodowla buraka cukrowego na pustynnym piasku.
Sęk tkwi w tym, że to nie jej zachowania wywołują w Tobie zdenerwowanie, tylko Twoje nastawienie tak działa. Znajdź inne ujście gniewu. Rozładuj się wysiłkiem fizycznym i nie dawaj odczuć partnerce swojego złego humoru. Jeśli rozmowa prowadzi do ostrej wymiany zdań zmień temat na inny.
A może zaczęło się docieranie w związku? Tego typu sytuacja zachodzi gdy już jesteście dłużej razem i zaczyna się myślenie o przyszłości.
No właśnie przed chwilą się trochę wyżyłem, walka z żelastwem działa kojąco na nerwy.
Jesteśmy ze sobą z pół roku, plany już są, w sumie mieliśmy na wakacje zamieszkać razem ale i ta koncepcja się sypie bo ona musi sobie znaleźć na ten czas pracę a zupełnie nic nie robi w tym kierunku mimo iż co jakiś czas delikatnie jej o tym przypominam.
W zasadzie to czekam na rozwój sytuacji do tych wakacji, jeżeli nic nie zrobi żeby zrealizować nasze plany to mówie jej dowidzenia, o ile wcześniej to nie nastąpi bo to nie jest też zawsze tak że ona jest bez winy a to ja jestem "ten zły".
Jestem bardzo kiepskim podrywaczem, więc nie wierzcie mi...
No panowie, nie wiem czy to tak wygląda "docieranie związku" ale jeżeli tak to dla mnie to za dużo. Wczoraj zamknąłem temat, panienka po prostu przeginała.
Dzięki za rady, wracam do gry
Jestem bardzo kiepskim podrywaczem, więc nie wierzcie mi...