
Witam was - nieznajomych przyjaciół.
Jest to mój drugi, tym razem beznadziejny wpis po beznadziejnie długiej przerwie. Zanim zacznę chcę podkreślić iż blog ten nie jest formą wypłakania się w rękaw, czy jakąkolwiek inną część garderoby. To przykład sytuacji gdzie droga zmierzająca do lamerlandii nie jest wcale dobrze oznakowana, i wybory które w danej chwili wydają się dobre - takimi nie są. Nawet patrząc z boku niektórzy ich nie dostrzegą aczkolwiek to moje osobiste porażki. Zaczynajmy:
Otóż wczoraj wieczorem przed prysznicem zdarzyło mi się na chwilkę zatrzymać przy stojącym tuż obok lustrze. I wiecie kogo zobaczyłem? Przepraszam za brzydkie słowa ale właśnie KURWA NIE WIEM! Chyba jakiegoś rozczochranego barana z przekrwionymi ze zmęczenia oczami, aczkolwiek nie zdążyłem się przyjrzeć bo stary cap uciekł. Otóż przed troszkę ponad rokiem byłem zupełnie kimś innym, lepszym, bardziej wyidealizowanym. Miałem swoje pasje - sztuki walki, piłkę ręczną, marzyłem o motocyklu i by być zawsze w centrum, kimś kto dla kobiet jest celem a dla mężczyzn pozytywnym głosem. I wtedy przyszedł moment w którym marzenia przegrały z moją własną głupotą. Zaczęło się od głupiego wypadku - na pewnych zawodach, i brzmiąca jak wyrok dla sportowca diagnoza. Zerwanie więzadła krzyżowego przedniego w kolanie, potem wizyty u lekarzy aż w końcu operacja i baaardzo długa rehabilitacja. Dodam że wykluczenie z jakiejkolwiek aktywności fizycznej owocuje do dziś, poprzez absolutny zanik dawnych możliwości i sylwetki. Leżąc sobie na łóżku myślałem - KURWA, nie mogę ćwiczyć dynamicznych sportów no to się chociaż do relacji mężczyzna-kobieta i siłowni przyłożę, bo cóż innego robić? A i przez wakacje trochę zarobie to będzie na wymarzony jednoślad. I co? W kwestiach towarzyskich zachorowałem na trwający już prawie rok związek, zżerający wszystkie zapasy wolnego czasu, oddychający chęcią własnego samodoskonalenia, nadmuchujący przy okazji iluzję człowieka kompletnego. A w kwestii motocykla to obóz pracy który zdarzyło mi się przeżyć zamiast pieniędzy zapewnił mi trwający od tamtego czasu ból dolnych partii pleców, biegałem jak pies - z językiem na brodzie bo przecież tyle jeszcze do zrobienia.. Zamiast gonić ideały pokierowałem się głosem rozsądku rezygnując z siłowni i wydając wszystkie pieniądze na samochód, który lubię ale przecież którego nigdy tak na prawdę nie chciałem - zaliczyłem tym samym kolejny strzał w mordę. (No w końcu samochód jest bardziej praktyczny, w tym przypadku tańszy, ogólnie rzecz ujmując - okazja! Gówno prawda...)
Zastanawiałem się nad tym gdzie popełniłem błąd, przecież wszystko było tak jak trzeba, i nasunęła mi się pewna cecha wspólna wszystkich moich życiowych wyborów (Wiem że tutaj będą lecieć oskarżenia ale nie zrzucam na nikogo winy, bo to JA mam mózg i to ja kieruję moim życiem. Nie mylmy pojęć.)
Moi drodzy kierowałem się zimną logiką, taką jaką wielu użytkowników tej strony rozpowszechnia. I spójrzcie dokąd mnie zaprowadziła:
- Poświęciłem się nauce relacji kobieta-mężczyzna które przecież kształtują twardą psychikę, a co za tym idzie prawdziwie twardego SAMCA! W moim przypadku nie do końca, ponieważ stresy rozładowywałem zamiast zimnym żelazem -alkoholem. Nawet nie wiem kiedy w sposób bardzo łagodny uśpiła się moja chęć do jakiegokolwiek ryzyka. Niby przecież tak na prawdę nie potrzebuję wyglądać jak Arnie bo znam swoją wartość, ale tygodnie stracone na bezczynności strasznie mnie rozleniwiły, i zabrały dawną radość i chęć czerpania z życia. Moi drodzy, sami zabiliście ( i słusznie) poczucie we mnie i wielu innych, że ta tak zwana "miłość" jest sensem życia. Więc nie ma kurwa siły żeby stała wysoko w rankingu priorytetów. Dla mnie staje się stratą czasu. Niczym więcej.
- Zauważyłem że jeśli kiedyś w życiu postanowię sobie kupić złotą grzechotkę (przykład hipotetyczny), to zanim to zrobię, nie pozwolę by cokolwiek stanęło na drodze. ( Chcesz mieć Porshe, ale jeszcze cię nie stać? Możesz kupić przecież na razie TATE w końcu też ma cztery koła i jeździ... a później się zobaczy) <- NI CHUJA!! Idź na wprost, przez las, przez wodę, idąc łatwym szlakiem prędzej czy później wstąpisz do motelu na kawę zapominając gdzie właściwie zmierzasz.
Niestety drodzy przyjaciele, rachunek sumienia pozostaje bolesny:
- nie zyskałem niczego co postanowiłem
- straciłem część tego, co miałem
Werdykt?:
Właściwie nawet nie wiem co było bodźcem, do tego że zauważyłem własną głupotę i nawet mnie to nie obchodzi. MAM ZAMIAR DOKOŃCZYĆ TO CO ZACZĄŁEM! I wiem że o mnie usłyszycie w niedługim czasie. Jak powiedział (bardzo mądrze z resztą!) znany wszystkim Pan R.Burneika - "Nie ma opierdalania się!".. oj już nie będzie, NIE BĘDZIE!!!! Nie pozwolę by tak łatwo przeszły mi przez gardło słowa:
- już za późno
- teraz nie ma sensu
- nie chce mi się (to mnie boli najbardziej)
I dlatego chętnie i pokornie podkładam się pod nadciągający walec z błyskającym szyldem - "Masz przejebane". Kierowany oczywiście przez większych i mniejszych Członków NASZEJ społeczności.
Odpowiedzi
powiem krótko, Lincoln
pon., 2011-05-23 20:28 — Kevopowiem krótko, Lincoln powiedział kiedyś :
Never
never
never give up
zapomniałeś o wszystkim co w tobie najlepszego,problemy ugryzły twoje Ja,przy czym zstąpiłeś na zła ścieżkę, i nie żyj przeszłością bo tylko "jutro" można naprawić, pozdrawiam Kev
Sam po sobie wiem, ze jak
wt., 2011-05-24 17:10 — VikingSam po sobie wiem, ze jak sobie odpuscisz w kilku sprawach to nie wiadomo skad ale nagle znajdzie sie wiele innych powodow zebys sie pozamartwial.
Dlatego wole miec wiele na glowie niz chodzic zrezygnowany,ze zwieszona glowa.
Wez sie za siebie, szkoda zycia!
Wpis nieco dołujący, wiele
śr., 2011-05-25 00:06 — SquesherWpis nieco dołujący, wiele pozytywnej energii w nim nie ma, ale w końcu nie taki był cel. Niestety, ale ja też zerwałem ACL prawie 2 miesiące temu... jebana służba zdrowia termin operacji wyznaczyła mi na koniec września, czyli jak na złość dokładnie przed rozpoczęciem studiów... fuck! Mam nadzieję że dam radę
Tobie polecam zająć się czymś, jakieś hobby, ja zacząłem uczyć się tricków yoyo, keyboard od dawna zakurzony w końcu odpaliłem do działania. Dla mnie siatkówka to była podstawa (zresztą nie tylko - pływanie, nożna, ping-pong, rower, unihokej, dość uniwersalny byłem
) Na zawodach zerwałem więzadło i teraz czekam... Zdrowia życzę, pozdro!
Squesher
Uważaj kogo nazywasz
śr., 2011-05-25 07:14 — saveriusUważaj kogo nazywasz przyjacielem
NIe ma opierdalania sie czas
śr., 2011-06-01 16:44 — ChaninngNIe ma opierdalania sie czas zaczac działania POzdr;D motyw