
Zabierałem się do tego wpisu jak pies do jeża... albo nawet jeżozwierza, ale wygląda, że wreszcie mi się udało. A propos, przydało by się stworzyć nową kategorię dla blogów - "Gdy jeszcze byłem frajerem". Przyznaję, że mój wpasował by się idealnie, aczkolwiek mówi się, że koniec, jest zarówno początkiem czegoś nowego, racja w sumie, toteż zostawmy tą kwestię.
Wpis będzie sięgał okresu zakończonego jakieś 3/4 lata temu, do czasów liceum, dla wielu czasu ... szaleństw, że tak ujmę, wstępowania w dorosłość, pierwszych kobiet, może poważniejszych związków, alkoholu [
] et cetera... Niech każdy doda sobie co mu pasuje.
Z gimnazjum wyniosłem dobrą kondycję i sprawność fizyczną, zresztą to nie dziwne skoro zdecydowaną większość czasu poświęcałem na piłkę i boisko. Nie powiem, że o dziewczynach nie myślałem, ale były tematem raczej marginalnym.
Zemściło to się w liceum, nowe otoczenie, z racji odległości stare kontakty jeśli nie pozrywane to mocno nadwyrężone. A co jeszcze wyniosłem z gimnazjum - zachowanie
Już na jednej z pierwszych lekcji w LO (jednym z tych lepszych) wylądowałem za drzwiami i z rozmową dyscyplinującą
No ale mniejsza z tym. W końcu się jednak wpasowałem w otoczenie i, tu przechodzimy do meritum, spodobała mi się XXX (tak ją nazwijmy). Chodziliśmy razem do tej samej klasy.
Najlepsze jest to, że z perspektywy czasu, mogę z czystym sumieniem powiedzieć, iż teraz moją uwagą bym jej nie zaszczycił, taka - góra hb6 z fatalnym charakterem, ale młody to głupi... Tutaj dopadły mnie moje ówczesne przekonania - iluzje w najgorszym gatunku. W zasadzie sam jestem sobie winny, wiem o tym. Pisałem z nią smsy do późnych godzin nocnych (nawet operatora chciałem zmieniać co by 'taniej i więcej smsów mieć' do księzniczki), bez przerwy puszczaliśmy sobie sygnały, odprowadzałem ją po szkole, zawsze siadałem w ławce z nią, jeśli była taka możliwość, wysłuchiwałem jej problemów a ona pogrywała ze mną jak chciała itd. itp. Długo by opisywać całą sytuację, ale nie ma to sensu... Dodam tylko, że mogłem mieć każdą dziewczynę w klasie, choć się nie starałem, to jest moc indirecta, choćby nieświadomego.
W pewnej chwili właściwie byliśmy parą, ale tylko dla osób postronnych, w rzeczywistości nigdy nie wszedłem wyżej na drabinę znajomości, niż na stopień z napisem "przyjaciel". Trwało to od połowy roku pierwszego do połowy klasy trzeciej, czyli coś koło lat dwóch. Wreszcie wziąłem ją na bok i zapytałem wprost co i jak, ona mówiła, że nie chce mieć chłopaka, że na mnie nie zasługuje (wtedy nawet nie wiedziałem jak bardzo) ... ale przerwałem jej, powiedziałem "ok" i olałem, zachowując (jak mi się wtedy wydawało) resztki, nie, prędzej - ochłapy - mojej dumy.
Zostało tak do końca liceum. Uważałem ten okres za skończony, sporo się dowiedziałem dzięki moim błędom, patrzyłem już w przyszłość - praca oraz studia, to mnie absorbowało. Los jednak chciał, że nauka nie została zakończona.Jedna z wielu popijaw pomaturalnych, kończę wśród jakiejś nieznanej ekipy, ale alkohol jest, impreza jest, ok - nic więcej nie trzeba, nie? Rozmawiam z jakimiś dwoma gościami, pytam się skąd są, okazuje się, że również z tej miejscowości co XXX, wspomniałem, że razem w klasie byliśmy, na szczęście pomimo % we krwi powstrzymałem się od powiedzenia, że między mną a nią mogło być "coś więcej". Wstydu tylko bym się najadł. To, co usłyszałem, zostawię dla siebie.
Efekt terapeutyczny był jednak znakomity, już żadnej nie dałem się zmanipulować, żadnej nie ustąpiłem w niczym i już raczej tego nie zrobię... Głównie ucierpiała moja miłość własna, iż tak dałem się zrobić na szaro... Może dlatego od LO tylko raz udało mi się być w tzw. związku. Trwał 3 miesiące, aż kazała mi wybierać pomiędzy sobą a moimi zainteresowaniami, ponieważ "za mało czasu jej poświęcam". Bez skrupułów i zastanowienia podziękowałem za współpracę. Na późniejsze smsy nie odpowiadałem.
Wiele wniosków wyciągnąłem sam, moje przekonania wyniesione z domu, szkoły, telewizji, ogólnie mediów okazały się błędne, musiałem na nowo zbudować gmach swojej osobowości, można powiedzieć, że Euro przeszedł generalny remont. Przyniósł on niezłe skutki, jednak sporo jeszcze przede mną do poprawienia.
Stąd apel do nowych użytkowników - ta strona ma być fundamentem dla Was w budowaniu lepszego siebie, nie stwarzaniu pozorów, ale SIEBIE, prawdziwego. Ma być jak oaza dla wielbłąda, jak setka dla skacowanego organizmu, jak Koran dla araba!
Lepiej uczyć się czytając, niż przeżywać np. to co ja; nic przyjemnego, zapewniam, choć teraz z tego się śmieję.
Uznałem, że skoro już, ku memu zaskoczeniu, zadomowiłem się na stronie na dłużej, wypada coś napisać, a najlepiej zaczyna się od początku
Następne wpisy, o ile się pojawią, będą ciekawsze, bardziej merytoryczne. Ten bardziej jest 'dla mnie'.
Pozdrawiam, Euro.
Odpowiedzi
czas stracony zwlaszcza ze
pon., 2010-04-26 14:40 — Kamil22czas stracony zwlaszcza ze lepiej odbyc trening z SHB lub HB10 niz HB6. Te kobiety ktore sa brzydsze i maja mniej adoratorow zachowuja sie nieco innaczej niz te najladniejsze
hmm... Teraz to i ja to wiem,
pon., 2010-04-26 14:32 — Eurohmm... Teraz to i ja to wiem, szkoda, że tej wiedzy nie miałem 6 lat temu
Jak mówisz - lata w dużej mierze stracone
"W pewnej chwili właściwie
pon., 2010-04-26 15:31 — bober87"W pewnej chwili właściwie byliśmy parą, ale tylko dla osób
postronnych, w rzeczywistości nigdy nie wszedłem wyżej na drabinę
znajomości, niż na stopień z napisem "przyjaciel" - hehe, to u mnie było na odwrót z ostatnią panną. Parą byliśmy jak byliśmy we dwoje, natomiast jak byli znajomi, to nawet kumplem nie byłem. A artykuł dobry, myślę, że 99% osób może się pod takim lub podobnym scenariuszem podpisać.
"jak setka dla skacowanego
pon., 2010-04-26 15:42 — Kalutra"jak setka dla skacowanego organizmu" mniud na moje ciało
. Stary jestem starszy od ciebie i laska mnie robiła "na szaro". Odbijam sobie teraz ładnie na niej, choć nie wiem czy powinienem.
To tylko Ty wiesz Aczkolwiek
wt., 2010-04-27 17:29 — EuroTo tylko Ty wiesz
Aczkolwiek mały rewanżyk - czemu nie...
przypomnienie sobie bylego
pon., 2010-04-26 18:38 — drivearprzypomnienie sobie bylego frajerstwa to najlepsza motywacja do zmiany swojego zycia:)
Jak najbardziej nie jest to
pon., 2010-04-26 23:21 — agm88Jak najbardziej nie jest to czas stracony, taka że tak powiem ,,edukacja"

I ta przestroga nic nie da, nikt nie ,,nauczy się czytać".
Trzeba odbić się od dna żeby wspiąć się na szczyt(czyt. przejechać się na frajerstwie)
Pozdrawiam.
Fajny wpis nie ma co.Fajny ze
wt., 2010-04-27 15:41 — MoriusFajny wpis nie ma co.Fajny ze względu na te ogólne przesłanie
Ale szczerze nie wiem jak wytrzymałeś te 2 lata bez żadnych ,,bonusów,,.Wiecie co mam na myśli 
Macie rację oczywiście I to
wt., 2010-04-27 17:31 — EuroMacie rację oczywiście
I to chyba prawda, że czytać to sie tu nikt nie nauczy, jak się najpierw sam ostro nie przejedzie, oj prawda...