Cześć, mam sobie oto taką dziwną dla mnie, początkującego sytuację.
Ja wiem, że kobiety same nie wiedzą czego chcą, co innego robią, co innego myślą, no ale to już naprawdę jest dla mnie nie do ogarnięcia.
Jest sobie dziewczyna, którą wcześniej znałem i po jakimś czasie odnowiłem z nią kontakt. Widzieliśmy się ze dwa miesiące temu, było ok - dziewczyna dawała mi sygnały, że jest zainteresowana rozwinięciem znajomości.
Później napisałem jej po jakimś tygodniu-dwóch sms, czy będzie w rodzinnym mieście (oboje studiujemy gdzie indziej). Cisza - myślę sobie ok - może nie miała hajsu na telefonie czy coś, albo ST - mogłem zadzwonić, no ale to może innym razem.
W takim razie zrobiłem kolejne 2 tygodnie przerwy i znowu napisałem, że znalazłem w domu jej jedną rzecz, ciągle mi się teraz wala po pokoju i przypomina, że muszę jej to oddać - znowu cisza. Żeby nie wyjść na pieska, odpuściłem na jakieś 3 tygodnie.
W końcu, jak już zaczęły się wakacje, tak na spontanie będąc na mieście zadzwoniłem do niej - odebrała. Spytałem się, czy jest w domu - ona, że tak - no to mówię, żeby się szykowała, bo zaraz u niej będę. No i jak przyjechałem, to powitała mnie uśmiechem, oddałem jej co miałem oddać i wszedłem na chwilę. Na wstępie zaznaczyłem, że ja tylko na moment, bo mam coś ważnego do załatwienia i zaraz muszę lecieć. No i na tym spotkaniu już ewidentnie zaczęła dawać znać, że jest mną zainteresowana - mówiła, że śniłem jej się, zaczęło się szukanie kontaktu fizycznego, różne inne rzeczy na pokaz (a to smarowanie przy mnie nóg oliwką itd.) + tekściki (no posiedź ze mną chwilę jeszcze, nie idź już).
Sprytnie obróciłem sprawę tak, że mieliśmy iść na kajaki. Ona do mnie: "no to napisz kiedyś do mnie, jak będziesz miał czas, a ja ci odpiszę, czy ja będę miała czas". Pomyślałem sobie - oho, próbuje udawać niedostępną. Obróciłem sprawę tak: "no to będziemy się tak umawiać w nieskończoność, a ja z kolei nie mam czasu na takie zabawy - ja mam czas do końca przyszłego tygodnia, potem wyjeżdżam - daj mi znać, kiedy Ci będzie pasowało". No to ona rzecz jasna, że ok, super, odezwie się. Potem wychodząc dostałem jeszcze 'buziaka w powietrze' na pożegnanie i.... potem dupa. Oczywiście dziś jest koniec tego tygodnia, ona nic nie napisała - no dobra, może faktycznie nie ma czasu. Napisałem do niej wczoraj sms z pytaniem, co aktualnie robi (chciałem ją na spontanie wyciągnąć gdzieś) - oczywiście cisza.
No i powiedzcie mi, o co jej chodzi? Z jednej strony jakby chciała pokazać, jaka to ona niedostępna i w ogóle, a z drugiej strony jak się widzimy robi dokładnie na odwrót.
Przyjąć jakąś taktykę/strategię działania, czy odpuścić? Myślałem, żeby jej napisać coś w stylu: "Oj, powiedz mi teraz - jak ja ciebie mogę traktować poważnie, jak zachowujesz się tak niedojrzale?" - choć nie wiem, czy to ma sens, dlatego proszę Was bardziej doświadczeni koledzy o radę!
Z góry dzięki i pozdrawiam!
przestań pisać, zacznij rozmawiać
moim zdaniem odpusc... tyle tygodni czekales az napisze i sie odezwie bla bla... przez ten czas mogles cos wyrywac na miescie ;s
Po co zadajesz pytania, jak sam na nie sobie odpowiadasz ?
Popatrz pisałeś tyle razy i dupa, raz zadzwoniłeś i od razu odebrała i się umówiliście
powinieneś wnioski wyciągać z takiej sytuacji.
Tots units fem forca !