Witam, odwiedzam tą stronę już około 1msc przeanalizowałem wszystkie artykuły i czytałem blogi/forum.
Zacznę na wstępie o przedstawieniu siebie i mojej koleżanki- niech będzie "D", a dopiero później opisaniu całej sytuacji. Mam 18lat podobnie jak moja koleżanka, chodzimy do tej samej szkoły (ale nie tej samej klasy). Byliśmy jakby parą.
Ok, zaczynajmy. Znamy się już z 3msc tak bliżej. Jako iż mamy wakacje to się za często nie widzimy. Ostatni raz spotkaliśmy się 1msc temu i do tej pory jeszcze się nie spotkaliśmy ponownie. Opiszę tak szybko przebieg spotkania (tego 1msc temu).
Spotkaliśmy się i jedziemy do mnie- mam 1wolną chatę, gdyż jest na sprzedaż (od czasu do czasu lubię tam pójść). Dalej.. przygotowałem film, alko, jedzenie itp.. Chyba za bardzo się postarałem z tym (teraz to zauważyłem). Oglądamy sobie film i w pewnym momencie zaczynamy się całować. Trwa to dosyć długo i co jakiś czas rozbieramy się. Fakt, że dawno już miała być w domu, ale mniejsza z tym (spóźniła się na chatę z 2h). W pewnym momencie wyczuwam lekkie opory, aby doszło do czegoś jeszcze, myślę sobie, kurna... co jest? Niestety nie doszło do sexu, cóż, może innym razem. Koniec spotkania, odprowadziłem ją (nie mam jeszcze auta). Wracam na chatę i dopijam tam piwo oraz ogarniam wszystko.
Po spotkaniu pisze do mnie o czymś tam i w późniejszej części rozmowy, proponuję spotkanie, odpisuje że jeszcze nie wie.. Trochę jeszcze piszemy i potem milczę. Po 2dniach pisze co u mnie no to ja po 1h odpisuje, trochę piszemy i milczę. Po 3dniach piszę do mnie czemu się nie odzywam, a ja nic. Potem po 4dniach piszemy i wali tekst nie może pisać, bo gdzieś teraz idzie (byłą akurat nad morzem). No to mówię, że ok, rozumiem. Rozpoczęła kłótnię, że odpisałem jej sms'a - " A, to pa..". Ale i tak nie czułem się winny.
Któregoś dnia pisze jakieś miłe słowa nocą, a wali mnie to niech się martwi. Następnego dnia zagaduje, trochę gadamy i ja kończę, milczę 6dni. Potem piszę do mnie i normalnie się zachowuję.
Proponuję jej spotkanie, a ona mówi, że nie wie bo ma napięty harmonogram (ona spędza wakacje ze znajomymi, a mamy innych..). Do cholery.. myślę sobie. Skoro ona ma napięty to i ja też. Mówi, że może da radę, ale muszę jej przypomnieć, haha takiego wała i chłodnik. Po kilku dniach pisze, że nie da rady się spotkać na to ja odpowiadam, że ok rozumiem (zaczęła się tłumaczyć czymś)- olałem to. po paru dniach pisze co u mnie, odpisuję, że spoko itp.. ale dopiero następnego dnia. Minęły już 3dni od kiedy gadaliśmy przez telefon.
Niedługo (za 1,5tyg) wyjeżdżam za granicę na 2tyg, a ona o tym nie wie. I tu moje pytanie, zadzwonić i zaproponować spotkanie, dokładnie kiedy? czy olać ją i czekać, aż ona to zrobi?
I czy jakoś zadziałać i powiedzieć, że tak nie może być i zerwać z nią kontakt na długo (tak jakby koniec związku między nami) i w tym czasie podrywać inne?
Jestem świadomy pewnych błędów jakie popełniłem ale chyba nie było ich aż tak dużo. Liczę na Waszą pomoc, bo sam nie jestem do końca pewny, a lepiej zapytać doświadczonych =)
ps. sorki że takie długie
ps2. bardzo mi zależy na koleżance bo jest bardzo atrakcyjna
Pozdrawiam ;p
Za dużo piszesz SMSów. Nie jesteś już w gimnazjum. Zamiast SMSów - dzwoń i umawiaj się na spotkania na żywo. Przy umawianiu się przez telefon zainteresuj ją jakąś przyszłym spotkaniem (że niespodzianka) i powiedz jej tonem rozkazującym, żeby przyszła. Jak nie przyjdzie to rzuć chłodnikiem i czekaj na jej sygnał. Na pewno się odezwie.
⇐ przed zadaniem pytania, poczytaj teksty Gracjana
Wiem, właśnie dlatego ograniczyłem te sms'y. Jutro zadzwonię i zobaczy się co będzie.
"Byliśmy jakby parą."

Sorki, dalej już nie czytałem...
Wy nie jesteście w związku -to po pierwsze.
Po drugie zadzwoń, pogadaj chwilę i zaproponuj spotkanie w stylu: chodźmy na spacer.
Inne to podrywaj cały czas, bo (powtórzę jeszcze raz) nie jesteście parą.
Miałem problemy, aby wejść i coś napisać, bądź poczytać. Mianowicie problem z prądem, bezpiecznikami i zasilaczem, ale do rzeczy..
Zadzwoniłem do mojej "D" 5dni temu, na wstępie rozmowa o pierdołach (wkurwia mnie fakt, że lekko zjebałem, ale może ma to swoje plusy), dalej rozmowa się toczyła i pewnym momencie proponuję spotkanie, i co słyszę? "trudno mi powiedzieć co będzie za tydzień", jak to usłyszałem to prawie spadłem z balkonu na 1piętrze.
Puściłem parę negów do niej, ale dziwnie tak przez telefon- mniejsza z tym. Udało mi się wykorzystać sytuację, aby zrobiło jej się smutno (mały sukces).
Póki co nie odezwałem się do niej, bo mam ciekawsze rzeczy do roboty. Zobaczymy co czas przyniesie