Sytuacja wygląda , tak ,że od niedawna w mieście ,w którym studiuje tj. Białystok , mam bliską mi dziewczynę (nazwijmy A ) ,z którą jesteśmy dla siebie jakby parą ,ale technicznie rzecz biorąc nikt z nas tego tak nie nazwał , no ale czuję,że to jest właśnie to ''coś'' (wiem, trochę pomieszałem;p ). W sylwestra na zabawie w mojej miejscowości poznałem z kolei drugą (nazwijmy B ). Od razu spodobałem się B ,ona mnie też , a atmosfera i alkohol sprawiły ,że po chwili już się całowaliśmy i miło spędziliśmy resztą zabawy. I pojawił się w mojej główce taki skurwysyński plan, ażeby mieć i A i B , no bo nigdy jeszcze nie jechałem na dwa fronty i chciałem zobaczyć jak to jest(zwłaszcza ,że z B widziałbym się w Suwałkach na weekendny, a w tygodniu z A w Białymstoku). Dzisiaj się mam umówić z B na spotkanie i mam teraz dylemat moralny , czy rzeczywiście brnąć w to dalej czy być wiernym A , bo nie ukrywam ,że jest dla mnie ważniejsza.
Co o tej całej sytuacji myślcie ? Co powinienem zrobić? Czy wy - społeczność podrywaczy uważacie to za coś niegodnego mężczyzny czy wręcz przeciwnie?
Nikt Cię tu moralizował nie będzie.
To Twoja decyzja bo ty bedziesz podejmował jej konsekwencje, musisz byc zgodny z sobą
Prowadzę stronę z historiami nieudanych randek. Ciekawy opowieści? A może sam chciałbyś się czymś podzielić? Zapraszam - http://NieudanaRandka.pl/
Mam podobną sytuacje i też nie wiem co zrobić
Chyba powiem dwóm laskom że nie oczekuje niczego więcej tylko chce się bawić i może jakaś seks przyjaźń wyniknie i będę wolny dalej 
Możesz jaśniej , bo nie wiem co chcesz przez to powiedzieć?
Wcielaj plan w życie, Tym bardziej że nie rozmawialiście o tym, że jesteście w związku.
Tak jak napisał kolega wyżej, będzie to niezapomniana lekcja:D Tylko pilnuj by A nie dowiedziało się o B, a B o A.
Carlopactwo... Mistrzostwo świata. Szacun : )
Lepiej jest mieć szczęście. Ale ja wolę być dokładny. Bo wtedy, jak szczęście przychodzi, jesteś gotów.
Stary, trzeba sie nad tym zastanowic. Bo jak to sa dwie fajne laski, to:
a) na krotka mete bedziesz szczesliwy ale tak jak mowie, raczej na krotka mete
b) dowiedza sie o tym i stracisz obie
to tez zalezy, jak tam z twoja moralnoscia, to twoja decyzja.
PS: Dziewczyn sie nie posiada! (jakos mnie to tak razi, to takie rzeczowe traktowanie...)
Właściwie życie jest krótkie i jeśli masz na coś ochotę to to zrób, ale licz się z konsekwencjami. Masz swoje sumienie i nikt za Ciebie nie wybierze
Albo spróbuj zrobić tak żeby się na siebie wzajemnie zgodziły, to będzie wyzwanie..
..i pamiętaj żałuj tylko tego czego nie zrobiłeś!
A mógłbyś powiedzieć ile czasu za 1. i za 2. razem trwało takie granie na 2 fronty i jak się kończyło?
Proszę też innych , którzy tak robili o swoje przeżycia z tym związane.
Przedwczoraj i wczoraj widziałem się z panną B , w tym raz u niej byłem i mówiła mi rzeczy w stylu: ''że śniło jej się ,że wyznaję jej miłość'' '' że ona bidulka , bo zazwyczaj ,ją faceci wystawiali szybko '' , pytała jak "nas '' widzę(powiedziałem ,że nie wiem , chyba ją to zasmuciło). I tak się po tym dziwnie czuję,że zwłaszcza teraz nie chce jej powiedzieć ,że nic z tego nie będzie.
Na 2 fronty nie polecisz za długo szczerze mówiąc sam kiedyś byłem w takim jeżeli to można nazwać związku i na chwilę było wspaniale ale potem było już co raz gorzej więc radze ci weź jedną i bądź z 1 bo na dłuższą metę nie pojedziesz a sobie tylko zaszkodzisz i wylądujesz sam
A co bedzie jak dziewczyna z Białegostoku będzie chciała Cię niespodziewanie odwiedzic w rodzinnej miejscowosci, lub zaproponuje że pojedzie z Toba na weekend? Będzie d.u.p.a
Jednakże spróbuj. Czasem sie spotykalem jako singiel z pięcioma naraz i to w tym samym miescie lub blisko miasta. Początkowo fajnie,ale potem strasznie męczące bo zaczynasz miec schiza ze idąc z jedną po mieście zobaczy Cie druga i tamta spalona bedzie.
Ciekawe pytanie. Dobrze, że je zadałeś - wszyscy jesteśmy ludźmi i mamy w sobie tę umoralniającą część, która kategorycznie zabrania wiązania się z dwiema osobami naraz (superego czyli nakazy kulturowe i społeczne wg. Freuda).
I każdy miewa myśli "co by było, gdyby" - gdyby pójść za impulsem i zrobić to, co nas naprawdę korci i pewnie będzie przyjemne. Czemu nie poddać się naturalnym popędom (w końcu podobno kiedyś byliśmy poligamiczni) i nie pożyć inaczej niż wszyscy, pełniej. Czemu nie skorzystać z okazji i nie spotykać się z dwiema osobami naraz (id czyli pierwotne popędy wg. Freuda)?
A gdzie w tym wszystkim jesteś Ty i Twoja decyzja?
Zgadzam się z Carlopactwo - istnieje obawa, że jeśli nie spróbujesz teraz i nie zobaczysz, jak to jest - będziesz próbował w przyszłości. Jeśli odsuniesz od siebie niemoralne myśli, kiedyś mogą wrócić - pewnie wyjdą w najmniej spodziewanym momencie, bokiem/pokątnie. Nie będziesz wiedział, co z nimi zrobić, i np. jako czterdziestoparoletni oddany mąż i ojciec wdasz się w głupi romans z byle idiotką, która zawróci Ci w głowie.
To byłby realny problem.
Zbieranie doświadczeń i odkrywanie siebie wymaga ofiar, więc ostatecznie możesz poświęcić te dwie dziewczyny i kosztem ich skrzywdzenia, poniżenia i łez rozwinąć swoją osobowość.
Wersje są dwie:
1. spotykasz się z obiema i żadna nie wie o istnieniu drugiej,
2. spotykasz się z obiema i obie lub jedna z nich wie o istnieniu drugiej.
Wersja 1.
Jak się skończy, wszyscy wiemy. No nie ma siły: albo zagryzą Cię wyrzuty sumienia, albo dziewczyny przypadkiem dowiedzą się o sobie, albo nie dasz rady skupiać się na 100% na dwóch osobach jednocześnie i te pseudozwiązki rozpadną się same. Prawdopodobnie wszystko wydarzy się naraz.
Wersja 2.
Jeśli obie będą wiedziały, prawdopodobnie się na to nie zgodzą. Gdyby jednak się zgodziły, zaczną ze sobą rywalizować. I znaczyłoby to, że żadna z nich nie czuje się na tyle silna i wartościowa, żeby odejść i szukać mężczyzny na wyłączność. A po co Ci taka kobieta?
Generalnie próbuję Ci uświadomić, że granie na dwie bramki to jedno wielkie g..., które nigdy nie kończy się dobrze. Ostatecznie nie będziesz miał z tego ani fajnej dziewczyny, ani satysfakcji. Skrzywdzisz po drodze parę osób, nic więcej.
Ale wiem, że póki się tego samemu nie przeżyje, argumenty nie docierają. Więc powiem tylko tyle, że wszystko wraca. Jeśli pobawisz się w zdradzanie jednej z drugą, ktoś kiedyś pobawi się Tobą. Takie jest życie i przed tym się nie ucieknie.
A nie możesz wybrać najprostszego rozwiązania? Nie obiecuj nic żadnej z nich, nie wchodź w związek. Poznawaj, nie za długo, nie dając większych nadziei. Po prostu sprawdź, która z nich jest lepsza dla Ciebie w dłuższym okresie czasu, i wybierz.
"hardkor zaczyna się dopiero w sumie gdy mówisz tej pierwszej że idziesz do tej drugiej :
Czemu taka jesteś?
- Jaka?
- Taka cholernie wrażliwa albo cholernie obojętna?
- Bo jestem cholernie inna niż te dziewczyny, które znasz.
Bądźmy szczerzy, wtedy nie zaczyna się hardkor, tylko zwykła bezczelność.
Nie ma jak odgrzewać temat sprzed pół roku. Ten użytkownik już dawno zapomniał o portalu i o swoim dylemacie...
Racja, racja. Ale temat sam w sobie jest ciekawy i daje do myślenia. A nuż ktoś nauczy się na cudzych - nie napiszę: błędach - ale przemyśleniach