
- Co ci jest? Nie wyglądasz na zachwyconą.
- A tak jakoś...
Ja i K. przed imprezą. K. wlecze się smętnie noga za nogą, dziwna jakaś. I picie w plenerze jakoś smutniejsze, niż zwykle.
- No co jest? Nie cieszysz się? Dawno nigdzie nie byłyśmy, ten twój cię puścił...
- No właśnie...
- Co właśnie?
- No bo jemu już w ogóle nie zależy! Jak mu powiedziałam, że jadę na dyskotekę, to powiedział tylko, żebym jechała i dobrze się bawiła!
- To chyba dobrze...
- Dobrze?! Kiedyś to awanturę by zrobił, nie pozwolił mi, a teraz...Mówię ci, już mu nie zależy.
Wszelkie argumenty, tak logiczne w moim horyzoncie poznawczym, na niej nie wywierają żadnego wrażenia. Mówię, że to może wcale nie tak, że przecież zaufanie, że... Kiwa tępo głową, ale i tak wie swoje. No. I żeby się uśmiechnęła mówię jej też, że w końcu jedziemy potańczyć, będzie fajnie...
Gówno tam, nie fajnie.
***
1 w nocy. Przystanek autobusu nocnego, mającego przywieźć nas z Łodzi do naszej metropolii, w której jeżdżą dwa tramwaje, nie jak w Tomaszka Kurwim Dołku. Zła jestem. Jestem zła, jak wszyscy diabli, ale oddycham głęboko, liczę do dziesięciu, uspokajam się. Przegryzienie K. tętnicy na przystanku pełnym ludzi nie jest, mówiąc delikatnie, szczególnie trafionym pomysłem.
- Chyba nie najlepiej się bawiłaś, co?
(Jest to z mojej strony maksymalny eufemizm, w którego polu znaczeniowym znajduje się gorzki wyrzut, że swoimi fochami, komentarzami, minami i niechęcią do wszystkich i wszystkiego popsuła mi cały wieczór)
Wzrusza ramionami.
Wzrusza ramionami, a ja dochodzę do wniosku, że jednak nie, nie przegryzę jej tętnicy. Ostatecznie nie zawsze trzeba mieć nastrój na zabawę. Widocznie ona akurat nie miała. Zdarza się. Teraz marzę tylko, by znaleźć się we własnym wyrku.
Ponuro - przymuloną pseudo kontemplację przerywa mi dzwonek telefonu. Nie mojego. K. odbiera. Stoi wciąż obok mnie, nie odchodzi, więc siłą rzeczy słyszę. Słyszę i obserwuję, a wyraz twarzy K. staje się coraz bardziej morderczy, głos z każdą chwilą nabrzmiewa niewymowną pretensją...
- No, wracamy już, czekamy na autobus.
- (...)
- A tak sobie było.
- (...)
- Nie!
- (...)
- No mówię Ci, że nikt mnie nie podrywał! Z nikim nie tańczyłam, sama tańczyłam! Ochroniarz tylko powiedział, żebym się uśmiechnęła.
- (...)
- Nic, a co mu miałam odpowiedzieć?
- (...)
- No normalny!
- (...)
- Nie! Nie podobał mi się!
- (...)
- Wiesz, jest mi bardzo przykro, że mi nie ufasz! Ale to twoja sprawa. Ja nic złego nie zrobiłam! Daj mi spokój!
Sprzeczka wygląda poważnie, układam sobie już w głowie słowa pocieszenia, gdy jednak K. rozłącza się, morderczy wyraz znika z jej twarzy natychmiast, zastąpiony rozanielonym, ekstatycznym nieledwie uśmiechem. Chyba już niczego nie rozumiem. Stoję z tępą miną i czekam na jakieś wyjaśnienie. K. wciąż ta sama, a jednak nie ta sama. Odmieniona. Jakby jaśniejsza, lżejsza...
- Trochę mu jednak zależy - mówi.
***
Kiedyś potępiałam. Bez bicia przyznaję. Potępiałam i w swoim zadufaniu sądziłam, że jestem lepsza, że myślę słusznie, logicznie, że mam rację. Oburzałam się i chciałam zmieniać sytuację na siłę. Na podorędziu miałam mnóstwo dobrych rad i śmiałe plany,jak wyrwać K. z toksycznego związku. Jednego, drugiego...
Dużo czasu zajęło mi zrozumienie, że nie jestem żadną wyrocznią w tej kwestii, nie mam prawa oceniać życia innych ludzi, zwłaszcza, że moje własne...Ech...
Traktowanie zazdrości, jako koniecznego elementu w związku jest dla mnie patologią, ale czym w takim razie jest zupełny brak zazdrości?
Nie wyobrażam sobie, żebym mogła komukolwiek czegokolwiek zabronić, albo żeby ktokolwiek czegokolwiek mógł zabronić mi. Nie rozumiem kontrolowania, sprawdzania, podejrzeń, awantur, pozwalania i zabraniania. Udusiłabym się w takim związku. Nie puszczam się po kątach, a jak ktoś nie wierzy, to niech spada na drzewo. Osobiście też nie odczuwam wewnętrznej potrzeby kontrolowania kogokolwiek, przez co przeżyłam już sporo scen spod znaku "wcale ci nie zależy".
Ja nie rozumiem podejścia K., ona nie rozumie mojego. Jeśli chodzi o kwestię zazdrości, jesteśmy na dwóch przeciwnych biegunach. Tylko że ja już nie myślę o tych biegunach w kategoriach lepszy - gorszy...
Odpowiedzi
ej sory ile ty oglądasz
pt., 2011-08-19 10:41 — saveriusej sory ile ty oglądasz seriali? Strzelam, że minimum 5.
skoro jedzie na impreze to
pt., 2011-08-19 10:50 — znalazlembanaskoro jedzie na impreze to tego chce - ma dobry humor a po niej fatalny , cos musiało sie tam wydarzyć .
W kazdym zwiazku powinno być - choć troche zazdrości - nie oczywiscie tak jak było u mnie , ale zupelny jej brak to moim zdaniem nie zwiazek . Jak już mowilem , w kazdym zwiazku powinna być chociaż kropla jej.
Może się mylę
Saverius, strzelec to z
pt., 2011-08-19 10:50 — AmeliaSaverius, strzelec to z Ciebie raczej nie będzie
W tej chwili jeden, jeśli naprawdę chcesz wiedzieć. Japoński. Sensacyjny. I od czasu do czasu jakiś odciek 'Battlester Galactica' na poprawę nastroju. Ale...chyba nie takie seriale miałeś na myśli, co? 
Jesteś kobietą, pojechałaś z
pt., 2011-08-19 10:51 — MukaJesteś kobietą, pojechałaś z koleżanką na imprezę, ona się źle bawiła, bo jej chłopak pozwolił jej jechać. To ona smutna, ale Ty ją pocieszasz, potem on dzwoni, ona sie cieszy, że on jest zazdrosny i uśmiecha się, stwierdza że jednak mu zależy.
To brazylijskie jakieś jest...
Czysto polskie. W
pt., 2011-08-19 10:58 — AmeliaCzysto polskie. W brazylijskim byłoby jeszcze około pięćdziesięciu innych bohaterów, z których każdy miałby po piętnaścioro kochanków płci obojga, trzydzieścioro nieślubnych dzieci i co najmniej kilku zaginionych krewnych ze strony ciotecznego stryja wujecznej babki z nieprawego łoża psa sąsiada
No! Zgadzam się w zupełności!
pt., 2011-08-19 11:00 — AmeliaNo! Zgadzam się w zupełności! Jak dobrze i słitaśnie mieć tu jakąś psiapsiółę wśród tych strasznych, ordynarnych samców!
obojętnie co, ważne, że
pt., 2011-08-19 10:57 — saveriusobojętnie co, ważne, że seriale.
No i o zmartwychwstaniu
pt., 2011-08-19 11:01 — MukaNo i o zmartwychwstaniu zapomniałaś:/
A to też się zdarza, wiem bo babcia mi mówiła. -> hihi, tak tak babcia^^
Myślę,że macie dwa różne poglądy, ponieważ ona nie czytała tej strony.
Aż mi się płakać i śmiać
pt., 2011-08-19 12:06 — FanAż mi się płakać i śmiać chce:
"Udusiłabym się w takim związku."
A byłaś?
ale halun, gratuluję dziewczyno...
Ale wnioski bardzo fajne i ciesze się, że miałem okazje przeczytać blog od kobiety, całkiem inny niż te z programowania społecznego z serii COSMOPOLITAM czy jak to się tam nazywa...
A i tak gen rozjebał system
A byłaś...a byłaś...
pt., 2011-08-19 15:44 — AmeliaA byłaś...a byłaś... Psiakrew, właśnie byłam niestety. Nie za długo, bo nie zdzierżyłam.
no ja też bym nie
pt., 2011-08-19 16:52 — Fanno ja też bym nie zdzierżyłbym. ..edit
Taaaaaakk....a może to jednak
pt., 2011-08-19 18:36 — LubiacyCiszeTaaaaaakk....a może to jednak był jakiś "brazylijski tasiemiec"w swoiskim krajowym wykonaniu ?
"Nie rozumiem kontrolowania, sprawdzania, podejrzeń, awantur, pozwalania i zabraniania"-jesteś kobietą,Ty tego nie zrozumiesz..Ty to robisz od tak ;]
"Traktowanie zazdrości, jako
sob., 2011-08-20 12:02 — saverius"Traktowanie zazdrości, jako koniecznego elementu w związku jest dla mnie patologią, ale czym w takim razie jest zupełny brak zazdrości?"
http://www.podrywaj.org/zazdrosc...
polecam