
Aloha, Panowie! Przypuszczam, że sporej liczbie osób w takim czy innym stopniu wtajemniczonym w dziedzinę uwo mówi coś nazwa Demonic Confidence. Tym, którzy przypadkiem jeszcze o tym nie słyszeli, wyjaśniam: jest to rodzaj rozpisanego na 21 dni kursu mającego na celu stopniowo przełamywać różnego rodzaju bariery za pomocą taktyki małych kroków i systematycznego wychodzenia poza strefę komfortu. Kolejne zadania należy wykonywać na przestrzeni krótkiego czasu (nie więcej niż 2 godziny, idealna opcja to 30 minut). Jak ulał dla początkujących.
Niżej chcę się podzielić raportem z 10 misji, które wykonałem. Co prawda będzie się to wiązało z zamieszczeniem grubych spoilerów odnośnie samych zadań, autorzy co prawda przestrzegają, że lepiej jest zaliczać kolejne dni nie wiedząc co będziemy mieli do odrobienia potem, ale osobiście traktuję takie gadanie z przymrużeniem oka.
Pierwsze pięć misji polega na wbudowaniu w siebie automatycznego podchodzenia do kobiet. Wykonałem je w dniach 11-15 stycznia, czyli od wtorku do soboty.
Misja 1: Podejść do 30 kobiet i zapytać o czas.
Zadanie proste jak kij od miotły, więc szczególnych cudów nie było. Mimo to pomogło mi dostrzec jak sporo muszę jeszcze popracować nad mową ciała i tembrem głosu, poza tym do głosu wciąż dochodziły małe irytujące gremliny nazywane powszechnie execuse'ami. W sytuacji, kiedy zapytałem o czas jedną kobietę, włączała mi się blokada żeby zapytać kolejną kilka metrów dalej, nie tylko z obawy przed jej reakcją ("no przecież się pytałeś tamtej!"), ale i otoczenia. Momentami miałem nieco nerwowy głos i czułem się speszony, jeśli pytane osoby nie uśmiechały się w odpowiedzi. Przy wszystkich tych "przeszkodach" wykonanie zadania bardzo mnie zrelaksowało, mogłem iść z kursem dalej.
Misja 2: Jak powyżej, tyle że z widocznym zegarkiem na dłoni albo komórką w łapie.
Pomaga uświadomić sobie, że ludzie nas otaczający mają w nosie to co robimy i myślimy, są zajęci własnymi zajęciami. Pierwsze 20 podejść poszło jak z automatu i, jak się okazało, ani jedna kobieta nie zwróciła mi uwagi na fakt trzymania komórki w ręce. Ostatnie 10 to kolejny napad gremlinów i poczucia bycia obserwowanym. Było nieco stresu, ale dałem radę.
Misja 3: Tym razem, z widocznym zegarkiem/komórką pytamy się przechodzących par, zwracając się ze swoim pytaniem konkretnie do kobiety.
Mogłem się przekonać, że chłopak idący koło dziewczyny niekoniecznie będzie chciał mnie zamordować czy zwyzywać tylko dlatego, że śmiem pytać i gapić się w oczy jego najukochańszej i urodziwej księżniczki. Gremliny coraz rzadziej darły gębę, ton głosu i mowa ciała coraz lepsza. Oprócz tego dobry EC, ani razu nie przerwałem go przed kobietą.
Misja 4: Pytanie 30 kobiet o drogę.
Od razu zaznaczam, że ten dzień, jak i następny, podbudował mi IG w najlepszym stopniu. Gremliny pozamykały mordy, reakcja otoczenia mnie nie rusza, idę i podchodzę. Co bardzo mnie ucieszyło, miałem małe opory żeby zaczepić kobietę która widziała jak pytałem się poprzedniej, nawet zresztą wtedy reagowały pozytywnie i starały się być pomocne, jedna nawet była gotowa mnie odprowadzić.
Misja 5: Mijając 30 kobietom mówimy im coś miłego. Może to być jakiś nieseksualny komplement ("ładny kolor włosów", "ładna torebka"), albo po prostu "miłego dnia".
Uff... zaczynało się gorzej niż myślałem. Prawdę mówiąc, zaczynało się fatalnie. Początkowo błądziłem dobre pół godziny po mieście, za nic nie mogąc wydusić do jakiejkolwiek kobiety tego durnego "miłego dnia". Zawracam na główną ulicę miasta, idę. Kapitanie, baba na horyzoncie. Po zmniejszeniu dystansu okazała się nieco starsza niż się początkowo wydawała, ale i tak jadę. Głos mi się załamał (a biorąc pod uwagę, że posiadam stosunkowo delikatną barwę, musiało to zabrzmieć naprawdę cipowato), nogi się ugięły idę dalej i... ludzie znowu mnie odstraszyli, no bo to przecież powszechnie wiadomo, że widłami mnie zadźgają i na stos rzucą za to, że "miłegodniuję" do nieznajomych. Spękałem, poszedłem w jakąś boczną uliczkę. Zerkam sobie na zegarek i myślę: "nie no, ziomek, nie denerwuj mnie, już 10 minut od pierwszego targetu minęło, a ty się tutaj piździsz i wymówkujesz. Widzisz tamtą? Jedziesz! No, i widzisz, wyrwała kręgosłup? To teraz trzecią. Brawo, kogo obchodzi, że popatrzyła krzywo, to ty tutaj masz mieć fun, nie one. I jeszcze tę jak miniesz na światła... cholera, znowu pękasz, jak będziesz odpuszczał, to będę ci chyba musiał miesięczny szlaban na faworki ustawić. Bierzesz tę w oddali. Dobrze! Kolejna. Ohoho, a tam idą trzy po kolej, licznik sobie nabijesz. One, two three, genialnie. I dalej..."
Cóż, łącznie zeszła mi godzina, momentami dopadał mnie strach, ale jednak przymusiłem się do okrągłej trzydziestki. W ogóle nie przejąłem się tym, że żadna z zaczepionych się nie uśmiechnęła, a odpowiedziały tylko dwie. Najbardziej swoją drogą rozbroiła mnie pani numer 27 (taka wylaszczona blondyna w okolicach trzydziestki). Nawijam swoje "miłego dnia", a ona popatrzyła na mnie z takim wzrokiem jakby się dziwiąc, że jakiś męski śmiertelnik nie boi się do niej odzywać XD. Po wszystkim poczułem znowu to, o czym pisałem w jednym z poprzednich blogów, a co nazwałem sobie roboczo Bezwonnym Uczuciem Pewności (BUP). Było dobrze.
Po niedzielnej przerwie ruszamy z kolejną piątką zadań (17-21 stycznia). Tym razem opierały się nie tyle na samym podchodzeniu, co na emocjach które temu towarzyszą. Co miało z tego wyniknąć? Zobaczmy...
Misja 6: Wracamy do pytania o drogę, ale tym razem usiłujemy wkręcić sobie możliwie najmocniej jak się da poczucie strachu przed podejściem. Musimy myśleć o tym, że zapytana osoba nas zleje, powyzywa, zastrzeli, zawoła swojego łysego karka na pomoc, albo nawet i wszystko naraz.
No i... dziwny dzień. Dziwny dlatego, że chociaż się starałem, za nic nie mogłem wkręcić sobie autentycznego przerażenia. Pomimo że pierwsze podejście powinno we mnie to uaktywnić - kiedy celowo zapytałem o pocztę którą minąłem kilkaset metrów temu. Ekstremum nie było, ale z pewnością czułem się w pewien sposób zdołowany. Przekładało się to na mowę ciała, ton głosu, spojrzenie, ale... niekoniecznie na reakcję kobiet! Przeciwnie, sposród wszystkich zadań to dzisiaj były one najsympatyczniejsze, najbardziej pomocne i uprzejme. Instynkt opiekuńczy czy jak? Jedno to nie dość, że cały czas się uśmiechała, to jeszcze gdy walnęła gafę i zwróciła się do mnie per "pani", przeprosiła mnie i złapała za ramię. Cholera, dzisiaj ma być dzień strachu, miałaś być wredna, a nie eskalować dotyk! Tych "bicz-szildów" nigdy nie ma, kiedy są potrzebne XD. Zadanie zrobione w 45 minut, przy czym kiepski humor trzymał mi się przez resztę dnia. Odbiłem to sobie nazajutrz, ponieważ...
Misja 7: Podchodzimy z pytaniem o godzinę. Nic nowego? Niby, ale... tym razem wprowadzamy się w stan podniecenia. Wyobrażamy sobie, że zapytana kobieta pragnie się z nami przespać i tuż po podaniu czasu zrzuci z siebie ciuchy i zacznie nas namiętnie całować.
Znowu dziwny dzień, ale milszy od poprzedniego. Ponownie nie udało mi się wywołać wyjątkowo silnego uczucia. Ważniejsze jest to, że podchodzenie okazało się wyjątkowo komfortowe. Zero zastanawiania się nad innymi ludźmi, lęku przed zlewką, tylko koncentracja na tym, jak bardzo atrakcyjna jest dziewczyna do której idę. Brak uśmiechu albo szczególnej chęci do pomocy w żaden sposób nie wpłynął ma mój wewnętrzny stan. Całkiem pouczające.
Misja 8: To, o co mówimy tego dnia kobiecie (komplement/pytanie o czas czy drogę) nie ma znaczenia. Najważniejsze jest wzbudzenie w sobie ekscytacji i ciekawości.
Najlepsza mowa ciała i ton głosu jaki miałem na przestrzeni kursu. Włączyłem sobie ciekawość odnośnie tego, co dana kobieta mi powie. Najmilej wspominam sytuację, kiedy zaczepiłem trzy dziewczyny i zapytałem o drogę. Wszystkie widocznie ucieszone, z jedną nawiązałem fajny EC. Ogólnie bardzo wesoły dzień.
Misja 9: Przełączamy kolejno wszystkie poznane stany (strach, pożądanie, eskcytacja) do momentu, aż zauważymy, że niczym się one nie różnią.
Dzień wbogacony ekstra dodatkiem w postaci porannej rozmowy z fryzjerką (musiałem już dawno zrobić coś z tymi włosami). Przyjemna gadka szmatka, sama pani wyjątkowo sympatyczna i rozmowna. Warte odnotowania, że życzenie "miłego dnia" wtłoczyło mi się już niemal odruchowo jako forma pożegnania. Widocznie zostałem miłym (nie mylić z pejoratywnie kojarzoną na tym portalu formą "bycia miłym") człowiekiem XD. Ostatecznie około 20 podejść, aż rzeczywiście zauważyłem, że każdy stan jest taki sam - zawsze jest to rodzaj pobudzenia, tyle że odmiennie interpretowanego. Nie wiem, czy dzięki temu wszystkie moje wymówki runą na zawsze, ale uświadomiłem sobie, jak wielka jest rola odbioru przypływu adrenaliny, którą czujemy przed podejściem. Już sama świadomość tego fakt będzie dla mnie pomocna.
Misja 10: 30 dowolnych (komplement/pytanie) podejść, tym razem bez żadnych emocji i nadzieji.
Luz, blues. Podchodzę myśląc o różowej nodze cioci pudelka Fafika, bez żadnej uwagi odnośnie reakcji. Pozwoliło mi to wyrobić sobie pewien wewnętrzny spokój podczas rozmowy.
Tytułem podsumowania "współpracy" z kursem (ostrzegam, jest bardzo rozwlekłe, zarezerwujcie sobie kilka godzin żeby przez nie przebrnąć):
DC pomaga. Warto spróbować. Polecam. Nie nauczy cię podrywania, ale jest w stanie wytworzyć pewne podstawy.
A jutro jestem zmówiony z bardziej doświadczonym w PU znajomym na DG. Będę otwierał sety, dostawał zlewy, odbijał shit testy, pytał o opinie, wyciągał numery i wybijał iluzje. Czuję, że będzie ciekawie... 
Pozdrawiam.
Odpowiedzi
Gratuluję wykonania
pt., 2011-01-21 15:38 — PlatonGratuluję wykonania postanowionego sobie celu. Tak jak pisałeś że mięśnie bez systematycznego treningu zanikają tak samo czytanie strony bez działania jest tak samo bezużyteczne i marnotrawne jak czytanie o kulturystyce nie ćwicząc.
Ty zaś praktykujesz i dzięki temu możesz osiągnąć cel i oby ci się to udało życzę ci tego z całych sił.
Powodzenia
gdzie mozna znalesc cała
pt., 2011-01-21 19:16 — Irongdzie mozna znalesc cała liste zadan aby ukonczyc cały program .
Wpisz w google "Demonic
pt., 2011-01-21 19:56 — CoilWpisz w google "Demonic Confidence PL", będzie tłumaczenie.
Prawdę mówiąc, dziwne pytanie
pt., 2011-01-21 23:41 — CoilPrawdę mówiąc, dziwne pytanie
.
czemu mialoby sie nie
sob., 2011-01-22 11:36 — Dilczemu mialoby sie nie przydac?sproboj a sie przekonasz