Portal Uwodzicieli
Witryna poświęcona relacjom damsko męskim oraz budowaniu międzyludzkich więzi emocjonalnych.
Lorem ipsum dolor sit amet, consectetur adipiscing elit END.

D(r)C II - Muminki się cieszą.

Portret użytkownika Coil

Witam. W poprzednim odcinku opowiedziałem jak to z kolesia stawiającego nieśmiale pierwsze kroki na drodze do polepszenia relacji z kobietami przemieniłem się w internetowego kloszarda i teoretycznego narkomana. Oraz jak podjąłem wewnętrzne postanowienie poprawy. Dzisiaj muszę z przykrością przyznać, że... zacząłem działać w terenie Smile. I podzielić się kilkoma przemyśleniami które wyniosłem na przestrzeni swoich doświadczeń i co do których upewniłem się na przestrzeni ubiegłego tygodnia. Kto wie, może przyda się innym początkującym...

Pewnie miałeś już okazję się przekonać, że siedzenie w teorii ryje mańkę. Wiem, że się w tym momencie powtarzam, to chyba taki "syndrom byłego palacza" który po wyjściu z nałogu zaczyna wieszać najgorsze psy na tytoniowych wyrobach co aby inni nie popełniali jego błędu. Tyle tylko, że ciągłe siedzenie w teorii jest GORSZE od kopcenia. To wciąga i uzależnia jak prochy. Siedzisz na pryszczatym zadzie przed monitorem, przeglądasz po kolei wypowiedzi wszystkich pick-up guru, chłoniesz field raporty i nic z tym nie robisz. "Ok, idę na miasto... a nie, przeczytam jeszcze raz Mysterego". "Może już czas popraktykować? Nie, jeszcze mi laska strzeli testem którego nie odbiję i nici z numerku (i to choćby i telefonicznego, że też o numerku w przebieralni nie wspominając), zobaczymy, co tam Bad Boy o tym mówi". "Obejrzę jeszcze to, jeszcze to, jeszcze to". "Haha, dobre, jutro to wypróbuję". Jutro nie nadchodzi, a kto inny właśnie domyka Twoje HB. "Oszukali mnie :<".
Zaakceptuj, to że będziesz miał zlewki. Zlewki są śmieszne. Laski są śmieszne. Ta sama dziewczyna może dać ci zlewkę albo zareagować pozytywnie w zależności od tego, czy stoi sama na przystanku, jest w grupie koleżanek, ma zły humor, myśli o pewnym brunecie który wyciągnął od niej niedawno numer i już drugi dzień nie dzwoni żeby się umówić. Jak można przy tym wszystkim brać zlewy na poważnie.
Czujesz dyskomfort? I dobrze, to znaczy, że robisz coś co wzmocni Twoje Inner Game. Ale ponieważ zaakceptowałeś, że będziesz miał zlewki, wzmacnianie IG przyjdzie ci duuużo łatwiej Wink.
Musisz być systematyczny. Nietrenowane mięśnie ulegają zanikowi, tutaj jest podobnie, wiem z autopsji. Jasne, że nie musisz być maszyną która na godzine directuje do 40 panienek po kolei, ale pewna regularność jest niezwykle ważna.

Jeśli chodzi o same działania w polu, to mój ubiegły tydzień (konkretniej rzecz biorąc: przedział dni od trzeciego stycznia do siódmego) był całkiem wesoły. Po przerwie wywołanej feriami świątecznymi plus paroma losowymi wypadkami potrzebowałem czegoś co pomoże mi nabrać dystansu, skojarzy rozmawianie z kobietami z czymś zabawnym. Zupełnie nieświadomie pomógł mi w tym pewien znajomy z "komjuniti" wspominając o pewnym dziwnym otwieraczu, który postanowiłem wykorzystać. Ustawiłem sobie za cel podejść do 10 kobiet i powiedzieć: Przepraszam bardzo, mam pytanie. Jest ważne, więc potrzebuję pomocy. Zatem... jak by mieli na imię rodzice Muminka, gdyby nie było Muminka? Zgadza się, głupie jak cholera... ale dało mi sporo radochy, chociaż - wbrew moim oczekiwaniom - zaczynało się ciężko.

Najgorszy był poniedziałek. Zmierzam sobie w kierunku uczelni, idę koło przystanku, na horyzoncie dziewczyna. Jadziem, nawet bez liczenia trzech sekund idę w jej kierunku. Ona mnie jeszcze nie widzi, jestem już kilka metrów od niej i wtedy... zawróciłem. Naprawdę, nie wiedziałem jak to się stało, po prostu zawróciłem, tak jakby moje ciało sprzeciwiało się woli. W tym miejscu kolejne spostrzeżenie: myślisz, że czujesz się dziwnie przed podejściem? Kolego, dziwnie to się poczujesz dopiero po tym, jak w ostatniej chwili się wycofasz i będziesz miał wrażenie, tak jakby cała zebrana w tobie adrenalina rozlała ci się bezwładnie po ciele. Naprawdę nieprzyjemne. Na przestrzeni dnia trzy próby rozpoczęcia ćwiczenia i trzy porażki.
We wtorek zdecydowanie lepiej, chociaż musiałem się mocno zmusić. Największy dyskomfort miałem naturalnie przy pierwszym podejściu, intonacja głosu była sztuczna, kilka razy zaplątał mi się język, ale ostatecznie dałem radę. Pani (brunetka w okolicach trzydziestki) uśmiechnęła się ze zdziwieniem i poszła dalej. Osóbka numer dwa (ruda, w porównywalnym do mojego wieku) okazała się nieco bardziej rozmowna. Po chwilowym szoku wywołanym pytaniem rozkłada ręce i zaczyna się wdawać w dyskusje ("No, w ogóle nie mieliby imienia" blablabla). Zbyt szybko zakończyłem dyskusję i odszedłem, mój błąd.
Kolejne sześć osób poszło jak z automatu - podejście, pytanie, śmiech, krótka wymiana zdań, idę dalej. Reakcje były dość różne, ale nie spotkałem się z jakimś szczególnie negatywnym zachowaniem (no, pani z numerem sześć tylko lekko się skrzywiła, ale co tam). I wtedy... wtedy uznałem, że skoro mam już na koncie osiem osób, to mogę sobie na ten dzień odpuścić i resztę odrobić kiedy indziej. Błąd. Skończyło się na tym, że odrobiłem te różnicę... w piątek. Tak, we środę uznałem, że "za późno, idę na autobus, blablabla", we czwartek mieliśmy święto, no to "wolne jest, jutro zacznę, blablabla".
Jakkolwiek pani numer dziewięć nie "nauczyła" mnie niczego szczególnego, to approach dziesiątek okazał się pouczający. Swoją drogą dostałem stosunkowo najlepszą reakcję z tych wszystkich. Wyglądało to mniej więcej tak: zauważam idącą dziewuchę, idę w jej kierunku, wyciągam dłoń, zatrzymuję i:

JA: [no wiecie, tekst o Muminkach]
ONA: [chwila milczenia, brecht, nachyla się w moim kierunku] Słucham?
JA: [powtarzam]
ONA: [roześmiana] No... nie wiem... nie mieliby imienia chyba.
JA: No ale jak to tak, bez imienia? Smile
ONA: No bo blablabla.
JA: No cóż, będę musiał się zapytać kogoś innego. Miłego [szykuję się do odejścia, kiedy...]
ONA: Ale stój, moment, skąd takie pytania?
JA: Nooo... po prostu mnie ciekawiło.

Zaraz potem życzyłem miłego dnia i poszedłem. Przyznam, że później pożałowałem trochę, że nie przystanąłem na dłużej i nie pogadałem, bo to zawsze dałoby trochę więcej doświadczenia, ale zapamiętam to sobie na przyszłość Wink.

Podsumowując cały przebieg misji...
Mocne strony: Dawka pozytywnej energii. Bardzo poprawny EC w trakcie "rozmowy". Dostrzeżenie jak ważna jest systematyczność w przełamywaniu się. Nabranie sympatycznego, nieco "pro-eksperymentalnego" podejścia dzięki któremu poznawanie kobiet zaczyna się traktować z większym luzem. Zwiększenie statystyki "Kogo obchodzi, co ona sobie pomysli" Wink. I jeszcze jedna, najważniejsza - podchodziłem.
Słabe strony: Hmmm, jakkolwiek by to zabrzmiało - niewystarczające eksploatowanie targetów, które dało się eksploatować XD. Zbyt powolne wykonywanie "misji". Do tego pewne braki z BL i głosie, ale pracuję nad tym.
Wnioski: Cóż, to co wypunktowałem w drugim akapicie tej notki Wink.

Racja, z praktycznego punktu widzenia to nic nadzwyczajnego, ale wpływ na poczucie pewności, zmniejszenie lęku przed zaczepianiem/podchodzeniem. Tak samo jak cieszę się, że nie siadam na laurach i cały czas staram się iść za ciosem. Ale o tym już w następnym wpisie Wink.
Pozdrawiam.

Odpowiedzi

Portret użytkownika wacek

Ty masz problem z podejściem

Ty masz problem z podejściem a ja z chęcią do podchodzenia Laughing out loud
Jak już podejmę decyzję o zagadaniu to nieważne jak wielki zastrzyk adrenaliny bym dostał i jak miękkie nogi mi się zrobią to po prostu szarżuję i nie ma mowy o odwrocie. Problem w tym, że nie chce mi się podchodzić... Np. Wracam sobie ze szkoły, wsiadam do autobusu, widzę jakąś całkiem ładną blondynkę (wolę brunetki Wink ). Dziewczyna na mnie patrzy... Ja kasuję bilet, chowam do kieszonki... Patrzę na nią... I myślę "A weź spierdalaj. Zmęczony jestem.". Wiem, wielu by pomyślało "przysiądę się" i by zrezygnowało ale mi się czasami po prostu nie chce chociaż wiem, że powinienem się przysiąść dla samego doświadczenia. Muszę chyba z tym jakoś zacząć walczyć, ale z drugiej strony jak się przysiądę kompletnie bez chęci to rozmowa się nie będzie kleić.

To twoje nie chce mi się to

To twoje nie chce mi się to zwykłe excusy, raczej nie zapierdalasz w kopalni żebyś nie miał siły się przysiąść i porozmawiać Wink Wymówka goni wymówkę, od razu czujesz się lepiej..