Portal Uwodzicieli
Witryna poświęcona relacjom damsko męskim oraz budowaniu międzyludzkich więzi emocjonalnych.
Lorem ipsum dolor sit amet, consectetur adipiscing elit END.

Dlaczego Irens i Bane mają rację.

Portret użytkownika knokkelmann1

Witam wszystkich forumowiczów w ten deszczowy poranek

Gdzieś tam kiedyś wspominałem o dupeczce, z(a) którą biegałem lat naście– robiąc za pieska totalnego….ha, nawet nie pieska, tylko, jak ktoś tu kiedyś wspomniał za roślinkę, podlewaną bez końca. Dedykuję ten wpis wszystkim frajerom, którzy uważają, że dla „miłości życia” trzeba się poświęcać, być miłym i uczynnym. To niestety nie tak, a raczej zupełnie na odwrót. Czytajcie i wyciągnijcie wnioski..z błędów frajera, którym byłem przez wiele, wiele lat.
Do rzeczy….chodziłem z panną przez prawie 10 lat, o ile nazwać to można chodzeniem. Robiła mnie jak chciała – na lewo i na prawo, w górę i w dół. Inna sprawa, że z początku znajomości wyjechała do innego miasta na studia. Ja załamka. Nie dawałem sobie rady. Od początku ustawiła się w pozycji nagrody. Telefony bez końca, sprawdzanie i wieczne żale. Bez sensu, patrząc z perspektywy czasu. Ale z perspektywy czasu wszystko się inaczej widzi. Pomijając parę lat znajomości z wszystkimi pieskowania tego konsekwencjami typu zachowania – powiedziałem dość! Byłem w stanie wegetatywnym, rzekłbyś, z rozjebanym życiem na maksa…dobre studia, których nie mogłem skończyć plus masa zmarnowanych okazji, co inna to lepsza. Były i niunie, jedna lepsza inna gorsza, ale zawsze M. na first place. Myślałem że wytrzymam, ale goniłem ostatkiem sił, psychicznych i fizycznych. Ale stało się…udało mi się obronić magisterkę, na której to obronie miała być „moja” dziewczyna. Oczywiście nie dotarła, załatwiała w międzyczasie wizę do stanów. O mnie nie wspomniała ani słowem. Przeżyłem to strasznie, ocena końcowa zjebana, do tego te klimaty z lalą. Wróciła po 2 czy 3 miesiącach, jakby nigdy nic. A wiedzieć wam trzeba, że słodka ona jak cukierek, blond babe z dużymi cyckami i miłą myszką. Miałem wahania, bo psychicznie siadałem straszliwie, ale jak to zwykle po odświeżeniu znajomości w łóżku powrót z (mojej) strony był na 100%. Pozornie zaczęło się układać. Lala miała mieszkanie, to myślę sobie, trzeba by się zaręczać – pierścionek kupować, mieszkanie meblować. Zacząłem ostro trenować znowu judo, po paru latach przerwy, było super. Oho, myślę sobie, zaczyna się układać. Czyli wyrzeczenia jednak się opłaciły. Wracam to ja sobie z treningu, dzwonię żeby się z nią umówić żeby kupic jakieś meble do mieszkania, a tu stal w głosie niuni. Miała powiedzieć mi już wcześniej, ale właśnie jutro wyjeżdża do UK. Na długo? Pytam. Ona, że na rok a może i dłużej. I bach, następnego dnia już jej nie było. Ja w proszku, ale niezupełnie. Treningi zaczęły przynoście rezultaty. Miałem, eufemistycznie rzecz ujmując, wyjebane, – ale tak na 10 no może 20 procent. Jak na mój stan to i tak nieźle. Rzecz jasna była tak uprzejma, że zostawiła mi swój numer w UK, dzwoń i się dopytuj…Furtka jest. Dzwoniłem, ale mój stopień wyjebania wzrósł do 40 – 50 procent. Nieźle, myślę sobie, zaczynam odżywać. Przestałem dzwonić. Miałem trochę skitranych pieniędzy, to pojechałem na studia do Australii. O M starałem się zapomnieć. Było fajnie….Ale 50 procent frajera tliło się gdzieś z głowy. Gorszy dzień, mniej słońca, no i stało się. Dzwonię. Ona zdziwiona. Aż w Australii? I jak fajnie? A ja fajnie i jeb słuchawką. Nie będzie mi tu dziwka psuła ładnej pogody i dobrego humoru, bo trzeba wam wiedzieć kochani, że miałem jak w raju. Ciepło, plaża i browary pod palmami. Mówię sobie, i koledzy moi też mi mówią – odpuść chłopie, bo znowu będzie. No to się trzymałem. Zaczęła dzwonić po tygodniu, 5 lub 6 razy dziennie. Ja wyjebane…rozwoziłem meble, opalałem się, rwałem azjatki. Ta dzwoni. Dobra, odbiorę i opierdolę żeby nie dzwoniła. Ale ten głosik…tak słodki. Suma sumarum, dowiedziałem się, że jej się to w UK nie podoba, po to bo tamto, ale coraz częściej o mnie myśli, że jednak taki zły nie byłem (a chyba jej ówczesny zapchajdziura był) i w gruncie rzeczy to można by się zejść, bo, cytuję, kocha mnie ale trochę. Ja w śmiech. Było minęło. I koniec rozmowy. Ta dzwoni…raz drugi ..dwudziesty raz. Popłynąłem….Ok, mówię, skończę kurs to przyjeżdżaj, pojeździmy to tu to tam. Przyjechała po paru miesiącach. Było cudownie, Australia jest zajebista, objechaliśmy Nową Zelandię i parę innych miejsc. Nie poznawałem jej, czuła kochająca, wszystko dobrze się ułoży. Obydwoje wracamy do Polski i zamieszkamy razem. Coś mnie tam szarpało od czasu do czasu w środku żeby nie wierzyć w te deklaracje, ale chyba mi się tylko zdawało. Umówiliśmy się, że poleci z powrotem do UK, weźmie rzeczy, zamknie rachunek i po tygodniu będzie w Polsce. Wierzyłem jej bezgranicznie. Dlatego też mocno się zdziwiłem, kiedy usłyszałem już w UK na lotnisku, że jednak nie, nie jest gotowa, jeszcze się zastanowi. Gdyby nie lotnisko, to bym jej strzelił w zęby, taki byłem zły. Leciałem dalej do Polski w grobowym nastroju, bez dupy, kasy, ale z zajebistą opalenizną. Dobre i to.
Mijały tygodnie. Czas, co dziwne leczył rany. Poznałem jedna czy dwie miłe panie, wystukałem koleżankę ze studiów. Po miesiącu dzwoni M. Z pretensjami, że się nie odzywam! A ja w śmiech. A ona, że musiała się zastanowić i w ogóle. Że się obrażam i cham jestem. Nie zaprzeczyłem. Masz rację kochanie, jak zawsze. Ona, że jednak chce wrócić i zamieszkać, ale nie może, bo pieniądze z konta w UK ukradli i dlatego jeszcze zostanie. A ja na to – ok., to zostawaj i jeb słuchawką.
Wróciła po miesiącu…..Zamieszkaliśmy razem, zaczęło się układać…dostałem robotę, super kumple, chlanie itp. Z niuną też nie było najgorzej. Dostałem zwrot podatku, kupiłem w ciul rzeczy do mieszkania. Czujnośc została uśpiona, byłem na haczyku. Dlaczego? Nie wiem. Wydaje mi się, że coś nie poszło w UK za jakimś fagasem, i robiłem za koło zapasowe w Polsce. Jak zawsze zresztą. No i dostałem strzała. Za to, że poszedłem z kolegami na piwo – won z mieszkania. Ja w szoku, coś mi nie grało. Za grubo, za szybko. Próbowałem negocjować, ale bardzo prędko dałem sobie spokój. Ale, że z koleżkami trzymałem się już mocno i ci mnie nakręcili– to mówię – luz ale oddawaj moje rzeczy – pralkę, TV, sztućce, nawet sraj taśmę. Załadowałem samochód. Rozstanie tak, święty Mikołaj nie. Zaczęła coś bulgotać, że to wspólne tzn jej bo w jej mieszkaniu. Wysłałem nr konta i sms z żądaniem przelania za resztę rzeczy. 2 miesiące się migała. Aż zapłaciła. Ja tylko- dzięki i tyle. Zapanowała cisza – były inne. Po jakimś roku zaczęła się znowu dobijać. Ja zlewka, poszliśmy raz na piwo, ale nawet nie chciało mi się do niej dobierać. Wyparowało, poszło w pizdu, to cholerne zaurocznie czy też uzależnienie. Miłość to chyba nie była. Poznałem nową lalę, tą z postu mamusia na kredyt..fajnie było do czasu. Ok., przyznaję byłem w dołku, myślałem, że moja stara eks poprawi mi humor. A ta była gotowa na wszystko, wyjechała ponowne do UK i wróciła, ale chyba źle trafiła, bo BŁAGAŁA mnie żebym z nią zamieszkał i obronił przed jej British chłopasiem. Za jej kasę na czynsz, żarcie itp. Potulna jak piesek. Miałem wyjebane, myślałem o poprzedniej. A tą jakby chuj strzelił. Cukierek. Zrobi wszystko, żebym został. Kupiła samochód, władowała mnóstwo kasy w mieszkanie. Ale mi się coś w bani poprzestawiało, bo posmakowałem innych i ta moja wydała mi się jakaś taka blada…bez rewelacji. Teraz to ja byłem nagrodą, ale niestety za słabo się starała. Sprawy finansoweo – lokalowe latały mi koło fiuta. Innymi słowy, kopnąłem ją w dupe po jakiś 6 miesiącach. Po prostu wyszedłem bez słowa. Ta dzwoni i dzwoni, po jakimś czasie przestała. Czy to był ST czy nie, nie ma pojęcia, bo kręciłem z inną dupą (opiszę kiedyś) Dowiedziałem się od szczurów, że zeszła się z tym koleżką z UK, i chodzi czy też śpi z nim korespondencyjnie. Pewnie z braku laku. Ale grzało mnie to. Wyrzuciłem ją z głowy…pomimo tych wszystkich historii, lat razem nie życzyłem jej źle itp., po prostu stała mi się obojętna. Nawet było mi jej trochę żal. Pojechałem sobie na jakiś czas do krainy papierosów za 15 cad i też było fajnie, z lekkim sercem. Wróciłem parę dni temu i jakoś tak się spikneliśmy na piwo. Było jak za dobrych czasów, rozmowa i dużo śmiechu, bo dziewczyna z niej w gruncie fajna, tylko za ostro ze mną jechała. Nie znała umiaru, przesadziła jak sama przyznała. Dowiedziałem się, że cały czas buja się z tym gościem z UK, od którego uciekła, chociaż podobno i uderzyć potrafił i w ogóle. Tego nie rozumiem. Chyba prawdziwy alfa, oh yeah. Chyba się z nim jednak nie ochajtnie, wolała by ze mną, ale ja okazałem się nieczuły i po tylu latach niepoważny. Ale, tu mnie rozwaliła, nadal mnie kocha. Chociaż ona by ze mną chciała mieć dziecko, to ja nie chcę itp. Nie chciało mi się tego słuchać. Dopiłem piwo i poszedłem do domu.

Jaki z tego morał? Jak pisał nieodżałowany Irens – miejcie wyjebane a będzie wam dane. Od tej zasady nie ma wyjątków. To aksjomat, podstawa, rzecz niepodważalna. Bez dyskusji. Nawet jak nie macie wyjebane, to sprawiajcie wrażenie, że macie. I tak się zachowujcie. ZAWSZE. Dodam jeszcze, że koleżka Bane też ma rację – one zawsze wracają, pytanie tylko czemu zawsze za późno. I nigdy, ale to nigdy nie porzucajcie swoich planów dla kobiety. Zemści się to na was okrutnie. A przecież chcieliście dobrze. Jak zwykle. A dostaliście w dupę. Jak zawsze. Dlaczego tak jest, nie wiem. Pozdrawiam serdecznie znad morza….