
Znowu motywacją do wpisu są wpisy BANE'a oraz kilka innych wpisów inspirowanych jego wpisem.
To co napiszę prawdopodobnie będzie miało bardzo negatywny wymiar, ale tak naprawdę warto doszukać się w tym pozytywów.
Czytając biografię ludzi, którzy naprawdę wiele osiągnęli, a także stali się bardzo sławni można dojść do dwóch wniosków.
Pierwszy z nich to większość z nich spotykała na swojej drodze olbrzymi trudności, porażki.
Drugi to nie poddawali się i dalej dążyli do celu.
Ja kilka lat temu miałem coś co można nazwać taką wielką próba. Mnie i moja rodzinę spotkała wielka tragedia - nie będę co prawda opisywał szczegółów.
Podniesienie się po tym, u mnie trwało jakieś 5 lat. U niektórych trwa do dzisiaj. Chcę naświetlić wymiar tego co się stało.
Jeszcze wcześniej moim problemem był brak wiary w siebie. Już za dzieciaka jakoś w czwartej klasie, nie miałem odwagi na robienie tego co lubię, a nawet spróbowania. Wtedy myślałem, że nie teraz, że kiedy indziej.
Zainteresowania miałem raczej narzucone, co prawda w pewnym momencie naprawdę mnie to wciągnęło, ale wtedy zaczepki innych dzieciaków sprawiły, że odpuściłem.
W pewnym momencie jednak, działo się coraz lepiej. Odnalazłem moje zainteresowania, byłem w centrum uwagi znajomych, zaczęły się pierwsze randki ale wtedy też doszło do tego zdarzenia. Jako dzieciak będący w drugiej klasie gimnazjum, trzymałem się naprawdę dzielnie przez pewien czas. Pewien. Długo nie wytrzymałem, na początku był czas kompletnego załamania. Kilka wizyt u psychologa, niby lepiej - kompletna zmiana.
Jednak wtedy ukazało się kilka rzeczy, raz strasznie grałem wobec ludzi. W środku szczerze mówiąc był strzępy, na zewnątrz świetnie się trzymam, niektórzy to wyczuwali. Ja też o tym wiedziałem. Zawsze na początku tygodnia obiecałem sobie, że ten tydzień będzie inny, że naprawdę wezmę się za siebie, bo jak na razie moje życie to tylko te cztery ściany. Tak, udawało się... Na dwa, może trzy dni i później znowu powrót do czterech ścian.
Ja nie zostałem z tym wszystkim pozostawiony sam sobie, mogłem robić co tylko chciałem. Były na to pieniądze, było wsparcie, ale pozostała totalna obojętność wobec samego siebie i brak pewności siebie.
Z perspektywy czasu, o zgrozo jak ja tego nienawidzę...
Ale z perspektywy czasu to naprawdę boli, szczególnie teraz kiedy mając te 19 lat, błędy popełnione przez ostanie pięć, wychodzą co chwilę.
Tak dorastałem, ale mimo wszystko, szło mi całkiem nieźle, bynajmniej w edukacji, chociaż w edukacji ponadgimnazjalnej zaserwowałem sobie zmianę szkół. Chyba 3 razy, a może o czymś zapomniałem, ale zawszę zmieniałem na najlepszą szkołę i tak w końcu trafiłem do najlepszej szkoły w mieście, ale tutaj wyszło na przestrzeni kilku lat niezdecydowanie i idąc na studia mam wielkie obawy, że tam gdzie idę nie spodoba mi się.
W ostatniej, ze szkół pewnego dnia niesamowitym przypadkiem poznałem piękną dziewczynę, z którą w końcu połączyło mnie o wiele więcej.
Jeżeli miałbym to ocenić, to straciłem na tym cholernie dużo. Po roku z Nią, z emocji miałem zrobione kompletnie gówno, zrezygnowałem z wielu rzeczy, nie mam znajomych.
Zyskałem jednak również dużo, bo poznałem ją, zrozumiałem bardzo dużo. Cena wysoka, ale jednak warto było.
Jednak odbiegam trochę od tego co chcę napisać.
Otóż wyobraź sobie bracie, hybrydę chłopaczka z wanna be PUA. Masakra, gdybym miał wąsy to w tym momencie, zakręciłbym je wokół palca.
Zawsze brakowało mi pewności siebie, a właśnie przez nią powstała nibypewność siebie. No do cholery, nigdy nie miałem dziewczyny, zawsze uważałem siebie za jakiegoś gorszego, a tu nagle obok mnie najlepsza dziewczyna ze szkoły, gdzie było mnóstwo forumowych SHB. No do cholery jeszcze raz, spojrzenia innych kiedy szedłem z Nia bezcenne.
Oczywiście nigdy nie pomyślałem, żeby po prostu dawać jej coś z siebie, a chociaż próbować (W ciągu tych kilku miesięcy doszedłem do wniosku, że przepis na dobry związek jest naprawdę łatwiejszy niż nam się wydaje. Wg mnie, po prostu Ty nie możesz grać. Ona tak, ona będzie grała, ale Ty w nic nie graj i miej swoje zasady),
wracając jednak, ja bardzo się starałem, do tego starałem się wrzucać to co wyczytałem tutaj, dodatkowo stałem się zazdrosny, z czasem uzależniłem się kompletnie od niej. Stała się moim narkotykiem. Chciałem mieć ją na wyłączność, sam nie poznawałem nikogo nowego. Kogokolwiek, zapomniałem o znajomych, jej znajomych również nie poznawałem. Zacząłem grać, kiedy był przebłysk naprawdę dobrego związku, bo ja naprawdę wziąłem się za siebie, nagle znowu powrót do tego co było wcześniej. Zacząłem z Nią grać. Dziewczyna dostawała taki kalejdoskop, bo ja zachowywałem się jak ona z natury, w durny sposób grałem.
Dam prosty przykład - kiedy było między nami najlepiej, pewnego pięknego wieczora, kiedy siedzieliśmy we dwoje, jej oczy mówiło tylko jedno - kocham Cię. Oczywiście ja wanna be PUA z wbitą do mózgownicy zasadą ona ma to powiedzieć pierwsza, po bardzo zmysłowych chwilach powiedziałem jej, że ją tylko lubię. Dziewczyna rozpłakała się, a ja w środku też.
Wiedziałem również w pewnym momencie, że to dalej nie ma już sensu, a wiecie co mnie przy niej trzymało? Nawet to, że czeka mnie studniówka. To było chore. Mnie przeraża to co mi siedziało w głowie.
Związek w końcu się rozpadł, usłyszałem od niej, że to koniec i że możemy być przyjaciółmi, płakałem, ale jeszcze znalazł się jakiś pierwiastek męskości w mnie, który wtedy odmówił. Oczywiście wtedy nie dałem rady i wróciliśmy do siebie.
Farsa trwała przez następnych kilka miesięcy i w końcu już definitywny rozpad.
Później próby powrotu, prośby obrażanie się, dalej farsa, ale już w innym wymiarze.
Dzisiaj odczuwam te błędy sprzed lat i sprzed kilku miesięcy. Mam problemy ze studiami, chociaż już się na nie dostałem, nie mam znajomych, bywa, że nie mam się do kogo odezwać.
I tak od dłuższego czasu pozostaje praca nad sobą, efekty widzę z dnia na dzień, w głowie też już jest porządek, nawet ona zaczęła się jakoś tak dziwnie odzywać.
Nigdy już nie wypuszczę z rak steru nad moim życie, już nie będę obojętny. Codziennie podejmuje świadome decyzję i tego się trzymam. Cele też realizuje, na razie pomniejsze, mam czas na większe, to naprawdę dobra perspektywa.
Nie ruszają mnie już te wszystkie rzeczy, otworzyłem oczy i zobaczyłem, że to ja trzymam ster i to ode mnie zależy jaki przebieg będzie miało moje życie, ta myśl daję naprawdę dużo.
Odpowiedzi
Ciekawa historia ja juz tak
śr., 2011-08-17 21:40 — gtiCiekawa historia ja juz tak mialem kilka razy idealna kobieta zwiazek bledy rozzstanie wnioski pozniej znowu idealna kobieta bledy rozstanie . . . Za kazdym razem mysle ze juz wiem wszystko tych bledow juz nie popelnie a jednak zawsze znajda sie jakies nowe
nie ma chyba zlotego srodka
TEN Twój blog dał mi bardzo
śr., 2011-08-17 21:46 — QB@L@TEN Twój blog dał mi bardzo dużo do myślenia, i po części na pewno przekazałeś dobre wskazówki jak postępować, a jak nie w dalszym życiu. I za to ci chwała!
Leci do ulubionych.
A blog to na prawdę jest zajebiście napisany.
Otóż to, miej cele i do nich
czw., 2011-08-18 20:41 — SlimShady91Otóż to, miej cele i do nich dąż. Też nie byłem wychowywany na pewnego siebie faceta - z tego też powodu chodze do psychologa.
gti też dobrze napisał, uczymy się na błędach, jednak coraz pojawiają się nowe. Aż w końcu dojdziemy do perfekcji, wierzę w to i Ty też uwierz, pora zacząć się zmnieniać.
Życzę powodzenia, pozdro!
Otóż to, miej cele i do nich
czw., 2011-08-18 20:41 — SlimShady91Otóż to, miej cele i do nich dąż. Też nie byłem wychowywany na pewnego siebie faceta - z tego też powodu chodze do psychologa.
gti też dobrze napisał, uczymy się na błędach, jednak coraz pojawiają się nowe. Aż w końcu dojdziemy do perfekcji, wierzę w to i Ty też uwierz, pora zacząć się zmnieniać.
Życzę powodzenia, pozdro!