witam,wiec krotko,poznalem dziewczyne i spotkalismy sie ,na spotkaniu szmery bajery ,bylo kino na koniec buzi buzi tylko w policzek ale git,jeszcze na koniec dodala ze dziekuje za mile spotkanie i ze ma nadzieje na powtorke.Czyli chyba bylo ok,po trzech dniach ciszy zadzwonilem pogadalismy (powinienem sie umowic ,ale nie zrobilem tego ,wiem blad) i ogolnie bylo ok.I teraz schody bo mialem dzniowy wyjazd zaplanowany o ktorym ona wiedziala i pewnie tez by pojechala ale uznalem ze to za wczesnie na takie calodniowe eskapady i nic jej nie powiedzialem ze jade.
Jak sie dowiedziala to miala pretensje ze widocznie nie chcialem zeby ona tez tam ze mna byla itd To jej wprost powiedzialem ze uwazam iz na tym etapie naszej znajomosci wole ja poznawac spotykajac sie z nia we dwoje(nie jechalem sam ) bo wtedy latwiej jest porozmawiac a tylko wtedy sie mozna poznac lepiej.Ona mi na to ze tym ją rozwalilem i czesc.po pewnym czasie ciszy napisalem jej ze jak jej przejdzie to niech da znac,Jak wy to widzicie ,mi sie wydaje ze ona sprawia wrazenie ze che by bylo cos wiecej ale ja dalem jej do zrozumienia ze ze mna nie pojdzie tak latwo ,tylko czy nie zrobilem tego wlasnie za bardzo otwarcie?jak to wyprostowac ?
Cały dzień to była świetna okazja na to, żeby poznała cie takiego jakim jesteś na codzień i myśle, że to by było dobre dla ciebie.
O jakim etapie znajomości mówisz...? Bo moim zdaniem każdy jest dobry na taki wyjazd, a to że byli inni dowiodło by, że ona nie jest w twoim centrum uwagi bo masz też swój świat.
"Chcesz rozdawać karty...? Wejdź do gry..."
"Break the walls..."