
Całe życie miałem problem z tym, że więcej czasu spędzałem na mówieniu ile to ja nie zrobię i czego nie dokonam niż na faktycznym działaniu. Dlatego też obiecałem sobie, że zarejestruję się na stronie i coś napiszę dopiero w momencie, kiedy przestanę mówić, że coś zrobię a zacznę po prostu to robić.
Na stronę trafiłem jak większość po stracie kobiety. Chciałem wtedy ją odzyskać bo nie wyobrażałem sobie życia bez niej. W zasadzie to rozstanie pchnęło mnie do zastanowienia się nad sobą, bo pokazało prawdę na temat mojego życia. Nie potrafiłem być szczęśliwy. Tak po prostu sam ze sobą. Moje życie było jak gówienko owinięte w sreberko i te wszystkie wydarzenia związane z rozstaniem pomogły jedynie uchylić rąbek śmierdzącej tajemnicy.
O kilku poprzednich miesiącach mojego życia, przemyśleniach i zmianach mógłbym napisać kilkadziesiąt stron tekstu. Nie wiem czy miałoby to jednak większy sens. W żołnierskim skrócie powiem tylko, że zmieniłem całkiem niemało - skupię się bardziej na konkretnych sytuacjach z kobietami a zmianę postawy tylko naszkicuję. Otóż skończyłem studia, zacząłem drugie, zmieniłem pracę na lepszą (poprzednia mnie niszczyła, w tej się w końcu spełniam), wyprowadziłem się do dużego miasta, rzuciłem palenie, przestałem praktycznie pić, włożyłem sporo wysiłku w to by odnowić kontakty z ludźmi na których kiedyś mi zależało, by poznać nowych. Zacząłem przykładać uwagę do tego by regularnie jeść, spać, generalnie dbać o siebie. Już tylko to sprawiło, że jakość mojego życia mocno się podniosła. Wiele rzeczy w jakiś magiczny sposób sama się w mojej głowie wyprostowała. Od wielkich jak moje cele, marzenia, oczekiwania i pragnienia po proste codzienne sprawy. Podjąłem kilka odważnych, i jak się okazało później zupełnie słusznych decyzji.
Wiedzę ze strony testowałem w miarę swoich ówczesnych możliwości w praktyce. Wpadłem w jakiś chory krótki pseudo związek w którym miałem okazję popełnić wszelkie możliwe błędy. Trwało to raptem kilka tygodni i skończyło się z hukiem. O ile po poprzednim rozstaniu spędziłem dwa tygodnie w pozycji embrionalnej i kolejne dwa na dochodzeniu do siebie, to tutaj było raptem kilka godzin irytacji na to że dałem się wmanewrować w jakąś chorą gierkę. Poznawałem dziewczyny w zasadzie tylko przez znajomych. Pierwsze kroki były trudne. Mowa ciała i kontakt wzrokowy, chodzenie w nowe miejsca - pamiętam jak starałem się chodzić wyprostowany a w środku miałem wrażenie że wszystko mi drży. Ruchy wydawały mi się nienaturalne i niepłynne. Gdy jakaś osoba łapała ze mną EC to robiło mi się gorąco. W dodatku zgrywałem się na alfa co z boku musiało wyglądać komicznie
. Wtedy to miałem okazję zrazić do siebie świetną dziewczynę postawą "pseudo non needy". Kalibracja tego to dla mnie najtrudniejsza rzecz w uwodzeniu. Do tej pory mam z tym w pewnych sytuacjach trudności.
Dzisiaj jest inaczej - nie czuję tego ciągłego niepokoju. W zasadzie nic nie czuję poza rodzajem przyjemnego spokoju. Podobnie było z pierwszymi ST. Początkowo analizowałem co do mnie kobiszcze mówi i wyłapywałem ST (lub częściej nie
), dzisiaj większość oczywistych wyłapuje po fakcie bo odbijam instynktownie. Nie przez trening w odbijaniu ST tylko właśnie przez poprawę IG. Generalnie poprawienie IG odbiło się pozytywnie w zasadzie na wszystkich dziedzinach mojego życia.
Mam kilka doświadczeń, które na pewno będę pamiętał długo, bo były to rzeczy dla mnie wtedy zupełnie nowe. Przykładowo na początku tego roku podbijałem na prywatce do całkiem przeciętnej laski. Próbowałem z nią troszkę rozmawiać ale dziewczyna miała zadziwiająco dużą sukotarczę. Rzuciłem jej kilka negów i olewałem cały wieczór. Nie była to żadna strategia - po prostu wydała mi się antypatyczna. Po kilku godzinach i piwach dziewczę w mało wyrafinowany sposób zaczęło się do mnie dostawiać próbując mi wepchnąć swój ozor w mój prywatny otwór gębowy. Mimo, że byłem mocno wyposzczony to nie przystałem na tę niewerbalną propozycję kompleksowego procesu wymiany płynów ustrojowych. Nie potrafiłbym sobie spojrzeć w twarz jakbym przeleciał pijaną laskę. Smaczku dodaje sytuacji fakt, że całość odbyła się na oczach jej pudla, który to smalił do niej cholewy przez bite pięć lat. P-i-ę-ć.
Pamiętam też sytuację, kiedy to złapałem EC z jakąś kobietą i zanim cokolwiek zdążyłem pomyśleć otworzyła mnie na klasyczne "znamy się?". Pierwsze spotkanie podręcznikowo poszło. Sztorm ST. Dosłownie huragan. Co 30 sekund - wynieś to, chodź tędy, idź tam itd. itp. Waliła jak z UZI. Jak to odbiłem, co trwało może 15-20 min. nagle skończyła jej się amunicja. Zrobiła się pokorna jak owieczka. Początkowo na przełamanie dotyku delikatnie ją prowadziłem, czasem przeszedłem za plecami muskając ramię. Po kilkudziesięciu minutach nie prostestowała jak ją objąłem. W końcu jak usiedliśmy na ławce non stop zerkała na moje usta jak mówiłem. Domknąłem ją na SC tego wieczoru. Nie na ławce oczywiście tylko u mnie
. Spotkaliśmy się potem jeszcze kilka razy. Za każdym razem próbowała mnie ramować po swojemu. W dodatku miała po domknięciu postawę needy. Wtedy poznałem jakie to jest męczące. To trzeba jednak doświadczyć na własnej skórze a zrozumie się kobiety. Nie miałem na szczęście problemu z zakończeniem tego bo od początku mówiłem, że nie szukam związku.
Oprócz kilku tego typu sytuacji z kobietami warto wspomnieć, że zmieniło się też to w jaki sposób odbierają mnie inni. Zauważyłem dwie zależności totalnie dla mnie nowe. Pierwsza to postawa napastliwa ze strony małej grupy facetów. Nauczyłem sobie z tym radzić głównie przerysowując sytuację do granic absurdu lub ignorując - nigdy nie odbijam w stronę atakującego. Przykład takiej sytuacji: siedzę w większej grupie przy stole, koło mnie target; rzecz się dzieje wczesną wiosną na altance. Nagle jakiś koleś totalnie z dupy rzuca: "kolega w skórze to ma +10 do lansu - ile lasek dziennie na to bajerujesz?". Wtedy wykorzystałem sytuację, że target też miał skórę i od razu do niej: "hej kolega twierdzi, że ludzie noszą skóry żeby bajerować laski; nie wiedziałem że jesteś bi?". Laska najpierw oczy w słup a później w śmiech. Od razu wtedy przeszedłem w temat płci mózgu, który można poprowadzić w kilka bardziej ciekawych niż homoseksualizm tematów
. Inna sytuacja tego typu była, kiedy trenowałem na secie czwórkowym koleżanek i kumpel mi wypala, że ja to kobieciarz i bajerant jestem. Fakt, dałem mu kilka rad po koleżeńsku ale nie wiedziałem, że penis będzie mi się tak odwdzięczał. Rzucił jeszcze kilka takich tekstów więc odciąłem go delikatnie postawą od dziewczyny z którą właśnie rozmawiałem, położyłem jej rękę na ramieniu, spojrzałem głęboko w oczy i z ultra poważną miną jakbym przyznawał sie do morderstwa powiedziałem: "Muszę ci się do czegoś przyznać.. Tak naprawdę jestem totalnym s***wielem, który wykorzystuje kobiety, paskudnym manipulatorem. Wierzysz mi?". Ona załapała na szczęście groteskowość całej sytuacji i zaczęła się śmiać mówiąc, że nie. Dalej łatwo przeszedłem w temat pierwszego wrażenia w relacjach między kobietami i mężczyznami. Po tym wieczorze miałem spore IOI od 2 z 4 dziewczyn.
Druga postawa wobec mnie ze strony innych dotyczy zajętych lasek w długich związkach. Generalnie po pewnym czasie wiele rzeczy wchodzi w krew i nie da się po prostu ich włączyć lub wyłączyć. Szczególnie dotyczy to całej postawy, pozbycia się z głowy wszystkich iluzji. To dla kobiet w wieloletnim związku jest bardzo pociągające bo z reguły na co dzień mają do dyspozycji co najwyżej tampon emocjonalny zamiast mężczyzny. Coś jak wyrób czekoladopodobny w porównaniu z czekoladą "z okienkiem". Nie trzeba tej drugiej nawet rozpakowywać, żeby dostrzec porządne orzechy. Miałem sytuację, kiedy dziewczyna kumpla rzucała mi miękkie piłki raz po raz i jeździła po nim jak po burej suce w jego obecności. Na siłę wciskałem się po raz pierwszy w życiu w ramę przyjaciółki z penisem: zacząłem opowiadać jej jak bardzo cierpię po rozstaniu z dziewczyną; opowiedziałem też kilka historii, które stawiały kumpla w dobrym świetle - coś jak na początku się trenuje DHV tylko w tym wypadku budowałem pozytywny obraz kumpla w oczach jego dziewczyny. Zadziałało ale ich związek i tak się rozsypał ze trzy miesiące później, teraz chłopak się troszkę ogarnął i ma dziewczynę, która go szanuje. Generalnie jednak dostrzegam, że takie zajęte laski z bliskiego otoczenia najpierw rzucają mnóstwo miękkich piłek a później unikają kontaktów nawet typowo koleżeńskich. Potem jak się spotykamy przypadkowo znów flirt na całego. Pewnie traktują to jako odskocznię od codzienności i nie chcą ryzykować swojego przaśnego związku. Nigdy się nie brałem za taką koleżankę więc nawet nie miałem okazji sprawdzić jak sytuacja się ma w rzeczywistości.
A teraz? Teraz jest ciężko, ciężej niż na początku. Ale to dobry stan, lubię go. Ktoś na tej stronie kiedyś napisał, że są 4 etapy opanowywania nowej umiejętności: euforia, przygnębienie po konfrontacji wyobrażeń o swoich umiejętnościach z rzeczywistością, mozolna praca, mistrzostwo. Zdecydowanie jestem na początku trzeciego etapu. Mam za sobą kilkutygodniowy dół z którego się właśnie wygrzebałem. Czemu lubię ten stan mozolnej pracy? Mam z nim do czynienia w swoim zawodzie na co dzień, jestem do tego przywyczajony. Po prostu jaśniej niż na początku widzę cel, do którego dążę, wiem, że to jest możliwe. A wiedza o tym, że będzie ciężko ale jest możliwe nie przytłacza o ile się wie co trzeba robić by do tego celu dojść.
Od jakiegoś czasu testuję własne rutynki, uczę się NLS, ćwiczę kierowanie rozmową na tematy, które mi sprzyjają Na koniec napiszę, że mimo, że rozmowa z kobietami, które znam, nie sprawia mi już dużego problemu, to otworzenie obcej dziewczyny, która mi się podoba uruchamia lawinę przygniatającego lęku. Pracuję właśnie nad tym, żeby się tego pozbyć. W tym tygodniu zaliczyłem swoje pierwsze otwarcia obcych dziewczyn, jedną domknąłem na numer po wyraźnych IOI. Opiszę to wszystko w następnym blogu. To oczywiście tylko jedna z wielu rzeczy do opanowania.
Dzięki za lekturę, brooner.
Odpowiedzi
Gratuluję sukcesów i oby tak
ndz., 2011-05-29 08:56 — FrappeGratuluję sukcesów i oby tak dalej.
Jak rzuciłeś palenie, sama silna wola, czy jakieś wspomagacze?
Nie paliłem dużo, nawet nie
ndz., 2011-05-29 09:19 — broonerNie paliłem dużo, nawet nie codziennie - wystarczyło więc "silne postanowienie poprawy".
"Ktoś na tej stronie kiedyś
ndz., 2011-05-29 09:40 — hes"Ktoś na tej stronie kiedyś napisał, że są 4 etapy opanowywania nowej umiejętności: euforia, przygnębienie po konfrontacji wyobrażeń o swoich umiejętnościach z rzeczywistością, mozolna praca, mistrzostwo."
Powodzenia!
Dobrze się czyta takie wpisy, utwierdzają w przekonaniu, że wszyscy tak naprawdę na początku naszej drogi wychodzimy z podobnych pozycji. Ja akurat walczę z drugim etapem
Z biegiem czasu rozmowy z
ndz., 2011-05-29 11:00 — pooolekZ biegiem czasu rozmowy z obcymi kobietami nie będą dla Ciebie problemem. Ja tez jestem na tym etapie i czasem tracę wątek, czasem źle zaczynam i czuje uczucie gorąca. Trzeba się uczyć na błędach i nie zrażać się.
DObrze za zaczołes cos robic
śr., 2011-06-01 16:23 — ChaninngDObrze za zaczołes cos robic w dobrym kierunku pozdr;D