Witam,
Już nie raz mi pomogliście. W związku z tym mam do Was kolejne pytanie. Otóż sytuacja wygląda tak, że moja kobieta ostatnio coś przebąkuje o tym, że niby wydaje się jej, że już jej nie kocham. Owszem wedle Waszych rad nie daję z siebie więcej niż ona, ale na pewno nie jest tak jak ona mówi.
Co mnie irytuje? Bardzo często powtarza, że do wielu rzeczy nie jest przyzwyczajona np. nie trąbie jej co 5 sekund, że ją kocham - ona nie jest do tego przyzwyczajona, nie latam na każde jej zawołanie - ona nie jest do tego przyzwyczajona, nie skacze wokół niej - ona nie jest do tego przyzwyczajona. Co więcej zaczęła wymuszać na mnie zeznania np. pyta często czy ją kocham. Czasem się ugnę i powiem, że tak, ale przeważnie obracam to pytanie w żart lub drażnię się z nią mówiąc, że nie itp. Nie chcę, żeby działało to na zasadzie, że mówię jej to wtedy kiedy tylko ona tego chce. Tym bardziej, że wyznaje ona zasadę, że to facet powinien mówić "Kocham Cię" pierwszy, a ona odpowiada "Ja też Cię kocham". Sama z siebie powiedziała mi to tylko raz czy dwa razy.
Dzisiaj z kolei zebrało się jej na "poważną" rozmowę. Zaczęła wnikać czy traktuję ją poważnie, czy jako przejściówkę, bo ona nie ma czasu na bawienie się w chwilowe związki blablabla. Nawet zapytała czy na całe życie. Zabiło mnie to pytanie i odpowiedziałem, że na obecnym etapie nie potrafię powiedzieć czy na całe życie (jesteśmy ze sobą ok 5 miesięcy). Na co ona wyraźnie posmutniała, zamyśliła się itp. fochy.
Nie wiem czy to są jej shit testy czy ona tak naprawdę. Co robić? Co odpowiadać na tej jej pytania i na to przeklęte "nie jestem przyzwyczajona"? Myślicie, że naprawdę może czuć się niekochana? Dodam, że raczej daję jej do zrozumienia, że jest dla mnie ważna, ale jej albo mało, albo brakuje jej obskakiwania.
Co o tym myślicie?
Pozdrawiam
Andrew7 łapie ocb i dobrze prawi.
semper fidelis
Ja bym odpowiadał "Kocham Cię tak samo jak Ty mnie!". Stosuj tzw. metodę "zdartej płyty" czyli powtarzaj w kółko tą samą odpowiedź aż jej się znudzi zadawanie głupich pytań.
...
Ale z drugiej strony zasugeruje jej, że "Daję Tobie tyle ile Ty dajesz mi"
...
Ale przecież oni są już w związku, więc powiedzieć słowa "Kocham Cię" to nie jest nic złego
Ale bez kitu. Może powiedzieć jej, że daje jej tyle ile ona jemu. Wtedy ona zacznie bardziej się starać po to żeby i on się postarał.
...
Podepnę się z pytaniem do sytuacji. Jak juz jest się w związku, to jak często mówić kobiecie, że się ją kocha, żeby nie stało się to tak powrzechne jak "dzień dobry", albo "co w TV"???
Ale też żeby nie musiała w nieskończoność na to czekać, bo jeszcze gotowa mieć wątpliwości itp. a nie o to chodzi, żeby kobietę katować.
Myślę, ze najlepiej mówić to w wyłącznie w wyjątkowych sytuacjach. Np. po dobrym seksie
albo po innych miło spędzonych wspólnych chwilach
Przecież takie chwile nie występują na codzień.
...
Mnie kobieta mówi że mnie kocha i mówiła już z tysiąc razy ale na początku powiedzialem jej że powiem jej to kiedy bedę jej wkładał pierścionek na rekę i ona nadal mi mówi, że mnie kocha ale zaczyna robić fochy i mówi o tym jak jest niepewna tego co ja czuje i że ona mi mówi kocham Cię a ja jej tego nigdy nie powiedziałem i nie wie czy to w ogóle powiem.. rozumiem ją i zastanawiam się jak jej to wyjaśnić, bo ona domyśla się , że ją kocham bo daje jej to do zrozumienia czynami...
napiszcie co wymyślicie
powiedz jej "sory, jestes ze mna 5 miesiecy i nie jestes do tego przyzwyczajona?!"
-kochasz mnie?
-tylko gdy ciągle się mnie o to nie pytasz...
wspomnij cos o zaufaniu, ze jesli Ci ufa to powinna wiedziec co czujesz i nie musisz jej tego powtarzac co chwile
Do kolegi pytającego w tym wątku - ta kobieta chce ugrać nad Tobą przewagę. Bardzo dobrze, trzymaj ją w niepewności. Nie mów jej tego, tylko pokazuj.
Kiedy mówi, że nie jest do czegoś przyzwyczajona, to pomijaj to ciszą, ale nie bądź niemiły. Możesz się na przykład uprzejmie uśmiechnąć, ale nic więcej. Wersja opcjonalna: powiedz jej miłym, ściszonym, poufnym głosem 'z całym szacunkiem do Ciebie (tu jakieś zdrobnienie), ale będzie trzeba się do tego przyzwyczaić. Tak już mam.'
I przestań się uginać.
Nie słuchaj rady w jednym z postów powyżej, żeby odwracać pytanie. Nie pytaj ją w ogóle o zdanie. A już na pewno nie w ten sposób.
'Tym bardziej, że wyznaje ona zasadę, że to facet powinien mówić "Kocham Cię" pierwszy, a ona odpowiada "Ja też Cię kocham".' - Radzę wsłuchać się w swoje własne zasady.
Poważne rozmowy obracasz do znudzenia w żart. A jak się nie śmieje i dalej drąży, to ignor. Na spokojnie, nie obrażasz się. Trzymasz dystans. To samo z jej fochami.
I nie myśl, że dajesz jej cokolwiek za mało do zrozumienia. Zresztą nawet, gdyby tak było, to ona ma się o Ciebie więcej starać, a nie cokolwiek wymuszać w ten sposób i sobie pogrywać.
WIelkie dzięki za rady panowie.
Pozdrawiam
Witam ponownie.
Nie będę zakładał nowego wątku, więc podepnę nowy problem, który wypłynął pod ten temat.
Otóż mieszkamy razem. Moja dziewczyna, że tak powiem delikatnie jest dość "leniwa" jeśli chodzi o typowe, codzienne sprawy. Przykładowo - robienie obiadu. Gotuje słabo. Twierdzi, że jej się nie chce i tego nie lubi. Zanim była ze mną gotowała bardzo rzadko. Dopiero za moją inicjatywą codziennie mamy prawdziwy obiad. Ja wymyślam dania, robię różne rzeczy, ona mi pomaga. Jednak widzę jak się męczy. Najchętniej zostawiłaby mi robienie żarcia i zmywanie, a sama zajęła się odpoczynkiem po pracy.
Inny przykład to sprzątanie. Sprząta owszem, nie żyjemy w bałaganie, ale robi to dosyć nieporadnie. Oczywiście pomagam jej, ale naprawdę musi być już syf, żeby się za to wzięła.
Ostatnia sprawa, która mnie bardzo dotknęła wydarzyła się ostatnimi dniami. Otóż zdarzyło mi się zachorować (pierwszy raz odkąd jesteśmy razem). Przeziębienie; ogólne rozbicie, katar, temperatura itd Średnio miałem siły, żeby cokolwiek robić w domu, poza tym zdarzało mi się pomarudzić na to jak się czuję. I co widzę? Dziewczyna owszem pomaga mi, ale jest wkurwiona strasznie. Widzę, że zmusza się do tego. Na dodatek umniejsza mój nieciekawy stan dając mi do zrozumienia, że udaję i wyolbrzymiam. Skończyło się tak, że ledwo żywy siedziałem z nią w kuchni podczas gdy ona przygotowywała jedzenie. No kurwa... Albo tekst "Pomożesz mi czy będziesz obłożnie chorował dzisiaj?". Dodam tylko, że jak ona kilka tygodni wstecz również chorowała ja latałem wokół niej jak popierdolony. Robiłem obiadki, podawałem leki, przytulałem, dbałem, chuchałem. Podobało jej się to. A sama jak mi odpłaciła?
Do czego dążę? Otóż staram się podpowiadać jej co powinna robić, jak się zachować w różnych sytuacjach, ale ona ma w głowie model funkcjonujący w jej rodzinie, gdzie ojciec gotuje, sprząta i siedzi cicho. Dochodzi do spięć. Ona twierdzi, że gdy ja tak jej "radzę" to ona ma ochotę zrobić wręcz odwrotnie. Jak stwierdziłem, że kiepsko się mną zajmowała gdy byłem chory to powiedziała, że to dlatego, że właśnie mówiłem jej co mam robić.
Co zrobić? Nie sugerować jej nic, nie doradzać? To będzie mnie krew zalewać, bo ona sama "nie ogarnie", nie zrobi obiadu, nie pomoże mi. Co radzicie?
Na co ona wyraźnie posmutniała, zamyśliła się itp. fochy.
masz za dobre serce misiu....a ona jest wrażliwa
Kawałek mięsa a jaką ma moc!