
This could possibly be the best day ever!
Tak, mogę to z dużą dozą prawdopodobieństwa stwierdzić. Miałem dziś tak dobry humor, że szkoda gadać. No ale wypada wspomnieć, jak bardzo dobry humor przełożył się na moje postępy w podrywaniu, które nastąpiły. Oj, nastąpiły!
Pracuję i pracuję. Rozdaję ulotki, jak dobrze wszyscy wiecie. Patrzę, a wychodzi na papieroska naprawdę ekstra laska (czarnulka o urodzie takiej "pani prezes"). Nie namyślając się długo, ruszyłem za nią, chcąc wysępić fajkę. Akurat nie miała ze sobą drugiej, ale sobie trochę pogadaliśmy, przedstawiliśmy i tak dalej. Powiedziała, że mogę sobie za chwilę pójść z nią do pracy, gdzie będzie mogła mi dać papierosa. Nie pamiętam dokładnie, jak to wszystko wyglądało, ale koniec końców zaproponowałem jej wspólne spotkanko. Ona kończyła wcześniej niż ja, ale powiedziała, że jak załatwi coś u siebie w domu, to gdzieś na jakieś piwko skoczyć możemy. Ja zadowolony, choć - nauczony ostatnimi doświadczeniami - bez przesadnego entuzjazmu, wstukałem jej numer. Zawsze powtarzałem sobie, że potem może się jakoś wymówić czy coś. Do owej dziewczyny (nazwijmy ją dla niepoznaki Sylwia) później wrócę.
Rozdaję i rozdaję. W pewnym momencie widzę siedzące na ławce i śmiejące się dwie dziewczyny. Jedna z nich to absolutnie nie mój typ, ale druga... hm, byłoby co podupczyć, na pewno. Najciekawsze jest jednak to, że jak momencik przy nich postałem, to ta, która mi się podoba, nagle wyciąga rękę i mówi "Basia" (imię oczywiście zmienione). No proszę, dupa po raz pierwszy się przedstawiła, a nie ja jej! Zapytały, czy mam Naszą Klasę. Ja na to, że tak, ale nie rozwijałem tematu. Potem do Basi zadzwonił telefon, ja odczekałem chwilkę, a później powiedziałem, żeby podały swoje numery. Podały bez problemu, choć ten od tej brzydkiej mnie, rzecz jasna, nie interesował. Tak się jednak szczęśliwie złożyło, że poznany niedawno sympatyczny ochroniarz w tej samej chwili zawołał, żebym podał do nich numery. Co ja zrobiłem? Oczywiście podałem ten do tej brzydszej (ale powtarzam - brzydszej dla mnie, o gustach się nie dyskutuje). Teraz będę już miał wytłumaczenie, czemu dzwonię do Basi, a telefon do tej drugiej podałem "znajomemu szukającemu sympatycznej dziewczyny". 
Powoli zbliżałem się już do końca pracy, kiedy dostrzegłem kolejną laskę. Stała z wózkiem przy jubilerskim. Ja - całkowicie już pewny siebie - podbijam i wychodzi na to, że też jest na pierwszym roku na tej samej uczelni. Krótka gadka, "daj numer", ona się trochę waha, ja na to znany tekst "Spoko, będę do ciebie dzwonił tylko trzy razy na godzinę". Ona banan na buźce i podaje. W tej samej chwili wychodzi jej rodzinka, jakaś babka (matka?) pyta "A co tu się dzieje?", a dupa (od teraz będzie to Krysia), że rozmawia sobie z kolegą. Odszedłem z uśmieszkiem na twarzy. Niech jej starsi wiedzą, że córeczka niebrzydka i rozchwytywana, a co?
No i ostatni - piąty - numer zdobyty tego wieczoru. Hostessa rozdająca ulotki (18 lat, rok młodsza). Żadna fruzia, że hej-hej, ale w sumie to spoko. No i również sympatyczna - gadaliśmy sobie już od początku roboty. Tak gdzieś w połowie zaproponowałem, żebyśmy jutro po pracy (kończy później) skoczyli na kawkę, na co ona, że zobaczymy, ale widać było, że w sumie nie miałaby nic przeciwko. Potem sama zaproponowała wspólnego papieroska, a jak z niego wracaliśmy, wyciągnąłem od niej numer. Uznajmy ją za Martę.
No i co? Genialny dzień pracy dobiega końca, a został jeszcze wieczór, prawda? Wieczór z Sylwią, prawda? Zadzwoniłem do niej po wyjściu, odebrała, umówiliśmy się na mieście. Na przystanku zagadałem niezłą blondynę. Też pierwszy rok studiów, ale tym razem nie dostałem od niej numeru. Z dwóch powodów: a) bo ma faceta, b) bo nie. No nic, trochę gadaliśmy, ale tak jakoś bez przekonania. Na szczęście jazda długo nie trwała.
Po paru minutach zjawiła się moja luba. Kupiliśmy razem fajki (nałogowa palaczka
), a potem ruszyliśmy na poszukiwanie knajpki. Niestety w pierwszej nie było miejsc dla palących, a Sylwia kategorycznie nie chciała słyszeć o innych. W końcu, po wielu próbach i zagadywaniach przechodniów, znaleźliśmy fajną restauracyjkę. Zamówiliśmy sobie po Lechu, potem po następnym. I gadaliśmy. Gadaliśmy cały czas, nie było żadnej drętwoty. Szkoda tylko, że pęcherz mam słaby i ze cztery razy musiałem biegać siku. Dopiero w toalecie uświadomiłem sobie co następuje: "Stary... jesteś na randce! Pierwszej randce w życiu!". Rozmawialiśmy bez skrępowania o jej życiu osobistym (moim też, choć dużo go nie było). Przyjechała tu z innego miasta z chłopakiem, choć, zniechęcona jego ciągłą nieobecnością w domu, wyprowadziła się. Jest teraz wolna, nie ma co do tego wątpliwości. Mówiliśmy o pracy, o przeszłości, o homoseksualistach, o relacjach damsko-męskich, o Kościele. Zadziwiające, że niemal we wszystkim się zgadzamy. Gadaliśmy trochę filozoficznie, np. że laska lecąca na kasę nie jest w niczym lepsza od faceta lecącego na cycki itp. Sam powiedziałem, że dla faceta wpadnięcie wobec dziewczyny, która mu się podoba, w ramy przyjaciela, to najgorsze, co może go spotkać.
No, nadszedł czas w końcu się zbierać. Po raz ostatni poszedłem do łazienki (już trochę wstawiony, ale bez przesady - słaby łeb, sami rozumiecie). Okazało się, że Sylwia już za nas zapłaciła. Mówiłem, że będę się czuł jak ostatnia cipa, jak jej nie oddam, ale ona nie chciała o tym słyszeć. Powiedziała, że fajnie będzie się jeszcze kiedyś spotkać i nawet zamówiła dla nas taksówkę (ona jechała dalej, więc za mnie też musiała w końcu zapłacić). Wiedziałem, że nie mogę tak po prostu wysiąść i dałem jej buzi w policzek (inna sprawa, że tak średnio mi ten buziak wyszedł). Nie protestowała i w żaden sposób nie okazała, że jej to nie pasuje. Pomachaliśmy sobie na do widzenia i rozstaliśmy się.
Napisałem do niej SMS-a, w którym podziękowałem za zajebisty wieczór (wiem, że nie mogę okazać, że mi tak bardzo zależy, ale dziewczyna naprawdę się na mnie sporo wykosztowała i należało jej się). Jest tylko jeden szkopuł: nie odpisała mi na niego. Oczywiście treść SMS-a była "zamknięta" i nienastawiająca się na odpowiedź, ale trochę się zaniepokoiłem. Może jej się jednak nie spodobałem?
Mam nadzieję, że nie. Tak czy inaczej, dzień dzisiejszy był po prostu zajebisty. Czułem się, jakbym mógł mieć każdą zawsze i wszędzie. To naprawdę wspaniałe uczucie. Pan Culp pojawił się dopiero przy okazji wątpliwości co do nieotrzymania odpowiedzi od Sywlii, ale też tak jakoś niewyraźnie.
W każdym razie dziękuję Wam wszystkim. Czuję się dziś jak zwycięzca, a to dla mnie prawdziwa rzadkość. Nie doszłoby do tego, gdyby nie Wasze porady. Nie tylko mówię o interesujących mnie laskach - zagadałem dziś też sporo innych osób: facetów i starsze bądź brzydsze babki, tak po prostu, żeby pogadać. Przekonałem się, że to nieprawda, że Polacy nie lubią rozmawiać. Lubią, ale wstydzą się odezwać. To zadanie dla nas, młodych, by pokazać im, że nie ma się czego wstydzić.
Odpowiedzi
Glinx uwielbiam Cię, nawet
sob., 2009-12-12 23:17 — damianosGlinx uwielbiam Cię, nawet nie wiesz, jak się cieszę , że Ci się udało tyle rzeczy w jeden dzień, gratuluje.
A teraz masz świetny
sob., 2009-12-12 23:18 — Mi88-21A teraz masz świetny pretekst żeby ją gdzieś zabrać
po prostu dzwonisz mówisz że nie możesz tego tak zostawić jak ostatnio, że ona płaciła i chcesz się jej odwdzięczyć... wtedy działasz już odważniej i pewniej. Gratulacje !
Niech ten blog będzie
sob., 2009-12-12 23:28 — pabhioNiech ten blog będzie przykładem dla reszty początkujących, że dla chcącego nic trudnego. Do roboty panowie!
Dziś wszyscy użytkownicy
sob., 2009-12-12 23:28 — rafciuuuDziś wszyscy użytkownicy podrywaj.org wywieszają biało-czerwone flagi bo mamy święto narodowe. Gratuluję.
Sylwie możesz teraz zaprosić w celach odwdzięczenia się.
Pozdro
Na sms mogła nie odpisać z
ndz., 2009-12-13 00:34 — NeofitaNa sms mogła nie odpisać z przekory, że nie jest taka łatwa... Bedzie dobrze!
nawet jak mu nie wyjdzie
ndz., 2009-12-13 08:16 — pabhionawet jak mu nie wyjdzie teraz, to co... wyciągnie wnioski i będzie wiedział co robić następnym razem
Stary, wielkie brawa dla
ndz., 2009-12-13 10:19 — VimStary, wielkie brawa dla Ciebie!
Widzisz, a narzekałeś że
ndz., 2009-12-13 10:28 — lestatWidzisz, a narzekałeś że jesteś do niczego. Także nie takie diabeł straszny jak go malują:)
Jeśli jesteś zadowolony z
ndz., 2009-12-13 10:39 — AnchelJeśli jesteś zadowolony z tego dnia to gratuluję.
Na pewno pojawia się wpisy ze mogłeś ten dzień inaczej zakończyć niż pocałunkiem w policzek (z tego co napisałeś na pewno mogłeś, jeśli mieszkasz sam na przyszłość możesz spróbować zaprosić dziewczynę do siebie albo delikatnie wprosić się do niej;))
Ale tak jak wcześniej napisałem najważniejsze że Ty jesteś zadowolony ze swojego życia, którego nie można przeliczać tylko na ilość domknięć;D
pozdrawiam!
No glinks dajesz rade
ndz., 2009-12-13 10:44 — orbiterNo glinks dajesz rade
Pewnośc siebie i gitez. Trening jak najbardziej codziennie i zaraz tu przeczytamy o jakimś puranku
Brawa glinxDobrze ze za
ndz., 2009-12-13 13:53 — DilBrawa glinx
Dobrze ze za Ciebie zapłaciła masz pretekst do nastepnego spotknia.
Parę dni temu tragiczna
ndz., 2009-12-13 18:54 — frozenKAIParę dni temu tragiczna zamałka a teraz atak na całym froncie

Solidne dno musiałeś Glinx osiągnąć skoro tak wysoko się odbiłeś
Powodzenia
No chlopie gratulacje,
ndz., 2009-12-13 21:59 — SparkNo chlopie
gratulacje, nareszcie cos sie ruszylo, oby tak dalej
Jak kobieta za Ciebie płaci
wt., 2009-12-15 17:28 — AvonasakJak kobieta za Ciebie płaci to jesteś na najlepszej drodze do sukcesu. A teraz nie zwlekaj - pocałuj ją na następnym spotkaniu. To wcale nie jest takie trudne, sam się o tym przekonałem. Pękasz przy pierwszym, a z każdym następnym masz coraz większą pewność siebie - bo skoro chce więcej, to chyba zły nie jesteś i coraz więcej załapujesz. Tak samo z uwodzeniem i wszystkim innym!
moim zdaniem lepiej dla
pt., 2010-10-22 19:51 — Trojanek23moim zdaniem lepiej dla Ciebie by bylo gdybys nic nie napisal i poprostu za jakis czas zadzwonil i chcial sie odwdzcieczyc i nie mozesz pokazac lasce ze to bylo cos wyjatkowego i nie samowitego, to dla Ciebie codziennosc chociaz bez przesady
Czy ja wiem... jak dla mnie
pon., 2010-11-01 13:32 — glinx11Czy ja wiem... jak dla mnie to ten pożegnalny SMS niewiele zmienił w jej wyobrażeniu mojej osoby, które kształtowało się na przestrzeni całej naszej rozmowy.
Tak czy siak to już nie ma znaczenia. Kontakt z każdą z tych dziewczyn szybko się urwał.
A jak sytuacja wygląda
wt., 2010-11-09 09:37 — PlatonA jak sytuacja wygląda dzisiaj minął prawie rok co się zmieniło hmm...