Witam,
Wlasnie przed chwila wrocilem ze spotkania. Dzwonila do mnie pewna panna (ta z bloga metamorfoza II, wciaz zajeta), mowiac mi ze jest wlasnie w mojej miejscowosci, a konkretniej na wyspie, nieopodal zamku. Ze znajomymi, a konkretnie z jednym gosciem i druga laska.
Akurat jadlem obiad, mialem isc na pewna zbiorke, ale wolalem zobaczyc sie z nimi. Wzialem po drodze kumpla. Dzwonie do owych dziewoj. Jedna z nich (moj dawny targecik) nie byla mi w stanie wytlumaczyc gdzie konkretnie sa, wiec posypaly sie z miejsca negi, tym bardziej ze nazwalem ja "lajza", ale to nic wielkiego. Pominmy niewazne detale.
Dotarlem z kolega na miejsce, okazuje sie, ze siedza same, bez zadnego manekina. Zostal koles na rybach (w sumie w porzadku sie wydaje, bo potem zamienilismy pare zdan). I tak.
Zaczne od zachowania mojego kumpla. Najmniej mi to zajmie.
Stal obok, caly czas trzymajac w dloni komorke i skrobiac jakies zjebane esy.