Portal Uwodzicieli
Witryna poświęcona relacjom damsko męskim oraz budowaniu międzyludzkich więzi emocjonalnych.
Lorem ipsum dolor sit amet, consectetur adipiscing elit END.

A to było tak... ;)

A to było tak...
    W moim życiu nie miałem zbyt wielu kobiet. początki sięgają podstawówki. heh no tak pierwsza miłość nie rdzewieje Wink niby to była 6 klasa, a jednak to dziewczyna chciała się pierwsza całować. skończyło się to szybko z powodu jej koleżanki, która była zazdrosna ;p.
      co było dalej? nic nie było... na szczęście jeździłem na kolonie, a tam dziewczyn do wyboru do koloru, ale i tak zawsze się to kończyło tak samo. myślałem, "myślałem", że jak się będzie miłym dla nich coś z tego będzie... no comment. i bez żadnej dziewczyny mija gimnazjum, liceum w sumie też, ale tu już było pare perypetii (w końcu będą jakieś konkrety).
      jedna zaczęła się na koloni. super dziewczyna, tak mi się wydawało, rok młodsza. świetnie nam się rozmawiało, ale jednak ze względu na brak doświadczenia z kobietami, spieprzyłem sprawę. niby dała mi nadzieję na coś więcej, ale powiedziała, że nic do mnie nie czuje. wszystko też przez mój słomiany zapał. działo się to na przestrzeni ponad roku, raz gadaliśmy więcej raz mniej, wtedy sam nie wiedziałem czego chcę.
      międzyczasie zbliża się studniówka. no i znów szał, bo to trzeba z kimś iść. większość na około ma laski, a ja dalej bide klepie. znalazła się dziewczyna z innej klasy,bo nie miała z kim iść, więc poszliśmy razem. i tu kolejny zonk. trzeba umieć tańczyć. wszyscy kursy robią, tańczą cholera wie gdzie, a ja nic. no to wziąłem się do roboty. ściągnąłem filmiki z neta instruktażowe (nie mialem czasu ani kasy na jeżdzenie na kurs tańca) uczylem się z nich. potem jechałem do tej dziewczyny i razem z nią się uczyłem tańczyć. ona tam jakiś stopień wtajemniczenia w tańcu miała. no właśnie bo do tanga trzeba dwojga... postanowilem pokręcić z nią. jeździłem do niej co pare dni, zamiast leżeć w łóżku bo byłem mocno przeziębiony. znów się, ja głupi, zauroczyłem. bawiliśmy się nawet nieźle na studniówce. potem postanowiłem ją zapytać wprost czy chciałaby być ze mną. mała, chuda, lipa... starałem się bardzo, zdrowie o mało co sobie kurwa nie zepsułem. czułem się tak wkur...., że postanowilem to zmienić. maturalna klasa, a ja sobie nie potrafie dziewczyny zdobyć.
       naściągałem ebooków o podrywaniu. dowartościowałem się. nie miałem już stresu jak podchodzilem do kobiety. no i tak pewnego dnia jadę sobie autobusem, bardzo ładna dziewczyna siedzi pare miejsc dalej. wychodzi ona na tym samym przystanku co ja. ja niewiele myśląc podbiegam. cześć, szybki komplement, ale spoko nie był banalny Wink. no własnie i tak się niby zaczęło. tak samo świetnie mi się z nią przebywało. spotkaliśmy się pare razy, ale znów brak pewności, doświadczenia. i znów zepsułem.
      potem wyjazd za granice do roboty, żeby uciułać na studia, bo rodzice nie są bogaci. nie chciałem ich stawiać w takiej sytuacji, żeby jeszcze specjalnie oszczędzali na moje studia. tam dopiero się otworzyłem. podchodzilem do każdej dziewczyny, która mi się podobała. umialem dobrze język. potrafilem iść sam na dyskotekę, obce miejsce, pare piw i zawsze zarywałem kobiety, tańczyłem z nmi, jakieś pocałunki. raz była taka sytuacja, że tańczyła taka blondi i nie było w okół niej nikogo. miala 23 lata. niewiele myśląc podszedłem, złapałem za ręke i wziąłem ją w obroty. pamiętam wzrok innych facetów. to bylo boskie. czułem się jak zwycięzca, zdobywca. i chu.... z tego, że umiałem świetnie zacząć, skoro potem mój dalszy brak doświadczenia wychodził i dupa. miałem wiele takich sytuacji. wielki początek, jeszcze szybszy koniec.
      wróciłem do kraju. zaczęły się studia. myślałem sobie nie ma bata, że czegoś nie wyrwe, w dyskotekach, startowałem zawsze do tych najładniejszych. było wiele takich sytuacji, że moim kumplom kopary opadały. byliśmy raz w pięciu w klubie. sobie myśle trzeba coś wyrwać bo "gay party" raczej mi nie odpowiada. no i tak tańcze na tym parkiecie, jakieś "kocie" ruchy ;p;p podbija do mnie dziewczyna, wręcz próbuje zerwać ze mnie koszulkę ;p no to wziąłem ją w obroty. zaprosila mnie do stolika. opierając się troche poszedłem. patrze... przecieram oczy... a tam siedzi 5 lasek bez facetów w wieku od 18 do 22. rozmawiam z nimi, chciały żeby moi kumple tu przyszli, a ja na to "nie, to wy chodźcie do nas, u nas jest fajniej" i tak znów jak zdobywca ciągne za sobą tyle dupencji z jednego końca dyski na drugi. moi kumple złamali kopary, heh nic dziwnego. dzięki mnie się nieźle bawili;p i znów nic z tego, jak nie umiałem tego pociągnąć dalej, jakoś sensownie zakończyć.
      i tak mija cały rok akademicki. podrywałem wiele dziewczyn (nie chce was już zanudzać jak to udało mi się wyrwać jakąś laskę) i kończyło się zawsze tym samym. byłem jak politycy, świetnie zaczynają i wiadomo jak kończą;p
      zaczeły się wakacje 2009.
i tu mała wstawka na temat mojego wyglądu, gdyż nie oszukujmy się wygląd też ma znaczenie, przynajmniej na początku. przez połowę gima i całe liceum i jeszcze pierwszy rok studiów mialem mega problemy z trądzikiem. wręcz wyglądałem jak trędowaty. apogeum tego cholerstwa osiągnąłem na studiach. powiedziałem dość kiedy musialem przestać chodzić na judo ponieważ ból jaki mi z tego powodu towarzyszył przewyższał już nawet to, że czułem się nie pewnie z tego powodu jak wyglądam. ale wszystkie sytuacje opisane powyżej były właśnie za czasów kiedy miałem to dziadostwo. nie poddałem się, nie dalem się złamać przez mój wygląd. przeszedłem drogie leczenie. od liceum biegałem, ćwiczyłem, pływałem. jestem dobrze zbudowany, mam świetną fryzurę, dbam o siebie. metrosex, ale wszystko z umiarem. patrząc na ta wszystko faktycznie wygląd nie ma znacznego wpływu na podryw. lecz wtedy trzeba mieć wielką pewność siebie i poczucie własnej wartości, która w sobie bardzo długo rozwijałem. teraz moja pewność i poczucie własnej wartości oraz morale są bardzo wysoko. uważam teraz tak jak ktoś mial napisane, że nie ma niedostępnych kobiet, tylko faceci są dupy (czy jakoś tak ale sens wiadomy).
      dorwałem tą stronę przypadkiem już nawet nie pamiętam w jakim momencie. przed wakacjami. powiedziałem sobie, że troche w te wakacje sobie pogram z kobietami. wynik? 1:0 dla mnie;p. potrafiłem odbić kolesiowi dziewczynę, po czym szybko to sam zakończyłem, bo niestety pomiędzy uszami nie miała za wiele. z kolejną jestem teraz w związku, który już prawie zakończyłem, gdyż nie czuję nic do niej. czytając lekcje gracjana (chwała mu za tą stronę) w końcu sobie uzmysłowilem, czego oczekuje od siebie, od kobiet, od życia. dlatego w ostatnie dni tygodnia wakacji poderwałem dziewczynę trochę młodszą, ale szalenie (tak mi się przynajmniej wydaję) mądrą i ładną. jedyne co chciałbym u siebie zmienić (reszta moich cech się dalej zmienia) to kreatywność. brakuje mi tego strasznie. patrząc na wypowiedzi tych doświadczonych odczuwam brak kreatywności u siebie. zamierzam to zmienić. jestem jeszcze młody i pełen energii. mam świadomość tego, że powoli wchodzę w życie dorosłe, ale jeszcze i tak się wiele naucze i wiele chleba jeszcze zjem zanim stanę tym kim chce być. dzięki tej stronie wiem, że to kobieta powinna walczyć o mnie, ona powinna się starać, powinna być dopełnieniem życia mężczyzny, a nie przesłaniać go całkowicie.
  
    moje życie tak naprawdę się dopiero teraz zaczyna, więc z podniesioną głową będę szedł przed siebie.
 wystarczy wyhodować w sobie wielką pewność siebie, uzmysłowić czego się chce od życia, od kobiet i zapomnieć, że sie było frajerem. chociaż teraz jak sobie to przypominam to mi się smiać chce ;p.
Może nie jest to porywający wpis, ale każdy ma swój pierwszy raz;)
                                           
                               Powodzenia dla wszystkich!

Odpowiedzi

Portret użytkownika Sam

Aż się uśmiechnełem pod sam

Aż się uśmiechnełem pod sam koniec. Masz racje trzeba zapomnieć, że się było frajerem i iść dalej.

Kolego masz latwiej bo Twoj

Kolego masz latwiej bo Twoj wyglad, ktory opisales + wariat na parkiecie to 2 niepodwazalne atuty, na ktore 90% kobiet przynajmniej sie otworzy Wink