
Czasami się nad sobą zastanawiam. W takich chwilach refleksji, myślę o tym - kim jestem. Jaka jest moja tożsamość. Czy potrafię zobaczyć siebie? Czy wiem, co robię? Czy jestem szczęśliwy?
Ostatnie 12 miesięcy było czasem przemiany. Czas zrozumienia samego siebie, obiektywnej oceny własnych możliwości i tego, jak widzę swoje życie. Przyszłe i obecne. Pozbycie się iluzji i początek realizowania tego, na co ma się ochotę.
M. była jedną z tych kobiet, przy których po prostu się nie nudziłem. Cudowne chwile, w łóżku, przy rozmowach, przy jedzeniu, na imprezie, na wycieczce. Była taka, jaką chciałem. Do pełni szczęścia brakowało mi jednej, jedynej rzeczy.
Pewnego rodzaju M. powiedziała mi, iż nie ma czasu na zabawę. Chce czegoś poważniejszego, a co to oznaczało to doskonale wiedziałem. I już wtedy widziałem, jak to się skończy. Powiedziałem wtedy, że ok, porozmawiajmy w takim układzie jak dorośli ludzie. I postawiłem wszystko na jedną kartę.
Powiedziałem jej o swoich planach na życie, jak widzę swoją przyszłość i jak wyobrażam sobie osobę, która będzie przy mnie od końca życia. Nie byłem zaskoczony faktem, iż nic z tych rzeczy nie mieści się w jej pięknej główce. Że rozmijamy się gdzieś, że jedno nie potrafi zrozumieć potrzeb i pragnień drugiej osoby. W zasadzie w tym momencie nie wyobrażałem sobie już bycia dalej z nią. Nie po tej rozmowie, nie po wyłożeniu swoich kart i spotkania się z odrzuceniem mojego świata, który chciałem stworzyć.
Powiedziała mi, że wiele tracę.
Miałem momentami chwile zwątpienia, czy twarde obstawianie przy swoim, jest dobrą drogą. Czy niechęć do kompromisu w kluczowych dla mnie sprawach, nie świadczy o mnie źle. Czy poświęcanie czegoś pięknego w imię zasad (skurwysynu!) nie jest wyrazem mojego wybujałego ego, które czasem trudno mi opanować.
Powiedziała mi: "Byłeś najlepszym facetem jakiego miałam."
Nikt nigdy mi tego nie powiedział. Mimo rozstania, potrafiła to z siebie wydobyć. Mimo tego, co się chwilę wcześniej stało. Mimo, że potrafiłem powiedzieć "nie", gdy ona szukała rozwiązania, by ten związek przedłużyć.
Dziś wiem, że wszystko to, co robiłem z nią, było dobre. Nie chciałem jej zranić, i zrobiłem wszystko by dać jej szczęście i pokazać jej, iż na tym świecie są faceci, którzy dadzą jej szczęście. Słysząc jej słowa i przytulając się do niej po raz ostatni, poczułem, iż znów stałem się trochę lepszym człowiekiem. Mężczyzną, który jest w stanie dać szczęście kobiecie, którą spotka.
Wróciłem. Bogatszy o nowe doświadczenia. Znów zwarty, czujny i gotowy do boju.
Ludzie z Poznania - odzywać się!
Odpowiedzi
Ja widzę to tak: po tych
wt., 2011-02-01 12:06 — franzllangJa widzę to tak: po tych wszystkich latach i związkach jedyną trwałą rzeczą jaką mi pozostała było to, co osiągnąłem i zbudowałem. A kobiety pojawiały się i znikały. Jedne były na dłużej, inna na krócej. Obojętnie jakby nie były doskonałe, żadna z nich nie chciała zaakceptować mojej wizji przyszłości.
W tym konkretnym przypadku poszło o plany na życie - zupełnie różne. Nie chcę mówić o co konkretnie chodzi, bo nie w tym rzecz. Powiem jedynie, że to nie jest tak, że mam pracę na etat, ona też i jedyna decyzja jaka pozostaje to do kogo się wprowadzamy. Ja mam o wiele więcej na swych barkach.
To nie jest niezdecydowanie. To kwestia dokonywania wyboru, podejmowania konkretnych decyzji. Po prostu mam swoje priorytety.
Nigdzie też nie napisałem, że chcę zabawy. Owszem, nadal mnie ciągnie do podrywu itp. ale byłem gotów jej się oddać. Ale nie za cenę rezygnacji z tego, co już mam i co mogę w życiu osiągnąć. A z tym co mam teraz - to może być naprawdę wiele.
Poza tym wierzę, że gdyby mnie kochała bez żadnych wątpliwości, to poszłaby za mną w ogień.
Widzę, że potrafisz czytać
wt., 2011-02-01 12:09 — franzllangWidzę, że potrafisz czytać między wierszami
TO nie jest niezdecydowanie.
wt., 2011-02-01 12:03 — szymon77TO nie jest niezdecydowanie. Wręcz przeciwnie to jest właśnie zdecydowanie. Jeżeli jesteśmy pewni że nasze "swięte zasady" dadzą nam szczęście to musimy ich sie trzymać. Wydaje się to egoistyczne ale prawda jest taka,że wszyscy jesteśmy egoistami i to co robimy to robimy w 99% dla siebie. Jeżeli kobieta jest z nami szczęśliwa to ok - wszystko gra. Jednak gdy my nie dzielimy tego samego szczęścia to nie będziemy z nią tylko dla jej szczęścia bo o nasze szczęście nie zadba lepiej nikt jak my sami. Oczywiście może nam dalej zależeć na niej ale nie możemy zapominać że gdyby się sytuacja odwróciła wątpliwe jest żeby kobieta była przy facecie który nie daje jej do końca szczęścia.
Jeżeli wiemy że jakaś zmiana, tak jak w tym przypadku, pozbawi nas szczęścia to nie ma sensu tego dłużej ciągnąć.
Trzeba umieć to wszystko zrozumieć i mieć odwagę oraz siłe podjąć taka decyzje odpowiednio wcześnie.
Jeżeli to co zrobiłeś jest zgodne z Tobą to zrobiłeś bardzo dobrze. Może sie wydawać ze kobieta jest teraz zraniona ale łatwiej jest jej sie teraz pogodzić niż gdybyś powiedział jej o tym znacznie później. W dodatku widzi ona że ją szanujesz bo potrafisz jej powiedzieć prawdę niż ja oszukiwać. I jak sam zauważyłeś to doceniła.
taka jest moja opinia na ten temat.
Ja mieszkam z Poznaniu aktualnie;]
Dokładnie o tym mówię
wt., 2011-02-01 12:08 — franzllangDokładnie o tym mówię
hmm widze tu paradoks. jest
wt., 2011-02-01 12:06 — tomek121314hmm widze tu paradoks.
jest tak dobrze ale ma dwie strony, jestes w glebi szczesliwy ok wszystko dobrze. Byc moze chlopak zauwazyl to co ja, zrozumialem ze95% jest taka sama i generalnie mam na nie lekko mowiac "wyje****e" sznauje, ok wszystko git ale nie chce juz ich kochac;) przynajmniej narazie w kazmac razie nie chce czuc sie po rozstaniu zle. Moim zdaniem chlopak rozumuje bardzo dobrze, trzeba robic swoje a szczescie w postaci kobiety kiedys samo przyjdzie, oczywiscie nie wolno zapominac o podrywaniu hehe
Mam ksywę dla Ciebie,
wt., 2011-02-01 14:52 — salubMam ksywę dla Ciebie, Carlo:
CC - Carlo Czyściciel.
Zobowiązałeś ludzi z Poznania
wt., 2011-02-01 13:46 — SangatsuZobowiązałeś ludzi z Poznania dopisania,wiec pisze..ale nie wiem za bardzo co ci napisać...bo opowiedziałeś swoja historie i rozstanie,ze pokazałeś lasce drogę i sam zdobyłeś doświadczenie...no ok,ale nie wiem co ci napisać to była twoja decyzja,i sam ja podjąłeś...
Pozdro i Powodzenia na pzryszłośc!
Zawsze jest pięknie jak się
wt., 2011-02-01 14:26 — zulusZawsze jest pięknie jak się łapie chwilę i patrzy sobie w oczy, wazne jest, żeby myśląc o przyszłości patrzyć w jedną stronę. Dobrze, że tak się stało w takich sprawach kompromis nie zawsze jest dobry, bo żadna ze stron nie jest zadowolona do końca.
Jak jednak myślę, że oboje
wt., 2011-02-01 14:37 — BarTJak jednak myślę, że oboje nie dorośli do tego, by zacząć myśleć o czymś poważniejszym... Mogli nie zawracać sobie dupy ślubami i tak dalej, poznać się jeszcze trochę i byłoby może trochę inaczej
A tak jedno zaczęło gadać o małżeństwach, drugie w strach i pokazało swoje poglądy, laska myśli "o kurcze inaczej niż myślałam, to chyba nie to" No i się skończyło ;/
Gdyby na to spojrzeć z boku,
wt., 2011-02-01 14:46 — franzllangGdyby na to spojrzeć z boku, to może tak to właśnie wyglądało.
Panna M. chciała klarownej sytuacji, to jej dałem podane na srebrnej tacy warunki współpracy. Odrzuciła je - cóż mogę więcej zrobić.
Nie ta, to inna
Chwilę mnie nie było, i się
wt., 2011-02-01 14:44 — franzllangChwilę mnie nie było, i się nazbierało
@ Carlopactwo
Bo chodzi o co... a o to, mniej więcej, o czym wspomniał gen:
"Spotykanie się z kimś, a stworzenie rodziny, to jednak dwie różne sprawy są i wcale nie muszą być tożsame."
Gdybym miał być bardziej precyzyjny, musiałbym napisać więcej szczegółów o tym, jak wygląda moje obecne życie i jak będzie ono wyglądało w przyszłości. Ale po co? Nie wystarczy, że napiszę, że jest to coś, co nie każdej kobiecie odpowiada?
To nie chodzi o to, czy ja chcę zabawy, czy nie. Chodzi o to, by być szczerym i uczciwym do samego zasranego końca. Albo się w coś wierzy i coś buduje, albo się zmieniasz jak flaga na wietrze. Bo się pojawiła fajna dziewczyna?
Nie nakreśliłem jej przyszłości, w której jestem zupełnie kimś innym. To, że mam fajny samochód, czas w weekendy, nie muszę się specjalnie martwić o kasę nie jest równoznaczne z tym, że nie mam głowy na karku i 24/7 nic nie robię. Gdzieś/jakoś trzeba na to zapracować.
Powiedziałem sobie kiedyś - kobieta nie będzie miała wpływu na moje decyzje. Bo równie dobrze jej by się mogło nagle odwidzieć, że jednak nie podoba się jej takie życie, albo ja, albo cholera wie co. I bym został z ręką w nocniku.
A co do ludzi z Poznania - miałem na myśli raczej spotkanie, w piątkowy/sobotni wieczór
Ot tak, dla rozruszania gnatów i przypomnienia sobie pewnych rzeczy, o których trochę zapomniałem i zaniedbałem 
To ja już nic nie rozumiem. W
wt., 2011-02-01 15:10 — KratosTo ja już nic nie rozumiem. W blogu opisujesz jedno, w komentarzach przedstawiasz całkowicie coś innego.
W blogu przedstawiasz się jako PUA, który uszczęśliwia kobiety swoim jestestwem i z żadną dłużej nie może egzystować.
A w komentarzach... Miotasz się z jednej strony na drugą.
Czego ty w końcu oczekujesz? Szukasz kobiety do ślubu czy do zabawy.
Piszesz tak zagmatwanie, że nie wiadomo o co ci chodzi. Napisz wprost, bo nie rozumiem intencji tego bloga.
"Nie nakreśliłem jej przyszłości, w której jestem zupełnie kimś innym. To, że mam fajny samochód, czas w weekendy, nie muszę się specjalnie martwić o kasę nie jest równoznaczne z tym, że nie mam głowy na karku i 24/7 nic nie robię. Gdzieś/jakoś trzeba na to zapracować."
O co tu chodzi? O czym ty piszesz?
"Powiedziałem sobie kiedyś - kobieta nie będzie miała wpływu na moje decyzje. Bo równie dobrze jej by się mogło nagle odwidzieć, że jednak nie podoba się jej takie życie, albo ja, albo cholera wie co. I bym został z ręką w nocniku."
Tu też nie wiem co przekazujesz. Napisz o co ci chodzi, bo te bezsensowne ogólniki nic nie wnoszą i nic nie mówią.
Hmm... prawdopodobnie
wt., 2011-02-01 15:54 — franzllangHmm... prawdopodobnie odezwała się moja licealna przypadłość - skróty myślowe, które tylko ja rozumiem... :E
Lub też Wy, drodzy koledzy, bawicie się w nadinterpretację tego, co czytacie. Ale skoro to was jest więcej, to powinienem złożyć wyjaśnienia. I niech i tak będzie, choć mam wrażenie, że się powtórzę.
Byłem z M. ok 6 miesięcy. Wszystko wyglądało "normalnie", ja byłem zadowolony, ona też. W pewnym momencie ona powiedziała, że chce czegoś poważnego - w domyśle - deklaracji.
Powiedziałem ok, ale porozmawiajmy o tym, jak widzisz swoją przyszłość, a ja powiem jak widzę swoją, i zobaczymy, czy idziemy razem w tym samym kierunku. Wyszło na to, że nie - ja mam swoje plany, ona swoje, i nie pokrywają się naszymi nawzajem.
Widać to co nas łączyło, było za słabe by przezwyciężyć tego typu trudności. Ja chciałem z nią być na moich warunkach, ona nie chciała ich przyjąć. Proste.
Nie kreuję się na PUA, nie rzucam się z jednej strony na drugą.
No to masz dobrą psychę, albo
wt., 2011-02-01 18:27 — CasaNovyNo to masz dobrą psychę, albo to nie była ta za którą Ty byś skoczył w ogień bo Ty swoich planów również nie jesteś w stanie traktować elastycznie, i nie zależy Ci na niej na tyle żeby z nią spróbować, nie kochasz jej, po prostu lubiłeś się z nią bawić spotykac i ja dupczyć, zazdroszczę psychiki, pozdrawiam !!