Portal Uwodzicieli
Witryna poświęcona relacjom damsko męskim oraz budowaniu międzyludzkich więzi emocjonalnych.
Lorem ipsum dolor sit amet, consectetur adipiscing elit END.

Zgubiłem się gdzieś po drodzę...

Portret użytkownika Ciasteczkowy

Cześć wszystkim.

Na wstępie zaznaczę, że blog nie będzie miał żadnych wartościowych treści, nie będzie też w charakterze motywującym. Chyba po prostu muszę się komuś wyżalić, może dostać kopa w dupę żeby zmotywować się i zmienić coś w swoim życiu? no więc zaczynamy:

wkrótce kończę 18 lat i dziś uświadomiłem sobie, że nie wiem po co żyję. Wchodząc w okres dojrzewania marzyły mi się huczne imprezy, kluby, dziewczyny i alkohol, dziś mam to wszystko za sobą i stwierdzam, że to nie jest to czego tak naprawdę chciałem. Od ponad roku próbuję porwać się na zrobienie czegoś ambitnego, jednakże za każdym razem wszyscy sprowadzają moje marzenia i cele do rzeczywistości. Marzyło mi się iść do szkoły samochodowej, kupienie motocykla i majstrowanie przy nim w wolnym czasie, jednakże rodzice na wieść o tym od razu pokiwali głową i wybrali mi inną szkołę, przez co finalnie nie zdałem już dwa razy z powodu nie pasujących mi kierunków. Mój ojciec widzi mnie jako budowlańca w Niemczech, jednak ja zawsze myślałem, że zasługuje na coś więcej, sprzeciwiałem im się i żyłem myślą "jeszcze wam pokaże, wyprowadzę się do Warszawy (mieszkam w Szczecinie), zbuduje coś swojego i będę żył tak jak zawsze chciałem". Dziś mam z tego tylko masę konsekwencji, które chcąc/ niechcąc muszę przyjąć na klatę i szczerze nie radzę już sobie z nimi.
Ostatnio urwałem kontakt z kilkoma osobami, które działały na mnie dość demotywująco, a na tą chwile mam tylko jednego kolegę, który jest na etapie "balety, alkohol, dziewczyny" i zapewne olałby mnie przy pierwszej lepszej okazji Wink

Z dziewczynami nie jest już tak znowu źle, choć nie ukrywam, że jeszcze nigdy nie miałem stałej partnerki i w dalszym ciągu nie udało mi się dojść do ostatniej bazy.

Za wyjątkiem motocykli pasjonuje się jeszcze budowaniem ciała (siłownia), jest to pasja, której poświeciłem już dużo, chyba nawet za dużo, choć i tak dla każdego jest to tylko sapanie pod stertą żelastwa... sam już nie wiem, co mam robić? jak mam żyć? nie chcę być kolejnym nudnym człowieczkiem, który wstaję codziennie rano do pracy i mówi "kurwa, nie chce mi się..." jaki jest sens mojego życia skoro nie mogę robić tego co tak naprawdę kocham ?

Nie mam zamiaru się wieszać ale miło by było dostać od was jakąś radę, może historię z waszego życia? Pozdrawiam wszystkich

Odpowiedzi

Portret użytkownika septo

możesz zostać trenerem

możesz zostać trenerem indywidualnym i budować w cudze ciała.. np. w niemczech

gdybym ja lubił "żelazo", to w twoim wieku zmieniłbym budę na jakiś awf (właśnie coś pod kątem trenigów indywidualnych), a przy okazji zatrudnił w ramach jakiejś znanej sieci siłowni, później próbował się wkręcić do jakiejś Vipowskiej (prawnicy, lekarze) i kroił kilku klientów po kilka stówek za godzinę. Teraz jest na to moda, ludzie biegają uprawiają cross fit itd.

zebrał bym kasę i otworzył sobie działalność z kilkoma zapoznanymi osobami. Jeżdżąc po chcatach wcześniej poznanych klientów.

zebrałbym jeszcze więcej kasy - otworzyłbym swoją siłkę, później sieć, handlowałbym sprzętem (najlepiej nietypowym)

a na końcu kupiłbym sobie motocykl i się na nim zabił Wink

Portret użytkownika mieszko

To przestań słuchać

To przestań słuchać wszystkich i zacznij słuchać siebie. Chcesz coś zrobić? Zrealizować swoje marzenia to to zrób a nie pieprzysz że się nie da - to jest właśnie dla tych ludzi którzy chcieliby ale siedzą w swoim "komforcie" zapieprzania do roboty na 8 godzin +. Zacznij sobie dorabiać już teraz i chowaj kasę, kończysz 18 i jedziesz do warszawy, wynajmujesz pokój, znajdujesz robotę i idziesz po to co chcesz. Nikt ci nie powie jak masz coś osiągnąć, musisz sam do tego dojść. I tak jak mówię, pieprzenie że się czegoś nie da jest dla ludzi słabych, wychowanych przez społeczeństwo aby nie wychodzić przed szereg.

Portret użytkownika Mendoza

" jednakże za każdym razem

" jednakże za każdym razem wszyscy sprowadzają moje marzenia i cele do rzeczywistości."

Sprowadzają Ciebie do SWOJEJ rzeczywistości tym samym Ty tracisz swoją. Dodatkowo przerzucasz odpowiedzialność za swoje dotychczasowe życie na zewnątrz zamiast wziąć je w swoje łapki.

""jeszcze wam pokaże, wyprowadzę się do Warszawy (mieszkam w Szczecinie), zbuduje coś swojego i będę żył tak jak zawsze chciałem""

Jeszcze im pokażesz?
Po co IM?
Dlaczego nie SOBIE?

" Dziś mam z tego tylko masę konsekwencji, które chcąc/ niechcąc muszę przyjąć na klatę i szczerze nie radzę już sobie z nimi."

Skoro masz mały wpływ na to co MUSISZ, dobrze dla Twojego zdrowia psychicznego, byłoby zaakceptować aktualny stan rzeczy i spróbować sobie z nim poradzić.

Edit#1:
Septo w swoim blogu ciekawie napisał:
"Nie można kochać paplać się w gównie - ale można nauczyć się to lubić" (w każdym razie - coś w ten deseń ten cytat)

A z tą szkoła średnią opowiem Ci moją historię.

Po gimnazjum chciałem iść do technikum informatycznego (co bardzo lubiłem, ojciec się zaparł , użył mocy swojej perswazji że mam iść na szkołę wojskową, lotniczą albo do technikum leśnego. Zrezygnowany wybrałem z tej trójki leśną szkołę, którą można przyrównać do Hoghwartu. Gdzieś w głębi lasu stoi sobie szkoła z ciekawą historią, kilka domków i mały sklepik.
Przez pierwszy rok chadzając do gabinetów gdzie wykładano wiedzę zawodową (na ścianach było porozwieszane wypchane ptactwo, zwierzęta, wysuszone robale z opisaną systematyką, wysuszone rośliny, nasiona, próbki drewna, jakaś WIELKA skóra niedźwiedzia na ścianie - to był skok na głęboką wodę dla kogoś takiego jak ja), ucząc się czegoś co w OGÓLE mi się nie podobało, zadawałem sobie pytanie (co ja tu do chuja robię? Miałem się uczyć informatyki, siedzieć sobie wygodnie a nie zapierdalać po jakimś lesie (o zgrozo ! chodzić kilometrami). W drugim roku zacząłem bardzo lubić tą szkołę i o dziwo - przedmioty zawodowe. Ponieważ im bardziej coś rozumiałem tym bardziej to lubiłem, zacząłem zdawać sobie sprawę, że uczę się dla siebie, może to mi się kiedyś przydać. Dzisiaj dziękuję bardzo ojcu za to że wymusił na mnie pójście do tej szkoły i bym przeżył to samo z chęcią jeszcze kilka razy.
Zdałem sobie sprawę z korzyści DŁUGOTERMINOWYCH ukończenia tej szkoły. W Twoim przypadku również one wystąpią - będziesz miał dodatkowy fach w ręku oprócz TWOJEGO ulubionego (czyt. motoryzacja).

Po szkole pracowałem jakiś czas w lesie, a na weekendy dogadałem się z fachowym mechanikiem, że mogę do niego przyjeżdżać w soboty, pracować dla niego jednocześnie się douczając. Robiłem proste naprawy zarabiając przy tym kopiejki (grosze) ale to bardzo lubiłem. Więc jak widzisz można pogodzić robotę z marzeniami. Obecnie nie zarabiam ani jako Leśnik, ani jako mechanik - choć obie rzeczy mi się po dzień dzisiejszy przydają np. Sam naprawiam swój samochód = jestem z tego zadowolony bo to naprawdę lubię i się przy tym nie męczę + zaoszczędzona mamona w kieszeni.

Tak naprawdę nie jestem w stanie Ci pomóc. Mogę jedynie coś powiedzieć (tutaj - napisać). To co z tym zrobisz zależy już tylko od Ciebie. I wcale Ciebie nie będę namawiał do zrobienia tego.

Masz tutaj bloga który może Ci pomóc na start.
Edycja#2: Może Ci pomóc odnaleźć to co chcesz od życia.
Myślę, że moderatorzy się nie obrażą za wstawienie Bloga Alexa Barczewskiego.

http://alexba.eu/2007-01-18/rozw...

Skończyłem czytać ten tekst

Skończyłem czytać ten tekst na fragmencie:
"(...) rodzice wybrali inną.(...)"

Pierwszy błąd. Nie kierujesz

Pierwszy błąd. Nie kierujesz sam swoim życiem, kieruje nim Twoje otoczenie, przede wszystkim rodzice. Powinno się to natychmiast zmienić.
Jak ja wybieram szkołę ponadgimnazjalną to rodzice się dowiedzieli gdzie idę dopiero gdy zostałem przyjęty.

Sam musisz decydować o swoim życiu. Sam ponosić konsekwencje błędnych decyzji. To jest dorosłość.

Udowadnianie innym kim się to nie jest też jest bezsensu. Udowodnij sobie że Cie stać na to żeby żyć tak jak sobie to wymarzyłeś Wink

Portret użytkownika Ciasteczkowy

Dzięki wszystkim, a w

Dzięki wszystkim, a w szczególności Tobie Septo, fajnie wyłożyłeś plan działania. Nie ukrywam, że już wcześniej myślałem o zostaniu trenerem personalnym i choć na zmianę szkoły już za późno to będę pomału brnął dalej w te swoje marzenia i zobaczymy gdzie mnie to zaprowadzi. Póki co spróbuje skończyć szkołę, w międzyczasie będę gdzieś dorabiał, a następnie pójdę na chociażby kurs trenera personalnego i jazda Smile