Portal Uwodzicieli
Witryna poświęcona relacjom damsko męskim oraz budowaniu międzyludzkich więzi emocjonalnych.
Lorem ipsum dolor sit amet, consectetur adipiscing elit END.

Żegnaj Gienia świat się zmienia

Portret użytkownika franzllang

Wczoraj odezwała się do mnie na gg pewna czytelniczka tego forum. Nie wdając się w szczegóły – dziękuję jej, że przypomniała mi moje stare tematy. Odświeżyłem sobie pamięć, i pewne rzeczy nabrały nieco innego koloru.

Wiosną odszedłem od M., po czym po miesiącu wróciłem. Nie dałem rady. Męczyłem się okrótnie, miałem poczucie winy i nie potrafiłem dopóścić myśli, że to koniec. Kur*a, jaki ja byłem głupi.

Wymiękłem i wylałem na nią wszystkie moje uczucia. Powiedziałem, że ją kocham. Że tylko ona. Przedstawiłem jej plan – ślub, dzieci i rozbudowa mojego domu w którym mieszkam. Zaznaczyłem, że będzie to dla mnie wysiłek i oczekuję od niej wsparcia i zrozumienia. Nic więcej, tylko te 2 rzeczy.

Sielanka trwała czas jakiś. Przyszedł weekend majowy i pomysł, by pojechać gdzieś na majówkę i trochę się zescalić. Pomysł sam w sobie dobry, tylko wykonanie trochę gorsze. Jako że nie mam własnego samochodu i dzielę jeden z rodzicami, nie mogłem jechać od razu pierwszego dnia weekendu więc jej pytanie: czy zawsze tak będzie. Strzeliłem karpia i nie wiedziałem o co jej chodzi. Ja mówię, że nie, że przecież wie, że szukam samochodu i chcę coś kupić (tak, k*rwa, złotą dorożkę najlepiej).

Koniec końców pojechaliśmy, miejsce w h*j drogie jak za to, co oferuje, no ale spędziliśmy razem czas i mogliśmy pojeździć zjeb*nymi rowerami po lesie.

Mijają kolejne dni, przychodzi czas żniw i wszystko się pierdoli.

Siedzę na traktorze, ogarniam zborze w magazynie i nagle biegnie do mnie moja matka. Wiedziałem, że coś się stało i pierwsze co pomyślałem – ojciec. Słyszałem tylko jak krzyczała – przewrócił się i leży. Zeskoczyłem, wyłączyłem maszyny w magazynie i biegnę z sercem w gardle. Do ojca. Pytam się matki – gdzie jest ojciec. Ona: nie ojciec, dziadek.

Znalazłem dziadka martwego i już sztywnego. Miał 95 lat i jeszcze rano chodził po podwórzu. Naprawiał sobie buty.

Miał 95 lat i ogarniał ogródek z warzywami, naprawiał nam różne duperele, mieszkał sam i był podziwiany przez wszystkich.

Przeżyłem szok. Dostałem jakiegoś kopa. Człowiek, którego widziałem codziennie, z którym grałem w tego j*banego totolotka i któremu nosiłem obiady codziennie, umarł. Widok zwłok był okrutny.

Do dziś nie moge zrozumieć jednej rzeczy. Chodziłem tam codziennie, codziennie niesłem mu obiad i codziennie wołałem go, gdy nie był akurat w kuchni. A tym razem co? Zawołałem go i nie wydało mi się dziwne, że nikt nie odpowiedział. Zajrzałem do ogrodu, tam go nie było... a ja poszedłem dalej i wróciłem do obowiązków. Jak ja mogłem to olać? I do dziś mnie to męczy.

Być może jeszcze można by było mu wtedy pomóc?

Mam wrażenie, że po tym wszystkim nic już nie było takie samo. Pierwszy raz widziałem mojego ojca w takim stanie. Nagle poczułem, że przyszedł czas, aby ogarnąć gospodarstwo, firmę i swoją przyszłość.

Częścią tej przyszłości miała być M. Jako, że pojawiły się pewne problemy finansowe, rozbudowa domu musiała być przesunięta w czasie. Ponadto zdecydowałem, że w ogóle jej nie przeprowadzę, a wyremontuję dom dziadka i tam zamieszkamy. Remont ten i tak trzeba by było zrobić i tak, więc bez sensu wydawać kasę na jakieś rozbudowy.
Natomiast pojawił się z mojej strony dodatkowy postulat – na czas remontu zamieszkamy razem w moim obecnym domu, z moimi rodzicami.

W międzyczasie pojawia się problem w jej pracy. Korpo-srospo – ona przestaje to już lubić. Chce odejść i szuka pracy gdzieś indziej. Zaproponowałem jej bez namysłu – pracujmy razem. Mam firmę, jest co robić, róbmy razem biznes. Mam duże perspektywy, pomysły, wizję.

I co? Gdy tylko temat wracał i proponowałem jej to, to albo patrzyła na mnie z pobłażaniem, albo słyszałem "później, kiedyś".

Nie miałem już siły na spędzanie ciągle czasu tylko u niej. Każdy weekend, czasem też w tygodniu. Nie byłem sobie w stanie wyobrazić prowdzenia tego wszystkiego, z dziewczyną z doskoku i bez jakiegoś wspólnego mianownika. Firma, gospodarstwo, jeden dom, drugi w remoncie, ewentualne przygotowania do ślubu. I bez lokum przez najbliższy rok, może dłużej.

Zapyta ktoś – dlaczego nie u niej? Ano dlatego, że już to przerobiłem. Przez kilka miesięcy wstawałem o 5:30, jechałem do mnie do firmy, i wracałem ok 18:30 wieczorem do niej. Po jakimś czasie byłem tak zjeba*y psychicznie i fizycznie, że od niej odszedłem. To było na wiosne.

Dlaczego nie wynajem gdzieś bliżej, żebym nie musiał jechać aż tyle? Niestety, nie było mnie na to stać. I nie wydaje mi się to racjonalnym posunięciem, gdy opcją jest mieszkanie w 350m2 domu, nawet z rodzicami, i w perspektywie remont domu po dziadkach, gdy każdy grosz ma znaczenie.

Koniec końców powiedziałem jej, że to musi tak wyglądać. Usłyszałem, że ona czuje się oszukana. Kolejny raz zebrałem karpia.

Rozumiem, co innego rozmawialiśmy na wiosnę, ale sytuacja się nieco jednak zmieniła. Pokazałem jej ten dom, że może sobie wybrać gdzie będzie jaki pokój, gdzie kuchnia, sypialnia, bo i tak trzeba ściany przewracać i niemal budować od podstaw wnętrze domu. Nie zależało mi na tym, by narzucać jej cokolwiek w tej kwestii. Mogła urządzić dom wedle swojego pomysłu.

Przyszedł czas, że moi rodzice mieli jechać na kilka dni do sanatorium odpocząć po tym wszystkim. M. z kolei wzięła urlop i miała jego część spędzić u mnie w domu, gdzy nie będzie rodziców, a potem jechać do swoich rodziców. Koniec końcó wyszło tak, że moi rodzice pojechali kilka dni później i M. nie zgodziła się ze mną zostać i nie jechać do swoich rodziców. Zostałem na kilka dni sam.

Przed jej wyjazdem powiedziałem, że po powrocie oczekuję od niej podjęcia jakiejś decyzji w kwestii naszej przyszłości. Nakreśliłem jej co i jak ma wyglądać, co jej proponuję i z czego rezygnować nie będę.

Gdy była tam, zaczęła mi stroić fochy, że nie dzwonię codziennie. Noszk*rwa.

Wróciła... i cisza. Spędziłem u niej cały weekend i ani słowem nie wspomniała o tym, o czym mieliśmy rozmawiać. Więc sam ruszyłem ten temat, na spokojnie. Wyglądało to tak, że ja ciągle coś mówiłem, a ona nic. Próbowałem z niej coś wyciągnąć i nic. W końcu się wkurzyłem, i pojechałem do domu.

Przyjechała do mnie kilka dni później. Chciała porozmawiać, ale usłyszałem to co zawsze – wszystko spoko, byle bez Twoich rodziców.

Dalej to już były tylko przepychanki, z wielkim jej płaczem na sam koniec, jakbym jej rękę ucinał. Ja obstawałem uparcie przy swoim. Ale ona mieszkać z moimi rodzicami nie będzie. Mówiła coś, że poszuka innej pracy, kupi samochód, po pracy będzie przyjeżdżać i wracać na noc do siebie. Jasne.

Mówiła, że się boi tak mieszkać. No ok, ale jak wytłumaczyć w takim razie fakt, że przyjechała w te rejony z drugiego końca Polski w wieku 19 lat? Wtedy się nie bała?

Więc powiedziałem, że to koniec. Że nie wyobrażam sobie, by pchać ten wózek sam, a reszta to tylko jakieś atrapy związku.

Szczerze, to odechciało mi się już wszystkiego. Nie chciałem już tego dalej ciągnąć, bo zaczęła mi się tworzyć wizja, że tak będzie wyglądała reszta mojego życia – non stop jej ryk w razie rozbierzności zdań.

Uciekła na pół godziny do łazienki i przez ryk 6latki zaczęły się przewijać słowa, że ona się zgadza.

Powiedziałem, że za późno.

Rzuciła: najlepiej by było, jakbyśmy wpadli. Nie miała by wtedy wyboru, i musiałaby się przeprowadzić do mnie. Odparłem, że skoro nie chce tego zrobić z nieprzymuszonej woli, to ja nie chcę tego związku.

Powiedziałem, że odwiozę ją do domu. Wychodząc podeszła do mojej matki i się do niej przytuliła, cały czas w płaczu. Zrobiło mi się jej żal. Żal mi było tego wszystkiego. Nie płakałem, choć było mi ciężko to ogarnąć.

Po rzeczy pojachałem jakieś 2 tygodnie po wszystkim. Były jakieś jej oskarżenia i wyrzuty, ale już nie pamiętam o co chodziło.

Nie mam do niej żalu. Może prócz tej całej sprawy z "prezentem" którego mi zostawiła i z którego musiałem się boleśnie leczyć. Ale jeżeli chodzi o resztę, to ją rozumiem. Oczekiwałem od niej czegoś, czego nie mogłem tak naprawdę oczekiwać. Ona nie potrafiła się może w tym odnaleźć. Sam też popełniłem błędy, i być może gdyby nie moje rozchwianie emocjonalne w trakcie trwania związku, może by było lepiej.

Męczę się teraz trochę, bo 3 lata wysiłków poszły w pizdu.

Ale zrobiłem już kilka kroków w dobrym kierunku. Wychodząc z kumplem na miasto zawsze kogoś poderwę. Na "szybkiej randce" mój numer chciały wszystkie uczestniczki. Umawiam się z dziewczynami. Chodzę na basen, robię tabatę i zrzucam trochę wagi.

I w końcu zrobiłem coś, co zawsze chciałem zrobić. Odezwałem się do kumpla z Brazylii, kupiłem bilety i lecę na miesiąc wygrzać dupę i zobaczyć Rio.

Może to przeczyta jakiś inny narwanieć w podobnej sytuacji i nie popełni tych błędów, co ja. Bo lepiej jest wcześnie zrozumieć, że skoro się już usrało, to nie bez przyczyny i nie ma co Wisły kijem zawracać.

Odpowiedzi

Portret użytkownika M4rass

No i gitarka. Teraz już masz

No i gitarka. Teraz już masz z górki. Stawiaj sobie cele i osiągaj je. A no i fajnie, że tabatę napie*dalasz. Zajebisty trening. Pozdro! Smile

Portret użytkownika BBS

Czasem sie zastanawiam po

Czasem sie zastanawiam po moim 5 letnim LTR jak by to było gdybyśmy wpadli? Nie wyobrażam sobie na dzień dzisiejszy przyszłości z nią. Aż kiwam głową jaki byłem ślepy, jak mój umysł wszystko idealizował.
Podjąłeś słuszną decyzje i odpoczynek jak najbardziej sie należy a ona długo będzie bić sie w piersi jak koncertowo to zje*ała.

Na przestrzeni dwóch lat po

Na przestrzeni dwóch lat po raz trzeci piszesz TO SAMO, że to koniec blabla. Nie masz deja vu? Rzecz jasna życzę Ci zakończenia w końcu sprawy z tą lalą, ale czarno to widzę.

Portret użytkownika berrad

Czytam, czytam i sobie myślę,

Czytam, czytam i sobie myślę, że to wszystko na dłuższą metę nie ma sensu , jakieś związki poważne, śluby, dzieci, miłość po sam grób.
Chyba ten świat jest już tak zdegenerowany, że nie ma czasu na takie rzeczy, liczą się inne wartości w dzisiejszych czasach niż np 50 lat temu.
Dziś częsta praktyka, nie układa się w związku to idę zamoczyć gdzie indziej/ dać dupy innemu.

Portret użytkownika Priapos

super, jedyny dojrzały blog

super, jedyny dojrzały blog jaki zdarzyło mi się tutaj czytać
jesteś gościem

powodzenia facet, dzięki

Portret użytkownika franzllang

Wiem, że po raz kolejny to

Wiem, że po raz kolejny to samo piszę, że teraz koniec itd. Ale tak jest, bo ile można chodzić i prosić. Spaliłem trochę mostów, wystawiłem jej znajomych, wywaliłem swoje konto na FB, spaliłem rzeczy, które mi ją za bardzo przypominały.

Ale też nie ma co dramatyzować, że świat jest zły. Mam 29 lat, za pół roku 30, i zdałem sobie sprawę, że mam zajebiście. Laski lubią ten wiek, mam o wiele więcej doświadczenia i pokory niźli kiedykolwiek wcześniej.

No i k*rwa jadę do Brazylii. Laughing out loud

Portret użytkownika expat

Problemy naprawdę były dwa.

Problemy naprawdę były dwa. Pani chciała Cię ujebac pętla na szyi. Sposoby sa dwa - dziecko co w praktyce różnicy poglądów oznacza Twoje zniewolenie i dożywotnią rentę dla niej a druga to wejście w majątek faceta. Jako, że w razie ślubu czyli umowy cywilno prawnej wszystko co przed w razie fuckupu jest Twoje to panie generalnie nie chcą sie wprowadzać do naszych mieszkań czy domów tylko często jest sugestia - sprzedajmy i "kupmy" coś innego, gdzie indziej itp. Często padają przy tym argumenty, że ja się nie czuje jak u siebie albo miejsce nie takie itp. - tak czy owak to są tylko wybiegi. Innymi słowy, gdyby porównać związek do kupna samochodu to my kupujemy Subaru nie zastanawiając się przeważnie ewentualna odsprzedaż za lat kilka i strata wartości. One już przed ślubem kalkuluja co by było gdyby Wink Zdolność do naginania się nas do ich poglądów nazywają zrozumieniem przez mężczyznę Wink

Portret użytkownika franzllang

To ciekawe co by powiedziała,

To ciekawe co by powiedziała, że chcę spisać intercyzę ;]

Portret użytkownika Andy

Bardzo dobrze zrobiłeś. Życie

Bardzo dobrze zrobiłeś. Życie jest jedno i nie ma sensu się męczyć z kimś kto sam nie wie czego chce. Myślę że zaoferowałeś jej bardzo dużo, postawiłeś sprawę jasno, czego chcesz i czego oczekujesz od niej. Starałeś się dla niej. Ona się trochę zachowywała jakby jeszcze czekała na księcia z bajki, albo miała uprzedzenia do zamieszkania na wsi, z rodzicami? A gdy zaczął jej się palić grunt pod nagami zauważyła co traci, ale było już za późno. Udanego wyjazdu do Brazylii.Pozdro!

Portret użytkownika franzllang

Jeszcze jeden motyw mi się

Jeszcze jeden motyw mi się przypomniał.

Siedzimy u niej w mieszkaniu, niedzielny obiadek. Ja się w tej sielance rozmarzyłem i rzucam: Wiesz co, wybuduję nowy sklep, mam grunt w lepszym miejscu, żeby był bardziej widoczny i ludzie nie musieli zjeżdżać z głównej drogi. Byłby otwarty w soboty i niedziele... Trochę musielibyśmy go przypilnować z początku itd.

Ona mnie gasi: a na weekendy to kiedy będziemy jeździć?

Ale ja jej nie obwiniam. Ona szukała innego życia, ot co. Tylko szkoda, że gdy ją prosiłem, by mi powiedziała, czego chce, to milczała.

Portret użytkownika expat

Nigdy nie pytaj kobiety czego

Nigdy nie pytaj kobiety czego chce bo nawet jak Ci odpowie, że wie to będzie to kłamstwo albo ważnośc tej wiedzy to maks do jutra rano Wink - tylko obserwacja.

Intercyza nic Ci nie da jak będziecie mieli dzieci. Mój kuzyn ukrywa się obecnie za granicą bo łącznie ma zasadzone ponad4k PLN renty (jak sie rozstawal mial wysokie docjdochody, później się psnelo jak to w zyciu). Do pelnoletnosci dług urośnie do takich rozmiarów, że pani śmiało go zlicytuje - ju teraz wszystko ma na innych ludzi a kase śle taką jaką może ale regularnie.

Ostrożnie panowie w te klocki szczególnie jak pani jest sierotka Marysia Wink

Portret użytkownika franzllang

To chyba pójdę do biura

To chyba pójdę do biura matrymonialnego, coby mi kandydatkę prześwietlili Wink

Portret użytkownika Rafał89

Pamiętam jak pierwszy raz

Pamiętam jak pierwszy raz pisałeś. Miałeś okropny wyrzut, że ona nie robi tak jak Ty chcesz. Teraz widzę, że już ogarniasz, iż właśnie rozmijacie się z oczekiwaniami. Tylko tyle i aż tyle. Głowę masz uniesioną i tak trzymaj Smile

Portret użytkownika Informatyk

Mądry facet z Ciebie.

Mądry facet z Ciebie.