
"Chodź,to ci pokaże jak to tutaj wygląda,gdzie życie raz po raz codzień wbija swoje żądła jak polegasz na modłach pewnie jesteś pusty bo tutaj nie ma boga wino nie zmienia się w wodę"- Tym cytatem od Kali-ego chciałbym zacząć moje przemyślenia,i to co sobie uświadomiłem.
Trzeba by zacząć od tego że mój wpis zapewne będzie kontrowersyjny i stronniczy gdyż jak większość z was uzna iż zostałem zraniony i teraz pieprze farmazony,jak typowy piesek który liże rany i płacze w poduszkę,otóż tak było lecz już nie jest,stwierdziłem że powalczę o była bo to jest ta kobieta z która chce przejść przez życie,dlaczego to pisze? Może dlatego ze czuje że mi naprawdę na niej zależy i że chce o to walczyć mimo że to nie ma szans? Wiem jak to będzie są 3 możliwe opcje:
-Nie zejdziemy się
-Zejdziemy się i rozstaniemy po krótkim czasie(bo tak to się kończy zazwyczaj)
-Lub spełni się mój scenariusz i będę z nią do końca!
Lecz mimo nikłych szans powodzenia chcę spróbować i zobaczyć jak to się potoczy. Wynająłem apartament na sylwestra mimo że nie mam gwarancji że przyjdzie,tylko moze 5% szans,ale pamiętajcie jedno! KTO NIE WALCZY DO KOŃCA PRZEGRYWA JUŻ NA STARCIE!!!
Teraz przejdę do sedna mojego wpisu.
Siedzę nie raz,i nie raz się zastanawiam jak to jest,po co nam związki z kobietami,w jakim celu do tego dążymy? Ok,wiadomo sex-spełnienie fizyczne czyli coś namacalnego,coś co jest potrzebne do życia i tu każdy się powinien ze mną zgodzić,ale druga kwestia-poczucie bliskości,zaufanie-coś co namacalne tak naprawdę nie jest,coś co jest tylko uczuciem którego chcemy,uczucie które jest dobre bo ktoś nam tak zakodował w głowie,że warto mieć kogoś komu można zaufać i być oddanym,okej fajnie to wygląda,jasne mieć 2 osobę czy to przyjaciel czy kobieta,brzmi fajnie co? Ale zagłębmy się w to,nie patrzmy płytko.
Odpowiedz sobie sam,ile miałeś kobiet w swoim życiu? Teraz ilu z tych kobiet mogłeś zaufać,bo dawały ci ku temu sposobność? Kolejna kwestia ilu z nim zaufałeś? I ostatnie ile z nich jest przy Tobie,nie odeszło,albo Ty nie odszedłeś? Zastanówmy się czy osoba której naprawdę możemy zaufać i ona nam ,ale tak naprawdę w 100% jest w stanie odejść od nas lub my od niej,gdy łączy nas wieź i to taka prawdziwa wieź? Czy uważacie że takie osoby znikają z naszego życia? Czy to co z nimi przechodzimy potem zakrywa kurtyna zwana zapomnieniem? Czy to uczucie było prawdziwe,to rzekome zaufanie,ta niby prawdziwa szczerość? Nie wydaje mi się aby ktoś z zewnątrz,poza najbliższą rodzina był w stanie nam to dać bo mimo że rodzina nie jest idealna czego ja jestem najlepszym przykładem,to ona nas zna i im też nie można ufać lecz mamy gwarancje,tak mamy gwarancje! Że oni zostaną z nami do końca i że nie odejdą i moim zdaniem to jest jedyne prawdziwe zaufanie którym można kogoś obdarzyć,oczywiście,jeśli jesteśmy tego pewni w 100%
Chcecie przykład,poza moja kobietą? PFUUUU Byłą kobietą.
Myślałem że miałem przyjaciela,którego znam do 15 lat (?mam 21) robiliśmy razem rzeczy jakie można robić tylko w podobno "prawdziwej" przyjźni,chłopak ma swoje za uszami,wiele skaz na swoim sumieniu,lecz to myślałem że jest przyjaźn i z nim i jego rodziną i co się okazało? W momencie w którym potrzebowałem wsparcia(rozstałem się z kobietą,nie miałem gdzie mieszkać i miałem wiele problemów)zadzwoniiła do mnie jego matka,z która mialem bardziej koleżeńską relacje niż Przyjaciel syna,i jego matka,i wiecie co?
Dostałem taką wiązanke,że łzy cisneły mi się do oczu. Usłyszałem że,wszystko złego co dzieje się w życiu mojego "przyjaciela" jest przeze mnie,że ja go chcę skłócić jak to jego mama powiedział "z jej przyszłą synową",że przeze mnie nie gra on w piłke(chłopak był w wieku 18 lat na obozie z zespołem ekstraklasy w p.nożną, a teraz gra w 5 lidze)że ja go wyciągam na imprezy,że nie mam swojego życia,że to że sam sobie nie radze nie znaczy ze jej syna muszę sciągać na dno i że wpierdalam mu się z butami w życie. Po tym telefonie zadzwoniłem do niego powiedziałem mu jak to wygląda i stwierdziłem że nie będę mu się w życie z butami wpierdalał i powiedziałem że lepiej jak urwiemy kontakt,a wiecie co on powiedział? Czy ty się moją matką przejmujesz? Żadnego dobrego słowa próby wyjaśnienia,cokolwiek. Od wtorku się do mnie nie odezwał,0 kontaktu a szczerze? ZA TE ZNAJOMOŚĆ MYŚLAŁEM ŻE MÓGŁBYM ODDAĆ ŻYCIE! Lecz myliłem się i to bardzo. Tak wiem że możecie myśleć że zostałem skrzywdzony bo nie ukrywam że tak chyba jest,lecz myślę trzeźwo i te lekcje jakie teraz dostaję od życia dają mi naprawdę dużą wartość do przemyśleń. Dochodzę do wniosku że ufanie to jest fajna sprawa-że masz kogoś komu można o wszystkim powiedzieć,że możesz się otworzyć,tylko pojawia się kolejne pytanie czy ta krótkotrwała przyjemność jaką nazywam zaufaniem jest tego warta? Wg mnie to jest tak samo jak z narkotykami-zapalisz,wciągniesz,połkniesz-będziesz mieć radochę-jasne pewnie przez pewien czas będzie super,ale jak cię do wciągnie że stanie się to codziennośćią jak ufanie drugiej osobie to po pewnym czasie uświadomisz sobie że jesteś uzależniony-co już takie fajne nie jest(nie chodzi mi o uzależnienie od zaufania ,tylko i wyłącznie od narkotyków!)I co potem dzieję się z osobami uzależnionymi? Cierpią,walczą ze sobą próbują pokonać samych siebie,swoje nawyki przyzywczajenia i każdy dzień to dla nich udręka. Pewnie spytacie czemu,czemu udręka a tu mamy 2 opcje:
-Zdrowie wysiada
-Uświadamiają sobie że jest źle i że muszą szukać pomocy
-Lub nie maja kasy na dragi
Narkotyki są idealnym odzwierciedleniem zaufania,dlaczego?
Ponieważ gdyby ktoś dał nam gwarancję że biorąc narkotyki nie będzie żadnych skutków ubocznych - uzależnienie,choroby,problemy to byśmy je brali bo po nich jest fajnie. To samo jest z zaufaniem,gdybyśmy mieli gwarancję że możemy komuś zaufać i ta osoba nie odejdzie to zaufanie byłoby czymś wspaniałym lecz tak nie jest. Tylko od nas zależy co z tym zrobimy czy zaufamy i zaryzykujemy czy może będziemy dawać sobie radę z tym sami choć czasami będzie trudno.Każdy z nas jest po części wolną istotą i tylko od niego zależy jak będzie żył. Pamiętajcie jedno :
KAŻDY EGZYSTUJE,ALE ILU Z NAS TAK NAPRAWDĘ ŻYJE?
To tyle ode mnie.
Odpowiedzi
jak 21-latek pisze, że ma
ndz., 2012-12-16 22:52 — Guestjak 21-latek pisze, że ma "przyjaciela" od 15 lat to ze śmiechu tak mi skacze przepona, że aż chce mi się rzygać!!!
Nie masz bladego pojecia, co to znaczy "przyjaźń"... A to z bardzo prostego powodu: do tego, aby kogoś tak nazwać z pełną odpowiedzialnością potrzeba CZASU, sprawdzenia w różnych sytuacjach... I nie w piaskownicy, nie podczas leżakowania, nie przy wypadającym "mleczaku", czy wyrzynającym się stałym zębie, nie przy pierwszych wagarach... Pogadamy za 10 lat... Może wtedy bedziesz na tyle świadomy, żeby kogoś określić tym mianem...
Ja wiem, że amerykański styl, gdzie po 5 minutach rozmowy każdy jest "the best friend"... tyle, że u nas to tak nie działa...
Nie powinieneś sie go czepiać
ndz., 2012-12-16 23:10 — Rafał89Nie powinieneś sie go czepiać o to. Zresztą krzywo przeczytałeś. On napisał, że zna gościa od 15 lat, a nie, że są przyjaciółmi tyle czasu. 'Nie masz bladego pojecia, co to znaczy "przyjaźń"', za to Ty nie masz bladego pojęcia co on przeżył z nim, a wypowiadasz się tak jakbyś miał monopol na prawdę. Kolejna ciekawa kwestia, że słowo 'przyjaźń' dla każdego może znaczyć co innego. Dlatego uważam, że nie powinieneś w taki pewniacki sposób forsował swoich subiektywnych przeświadczeń.
nie, kolego! jest tylko jedna
ndz., 2012-12-16 23:16 — Guestnie, kolego!
jest tylko jedna definicja przyjaźni... reszta to koleżeństwo
To co mu sie wydaje teraz ma się nijak do faktycznego stanu ich relacji I tylko z perspektywy czasu można to zweryfikować. Zresztą sam napisał, że "myślał, że ma przyjaciela"... Jego doświadczenie to najlepszy dowód... Co przeżył? Widocznie nic cementującego...
Jeżeli ująć by to w zgrabną
ndz., 2012-12-16 23:29 — Rafał89Jeżeli ująć by to w zgrabną formułkę to być może bym się pod tym nawet podpisał. Jednak pewne niuansy są zmienne (np. potrzeba uzewnętrzniania się).
Nie mogę się nie zgodzić, że nic cementującego. Nie wyobrażam sobie takiej sytuacji w związku z moimi przyjaciółmi.
Tak Lunatico, piszesz jak
ndz., 2012-12-16 23:36 — ProhmeteusTak Lunatico, piszesz jak zraniony piesek
Ale Guest, to tak jakbyś zabraniał mówić 18 latkowi, czy mi : 20 latkowi, że kocham kobietę? Wiesz, że te pojęcia są płynne... Zależy od dojrzałości, od doświadczeń, a te mogą być różne..
Wszak zgadzam się z tym, że przyjaźń to termin, którym nie można rzucać na lewo i prawo. To relacja, która jest najbardziej posprawdzana już. W różnych sytuacjach. Pamiętam jak jakiś czas temu mój przyjaciel urwał kontakt na parę miesięcy, poznał babeczkę, pojeździł z nią, czasu dla mnie nie miał. Po jakimś czasie zadzwonił i spytał, czy jestem w domu, bo wpadnie z browarami. Zgodziłem się, bez słowa, wyrzutów... Rozmawialiśmy jakbyśmy się nie widzieli dwa dni. Jakoś zawsze te emocje inaczej grają w relacji facet-facet. Dlatego ciężko mi się postawić w Twojej sytuacji Lunatico, bo inne mam podejście.
Badz co badz Lunatico, nie przezywaj tego tak... zrób se drina
Jestes facet, bedzie jak trzeba.
ależ oczywiście - nazywajcie
pon., 2012-12-17 07:31 — Guestależ oczywiście - nazywajcie rzeczy tak jak w danej chwili czujecie... ale ze świadomością, że istnieje wysokie prawdopodobieństwo, że się mylicie. Jeśli mówisz, ze kogoś kochasz to jest to ocena Twojego aktualnego stanu umysłu i emocji. Nazywasz to tak, a nie inaczej i w danej chwili tak czujesz. Jeżeli mówimy o przyjaźni to w tym momencie definiujesz relacje także innej osoby do Ciebie... a tego to już bym nie był taki pewien...
A rzeczywiście. To jest
pon., 2012-12-17 09:55 — ProhmeteusA rzeczywiście. To jest prawda.
A co Ty o tym sądzisz? Żyjesz
pon., 2012-12-17 09:16 — expatA co Ty o tym sądzisz? Żyjesz iluzjami kolego. Pierwszą wcisnęła Ci Twoja była kobieta a drugą matka Twojego kolegi. On zresztą powiedział Ci prawdę, co Ci obchodzi co jego matka mówi, przecież do cholery to też baba i na milion procent za 15 minut po wykrzyczeniu Ci do słuchawki tego co powiedziała już miała inne zdanie na ten temat. Przestań żyć iluzjami, skup się na sobie i stań twardo na ziemi! Nie wiem jak rozstałeś się z dziewczyną, ale apartamentem w Sylwestra niewiele zmienisz (jeżeli w ogóle). Dużo lepiej byś zrobił gdybyś zaproponował jej wystrzałowy bal za dwa klocki a jak odmówi to idź tam z koleżanką (najlepiej jej koleżanką
) i baw się dobrze! Kobiety nie odzyskasz pieskowaniem, przerobiłem to w swoim życiu kilka razy i nawet zmiana w kompletny podnóżek pomaga na chwilę. Naprawdę chcesz utracić do końca tożsamość? A może spróbuj i przejdź przez to sam, tylko pamiętaj, że z każdą taką próbą tracisz część siebie i wrażliwość. Ja dziś dałbym wszystko, żeby być tamtym naiwnym dwudziestolatkiem - niestety się nie da! 
Głowa do góry, będzie dobrze.
Pozdrawiam.
Tak snoffie,ale uswiadamiamy
pon., 2012-12-17 15:09 — lunáticoTak snoffie,ale uswiadamiamy sobie ze cos do kogos czujemy jak go tracimy.
Guest co ty mozesz wiedziec na temat tego co z nim przeszedlem? Ja wiem co to definicja przyjazni i uwierz mi tylko o 1 osobie tak mowilem,dla mnie to słowo znaczy-lecz przyjazn to nie milosc i jesli jej nie ma to nie byla nigdy prawdziwa,latwo mozna cos stracic na co pracowalo sie latami,wiec prosze Cie bez takich docinek bo to bylo na poziome
-"HMMMM HAHAHA MA 20 LAT I MYSLI ZE WIE CO TO PRZYJAZN,ALE MU DOJEBIE/USMIADOMIE ZE SIE MYLI."
bardzo się cieszę, że
pon., 2012-12-17 15:19 — Guestbardzo się cieszę, że przyznałeś mi rację... jesli jej nie ma, to nie byla prawdziwa... no to nie wiem, o co ci chodzi teraz? Nie wiem kto ci dojebuje, Ja cię uświadamiam... Za kilka lat ocenisz te "przyjaźnie"
Mowie na spokojnie,ale
pon., 2012-12-17 15:55 — lunáticoMowie na spokojnie,ale rzuciles sie na mnie jakbym co najmniej zabił Ci matke ! ahahah
Spokojnie nie ma problemu,tylko guest przemysl co piszesz bo tam wyczulem naprawde zle emocje,a oceniles to nie znajac sytuacji.
rzuciłem się? złe emocje? nie
pon., 2012-12-17 16:03 — Guestrzuciłem się? złe emocje? nie znając sytuacji? sam napisałeś, ze straciles przyjaciela, ktorego znasz od 15 lat, a masz 21 (w profilu 19)... A ja twierdze, że nadużywasz słowa "przyjaciel" bo to takie amerykańskie i modne... Myslę, że histeryzujesz...
Podziwiam cię za to, że masz
czw., 2012-12-20 00:39 — FanPodziwiam cię za to, że masz większe jaja, by robić takie numery z sylwestrem i walczyć końca. Ja odpadłem, a teraz boję zaatakować ponownie ! Niezmierne gratulacje, naucz mnie tego
"Czy uważacie że takie osoby znikają z naszego życia? "
Tak, bo nic nie jest trwałe. Po prostu, była jakiś czas z tobą i była w 100% szczera/uczciwa/ufająca itd, ale po prostu poszła w swoją drogę. Całkowicie normalne, a ty niepotrzebnie się przywiązujesz i masz oczekiwania (dlatego boli).
Co do ufania i uzależnienia. Ufaj sobie, a nikomu innemu nie będziesz musiał
nie będziesz musiał, bo wtedy będziesz chciał i potrafił to zrobić 
Pozdrawiam i czekam na kolejne przemyślenia.