Portal Uwodzicieli
Witryna poświęcona relacjom damsko męskim oraz budowaniu międzyludzkich więzi emocjonalnych.
Lorem ipsum dolor sit amet, consectetur adipiscing elit END.

"Wyprzedziłem ją na przeciwległej prostej drugiego okrążenia"

Skąd taki tytuł? A no stąd, że rzecz miała miejsce podczas zawodów żużlowych, na które często uczęszczam. Dla tych, którzy mniej więcej wiedzą o co chodzi w tym sporcie, tekst będzie zrozumiały. Reszta też raczej nie powinna mieć problemów z jego odbiorem. Ot taka moja fantazja - posłużenie się slangiem żużlowym.

Dzień zaczął się standardowo, jak to każda niedziela. Otworzyłem oczy, patrze na zegarek - 12.22. W głowie dobrze znany szum, skutek sobotnich baletów. Papieros, łazienka, lodówka, wzmacniacz, znowu papieros, internet i wszystko zaczyna się normować. Nagle sms od nowopoznanej koleżanki. Z lekkim sarkazmem przypomina mi, że wstępnie byliśmy ustawieni na niedzielne popołudnie. Musiałem odmówić. Procenty jeszcze nie zdążyły się ulotnić więc auto odpada, a komunikacja publiczna to coś z czego nie lubię korzystać. To by było na tyle tytułem wstępu. Do rzeczy.

Późnym popołudniem zmobilizowałem kilku kumpli na mecz. Po godzinie jesteśmy już na stadionie, zajmujemy miejsca na trybunach. Dzwoni telefon. "Trzymaj mi miejsce. Jak będę przy kasach, dam znać to zejdziesz po mnie" - kolega z pracy. Minęło jakieś 20 minut. Jak powiedział, tak zrobił. Schodzę więc w pobliże kas, opieram się wygodnie o barierkę, odpalam niebieskiego Lucky Strike'a i czekam. Czekając obserwuję prace kosmetyczne na torze, zawodników w parku maszyn, fury na pobliskim parkingu, no i rzecz jasna przedstawicielki płci pięknej. Patrzę w stronę oddalonych ode mnie o jakieś 10 metrów parasolek z piwem. Obok nich widzę punkt szybkiej gastronomii, a jako obsługę tego punktu moją ex (niespełna trzy miesiące się nie widzieliśmy). Serce momentalnie przyśpieszyło, dłonie zaczęły dziwnie drżeć. Ale w tej samej chwili w głowie usłyszałem: "Kurwa, c'mon! Tyle czytania, tyle wprowadzania tego wszystkiego w życie, tyle pracy. I wszystko po to żeby to teraz zjebać". Odwróciłem się w jej stronę. Stanąłem wyluzowany i pewny siebie. Na twarzy miałem szczery do bólu uśmiech i drwiące, lekko prowokacyjne spojrzenie. Z taką postawą i wyrazem twarzy patrzyłem prosto na nią. Nasze spojrzenia się nie spotkały, udawała, że mnie nie widzi, ale musiała mnie wcześniej zauważyć. To jej zakłopotanie, rozbiegane oczy, brak pomysłu na to co zrobić z rękami. Widać było jak na dłoni, że w środku aż ją skręca z nerwów. Doskonale zdawała sobie sprawę z tego, że ja to wszystko widzę i co by nie zrobiła to i tak będzie to sztuczne. Nie miała pojęcia jak się zachować, tak samo jak nie miała pojęcia jak ja się zachowam w tej sytuacji. A co zrobiłem? Cały czas patrzyłem na nią, na tą jej narastającą frustrację. Wtedy właśnie poczułem, że po wyjściu z pierwszego łuku drugiego okrążenia wyprzedzam ją po samej bandzie, przy całkowicie otwartej przepustnicy. Przemknąłem koło niej niczym francuskie TGV. Na prawdę zajebiste uczucie, polecam każdemu spuszczonemu w kiblu. Po chwili zjawił sie wyczekiwany kolega. Uśmiechnięty i zadowolony poszedłem na trybuny. Zawody się skończyły. Średnio ciekawe były. Nadszedł czas wracać do domu. Ale ku mojemu zaskoczeniu to jeszcze nie był koniec mojej szarży.

Wychodząc po meczu ze stadionu siłą rzeczy musiałem znów wejść w pole widzenia byłej. Tak więc idę uśmiechnięty, pewnym krokiem w ogóle nie spoglądając w jej kierunku. Kiedy zbliżałem się do jej stanowiska zobaczyłem jej nowego fagasa. Pewnie po nią przyszedł. Typ o trupio bladej karnacji, wyłupiastych oczach, ze dwa razy chudszy ode mnie, a mi powtarzała, że mógłbym przytyć ze 2 kilo (taki paradoks). Niby wygląd to nie najważniejsza kwestia, ale gość miał tak autentycznie jamniczy wyraz twarzy, że nie mogłem pojąć jak tak atrakcyjna dziewczyna jak moja ex może się z kimś takim zadawać. Z jej wglądem (teraz mam wrażenie, że tylko z nim) spokojnie stać ją na lepszego, ale to już jej wybór. Jedyne czego mu pozazdrościłem to parasol - bez kitu. No ale tyle o nim. Niech im się wiedzie jak najlepiej. Kiedy mnie zauważył zorientował się kim jestem. Wiem, że pokazywała mu nasze wspólne zdjęcia i zareagował na nie słowami "Faktycznie wygląda na cwaniaka" (moje "cwaniactwo" i brak zainteresowania było głównym powodem rozstania wg byłej o czym mu opowiadała kiedy pytał o co nam poszło). Stąd moja pewność, że mnie rozpoznał. Postanowiłem powtórzyć ten sam schemat działania, tylko tym razem w stosunku do niego. I wiecie co? Gość zareagował dokładnie identycznie jak wcześniej moja ex. Zbłąkane spojrzenie - raz na mnie, raz gdzieś w dal, potem na parasol i znów na mnie. Ta sama frustracja. Facet po prostu wymiękł. Miałem ochotę podejść, podać rękę, przedstawić się i powiedzieć "Miło mi Cię poznać". Rozbiłoby go to do reszty. Ale odpuściłem, pomyślałem, że już wystarczy, nie będę robił cyrku. Teraz w sumie żałuję. Wtedy - posługując się slangiem żużlowym - moja była po tym jak już ją wcześniej wyprzedziłem dostała całkiem sporą szprycą (czyt. znacznie spowalniająca, wierzchnia warstwa nawierzchni wylatująca spod tylnego koła motocykla) prosto w gogle. Czułem, że jej odjeżdżam, a ona zostaje w tyle. Wszystko to trwało zaledwie kilkanaście sekund, ale obraz byłego i obecnego faceta obok siebie na pewno utkwił jej w głowie. Z tym, że były był całkowicie naturalny i pewny siebie, a obecny błądził jak dziecko we mgle.

Dziś - jak mi się wydaję, choć może to tylko zbieg okoliczności - próbowała kontratakować, ale szybko ściąłem do krawężnika. Dodała na "fejsbuka" ich wspólne zdjęcie z jakiegoś wypadu za miasto. Szczerze mówiąc nie ryszyło mnie to aż tak bardzo jakby ruszyło mnie to przed tym całym zajściem.

I tak dojechaliśmy do końca drugiego okrążenia. Zostały jeszcze dwa i wjazd na metę na jednym kole. Co dla mnie będzie metą? Metą dla mnie będzie "przypadkowe" spotkanie za jakiś czas, na którym to spotkaniu stanę przed nią z całkowitą obojętnością i w jej oczach dostrzegę żal tego co straciła, z czego zrezygnowała, a tego co nigdy już nie będzie należało do niej. Jednak do końca wyścigu jeszcze daleko. Jak na razie chce powrotu tak bardzo jak niczego innego. Chcę poczuć jej zapach, usłyszeć jej śmiech, poczuć dotyk jej dłoni na moim torsie, zobaczyć wystające majtki zza spodni kiedy ubiera buty, zobaczyć w jej oczach to spojrzenie kiedy jej imponowałem. Dziwnie się człowiek czuję kiedy kogoś się kochało, kiedy ktoś kto był dla nas ważny i ten ktoś odchodzi przez nas samych. Porzuceni, czyli większość z nas wie o co chodzi. Dopóki nie pozbędę się tych zapędów nie ma mowy o wygraniu wyścigu.

Na dzień dzisiejszy prowadzę i tego prowadzenia nie oddam, a żeby to prowadzenie dowieźć do mety muszę odzyskać to co mi zabrała. Siebie, nie ją.

Wygram. Jestem pewien.

Pozdrawiam

c'mon

Odpowiedzi

Portret użytkownika Dr4g0n

jakiej drużynie żużlowej

jakiej drużynie żużlowej kibicujesz? ; p

no właśnie?

no właśnie? Laughing out loud

Portret użytkownika M4rass

Czytało mi się Twój wpis

Czytało mi się Twój wpis bardzo przyjemnie. Wink
Ciesze się, że pracujesz nad sobą, że idziesz do przodu. Każda lekcja czegoś uczy. Moja droga do "mety" też jest jeszcze dosyć długa, ale...
"Wygram. Jestem pewien". Pozdro! Smile

Portret użytkownika LUCA

Pojechałeś niczym Gollob w

Pojechałeś niczym Gollob w Bydzi, tylko uważaj bo on miał tendencje do tracenia pozycji na kresce Smile Pozdrawiam i ponawiam pytanie kolegów- komu kibicujesz ?
POLONIA BYDGOSZCZ !!!!!!!!!!