
Pamiętam moment, kiedy odkryłem grę i pomyślałem sobie, że to może być mój sposób na znalezienie sobie dziewczyny. Nauczę się technik i będę wyrywał laski, a one będą leciały do mnie jak ćmy do światła. Jednak nawet jak udało mi się zainteresować sobą jedną, to coś się pierdoliło po drodze. Zastanawiałem się "co do chuja robię źle?"
Na szczęście tego typu rozkminy mam już dawno za sobą, a relacje z kobietami są dla mnie jedynie źródłem przyjemności.
Co się zmieniło?
Odkryłem coś o wiele lepszego od rutyn, schemacików i tym podobnym. Kiedy to odkryłem to, zacząłem się śmiać, nie dowierzając, że mogłem tego wcześniej nie dostrzec, a przecież było, że mną cały czas tylko lekko zakurzone i zapomniane.
Moją osobowość.
W tym momencie, ta cała otoczka gry (rutyny, struktury gry itp.) zaczęła mnie trochę wkurwiać, jak małe kółka od roweru. Na początku asekurują Cię przed upadkiem, ale po pewnym czasie zaczynają ograniczać i po prostu już ich nie potrzebujesz. To nie jest tak, że je wyrzuciłem (przecież dobrze urozmaicają grę), zacząłem tylko zwracać uwagę na to, żeby one były składnikiem mojej osobowości, a nie na odwrót.
Niewiele potrzeba, aby uwieść dziewczynę, jeśli wie się, gdzie celować. Jak jest zainteresowana, to już praktycznie pozamiatane. Teraz to kwestia czasu. Chyba, że zaczniesz wyważać otwarte drzwi...
Osobowość jest kluczem całego uwodzenia. Cechy takie jak pewności siebie, szczerość, lekka arogancja itp. powinny być tylko skutkiem ubocznym Twojego charakteru, a nie celem który trzeba osiągnąć. To Twoje poglądy i przekonania decydują o tym kim jesteś. Całe uwodzenie jest przecież tylko w Twojej głowie. Laska do której podbijasz nie ma pojęcia o tym wszystkim. Nie powie Ci: "no attraction ok, ale raportowanie słabe, poćwicz trochę."
Podobno każdy ma jakiś charakter, więc jak to jest z przewagą jedną osobowości nad drugą?
Pozwolę sobie powiedzieć, że jesteśmy wielkimi, chodzącymi śmietnikami poglądów. Najpierw nasi rodzice, później kumple i media bombardują nas olbrzymią ilością światopoglądów (często sprzecznych ze sobą), a my zbieramy to wszystko jak papierki po cukierkach. Problem zaczyna się wtedy kiedy wrzucamy te wszystkie poglądy to naszego systemu wartości, ale tak naprawdę nad nimi się nie zastanowiliśmy. Takie powierzchowne poglądy łatwo jest zbić i przeramować. Większość kobiecych poglądów jest powierzchowna i często szukają potwierdzenia swoich racji. Jeśli więc widzisz, kogoś kto świetnie dogaduje się z kobietami i radzi sobie w życiu, to nie jest kwestia pewności siebie, to kwestia przekonań. Inna rzecz - mowa ciała. Ciężko jest się jej skutecznie nauczyć, jeśli nie ma się odpowiedniej podstawy w poglądach, bo i tak mikrogesty nas zdradzą.
Jest parę elementów mojej osobowości, które pozwalają mi czerpać radość z interakcji:
1. Konsekwencja i wytrwałość
"Choćbyś nie wiem co zrobiła, nie możesz dać mi kosza. Na mnie to nie zadziała." to jest moja myśl, kiedy podchodzę do dziewczyny. I pomimo tego, że kosze się zdarzają, ciągnę interakcję do samego końca, żeby sprawdzić ile da się wycisnąć z niej. Laski tak mają - lubią, udawać obojętne, żeby sprawdzić czy to mnie ruszy. Umiejętność brania porażek na klatę, a nawet znalezienie w niej pozytywów (więcej wolnego czasu) z pewnością Cię wyróżni.
To zresztą, nie dotyczy tylko kobiet, bo kto lubi ludzi zmiennych jak chorągiewka? Pamiętam swojego "menagera" w barze, który lubił na każdym kroku okazywać swoją wyższość nad zwykłymi pracownikami (w tym mną), a przy właścicielu lokalu był milutki i grzeczniutki. Efekt? Nikt go nie szanował.
Wystarczy tylko spojrzeć na te wszystkie testy kobiet, które w większości wrzucam do worka:"Z czego jesteś zrobiony?"
Ma to również swoje uzasadnienie w ewolucji. Dla nas kobieta atrakcyjna fizycznie jest po prostu atrakcyjna, a kobiety muszą nas trochę poznać, żeby sprawdzić czy nie jesteśmy kolosami na glinianych nogach.
Spróbuj wykorzystać to na kobietach, też często oblewają ten test. Może to i dobrze, bo dwa monolity daleko razem by nie zaszły;)
2. Selekcja
Nie ukrywam, że mam mało wolnego czasu w tygodniu. Jak uda mi się spotkać z dwiema dziewczynami to to jest jakiś niesamowity tydzień. Moje ciężkie studia, wyjazdy + jej studia, a jeszcze jakieś święta po drodze. Bywa, że po dostaniu numeru telefonu, widzę się z nią po 3-4 tygodniach. Z tego powodu jestem wybredny jeśli chodzi o spotkanie się, często nie dzwoniłem jak dostałem numer, dlatego teraz tylko jeśli chodzi o ulicę to podchodzę tylko do takich dziewczyn do, których mam przeczucie i wiem, że zadzwonię. Nie wysilam się, jeśli chodzi o podejścia "Cześć, chce Cie poznać" i typowa gadka. Jest zainteresowana - to się spotkamy, nie jest - nie mam czasu przekonywać nikogo do siebie. Nie sprawdzam czy naprawdę chłopaka ani nie bawię się w odbijanie tekstów. Chociaż nie powiem, jak bardzo mi się podoba, to staram się trochę dłużej:] Nie każda kobieta pasuje do mnie i w drugą stronę. Po co mam uwodzić wtedy kogoś takiego? Sztuka dla sztuki? Jak chce się dymać co popadnie to nie łatwiej zostać pseudogwiazdą polskiego show-biznesu i wyręczyć się popularnością? A przy tym o kasę też się nie musimy martwić. Kiedy wiem, że do siebie pasujemy to wszystko dzieje się naturalnie.
3. Spotykam się z kilkoma kobietami
Chujowa impreza? Nieważne. Chujowe DG? Nieważne. Chujowo napisane kolokwium? Trzeba będzie w końcu skupić się na czymś innym niż kobiety...
Staram się mieć kilka możliwości (przynajmniej 2-3), gdyż bardzo zmniejszają presję. Nie muszę się przejmować tym czy palnę coś głupiego (a prędzej czy później, tak się stanie), gdyż wiem, że nie jest to dla mnie ważne. Dzięki temu nie rozdrabniam się w szczegóły i nie analizuje każdej sytuacji. Jedna odpadnie, na jej miejsce wskakuje inna.
4. Daje sobie luz
Wziąłem udział w wyścigu, z jedną myślą: "WYGRAĆ!" Sam nie zastanowiłem się nad tym dlatego i po co mi ta wygrana, ale wszyscy chcieli wygrać to i ja chciałem. Jednak podczas biegu zdałem sobie sprawę, że udział w wyścigu, który nie ma końca i wygrana dla wygranej nie sprawi mi radości. Zwolniłem i zacząłem podziwiać krajobraz, zregenerowałem siły. Jak będę chciał to sobie podbiegnę trochę dalej albo zbuduję sobie domek w tym miejscu, gdzie się zatrzymałem.
Ile w końcu można się uczyć i rozwijać?
Jakiś czas temu rozpocząłem własny wyścig: bycie wolnym.
Tego jest niewątpliwie znacznie więcej, ale to jest baza na której się opieram.
Wiem, że większość z Was to wie. Ba, nawet żyje podobnie, a Ci którzy nie wiedzą i tak nie ogarną, póki tego nie doświadczą. Jakby nie było, to przecież tylko lewa strona moimi oczami;) Brakowało mi tylko takiego całościowego spojrzenia na temat i chciałem dodać coś od siebie.
Są ludzie, którzy plażują na co dzień i to ich tak zwana pasja. Rzeczywiście, to bardzo wciągająca dziedzina, sam miałem momenty, gdzie ciężko skupić się czymś innym. Jeszcze to uczucie, że wszystko Ci wychodzi, że tak to ma być, potrafisz wytłumaczyć sobie każde zagranie, każdą reakcję - to jeszcze bardziej Cię nakręca. Zluzowałem z tym i obecnie "plażuje" wtedy kiedy potrzebuję lub mam na to ochotę. Taki mój lifestyle.
Zawsze przecież znajdzie się jakieś 6-letnie dziecko z Azji, które i tak będzie lepsze od nas wszystkich.
Pozdro
Odpowiedzi
Podoba mi sie to
pon., 2012-04-30 07:08 — SunLightPodoba mi sie to podejscie.
No, oprocz tego "nie mozesz mi dac kosza". Wedlug mnie to takie nakrecanie sie na sile. Jak ci da kosza, to bardziej to odczujesz, bo nastawiales sie na cos innego.
Patrz na to jak ja na to
pon., 2012-04-30 09:54 — rockerPatrz na to jak ja na to patrzę. Z przymrużeniem oka;)
"Spotykam się z kilkoma
śr., 2012-05-02 17:22 — wisman"Spotykam się z kilkoma kobietami"
Tego nie umiem wcielić w życie...
Chciałbym, by jak napisałeś nie skupiać się na jednej lasce, nie analizować każdego ruchu i mieć inne, dodatkowe opcje. Ale gdzieś podświadomie nie potrafię plażować innych gdy spotykam się z jedną :/
Ogólnie moje "podrywanie" wygląda podobnie - niewiele czasu w tygodniu stąd brak regularności, ale robię to kiedy chcę i co ważniejsze na dziewczynach, które rzeczywiście mi się podobają.
Pozdro i powodzenia dalej.