Portal Uwodzicieli
Witryna poświęcona relacjom damsko męskim oraz budowaniu międzyludzkich więzi emocjonalnych.
Lorem ipsum dolor sit amet, consectetur adipiscing elit END.

Wątpliwości w związku? Urok zajętego faceta.

Portret użytkownika mr_Motaba

Może na wstępie zaznaczę-
Jeżeli jesteś tzw. singlem z wyboru (czyt. żadna Ciebie nie chce) i masz zamiar to przeczytać, wiedz że nie wyniesiesz z tego wpisu nic co mogłoby sprawić, że Twoje życie onanisty stanie się bardziej kolorowe. Jeżeli natomiast jesteś w związku pełnym zazdrości gdzie razem z babą drzecie koty, o każde jej, czy Twoje wyjście to czytając mój bełkot zmarnujesz 5 min. cennego czasu, który z pewnością mógłbyś lepiej wykorzystać sprawdzając skrzynkę odbiorczą swojej kochanej pańci.

Text napisałem bardziej z myślą o sobie, aby za jakieś 10 lat porównać moje przemyślenia z tymi, które dzisiaj gnieżdżą mi się w głowie oraz zweryfikować czy moje zachowania są godne naśladowania/wyśmiania/politowania.

Jeżeli jesteś w dobrze prosperującym związku trwającym nieco dłużej niż śmieszne kilka miesięcy, gdzie lata lecą niczym weekend który się dopiero zaczął, a nie ciągną jak 12to metrowy tasiemiec w dupsku, wtedy może warto przeczytać co napisałem poniżej, choć przemyślenia na miarę publikacji naukowej to nie są.

SWOBODA W ZWIĄZKU
Aspektem wartym poruszenia jest tzw. związkowa swoboda, czyli to na ile pozwalamy naszej partnerce i ona nam. Każdy chciałby mieć jako towarzyszkę podróży ku chujowej emeryturze z ZUS-u laskę HB10, rozgarniętą, inteligentną i wierną, która nie będzie udzielała się w akcji charytatywnej „Podziel się pierogiem” „dokarmiając” każdego napotkanego samca. Jeżeli uważasz, że znalazłeś swój ideał i spełnia wszystkie Twoje wymogi zarówno pod wzg. charakteru jak i wyglądu to musisz liczyć się z tym (zakładając Twój dobry gust), że laska będzie również w typie miliona innych facetów. Zawsze będzie pojawiał się ktoś, kto podejmie mniej lub bardziej wyrafinowaną próbą poderwania „Twojej” kobiety. Pytanie tylko, czy faktycznie możesz ją nazwać swoją ? Jeżeli znasz swoją wartość, a związek prowadzisz w taki sposób, że to inne laski zazdroszczą Twojej takiego faceta jak Ty, to możesz być spokojny. Pamiętaj, że sztuczne próby wzbudzania zazdrości nie podniosą Twojej wartości w jej oczach. Jesteś naprawdę kimś jeżeli idziecie razem ulicą trzymając się za ręce, podczas gdy mija was jakaś HB i patrzy z tą kipiącą bezradnością kiedy potraktowałeś ją jak powietrze nawet nie zwracając na nią uwagi. Niby drobna rzecz, ale Twoja połowica to zauważa. Wie, że może obdarzyć Ciebie zaufaniem i jej sen będzie spokojniejszy kiedy zapragniesz wyfrunąć na chwilę z gniazda na męski wypad do klubu.

Jak to się mówi- mądrego nie trzeba pilnować, a głupiego i tak nie upilnujesz, a Ty przecież jesteś mądry, czyż nie? Jako, że jesteś mądry powinieneś wiedzieć o zasadzie działającej również w drugą stronę. Kobieta powinna sama spławiać swoich adoratorów, a nie ich podpuszczać popychając tym samym Ciebie do zakładania tematów na podrywaj.org. Jeżeli sama nie daje sobie rady, wtedy prosi swojego ukochanego o pomoc mającą na celu skuteczne spławienie natręta. Tyle w temacie głupich zazdrości…
Związek ma cieszyć i dawać pozytywne emocje, a nie budzić niepokój i czarne myśli za każdym razem kiedy partnerka wychodzi po bułki, albo sięga po telefon. Jeżeli jesteś w relacji, gdzie masz codziennie sraczkę o „dziwne” zachowanie baby to zastanów się, bo być może nadszedł czas, aby jebnąć ją w komis? Przemyśl też obiektywnie(może być ciężko), czy przypadkiem nie masz lekkich pizdusiowych urojeń a Twoja rzeczywista samoocena (często przez gierki laski) nie puka od spodu do poziomu jakim jest dno.

Żeby nie było, że wykładam tylko wulgarne dywagacje to wspomnę, że sam aktualnie od prawie 3 lat jestem w związku. Jak na 25cio letniego konia myślę, że wszystko układa się dobrze. Przed wejściem w tą „długoterminową” relację trochę mniej lub bardziej naiwnych lasek zaliczyłem i wyszalałem się jeżeli chodzi o stosunki damsko- męskie, wliczając w to polowania w klubach gdzie wyrywanie dziewczyn jest jak łowienie ryb na dynamit. Jakiś czas temu pojawiły się jednak w mojej głowie pewne wątpliwości, czy aby na pewno stabilizacja jest tym czego mi aktualnie potrzeba. Czy to nie zaczyna kiełkować tęsknota za wolnością i swobodą?

Ta historia miała swój początek na początku maja tego roku, kiedy to dostałem telefon od znajomego z Rosji, że zaszczyci mieścinę mą obecnością swą wraz z bandą innych znajomych separatystów. Co poradzić zapowiadał się ciężki weekend vodką i browarem płynący… Zawczasu uprzedziłem kobietę, że spotykam się ze znajomymi i lepiej żeby nie brała w tym spotkaniu udziału. Wystarczy przecież, że będę miał na głowie swój zalany łeb i ogon stworzony z najebanych przybyszów zza wschodniej granicy.
Po uprzednim zaszczepieniu wątroby odpowiednią ilością alkoholu postanowiliśmy zabawić się robiąc wycieczkę po klubach. Oczywiście ja wpadłem na ten pomysł, ponieważ mimo tego, że zachodząc sam do lokali tego typu nawet nogi nie postawię na parkiecie żeby potupać nóżką, to lubię atmosferę w takich przybytkach. Mam okazję również poobserwować różne (najczęściej nieudane) podbicia PUA-sów liczących, że danej nocy wreszcie umoczą.
Będąc już w klubie po wlaniu w gardło kolejnej 50tki, ekipa postanowiła pójść na sale rwać nasze polskie dziewczyny. Nie byłem zaskoczony, kiedy po 10-15 min. przybiegł po mnie jeden z towarzyszy(wyglądem przypominający raczej blok z wielkiej płyty) wołając mnie na pomoc. „Pewnie barany zlały kogoś po mordzie zamiast tańczyć”- pomyślałem. Okazało się jednak, że kompan (na potrzeby wpisu nazwijmy go Boguś) przyleciał po mnie, bo potrzebował winga, aby ugrać jedną z lasek i zabrać ją do hotelu(swoją drogą, jakim cudem się z nią w ogóle dogadał w tym stanie i niekoniecznie w j.polskim). Może trochę kusiłem los, ale chęć niesienia pomocy znajomemu przezwyciężyła wątpliwości, zwłaszcza że dziewczyna, która miałem odciągnąć od targetu była ładniejsza niż sam target. Niewiele myśląc podbiłem z propozycją pójścia w zarezerwowany przez moją ekipę kąt klubu w celu kontynuowania walki z trzeźwością. Milena( bo tak miała na imię) odmówiła stwierdzając, że woli potańczyć. Myślę sobie „kurwa mać moje zasady zaraz spierdolą w las”, ale stojąc nad przepaścią podjąłem decyzję i... dałem krok naprzód… To miał być z mojej strony niewinny taniec. I był, ale tylko z mojej strony, bo Milena okazała się być wilgotna jak bagna nad Biebrzą. Miałem wrażenie, że to ona odciąga mnie, a nie ja ją. Zdałem sobie sprawę, że cienka czerwona linia została przeze mnie przekroczona już po podejściu do niej, ona natomiast przekroczyła granicę kiedy pod koniec pierwszego kawałka pocałowała mnie w szyję po czym na „niebezpieczną” odległość zbliżyła usta do moich( przecież miałem być tym mądrym, którego nie trzeba pilnować!). Przezwyciężając zwierzęce instynkty, nie czekając na rozwój wypadków i pocałunek Mileny, odwróciłem się na pięcie i przytomnie spierdoliłem zmieniając tym samym lokal. Ekipa dojechała do mnie po niecałej godzinie (oczywiście poza Bogusiem, który ugrał swoje tej nocy i w tym czasie brudził już hotelową pościel).
Od tamtej imprezy minął miesiąc. Pewnego dnia poszliśmy z dziewczyną na koncert jednej ze znanych kapel. Po koncercie czekając na taxi moja połowica usiadła sobie na ławeczce obok innych oczekujących lasek. Jakie było moje zdziwienie, kiedy zobaczyłem, że usiadła obok Mileny! Wśród tłumu tysięcy osób wpaść akurat na tą z którą mało się nie zdradziło dziewczyny…
Na szczęście ta zachowała się przyzwoicie i puściła mi tylko oczko….ufff było blisko. Tego dnia dostałem żółtą kartkę od losu.

Żeby już więcej nie przeciągać jebne podsumowanie, które pewnie nie wynika z powyższego textu, ale jest niemniej ważne.

Jeżeli tworzysz związek z osobą, którą kochasz, a czasem lubisz swojemu narcyzmowi dojść do głosu i chełpisz się jakiego to powodzenia nie miałbyś u kobiet jakbyś tylko był wolny, to uważaj, ponieważ jest to często tzw. urok faceta zajętego. To Twoja kobieta i Twoja świadomość, że masz u swojego boku taką osobę sprawiają, że czujesz się wielki. Czar pryśnie jak bańka mydlana zaraz po rozstaniu. Rozstanie nie jest jedynym rozwiązaniem wątpliwości, obaw, czy konfliktów. Rozwiązaniem jest zwyczajna szczera rozmowa. Naiwne stwierdzenie, ale słowo jest potężną bronią i za jego sprawą można więcej zbudować, niż w przypadku bezczynności czy ucieczki od problemu. Pamiętaj też, że człowiek zawsze chce mieć to czego nie może mieć. Jesteś w związku- chcesz wolności, jesteś wolny- chcesz związku. Ja dzisiaj wiem, że można mieć i jedno i drugie, jednak aby to osiągnąć potrzebna jest osoba, która pomoże nam tą równowagę stworzyć. Sprawi ona, że będziecie idealnym połączeniem, jak kromka chleba z masłem, która wbrew powszechnym opiniom i regułom zawsze spadnie posmarowaną stroną do góry.

Pozdrawiam

Odpowiedzi

Portret użytkownika mgk

Każdy chciałby mieć jako

Każdy chciałby mieć jako towarzyszkę podróży ku chujowej emeryturze z ZUS-u laskę HB10, rozgarniętą, inteligentną i wierną, która nie będzie udzielała się w akcji charytatywnej „Podziel się pierogiem” „dokarmiając” każdego napotkanego samca.

Ja nie chce, mam dalej czytać?

Portret użytkownika mr_Motaba

Uprzedzałem w pierwszym

Uprzedzałem w pierwszym akapicie, że nie „pokoloruję” Twojego świata.

Portret użytkownika KSUZ1922

dobry blog.

dobry blog.

Bardzo dobry blog dla facetów

Bardzo dobry blog dla facetów którzy już jakiś czas są w związku i dla których przychodzi taki czas że zapala się lampka " wszystko jest zajebiście ale czegoś mi jeszcze brakuje". Nie wiem czy większości ale mi nasuneło się takie pytanie po 2 latach związku. Pomyślcie Panowie 10 razy zanim coś zrobicie czego potem nie będzie mogli odkręcić.

Zalogowałem się specjalnie po

Zalogowałem się specjalnie po to by skomentować ten wpis, bo jest on pierwszym wartościowym tekstem wśród wszelkiego gówna, smętów i żałosnych historyjek którymi to forum jest wypełnione po same brzegi.
Widać, że jesteś porządny gość a w głowie masz poukładane. Tak trzymaj Laughing out loud Pisz więcej - Twój sposób redagowania tekstu pozytywnie mnie rozwala Laughing out loud Pozdro