
"Nie wiem co będzie z nami
I niewiele wiem sam o sobie samym"...
Myślę, że właśnie takim cytatem zacząłbym swój pierwszy wpis na blogu jeszcze nie tak dawno temu. Kim wtedy byłem? Hmmm... Przywołując myślami tamtą postać mam wrażenie, jakbym oglądał niedawno jakiś film. Coś jak "Nic śmiesznego". Grałem w swoim życiu postać takiego właśnie Adasia. Człowieka bez pomysłu na życie, samotnika.
Tak, "samotnik" to słowo idealnie pasujące do tego jaki kiedyś byłem. Mimo, że zawsze otaczałem się wieloma osobami, nie miałem kompletnie żadnych problemów z komunikacją z innymi ludźmi, czułem się wyobcowany. Dlaczego? Nie do końca rozumiem mój ówczesny tok myślenia. Kiedyś uważałem, że nie nadaję się żeby wyjść na imprezę(kompletnie nie umiałem tańczyć), napić się z ziomkami(do dziś nie lubię piwa, więc miałem świetny pretekst, by z nimi nie wychodzić) lub coś bez ogródek mówiąc(pisząc) poodpierdalać. W końcu młody jestem. Dopiero co zdałem maturę, niedługo wybieram się na studia. Byłem taki jaki byłem, wyalienowany, być może dlatego, że bałem się być taki jak większość ludzi z mojego otoczenia. Chłopaczków, którzy ciągle przechwalali się ile to oni nie wypili na ostatniej 8-nastce, jacy to oni nie są fajni, bo coś tam. Dziewczynom, z tego co zauważałem imponowało takie podejście do życia. Totalna wyjebka na moim zdaniem ważne sprawy, liczy się tylko dobry melanż! Miałem swój rozum, którego chciałem się słuchać, swoje sumienie, z którym biłem się niejednokrotnie. "Dlaczego nie potrafię się wyluzować" ? To pytanie zadawałem sobie bardzo często. Chciałem być kimś, kim w żaden sposób nie mogłem się stać. Nie potrzebowałem alkoholu żeby dobrze się bawić, nie potrzebowałem zioła, nie potrzebowałem fajek, nie potrzebowałem nikogo, by żyć w zgodzie z samym sobą. Izolacja wydawała mi się najlepszym wyjściem, mimo że zajebiście trudno było czasem znieść to, iż siedzę sam w domu podczas gdy inni dobrze się bawią na 8-nastce, czy w klubie. W takim własnym, zamkniętym i żałosnym świecie przespałem m.in. mój pierwszy poważny, prawie 1,5 roczny związek. Nie potrafiłem być sobą. Nie dogadywaliśmy się. W sumie to od samego początku. Ona chciała kogoś, kto nie siedziałby prawie cały czas z pizdą i użalał się nad sobą z byle powodu. Ja oczekiwałem od niej więcej zaangażowania, poświęcenia dla mnie, tak jak ja to robiłem dla niej. Nie muszę już chyba pisać, że nie posiadałem wtedy żadnych pasji. No może jedną - koszykówkę, która i tak przegrała rywalizację z moją wielką miłością. Związek rozpadł się w lutym tego roku, bo... Nie czuła już do mnie tego czegoś. Łzy, prośby o jeszcze jedną szansę... Ciężko to wspominam.
Na szczęście, jak to mówią "nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło"! To nie był koniec... Dzisiaj czuję, że to były moje drugie narodziny. Zacząłem od nowa. Urodziłem się jak typowe dziecko - z płaczem. Rzeczywistość, która mnie otaczała to było coś zupełnie nowego. Obraz świata stworzony w mojej głowie zderzył się w końcu z nią. Początkowo dezorientacja, chwilę później ból i rozgoryczenie, poźniej żal...
Dziś? Miłe wspomnienia i świadomość odrobionej pracy domowej. Mimo śladu, który zostawiła po sobie, dziś już wiem kim jestem, po co żyję, co chcę robić dalej. Pierwszym etapem tworzenia własnej osobowości było odnowienie kontaktów z ludźmi, o których zapomniałem, a którzy nie zapomnieli o mnie w trudnych dla mnie chwilach. Jestem im za to dozgonnie wdzięczny. Drugim etapem była próba pogodzenie się z tym co się stało. Nieudana... Skupiłem się więc na tym, by realizować swoje plany i obowiązki. Szkoła średnia ukończona z wyróżnieniem, dobrze zdana matura, dająca mi szerokie pole wyboru studiów. Do tego nauka tańca, ćwiczenia fizyczne, zawieranie nowych znajomości, cieszenie się życiem, pierwsza praca, pierwsze własne, ciężko zarobione pieniądze... Podziękowania dla byłej już dziewczyny. Za co? Jak już ktoś tu kiedyś napisał... Za to, że dzięki niej w końcu stałem się sobą. Za to, że tyle się od niej nauczyłem. W końcu przyszedł czas na akceptację tego co wydarzyło się w lutym. Pożegnałem się z negatywnymi emocjami już jakiś czas temu. Teraz liczy się "tu i teraz". Od niedawna chodzę na treningi MMA. Zawsze chciałem nauczyć się czegoś w tym kierunku. W końcu mogę spełnić swoje marzenie. Jedno z wielu... Osoba, którą jestem teraz nie boi się tego co będzie jutro. Potrafi spojrzeć prawdzie w oczy i po prostu iść przed siebie. Może nie jest to jeszcze zbyt pewny chód, ale mam dopiero 7 miesięcy.
Z dnia na dzień, z upadku na upadek idzie mi coraz lepiej...
Mam dla kogo żyć. Dla rodziców. Moja chora na nowotwór mama jest ze mnie bardzo dumna, co podkreśla na każdym kroku. Póki co chcę sięgać gwiazd nie tylko dla siebie, ale też dla tych, dzięki którym przyszedłem na ten świat. Chcę żeby zawsze mogli być ze mnie naprawdę dumni.
A co z dziewczynami, z wielką miłością, która pewnie gdzieś na mnie czeka? Niech czeka... Jej czas przyjdzie. Nasz czas przyjdzie... 
Myślę, że ten 2012 rok, mimo, że jeszcze się nie skończył to będzie przez długi czas najbardziej zakręcony rok w moim dotychczasowym życiu. Rok wyjątkowy pod wieloma względami. Zmiany, zmiany i jeszcze raz zmiany. Zmiany na lepsze!
Jestem sobą, cieszę się, że było mi dane to wszystko przeżyć. Potrzebowałem tego, zdecydowanie. 
Teraz mam w końcu czas dla siebie. Skupiam się na osobistym rozwoju. W październiku czeka mnie spotkanie z nowymi ludźmi. Uwielbiam poznawać nowych ludzi(mówi to ten, który do niedawna spierdalał przed nimi w popłochu). Lubię ich obserwować, dowiadywać się o nich jak najwięcej, słuchać ich, rozmawiać z nimi. M.in. dzięki temu czuję, że żyję. 
Więc teraz chyba przychodzi czas żebym w końcu nauczył się pływać. xD Zostawię sobie to na przyszły rok. 
"Jestem marzycielem. Muszę marzyć i sięgać gwiazd, a jeśli jakiejś nie dostanę, zabieram garściami chmury".
P.s.
Jestem wdzięczny całej społeczności podrywaj.org za to, że mogłem korzystać z całej tej Waszej ogromnej wiedzy! Bardzo mi pomogliście.
Pomogliście mi wyczołgać się na prostą. Dalej POBIEGNĘ już sam... 
PEACE!
Odpowiedzi
Jestem na podobnym etapie.
ndz., 2012-09-09 12:29 — TemuraJestem na podobnym etapie. Mogę powiedzieć tylko jedną - powodzenia stary
Wow, dosłownie jakbym czytał
ndz., 2012-09-09 12:53 — Piotr NołbadiWow, dosłownie jakbym czytał wycinek biografii ze swojego życia
Cóż, przyznać trzeba, że rozstanie z dziewczyną (zarówno w Twoim jak i moim życiu) było niczym innym, jak lisciem w twarz, wylaniem lodowatego kubła wody na głowę oraz inicjatorem wszelkich kolejnych zmian. Studia otwierają przed Tobą wiele nowych scieżek rozwoju, dlatego nie prześpij tego czasu, włóż natomiast jak najwięcej wysiłku w "samodoskonalenie". Pnij się na wyżyny swych możliwości i zacementuj w sobie najlepsze cechy swego nowego "ja". Powodzenia i sukcesów życzę. Pzdr !!
Raport z życia. Ode mnie
ndz., 2012-09-09 13:25 — TwójMistrzRaport z życia. Ode mnie główna stary.
Skąd ja to znam... Główna jak
ndz., 2012-09-09 16:56 — pepeers1Skąd ja to znam... Główna jak dla mnie. pozdr
Pozazdrościć, ja do tego
ndz., 2012-09-09 19:34 — AndreePozazdrościć, ja do tego etapu nadal dążę. Główna !
cele + marzenia oby żadna HB
pon., 2012-09-10 12:23 — BBScele + marzenia oby żadna HB Ci w tym nie przeszkodziła
powodzenia, teraz będzie
sob., 2012-09-15 15:19 — Jaypowodzenia, teraz będzie tylko lepiej..