Portal Uwodzicieli
Witryna poświęcona relacjom damsko męskim oraz budowaniu międzyludzkich więzi emocjonalnych.
Lorem ipsum dolor sit amet, consectetur adipiscing elit END.

W obronie kobiet

Portret użytkownika Walkie101

Tym razem mój wpis będzie trochę różnić się od większości wpisów. Jestem teraz świadkiem powolnego rozpadu związku.
Jednak jestem świadkiem, ale stoję z boku, więc moja ocena tego wszystkiego jest chyba bardziej obiektywna, niż gdybym siedział w centrum.

A więc: jest sobie dziewczyna, zaradna, po studiach. Potrafi zarobić, pracuje, ogólnie bardzo ogarnięta. Zaznaczam, że jest to osoba mi bliska,
więc jedyna nieobiektywność może wynikać tylko z tego względu. Nazwijmy ją Monika. Jest też chłopak, mądry chłopak, ale szalenie leniwy.
Studia ciągnie na siłę, nie wie co chce w życiu robić, nie ma pracy. Pracy niby szuka, ale kiedy ma jakąś ofertę, to ją odrzuca, bo "to nie to, co chciałby robić". Niby to fajnie, podąża za swoimi marzeniami... Ale życie to nie bajka! Czasem trzeba na chwilę porzucić marzenia, zakasać rękawy,
wziąć się do byle jakiej roboty, żeby zwiększyć swoją pozycję. Chłopak niech się nazywa... Bartek Laughing out loud

Poznali się na wakacjach w pracy sezonowej. Była to praca, w której każdy mógł brać zlecenia na tyle na ile zdołał się wyrobić. Tak więc po całym sezonie można było zarobić naprawdę niezłą kasę, ale równie dobrze można było pracować tylko kilka godzin dziennie, a resztę czasu poświęcić na imprezy, przepijając to co się zarobiło do tej pory.

Jak się pewnie niektórzy już domyślają - Bartek był zwolennikiem trybu: trochę zarobię, trochę przepiję. Poznał Monikę, spodobali się sobie, spędzali dużo czasu. Monika zmieniła się dla niego, sama zaczęła żyć tak jak on, nie pracowali za dużo, dużo imprezowali i podróżowali.

Wakacje się skończyły... wspomnienia zostały, kac moralny nieuchronnie zbliżał się wielkimi krokami... Wyjechali zarobić, wrócili z niczym. Monika szybko wzięła się za siebie, szukała pracy, zawsze miała jakąś dorywczą, potem już znalazła stałą. Bartek jednak jak gdyby nigdy nic siedział sobie w domku przed TV, popijał piwko, nie zauważył że wakacje już się skończyły(mimo że śnieg go znienacka zaskoczył!). Monika ciągle myślała, że Bartek wreszcie oprztomnieje, że to tylko chwilowa niedyspozycja finansowa. Ciągneła jednak ten związek jeszcze przez kilka miesięcy, pożyczała Bartkowi na bilety, piwo, imprezy. Doszło do tego, że Bartek nie mając pracy jest u niej zadłużony na dość pokaźną sumkę. Mieszkają ponad 100 km od siebie, i kiedy mają się spotkać - to zależy tylko od tego, czy Monika nie zasponsoruje Bartkowi tego spotkania...

Monika po rozmowie z bliskimi osobami wreszcie przejrzała na oczy. Jeszcze z nim nie zerwała. Daje mu delikatnie do zrozumienia, co się jej nie podoba. Teraz już wiem, że za chwilę z nim zerwie. On dalej siedzi przed TV, mimo jej ostrzeżeń - jest kompletnie nieświadomy tego, co za chwilę nastąpi! Wiem o tym, byłem w podobnej sytuacji. Dostawałem ostrzeżenia, ale myślałem że jakoś wszystko się ułoży. Monika zaczęła okłamywać Bartka. Dostała propozycję wyjazdu na weekend od dobrego kolegi. W tym samym czasie miał przyjechać do niej Bartek. Powiedziała mu, że nie może przyjechać, bo nie ma kasy, więc nie ma jak mu pożyczyć... Pojechała z kolegą na weekend, nic tam się nie stało, ale dobrze się bawiła.

Niezbyt to szlachetnie brzmi, cóż - okłamała swojego chłopaka że jedzie ze swoim kolegą na weekend. Większość ludzi potępia takie zachowania, ja sam do niedawna zrobiłbym jej niemałą awanturę za to jak postępuje. Ale dodając do tego cały ten kontekst - rozumiem ją! Nie popieram tego, że jeszcze nim nie zerwała, że go okłamuje, ale ją rozumiem! To jest ewidentna wina Bartka, sam doprowadził do takiej sprawy, oddał stery swojej dziewczynie, a ta po tylu miesiącach wiązania końca z końcem i sponsorowania Bartkowi weekendów i alkoholu - wreszcie chciała zrobić coś dla siebie.

Monika jeszcze miesiąc, dwa miesiące temu była w rozsypce. Nie wiedziała co zrobić. Dawała wyraźne komunikaty, co się jej nie podoba. Teraz już podjęła decyzję, dawała mu szansę, ale tego związku już nie ma. Ona już go zakończyła. Któryś raz już zauważam paradoksalną sytuację, w której związek dwojga ludzi już jakiś czas temu skończył się dla jednej osoby, druga zaś ciągle żyje w błogiej nieświadomości. Dla mnie było to niepojęte, do tej pory. Teraz już rozumiem obie strony. Wiem, że Monice będzie ciężko to zakończyć, chociaż będzie musiała, a dla Bartka niedługo świat się skończy i o wszystko będzie obwiniał Monikę... Pewnie za jakiś czas trafi tu na forum, dlatego też zmieniłem imiona Laughing out loud Laughing out loud

Morał z tej bajki. Chłopaki w związkach, Jeśli coś jest nie tak, dziewczyna daje jakieś sygnały - zastanówcie się, jeśli nie wiecie o co chodzi - porozmawiajcie z nią. Lepiej jest dmuchać na zimno niż potem obudzić się z ręką w nocniku obwiniając cały świat za swoje niepowodzenia.

Odpowiedzi

Portret użytkownika Zef

j.w.

j.w.

Portret użytkownika Walkie101

Po pierwsze to nie

Po pierwsze to nie powiedziałem, że się puściła. To był wyjazd paczką znajomych, ten kolega ma dziewczynę. Monika chciała się rozerwać, jej chłopak ją ograniczał, więc postanowiła na własną rękę sobie zorganizować weekend.

Mówiłem, nie twierdzę że dobrze zrobiła, że go okłamała. Przedstawiłem tylko spojrzenie na sprawę z innej strony.

Masz rację, to już nie jest związek. Ale czy jakąś różnicę zrobi to, że powie mu bezpośrednio przed wyjazdem że z nim zrywa? Wtedy weekend na pewno nie byłby udany, dla swojego dobra odłożyła to na odpowiednią chwilę.

Może źle to powiedziałem. Ostatnio nie było to komunikowanie w sposób czarodziejski, powiedziała mu konkretnie o co chodzi, co jej nie pasuje. Tylko że ten chłopak po prostu nie chciał tego przyjąć do siebie.

No i trzeba też brać poprawkę na to, że dziewczyny są mało kiedy zdolne na takie konkretne, stanowcze kroki. O wiele lepiej spędzać całe dnie na rozmyślaniu co dalej zrobić, czekają na konkretny ruch ze strony chłopaka, bo to my powinniśmy być stanowczy. Nam się to tylko wydaje, że one chcą zrobić to tak żebyśmy przy tym najbardziej ucierpieli, one po prostu NIE WIEDZĄ CO Z TYM ZROBIĆ, dlatego wychodzą takie kwiatki.

Tak jak powiedziałem oddanie sterów kobiecie zwykle kończy się na bardzo powolnym umieraniu w męczarniach.

Portret użytkownika Walkie101

Mnie też, byłem w prawie że

Mnie też, byłem w prawie że identycznej sytuacji, ale nie miałem wtedy tej wiedzy co mam teraz. Niektóre rzeczy są nieuczciwe i spotykają się z ogólną dezaprobatą. Jednak bez sensu jest walczyć z wiatrakami, to się nie zmieni, najważniejsze jest aby zdawać sobie z tego wszystkiego sprawę i nie doprowadzać do takiej sytuacji. A co do wyjazdu:
"Pojechała z kolegą na weekend, nic tam się nie stało"

Portret użytkownika Walkie101

Wiem, słuszna uwaga, ale nie

Wiem, słuszna uwaga, ale nie trafiona. Tj. wiem, że nie można wierzyć dziewczynom we wszystko co mówią, ale też Ty nie wiesz w jakiej ja jestem z nią relacji, a wiem że mówi prawdę. Załóżmy, że tak Smile

Portret użytkownika Wiarus

Problem z tym wpisem polega

Problem z tym wpisem polega na tym, że autor jak frajer uwierzył babie w to co ona mówi i napisał o tym bloga. Baba okłamała swojego partnera to teraz szuka usprawiedliwienia dla swojego zachowania i kogoś kto ją zrozumie - każda tak robi. A nasz kolega jest takim jej balonem w który ona pompuje swoje żale i lekarstwem na jej sumienie. Nasz kolega to wszystko pochłania i o tym pisze i coraz bardziej się rozrasta (aż w końcu pęknie).

Autorze, fakt, że baba ma żale z jej punktu widzenia uzasadnione jest tylko i wyłącznie jej ględzeniem i niczym więcej. Ona może wysrać się w ciebie ze swoich problemów, a ty dajesz jej ku temu mandat moralny. Jesteś po prostu fajnym kumplem.

"Morał z tej bajki. Jeśli coś jest nie tak, dziewczyna daje jakieś sygnały - jeśli nie wiecie o co chodzi - porozmawiajcie z nią."

Jeśli nie wiecie o co chodzi porozmawiajcie z nią ... hmmmm ...

-Kochanie o co Ci chodzi ?
-wszystko w porządku
-widzę, że coś jest nie tak
-nie wiem o co ci chodzi
-no jesteś jakaś taka chłodna od jakiegoś czasu wobec mnie
-domyśl się o co mi chodzi domyśl się
-no nie wiem na prawdę w czym problem
-a no bo z tobą to tak zawsze jest. Przecież wiele razy Ci mówiłam, a z tobą to jak grochem o ścianę
-czy zrobiłem coś czym cię zraniłem ?
-nawet takich rzeczy nie wiesz ? Naprawdę nie wiesz co się stało ? Nie domyślasz się ?

tak ta rozmowa i tak ta "życiowa" rada wygląda w praktyce.

Portret użytkownika Walkie101

Hmm. Czy daję jej mandat

Hmm. Czy daję jej mandat moralny? Właśnie nie. Nie jestem osobą, która kiedy słucha jej wywodów grzecznie przytakuje i mówi "dobrze robisz". Mówiłem jej, żeby już dawno to skończyła, że źle robi nie mówiąc mu o tym. Jednocześnie zaznaczając, że to jej decyzja i zrobi jak uważa, nic mi do tego. Tutaj pozwoliłem sobie napisać to, jak to wygląda z zewnątrz, wiem że ona tego nie przeczyta, w rozmowie z nią przyjmuję całkowicie inne stanowisko, bo zdaję sobie sprawę z tego, o czym mówisz, nie chcę dawać jej swojego przyzwolenia, bo wiem że kobiety najbardziej właśnie na tym bazują. Co do rozmowy: jak już wspomniałem - źle to opisałem. Wiem, że ostatnie rozmowy były bardzo konkretne i tylko ktoś upośledzony nie byłby w stanie zrozumieć, co jest na rzeczy.

Portret użytkownika Maniaks

Tam gówno prawda Warius. Nie

Tam gówno prawda Warius. Nie możesz od razu założyć, że kolega jest kimś takim dla tej panny i tyle. Jest tak jak mówi Ulrich, ostatnio kurwa na tej stronie same żale na kobiety, jakie to One nie są złe, zakłamane, nielojalne i w ogóle najgorsze z najgorszych. Z takim podejściem to jak to mówią "Komu w drogę, temu kamień w nogę", czyli nic nie osiągniesz, chyba, że Twoim celem jest zaliczanie dup, to pozdro ziomek.

Nie mierz ludzi swoją miarą, to po pierwsze.

A po drugie nie każda dupa pierdoli tak, jak to opisałeś w tym dialogu.

Tyle w temacie Twojego komentarza.

Portret użytkownika Wiarus

"Tam gówno prawda Warius. Nie

"Tam gówno prawda Warius. Nie możesz od razu założyć, że kolega jest kimś takim dla tej panny."

Że kim nie jest - przyjacielem od serca ?

"na tej stronie same żale na kobiety, jakie to One nie są złe, zakłamane, nielojalne i w ogóle najgorsze z najgorszych."

A w którym momencie napisałem, że to jest zła kobieta ? Napisałem, że ta baba okłamała bo jej z tym wygodniej i poszukała moralnego wsparcia w drugiej osobie bo chciała się wyżalić. Normalne babskie zachowanie. Jak nie potrafisz czytać ze zrozumieniem moich komentarzy to ich nie czytaj. To ty odczytujesz to jako opis złej kobiety. Jak tak tego nie postrzegam i ani jednym słowem nie napisałem o niej jak o złej kobiecie.

Portret użytkownika Maniaks

Od serca czy nie, ale

Od serca czy nie, ale przyjacielem. Takie to trudne do zrozumienia, że jednak można mieć przyjaciela innej płci i mówić sobie szczerze o pewnych rzeczach, a nie kręcić i gadać to, co jest dla nas wygodne? Może Ty tak masz w swoim otoczeniu, co nie znaczy, że inni, dlatego nie oceniaj ludzi przez swój pryzmat.

A w którym momencie ja napisałem, że Ty twierdzisz, jakie te kobiety są złe? Nie wylatuj mi tu z czytaniem ze zrozumieniem, bo fakt faktem, czasem popełniam gafy, ale w tym przypadku wszystko zrozumiałem.

Normalne babskie zachowanie... ja bym rzekł, że nie tylko baby w ten sposób uspokajają swoje sumienie. Tak czy siak wiem, że lubią naginać fakty i koloryzować, ale bez przesady zarzucać już takie kłamstwo, nie mając żadnych dowodów.

A odczytuję to jako opis złej kobiety, bo skoro kłamie, to dla mnie jest zła. Tak samo facet, który kłamie, jest dla mnie gówno warty i nie chce mieć z takimi ludźmi do czynienia. Ty jak niby takich ludzi postrzegasz?

Portret użytkownika Wiarus

Autor:"Monika zaczęła

Autor:"Monika zaczęła okłamywać Bartka"

Ty:"ale bez przesady zarzucać już takie kłamstwo, nie mając żadnych dowodów."

I tak jest z całą resztą twojej wypowiedzi. My najwyraźniej czytaliśmy inny tekst i o czym innym piszemy. Poza tym w twoich wypowiedziach wylewa się ton moralnego oburzenia, a z czymś takim ja nie potrafię dyskutować.

Portret użytkownika Maniaks

W tym momencie obracasz kota

W tym momencie obracasz kota ogonem, bo jest cały czas mowa o tym, co Ona rzekomo wyprawiała na tym wypadzie ze znajomymi i Ty stwierdziłeś, że w tym przypadku dziewczyna wali ścieme w stosunku do swojego bliskiego kolegi/przyjaciela, chociaż nie masz ku temu stwierdzeniu żadnych twardszych dowodów. I tak, wiem, że okłamała swego faceta, zrobiła to by uniknąć jazdy. Poniekąd to rozumiem, chociaż nie toleruję kłamstwa.

Chcę normalnie z Tobą porozmawiać, a Ty mi tu zarzucasz jakieś moralne oburzenie czy uj wie co jeszcze. Stary, ja Cię tutaj nie atakuję, tylko przedstawiam swój punkt widzenia. Sam chcę poznać Twój.

Portret użytkownika septo

dobra, ale ucziwiej by było,

dobra, ale ucziwiej by było, po 2 żółtych kartkach dać zawodnikowi czerwoną i dać sobie szansę szukania szczęścia w graniu w przewadze. Ale panny zazwyczaj nie zrywają dopóki nie zapewną sobie pewnego skoku z pieżyny pod pieżynę. Dlatego niby wszystko jest ok. ale na końcu "drukowany" karny Wink

Portret użytkownika Wiarus

A no bo wygodniej jest

A no bo wygodniej jest okłamywać, tym bardziej, że baba sama nie wie jak na końcu zrobi i dlatego tak się czai. I dopiero zerwie kontrakt jak już nowy na bank będzie miała podpisany. A to wszystko co się wypisuje wokół takiego babskiego zachowania to są zbędne szczegóły służące za wewnętrzny "głos sprawiedliwości i moralnej słuszności".

Co bardziej rozchwiane baby co to nauczyły się fochem wszystko rozgrywać czasem przegną pałę i zostaną na lodzie bez kontraktu. Różnie jest, ale fochy i niedomówienia to ich standardowa broń.

Portret użytkownika Walkie101

No właśnie o to mi chodzi.

No właśnie o to mi chodzi. Nie bronię takiego zachowania, próbuję to wytłumaczyć, zrozumieć. To jak z pracą. Nie sztuką jest siedzieć i narzekać na to, że prywaciarze wyzyskują zwykłych robotników. Sztuką jest przyjąć to na klatę i jakoś odnaleźć się w tym wszystkim, zaadoptować fakt, że mimo tego że to jest niesprawiedliwe - próbować się w tym odnaleźć, bo tak było, jest i będzie.

Z całym szacunkiem , dla mnie

Z całym szacunkiem , dla mnie wpis bez sensu. Dziewczyna znalazła sobie nieogarnientego kolesia, który ja wykorzystywał i pomimo wszystko z nim była. Po co? To jest niewiadoma... Chyba nie wiemy wszystkiego.

Wina moim zdaniem zawsze leży po dwóch stronach, bo to my sami godzimy się na sytuację, w której trwamy.

A co do morału kartek zółtych, czy czerwonych...
Ciężko wymagać od daltonisty, by zauważał niuanse w kolorystyce zielono-czerwonej. Ten koleś milion razy od życia dostawał pewnie Mega czerwone kartki i tak nic sobie z nich nie robił, to dlaczego ma teraz zauważyć ...niby tą żółtą w związku?

Dla mnie to ta Monika ma problem.

Portret użytkownika Maniaks

W końcu kobieta musiała

W końcu kobieta musiała zauważyć problem, jeśli chodzi o sytuację opisaną w tym blogu. Podpisuję się rękami i nogami pod ostatnim zdaniem.

Portret użytkownika septo

Maniaks, ciekawe czy

Maniaks, ciekawe czy podpiszesz się 2 rękami i nogami, kiedy twoja panna zamiast się z Tobą rozstać w cywilizowany sposób, przez rok będzie ci doprawiać rogi po czym stwierdzi, że 3 facet z którym się w tym czasie spotkała jest na tyle fajny, że można spróbować zmiany.

Spóści Cię wtedy w kiblu i zostaniesz sam z dnia na dzień, a ona od następnego dnia na legalu wprowadza do swojego życia nowego i gotowego partnera.

Ja tak miałem. W moim przypadku związek się sypał, ale postanowiłem coś zrobić żeby to ratować - postawiłem na super wakacje, po których zdecydowałem się na silny rozwój zawodowy, to niestety oznaczało naukę do państwowego egzaminu. Dogadaliśmy się, że ja się uczę wieczorami, a ukochana spędza czas chodząc do kina z koleżanką, siedząc na fejsie etc. Między nami był seks itd. wszystko cacy, nawet wzięliśmy po drodze tańszy kredyt na spłatę droższego - pełne porozumienie (czerwiec). Po czym na miesiąc przed egzaminem (sierpień) dowiedziałem się, że ona pod pretekstem wyjść do kina spotykała się z pewnym koleżką, moja nauka była jej na rękę (uczyłem się intensywnie pół roku) przy czym oczywiście chciała mi to powiedzieć wcześniej, ale nie chciała rozwalać moich przygotowań.. niestety nie mogła już z tym żyć, chciała być fair, że musiała mi powiedzieć.. że związki się rozpadają i że to nasza wspólna wina, że tak się stało.

z dnia na dzień zostałem sam. podjąłem decyzję, że się wyprowadzę (z perspektywy czasu - głupia decyzja, lepiej było ją wywalić z chaty). Po 2 tygodniach wprowadził się do niej rzeczony koleżka. Czemu po dwóch - bo mamy córkę. Tak - ja ją kładłem spać, kiedy "moja" kładła się ze swoim kumplem..

egzamin zdałem i tak Wink
ale twierdzę, że kobiety mają syndrom odgałęziania, nie puszczą gałęzi dopóki drugiej nie są pewne. I mogą długo żyć w fałszu i zakłamaniu żeby broń boże nie być same. I głównie o to chodzi "starym wiekiem" na tej stronie.

Portret użytkownika Maniaks

Hmmm.. ale czekaj, bo chyba

Hmmm.. ale czekaj, bo chyba nie zrozumiałeś. Ja się podpisuję pod tym, że to laska ma problem, a nie koleś. To Ona się zachowuje jak gówniara, nie potrafiąc poważnie pogadać, tylko lata po kumplach i szuka odpowiedzi nie tam, gdzie powinna. Problem ze swoim lubym rozwiązuje się razem z Nim, a nie osobno z osobami postronnymi. Takie mogą jedynie nam dać jakieś rady, wskazówki, ale nie rozwiążą za nas tego problemu.

Co do sytuacji, którą opisałeś, to generalnie staram się kompletnie do czegoś takiego nie dopuszczać. Miałem w życiu kilka związków, ale żaden nawet nie trwał pół roku, bo zawsze dziewczyny odpadały w przedbiegach. Staram się po prostu nie brnąć w coś, co nie ma sensu. Nie wiem, jak wyglądał Twój związek od początku do końca, bo na dobrą sprawę wszystko ma znaczenie, jeśli chodzi o taką relację. Każdy szczegół. Domyślam się, jak chujowo musiałeś się czuć, a laskę totalnie potępiam. Jeśli już nie chciała rozwalać Twoich przygotowań, to nie powinna Cię okłamywać, tylko żyć "w celibacie", że tak to ujmę. Jak już być fair, to na całego, a nie tylko na sam koniec. Chociaż na dobrą sprawę nie widzę tu niczego fair, że Ci o tym powiedziała. Ktoś kiedyś powiedział, że mówienie o zdradzie drugiej połówce do zrzucenie ciężaru na swoim sumieniu na drugą stronę i ja się z tym zgadzam. Powinna sama żyć z takim przeświadczeniem, a nie Ci o tym mówić.

Myślisz, że sam nie mam czasem takich myśli? Kurwa jasne, że mam i się boję czegoś takiego, ale niestety nie mam na to wpływu. Choćbym nie wiem, jak zajebisty był, to jak laska będzie miała kurestwo we krwi i tego nie dostrzegę w porę, to zostanę w ten sposób potraktowany. Takie jest życie i jak to mówi Ulrich, są laski do ruchania i laski do związków. Grunt, żeby nie mylić jednych z drugimi.

Błędne jest też zakładanie, że każda laska z Tobą tak zrobi, bo to do niczego nie prowadzi. Zamykamy się w sobie i boimy się podejmować jakichkolwiek działań, które maja na celu stworzenie poważniejszej relacji.

Co do syndromu małpki u kobiet, to również tak twierdzę, ale też bez takich, że wszystkie. Chodzi tu raczej, że jest to popularne bardzo wśród płci żeńskiej, bo nie raz, nie dwa byłem świadkiem takich rzeczy, że jest jeden, zaraz po nim drugi itd.

Grunt, to abyśmy się podnieśli po takich akcjach, tak jak Tobie się to udało. W tym tkwi nasza męska siła.

Portret użytkownika septo

Dokładnie - tylko szczerość

Dokładnie - tylko szczerość nawet brutalna. Bez tego związek to lipa

"Takie jest życie i jak to mówi Ulrich, są laski do ruchania i laski do związków. Grunt, żeby nie mylić jednych z drugimi."

Czasami jest to k.. ciężkie, bo ludzie się zmieniają ze względu na czynniki zewnętrzne, laski obserwują koleżanki którym lepiej się powodzi, widzą, że inni faceci mniej pracują a więcej zarabiają, też są przystojni, też są zabawni itd. czasami chcą tylko zamoczyć stopę w tej wodzie, ale wciąga je wir.. Jest taki film "co się wydarzyło w madison county" - jeżeli nie widziałeś to gorąco polecam (studium kobiecej psychiki - w kontekście zdrady)

"Błędne jest też zakładanie, że każda laska z Tobą tak zrobi, bo to do niczego nie prowadzi. Zamykamy się w sobie i boimy się podejmować jakichkolwiek działań, które maja na celu stworzenie poważniejszej relacji."

Nie musisz się bać, ale musisz zakładać scenariusz w którym powiesz "i ty Brutusie przeciwko mnie". Mi się wydawało niemożliwe, że w sytuacji w której związek trwa 8lat są zaręczyny, dziecko, dorzucanie się do jej studiów, zagraniczne wojaże, hipoteka, ostatecznie decyzja o moim rozwóju - zaczynam biegać, uczę się - żeby mieć w przyszłości więcej hajsu i zdrowia, dojdzie do tego że mnie puści z gościem 7 lat młodszym od niej, który od mamy przeprowadził się bezpośrednio do niej.. dobrze zarabia, więc jeździ częściej, ciuchy ma lepsze, studiuje już tylko za jego hajs..

takie życie. z perspektywy czasu jaki upłynął, nawet się cieszę. była typową małpką, ale ja teraz przynajmniej żyję jak chcę.

Portret użytkownika Maniaks

Film dodam sobie do listy i

Film dodam sobie do listy i ogarnę, jak będę miał nastrój na tego typu projekcję Smile

Wracając do tych lasek. Mam wrażenie, że najczęściej zdradzają takie, co są zagubione, nie potrafią same o siebie zadbać. Takie życiowe nieogary. Niby sprawiają pozory takiej, co daje radę, ale w gruncie rzeczy jest zupełnie na odwrót. Oczywiście to czysta spekulacja, bo na dobrą sprawę znam jedną, która zdradzała i w sumie jeszcze inną, która była bliska zdrady, ale do tego nie doszło, bo cała akcja była ukartowana przez znajomego, chociaż też do końca nie wiem, jak to było, bo wiadomo, że mógł coś "pominąć". Obie są właśnie takimi zagubionymi owieczkami trochę. Niby nie dają sobie w kaszę dmuchać itd, ale jednak. I też są zakłamane, co ma ogromny wpływ w przypadku zdrady.

Ogólnie jednak to trzeba mieć w sobie. Te zasady. Jak ktoś ich nie ma, to jaki by nie był, jest zdolny do puszczenia bokiem. A już kompletnie nie jestem w stanie pojąć, jak można odwalić taką akcję po 8 latach, zaręczynach, dziecku i tym wszystkim, o czym napisałeś. Nie potrafię tego pojąć. Ja bym takich ludzi normalnie pozbawił możliwości uprawiania seksu dożywotnio. Bo jeszcze zrozumiem kurestwo we krwi i robienie to od początku, ale po takim stażu? Masakra.

Portret użytkownika berrad

Jedno co złe zrobiła to fakt,

Jedno co złe zrobiła to fakt, iż go okłamała. Tylko to.
Wielu z nas potępia sponsorowanie kobiet, które leżałyby i pachniały. I ja to potępiam, bo praca jest też formą samorozwoju. W przypadku mężczyzn wygląda to tak samo. Siedzenie na dupie przy TV niestety uwstecznia. Jeszcze jak dołożymy do tego, że nasze błogie życie sponsoruję nasza kobieta, to ja nie mam pytań. Ze wstydu zapadłbym się pod ziemię. I tak się dziwie, że tyle wytrzymała.

Portret użytkownika Devil Jin

Tak jak berrad napisał sama

Tak jak berrad napisał sama pchała w niego kasę by on mógł dalej prowadzić takie życie to jak koleś może przejrzeć na oczy że robi coś źle ? To tak jakby ona była dilerem a on narkomanem , ona mu daje działki przez jakiś czas a później nagle wyskakuje z pretensjami i żalami że on ćpa...i nakazuje mu iść na odwyk bez pomocy dla niego a na boku szuka już innego

Portret użytkownika Pepe

Jestem w bardzo podobnej

Jestem w bardzo podobnej sytuacji co do B tylko ja jestem w chujowej sytuacji przez blednie podjętych kilka decyzji ale mam plan jak to odkręcić z tym, że ja nie jestem leniem cechuje mnie zaangażowanie we wszystko za co się biorę ale niestety moja luba mimo wszystko sobie odpuszcza. Jestem ambitny ale co z tego?