
Dostrzegam pewną tendencję. Może już się połapaliście, może nie, dla niekumatych i nie lubiących rocka będę rozpisywał się dalej.
Choć na dobrą sprawę nawet jeśli wiesz już, o czym z grubsza chcę pisać, to przeczytaj tak czy inaczej, myślę że się nie zawiedziesz.
Also, los.
Można by nazwać to zjawisko uśmiechowym terroryzmem - każą ci szczerzyć zęby, znaleźć pasję i hobby, być szalenie energicznym, i zostaniesz nazwany mało wartościowym, jeśli wolisz poopierdalać się samemu na kanapie.
Każą ci odżywiać się zdrowo, ubierać się modnie i stylowo.
Musisz chodzić do klubów, być błyskotliwym, masz zgniatać jajca innych alfa mejli swoją pewnością siebie, wartością... optymizmem.
I nie ty jeden. Każdy z nas.
Nie zrozumcie mnie źle - faktycznie, ciężko się nie zgodzić, że energia, optymizm, pasja, intelekt, wszystkie te cechy to są niewątpliwe zalety, które tylko ułatwiają, nie tylko podryw ale i życie.
Ale zdradzę ci wielką tajemnicę wiary - tylko wtedy, kiedy autentycznie wypływa to z ciebie.
Nie da się podjąć decyzji typu "od dziś jestem jak skowronek". Tfu, wróć - da się, ale realizacja tego planu to jest już kompletnie inna bajka.
Widzisz, kiedy spoglądam na ogół "wspaniałych-energicznych", to nadal widzę zbitą masę, w tym wypadku zalatującą nawet plastikiem.
Ty nie masz być radosny i energiczny, bo tak jest modnie, fajnie i wygodnie.
Ty masz być radosny i energiczny, bo faktycznie żyjesz bez zmartwień, wiedzie ci się dobrze, bo jest ci dobrze.
Błędem jest pewne odwrócenie ciągu przyczynowo-skutkowego:
nie jest tak, że jak wyszczerzysz ryj, pokażesz białe ząbki to zacznie ci się wieść lepiej.
Pojawi ci się na ryju banan, bo już ci się wiedzie lepiej, lub...
... ale o tym zaraz.
Powoli.
Zacznijmy od tego, że ta energia, optymizm, blah-blah jest oznaką.
Nie wiem, czy znacie się na semiotyce, ale co to jest oznaka, to każdy powinien wiedzieć, w razie czego proszę sprawdzić na własną rękę.
Jest oznaką tego, że jesteś zdrowy, żyjesz w dobrobycie, jest ci przyjemnie, i jeśli wpuścisz do swojego życia kobietę, to i jej zacznie być przyjemnie, choć to akurat może zależeć od innych czynników.
I to już nawet nie o kobietę chodzi - ludzie wolą kręcić się wokół zadowolonych z życia przewodników stada, bo to się im może opłacić.
Jeśli teraz zaczniesz wymuszać na sobie, że "teraz siłka, potem basen, a wieczorem baunsy i jest git majonez, a jutro projekt i ni mom czasu na opierdaling, ale jest fajnie", to to się proszę ja ciebie ni chooya nie zgra z tym, kim jesteś.
Kombinuj tak, żeby się zgrało, żeby nie być kolejnym Kenem od Barbie.
Jak.
Ano prosto.
Wspomnij sobie dokładnie - kiedy właściwie ostatnio stała ci się poważna krzywda, a kiedy coś fajnego?
Cokolwiek.
Znalazłeś piątaka na ulicy, masz na piwo.
Zobaczyłeś kobietę z pięknymi nogami, krótka spódniczka i kabaretki, ale była za daleko - faaajnie, przynajmniej piękny widok.
Widzisz - każdy medal ma dwie strony, a buddyzm mówi z grubsza (i to sobie zanotuj):
SHIT HAPPENS. BUT IS SHIT REALLY SHIT?
W perspektywie czasu nawet te gorsze rzeczy wyjdą ci na dobre, szczególnie że...
...żyjemy w systemie złożonym. Fakt obserwacji, i nastawienie obserwatora wpływa na wynik eksperymentu. Trochę jak magia, i właściwie magia faktycznie istnieje.
Ale już abstrahując od mistycyzmu - nie dość, że twój umysł ma możliwość wpływania na rzeczywistość, to jeszcze zmiana nastawienia powoduje zmianę tego, jak postrzegasz tę rzeczywistość.
Kiedyś zacząłem medytować zazen - teraz niby przestałem, jednak to, co w zen jest istotne, nadal praktykuję, chcąc czy nie chcąc.
I to diametralnie zmienia punkt widzenia.
A teraz dojrzałem chyba do tego, by to zaakceptować.
Od kilku dni mam dobry humor. Brak w sumie odpowiedniego słowa, ale to jest czyste SERENITY.
A to ciągnie za sobą skutki uboczne.
Może nie będę się chwalił - dla ludzi podrywających dla sportu to jest jak splunąć - ale mnie to cieszy i nakręca ten stan coraz bardziej.
Po prostu bądź naturalny, inaczej się nie da.
Odpowiedzi
Jak najbardziej jestem za,
pt., 2014-03-28 22:00 — panxyzJak najbardziej jestem za, dawno nie dałem lubię to pod blogiem.
Fajnie, ze idziesz w to co czujesz, a nie w to co "UŻYTECZNE" - kolejne chore kryterium.
Hurra optymizm i keep smilling to zmora dla mnie od pewnego czasu. Najgorsze jest to, że jak się wiecznie nie uśmiechasz to za gbura Cię postrzegają hehehe.
Widzę, że fan rozwoju duchowego