Portal Uwodzicieli
Witryna poświęcona relacjom damsko męskim oraz budowaniu międzyludzkich więzi emocjonalnych.
Lorem ipsum dolor sit amet, consectetur adipiscing elit END.

Trzy do przodu, dwa do tyłu

Portret użytkownika Goniec

Jakoś od wczoraj zbieram się do napisania tego bloga, choć myślałem o nim wcześniej. Wpisy na podrywaju tworzę od wielkiego dzwona, to jest dla mnie patrzenie w lustro, gdzie widzę swoją duszę, ze wszystkimi jej skarleniami i blaskami. Kiedyś niechętnie patrzyłem na swoją twarz toteż nic dziwnego chyba w tym, że boję się patrzeć na swoją duszę bez pudru i ozdób, do tego przed tak krytyczną i bezwzględną publicznością jak userzy podrywaja Smile

Właśnie sprawdziłem rozpiętość czasową między blogami i pierdolnęło mnie to, że siedzę tu już 6 rok. Kurwa mać. Pojawiłem się na tej stronie za wcześnie - przeczytane tu rzeczy mnie trochę zablokowały, stworzyłem sobie krzywy obraz kobiet. Trochę żałuję, ze nie wpadłem w jakiś friendzone czy dwa w liceum - sparzyłbym się porządnie, to może naukę z tego bym wyniósł. Ale chuj, siedzę tu 6 rok, 1/4 mojego życia! A dalej jestem bez owocnego tête-à-tête. No kurwa słabo, nie? Aż wstyd pisać.

[I w tym momencie miałem przerwę prokrastynacyjną.]

Trochę się jednak zmieniło. Kiedy zaczynałem przygodę ze stroną przede wszystkim wyglądałem o wiele gorzej. Jakiś czas temu spojrzałem na jakieś stare zdjęcia, czy tam legitymację i porównałem ze swoim teraźniejszym odbiciem w lustrze i byłem w lekkim szoku: metamorfoza jest dość mocna, a ja jej sobie nie uświadomiłem. I pomyślałem, że skoro będąc kiedyś takim pasztetem mogłem coś działać z laską 8/10 w mojej skali, to czemu nie teraz?

Zawsze brakowało mi pewności siebie, z 1 strony miałem rozdęte ambicje, z 2 lenistwo, antagonizm braku pewności i poczucia wyższości ("zdolny, ale leniwy"). W kontaktach z ludźmi bardzo zależało mi na tym żeby mnie polubili, byłem załamany i wkurzony tym, że prawie nikt z nowo poznawanych osób nie chciał mnie bliżej poznać, nie zwracał na mnie uwagi. Kiedy widziałem podczas rozmowy ja, kolega i nowa osoba widziałem, że nowa osoba patrzy na kolegę, mówi do niego i nie zwraca na mnie zbyt wielkiej uwagi czułem się do dupy (mało wartościowy). Myślałem nad swoją postawą i mową ciała, zastanawiałem się nad tym co mówię. Wewnętrzna analiza leciała jak rozkminy w sztabie Aliantów przed Dunkierkami. To w dużej mierze się poprawiło.

Szczerze mówiąc zawsze miałem kłopot z tym, że nie jestem popularny. Wiecie, chciałem mieć wielu znajomych, chciałem żeby nowo poznana osoba proponowała mi dalsze spotkanie czy wymianę numerów. Zazdrościłem i dalej zazdroszczę niektórym ludziom takiego daru zjednywania sobie innych. Zaczynam jednak powoli doceniać moją, wcale nie taką małą sieć znajomych. Choć niektórzy z nich są pod pewnymi względami lekko spierdoleni, to w większości to naprawdę wartościowi ludzie.Nie jest też tak, jak kiedyś, że mam tylko 2 koleżanki na krzyż. Teraz gdyby trzeba było iść na wesele może bym kogoś ogarnął Wink

Patrząc na to jak podchodzę obecnie np. do kariery, chyba wolę iść bardzo małymi kroczkami. Niestety mój rozwój przez ostatnie 6 lat z podrywajem był powolny, z dużymi momentami zastojów, ale teraz widzę, że w wielu dziedzinach życia wbiłem parę leveli. Poza samym podrywaniem jest już naprawdę spoko: chodzę na kurs tańca, jestem pewniejszy na parkiecie, znacząco poprawiła się moja prezencja, zdobyłem doświadczenia zawodowe, poznałem trochę ludzi, walczę z moim lenistwem. Gram w piłkę, czytam książki, prowadzę dziennik, staram się nie marnować czasu, kilka razy podszedłem do obcych dziewczyn np. w autobusie i nawet numer ogarnąłem Wink To wszystko działo się bardzo stopniowo, dlatego zauważyłem to, jak bardzo zmieniło się moje życie dopiero po czasie. Zacząłem nawet sobie myśleć: "moje życie jest takie zajebiste, ja jestem zajebisty to czemu kurwa ten ziomuś ma laskę a ja nie? To niesprawiedliwe!"

Patrzę na te 6 lat i boli mnie to, ile czasu zmarnowałem przez lęk porażki. Mam taki trochę żal i nostalgię, że podobno najlepsze lata życia przejebałem. Najbardziej żal mi oczywiście tej kwestii damsko-męskiej, odkrywania tej sfery z pewną świeżością i naiwnością, małolaty i studentki, "związki" kiedy ma się mnóstwo czasu i beztroskę. Wiem, że mądry człowiek jest tu i teraz, ma nauczkę z przeszłości i pamięta o tym, że po dziś nadejdzie jakieś jutro, na które trzeba się przygotować, ale mam ten żal do siebie za zmarnowany czas. Docenianie czasu kiełkowało we mnie od zeszłego roku, ale teraz w 2016 uważnie patrzę na prawie każdy dzień, codziennie myślę o tym czy marnuję się, czy robię coś sensownego. Mam też coś w stylu kryzysu wieku średniego Tongue Garstka znajomych ma dzieci, ktoś tam poza mną robi karierę, a ja dalej w kwestii związków posucha.

Czy jest tak, że w kilku aspektach ruszyłem trochę do przodu a w relacjach z kobietami jest cały czas ten sam zastój? Nie, na szczęście. Zawsze miałem ogromne problemy z kinem, teraz wciąż nie jest to płynne, ale przytulę dziewczynę na pożegnanie, dotknę ramienia czy złapię za bark jak chcę powiedzieć coś mądrego. Co jest moim problemem? Nie umawiam się zbyt często dlatego posłużę się przykładem z lata, kiedy spotykałem się z koleżanką koleżanki. Podsumowanie mojej osoby to "miły, mający coś do powiedzenia i w jakiś sposób przyciągający spojrzenie".
Miły. Chyba wiele dziewczyn uważa mnie za miłego, grzecznego. Myślałem, że to kwestia wyglądu (chudy, okulary), ale coraz bardziej zaczynam dojrzewać do akceptacji tego, że to jednak coś z charakterem. Nie pieskuję, nie spamuję komórki, staram się czasem rzucić delikatnego nega, ale w jakiś sposób zachowuję się tak, że mają mnie za grzecznego. Może jestem zbyt uprzejmy, nie umiem wprowadzić seksualnej atmosfery, zbyt wiele uwagi poświęcam?

Pisałem wcześniej o nostalgii. To, czego zawsze żałowałem to brak doświadczeń, nawet nieudanych. Wtedy wiedziałbym przynajmniej, że coś działam, coś się dzieje. Wielokrotnie w przeszłości o tym myślałem, zazdroszcząc nawet ludziom, którym nie wychodziło, ale coś przeżywali.

Najgorsze jest to, że było kilka magicznych dni, w których pewność siebie się ze mnie wylewała. Miałem w sobie taką energię, że pamiętam odwracające się dziewczyny, za którymi ja się też odwracałem. Parę razy ćwicząc w autobusie kontakt wzrokowy też miałem wrażenie, że panny urobione, ale nie zrobiłem nic - trochę z szoku, że chyba im się podobam - sytuacja tak rzadka, że nie mieści mi się w głowie. Żałuję tej cycatej laski z ksero, tej dziewczyny w okularach, tak samo jak tej młodej siksy z autobusu. Na szczęście czasem zagadam, ba od jednej super laski wyciągnąłem kontakt a ma chłopaka. Więc widzicie: trzy kroczki do przodu, dwa do tyłu i tak się posuwam powoli w samorozwoju.

Nie mam z kim chodzić na kluby, na imprezy mało kto mnie zaprasza więc nie ma okazji poznawać nowych dziewczyn. Najlepsze jest to, że na całe szczęście paru się podobałem, ale zawsze brakło mi inicjatywy bo: "nie do końca w moim typie; nie chcę jej w sobie rozkochać i zostawić bo jej nie kocham" itp. itd. Z jednej strony znajdowałem w nich wady, przez które chciałem je odrzucić, z drugiej projektowałem na nie obraz niewinnych kobiet, które bałem się bzyknąć i zostawić Wink Kiedyś sobie przysiągłem, że zostawię świat lepszym niż go zastałem i nie będę chujem więc nie chcę ranić kobiet, dlatego nie zbliżam się żeby ich potem nie zranić. No może takie pierdolenie, ale mnie wstrzymywało. A z każdym dniem przy okazji jeszcze bardziej mnie przygnębia i minuje fakt mojej dość dziewiczej znajomości topografii seksu Wink

Miało być konkretnie o rozwoju lub jego braku, wyszło takie niewiadomo co. Jest parę wątków, których nie poruszyłem, ale chyba nie mam do tego głowy. Na początek dobre i to. Nie było łatwo, musiałem się kilka razy zabierać by wrócić do pisania i wyjąłem nawet piwko zostawione na lepsze czasy. Wątpię, że ktoś dojechał aż tutaj ale lecę dalej: nie czuję się już tak zajebiście jak w ostatnim wpisie, mam mniej ambitną i gorzej płatną pracę, poza pracą rozwijam pewien projekt ze znajomym i prawie 40 ludźmi. Jestem tam w zasadzie jednym z oficerów, nie stoję wcale wysoko w hierarchii choć jestem od początku bo stosunkowo niewiele robię. To co daję od siebie mimo wszystko przynosi mi satysfakcję, ale przypomniałem sobie ostatnio, że kiedyś moim największym marzeniem było wydać książkę. Odkopałem ostatnio w sobie to marzenie i myślę, że chyba jednak warto się wysilić i spróbować. Moi rodzice się rozwiedli, jest trochę więcej spokoju więc przyjąłem to z ulgą. Poza tym staję się nieco bardziej otwartym człowiekiem: choć nie mówię nikomu o tym, co piszę tu, to zaczynam się dzielić z innymi moimi wątpliwościami i porażkami (sercowymi, zawodowe trzymam w tajemnicy). Z kroczków do przodu: próbowałem ostatnio wyciągnąć jedną dziewczynę na piwo, niestety nie wyszło. Poza tym wkurwiony odezwałem się na fejsie do laski, którą znam dość płytko i trochę z nią nawet sensownie popisałem (a tego nie robię bo nie lubię z ludźmi gadać na komunikatorach, nie lubię i nie czuję się komfortowo w takich konwersacjach). Chcę opisać w osobnym blogu moją ostatnią porażkę, a póki co w podsumowaniu napiszę tyle:
życie jest zbyt piękne żeby nie docenić białego piwa pszenicznego Wink

Odpowiedzi

Portret użytkownika Goniec

No i pytanie: Skoro jest tak

No i pytanie:
Skoro jest tak dobrze (bo praca, bo są Ci znajomi, bo prezencja lepsza, życie wykorzystywane) to czemu z laskami jest tak źle? Czemu nie potrafię ich zainteresować, wzbudzić pożądania? Co zrobić, żeby nie wpadać w ramę kolegi, przyjaciela?

We wpisie nie zawarłem wszystkiego, co chciałem, ale to chyba objaw mojego chorego perfekcjonizmu Wink Wpis pisany lekko po % więc nie zdziwię się, jeśli forma ciężkostrawna.

Portret użytkownika Konstanty

+1

+1

Portret użytkownika saverius

Bardzo dobra rada +1

Bardzo dobra rada

+1

Portret użytkownika Goniec

W sensie, że mój Inner game

W sensie, że mój Inner game dalej posysa?

Portret użytkownika Dominikkow

Gdzieś straciliśmy radość z

Gdzieś straciliśmy radość z życia w tej pogoni za samorozwojem. Wiem, bo jesteśmy w tej samej dziurze.
Bo co się cieszyć nawet z najmniejszego efektu jak wszystko może być lepiej. Ktoś może to zrobić lepiej, szybciej...
Tak tego nam brakuje, prostej radości z życia.

Portret użytkownika M_Cobretti

+1 mam to samo. Tkwię w tej

+1

mam to samo. Tkwię w tej sytuacji już jakieś dobre pół roku...

Portret użytkownika Goniec

Coś w tym jest. Ostatnio

Coś w tym jest. Ostatnio trochę rozkminiałem, czy w pogoni za tym mitycznym "sukcesem" nie zatracam tego co w życiu najlepsze.
Na koniec dnia najszczęśliwsi wcale nie są ludzie z hajsem czy stanowiskiem Senior Ultra Manager - i to nie pierdoletto tylko mniej więcej taki obraz wynika z różnych badań Wink

Chociaż Ci Senior Ultra Managerowie są szczęśliwsi od bidoków z środkowego segmentu klasy niższej.