Portal Uwodzicieli
Witryna poświęcona relacjom damsko męskim oraz budowaniu międzyludzkich więzi emocjonalnych.
Lorem ipsum dolor sit amet, consectetur adipiscing elit END.

THC a Twoje relacje z ludźmi

Portret użytkownika xxx23452

Konsumujesz zioło już od dłuższego czasu i zastanawiałeś się nad zrobieniem sobie przerwy? Może odczuwasz obawę na myśl o takim kroku? Nie martw się. W tym miejscu wielu było już przed tobą. Musisz pamiętać, że w większości przypadków odstawienie zioła to tak naprawdę nic wielkiego. Większość ludzi robi to samoistnie i nie potrzebuje do tego pomocy specjalistów.

Powodów do odstawienia marihuany jest sporo. Pierwszy i najczęstszy – przestało cię to bawić, stało się to nudne, nie działa już tak jak wcześniej. Drugim poważniejszym powodem jest to, że zaczynasz żyć wokół marihuany, czyli konopie indyjskie i ich konsumpcja stają się celem samym w sobie, a nie tylko dodatkiem do życia. W tym wypadku niestety cierpisz zarówno ty, twoje życie (np. zawodowe), ale często też twoi bliscy. W tym okresie popadasz w rutynę, która jest często na tyle uciążliwa, że przestajesz być produktywny, stajesz się umysłowym “warzywem”, masz wszystko gdzieś i nigdzie dalej w życiu niż do dilera zajść nie możesz. Prędzej czy później, po okresie racjonalizowania sobie tej sytuacji twój mózg doprowadzi cię do pytania: po co ja to w ogóle robię? Zaczniesz zastanawiać się i zrzucać wszystkie problemy pojawiające się w życiu na marihuanę, swoich znajomych, z którymi spożywasz i na świat, który nie spełnia twoich oczekiwań. Może w tym całym obwinianiu zapomnisz nawet, autorem ilu problemów w twoim obecnym życiu jesteś ty sam.

W tym momencie myśli urastają do obaw o wydawałoby się wielkich rozmiarach, ale tak naprawdę jak spojrzysz na to z dystansem pozwoli ci to na pomniejszenie ich znaczenia. Ja z perspektywy czasu patrzę się na to z uśmiechem i nawet z zaciekawieniem, że mogłem się tego w ogóle obawiać. Bądź pewien, że jeżeli nie cierpisz na zaburzenia psychiczne czy inne choroby, na które pomaga marihuana i jesteś zdrowym użytkownikiem, który jej nadużywa, to z zaprzestaniem palenia wiązać się będzie tylko i wyłącznie pozytyw. Postaraj się nie walczyć z tymi myślami, ale je zmienić, spróbować pomyśleć pozytywnie – przecież świat się nie skończy, przecież dilerzy lub namiot uprawowy nie znikną, przecież jak będę chciał, to jeszcze nie raz w życiu “zajaram”, moja dziewczyna nadal mnie będzie kochać, a być może po odstawieniu jeszcze bardziej. Przecież jak zrezygnuję z palenia będę trzeźwiej myśleć, poprawi mi się pamięć, będę wydajniejszy w życiu, będę mniej ograniczony, bardziej zmotywowany! Powiedzenie “żyć nie umierać” pasowałoby tutaj idealnie, jednak w praktyce nie jest to takie proste. Najważniejsze to zacząć ze sobą rozmawiać.

Przede wszystkim odstawienie marihuany nie jest dla ciebie niebezpieczne. Musisz wiedzieć, że ogrom ludzi, możliwe, że o tej samej godzinie również odstawia inne używki i ma dużo większy problem niż ty! Skoro inni dają radę, dlaczego ty masz nie dać? Efekty odstawienia wiążą się ze zmianą funkcjonowania pracy mózgu, nasz mózg musi się przyzwyczaić do nowej sytuacji, a do tego potrzebny jest upływ czasu. Najpopularniejsze skutki po zaprzestaniu nadużywania to: pocenie się rąk, pocenie się ciała podczas snu, bezsenność, brak apetytu, dreszcze, uczucie zmęczenia, chęć sięgnięcia po używkę (efekt występujący szczególnie, gdy mieszasz marihuanę z tytoniem), poddenerwowanie, a w dłuższym okresie abstynencji, u niektórych osób obniżenie nastroju. W ekstremalnych przypadkach obniżenie nastroju, a nawet symptomy depresji mogą trwać do roku, do czasu aż twój mózg zacznie ponownie produkować endokannabinoidy w sposób naturalny (paląc marihuanę rozregulowujesz pracę tego układu uzależniając ciało od przyjmowania kannabinoidów z zewnątrz). Efekty te mogą występować wszystkie naraz, bądź tylko niektóre. Musisz pamiętać, że u zdecydowanej większości nawet tzw. ciężkich użytkowników trwają one do 7 dni. Po tym okresie prawdopodobnie skończy ci się dyskomfort z odstawieniem i zaczniesz coraz lepiej i łatwiej funkcjonować. Dla wielu ten okres jest trudny do przetrwania i wielu wraca do marihuany po kilku dniach bądź, co jest częstym i bardzo niebezpiecznym zjawiskiem, sięga po inną używkę lub leki. Pamiętaj, że nasz umysł traktuje odstawienie używki jako stratę, karę i będzie wystawiał cię na pokusy zdobycia jakiejś szybkiej nagrody w postaci np. kolejnego uzależnienia (hazard, alkohol itp). Jeżeli masz zamiar wspomagać się w tym okresie farmakologią to radzę ci to zrobić pod okiem specjalistów lub wybrać mniejsze zło i zostać przy marihuanie.

Ja jednak nie miałem na celu rzucić konsumpcji na stałe, ja miałem na celu abstynencję przez ustalony przeze mnie czas. Wiedziałem, że będę używać marihuany w przyszłości. Tym, którzy chcą odstawić marihuanę na stałe radzę jednak pozbyć się wszystkiego co z nią związane. Są dwie metody odstawienia marihuany: całkowite odstawienie lub odstawienie powolne. Całkowite odstawienie wiąże się z natychmiastowym zaprzestaniem konsumpcji (bez względu na to, czy jest to natychmiast, czy w danym dniu), odstawienie powolne, czyli stopniowa eliminacja używania, to zmniejszanie częstotliwości i ilości. Są również dwa cele odstawienia marihuany: na stałe i na dany okres. Gdy chcesz zrezygnować musisz sobie taki cel ustalić i wybrać najbardziej odpowiednią dla ciebie metodę. Pamiętaj wszystko wymaga dyscypliny, samozaparcia i odpowiedniego podejścia psychicznego, zrozumienia otoczki, która wiąże się z konsumpcją marihuany i jej zakończeniem.

Nie bój się skorzystać z tej opcji, może ona przynieść ci same korzyści i od ciebie zależeć będzie jak je wykorzystasz.

Odpowiedzi

Nasuwa się tylko jedna

Nasuwa się tylko jedna konkluzja -Nie ćpać ! Znałem kilku co regularnie palili zioło i nie dało się z nimi wytrzymać . Szczególnie jak z jednym się pracowało . Tydzień był tydzień go nie było . A pracował tak , że się nóż w kieszeni otwierał . Ja raz się kiedyś zjarałem konkretnym towarem i nie wyobrażam sobie tego palić co dzień. To zamula mózg. Na imprezy to sie nie nadaje bo jesteś rozkojarzony . Ogarnięte laski takich typów z nałogami olewają .

Ja swego czasu paliłem dużo i

Ja swego czasu paliłem dużo i miało to negatywny wpływ na mnie, ale znam ludzi którzy paląc regularnie, prawie codziennie, pokończyli studia, ogarniają pracę i funkcjonują, co dla mnie jest nie do pomyślenia.

Portret użytkownika Hasano

Zaczynam to czytać ale po

Zaczynam to czytać ale po dwóch linijkach przypomniałem sobie, że nie lubię palić, więc nie dokończyłem Laughing out loud

Portret użytkownika Rot

Mi się zdarzyło zapalić

Mi się zdarzyło zapalić dosłownie kilka razy w życiu. Nie spodobało mi się. To wrażenie że jest się gdzieś obok, a twoje ciało samo robi i mówi rzeczy, to przymulenie, brak kontroli nad sobą - durne to.
Może bym traktował to jako relaksacyjne, raz na jakiś czas, samemu w domu, ale na pewno nie wtedy kiedy mam gdzieś wyjść, widzieć się z ludźmi, robić cokolwiek.
Za każdym razem miałem w głowie tylko jedną myśl: "kiedy to w końcu przejdzie?"

Małe doświadczenie, da się

Małe doświadczenie, da się potężnie zjarać i być obecnym, spokojnym ale jak masz kulawy charakter i niezbyt mocną głowę to wymaga to praktyki a praktyka to częste palenie i kontrolowanie fazy co rodzi za sobą nałóg - więc chujnia. Chociaż i tak nie warto bo zawsze to wrażenie wyobcowanie też gdzieś mam. Mi na przykład przeszkadza moja morda gdy się zjaram, mam wrażenie, że nie widać po niej pozytywnych emocji - oczywiście mowa tu o stanie już po mocnej fazie z początku, palę dużo więc tolerancja jest i u mnie bomba i mega faza trwa max 20-30 minut. Potem jest spadek, takie trochę warzywo i trzeba wykręcać się z tego i naprowadzać na normalne funkcjonowanie co jest dosyć trudne - jeszcze ten zmulony łeb nie pomaga. Średnio mi się funkcjonuje w społeczeństwie po spaleniu, nie mam takiej ochoty na podrywanie, z automatu mam myśli, że na chuj mi podchodzić do tej dziewczyny i ją bajerować skoro jestem potężnie zjarany i uzna mnie za debila więc rezygnuję. Zdarzają się wyjątki gdzie nakręcę się dobrze, wyłączę negatywne emocje i idzie ale do tego trzeba się po spaleniu zmusić, nie przychodzi mi to naturalnie. Na trzeźwo mam większą kontrolę, lepszą stabilność emocjonalną, nie mam 10000 rozkmin na bani które mimo, że wiem, że są iluzją po spaleniu bani to i tak wkurwiają, bo są i koniec.

Portret użytkownika xxx23452

Zostałem poproszony o

Zostałem poproszony o napisanie coś na ten temat, a nie chciałem popadać ze skrajności w skrajność. Jaranie samo w sobie jest tak dobre jak i złe. Wystarczy tego nie nadużywać. Ja niestety wielokrotnie złapałem się na tym, że była to forma mojej ucieczki od problemu tj rozstanie z partnerką, co niosło ze sobą kiepskie konsekwencje. Mam na myśli to, że jak na trzeźwo rozumiałem sytuację i wiedziałem gdzie leży problem, tak po "wyluzowaniu się" zwyczajnie nic nie kapowałem i chciałem się "bawić" z już byłą partnerką a nie obecną, tj propozycje jakbyśmy byli dalej razem albo głupie wypisywanie, że w zasadzie to nie rozumiem(gdzie tłumaczę na trzeźwo szybka kalkulacja sytuacji była podparta twardymi faktami i żelazną logiką).

Niekiedy jednak działa to w drugą stronę.. Nieraz "na haju" podrywałem sobie panny, które na trzeźwo wydawałyby się nudne. Tak "na fazie" świetnie się bawiłem, ale odkryłem.. że robiłem to sam ze sobą. Tak, bawiłem się sam ze sobą na swojej fazie, którą sam sobie zrobiłem to jest już narcystyczne na maxa Wink.

Niejednokrotnie towarzyszył mi jednak strach i lęk.. przed "zaludnionymi miejscami", latem? Okulary przeciwsłoneczne były jak zbawienie. Wszędzie można było pójść, byle ich nie ściągnąć, bo jak wiadomo faza + słońce + okulary = chinnesse eyes.

Szczerze wam mówię, że jak po pracy jechałem na trening z ogromną ochotą tak już po treningu i spaleniu paru fifek nie miałem ochoty nawet wyjść z przyjacielem na spacer do parku. Nie chciało mi się po prostu, marihuana powoduje swego rodzaju "osamotnienie". Wiele osób samotnych, bez związku, bez przyjaciół jest od czegoś uzależniona, głównie od trawy.

Bałem się też wychodzić w miejsca gdzie mogę spotkać "kogoś znajomego" co mnie rozpozna i zobaczy, że jestem zjarany. Rodziło to swego rodzaju fobie społeczne. Tak jak na trzeźwo byłem gotowy wychodzić gdzie chcę i nawet pogadać z byłą 5min na ulicy, tak "na fazie" bałem się, że kogokolwiek spotkam i najlepiej czułem się sam gdzieś nad rzeką, w lesie albo innym pustym miejscu.

Nie wiem czemu ale paradoksalnie o wiele łatwiej zaczyna się znajomość "na haju", bo w zasadzie nie czujesz przy tym żadnych emocji, serio. Zjaracie się kiedyś zróbcie coś na maksa zwariowanego, nie odczujecie nic. Serce wam tylko przyśpieszy jak się włączą koguty za wami a wy akurat naładowani ale to też są jakieś takie emocje.. mało skuteczne.

Główną zaletą odstawienia trawy jest:
-stabilność emocjonalna
-lepsze oddziaływanie na zewnętrzne bodźce
-chłodna głowa = chłodna kalkulacja sytuacji, w której się znajdujesz
-brak wszelkiego rodzaju strachu i lęków

Portret użytkownika Slippin Jimmy

Tak z ciekawości ile lat

Tak z ciekawości ile lat jarasz?

Portret użytkownika xxx23452

10

10

Portret użytkownika Slippin Jimmy

Ja miałem 12 lat jarania za

Ja miałem 12 lat jarania za sobą i przestałem palić 5 lat temu. U mnie to wyszło tak jakoś naturalnie, po prostu znajomki rozjechali się trochę po świecie, a sam nie lubię. Jak zjaram się sam to mam tendencję do rozkładania wszystkiego na czynniki pierwsze. My przez te 12 lat paliliśmy tylko wieczorem. Oglądałeś Jackie Brown? Tam S.L. Jackson mówił, że jara dopiero wieczorem jak ogarnie sprawy. To co piszesz z tą schizą, fobią społeczną to normalny standard u palących. U nas zawsze była przepychanka kto idzie do sklepu. Te absurdalne gastrofazy XD Nie wiem jak to na mnie wpłynęło, ale na pewno znacznie. Do dziś, ale coraz rzadziej mam czasem jakieś zawiechy, ale mówię wtedy do siebie "ziomek, przetrzyj kurwa szybę". Myślę, że byłbym w trochę lepszym miejscu gdyby nie mój dłuższy przelot z jazzem, ale it is what it is Wink pozdro

Portret użytkownika Dominikkow

Jaram od roku. Zdarzało się,

Jaram od roku. Zdarzało się, że codziennie ale najczęściej raz na 2 - 3 tygodnie. Powiem tak, z własnego doświadczenia mogę powiedzieć, że lepiej jarać niz chlać. Potencjał uzaleznieniowy mj jest jak dla mnie żaden, bo ciężko o pozytywne wzmocnienia. Wszak, kazda faza moze byc rozna. A po alko? Zwykle feelin' good. Upojenie szybko schodzi, więc trzeba "dopijac" po trochu. I tak rozwija się uzależnienie. A faza po mj trwa kilka godzin. Nieraz pogłębiałem samoświadomość, nieraz faza mnie nakierowała co mam w zyciu zrobić, żeby wyjść na swoje. Nieraz miałem bad tripa. Nieraz mj mi pokazala, ze palenie moze zle się skończyć.

Znam parę osób mających

Znam parę osób mających problem z mj (swoją drogą pierwzy raz słyszę ten skrót), dlatego co jak co ale nie powiedziałbym że trudniej się uzależnić niż przy alkoholu. Większość osób które jara wypowiada się o tym w samych superlatywach, ale zmieniają zdanie na ten temat dopiero jak jest źle i mają spierniczony mózg.

Co prawda alkohol daje dużo radości itp. ale za to później kac potrafi dobić. Także większość osób pije z umiarem (dużo ale tylko co jakiś czas). Za to przy mj to słyszałem od ludzi praktycznie same plusy, nie mówili praktycznie nic o skutkach ubocznych, więc coraz chętniej po to sięgali. Dopiero jak jest bardzo źle to widzą, że to też uzależnienie.

Także fajnie, że tu taki blog został dodany.

Portret użytkownika xxx23452

Też nie słyszałem nigdy złego

Też nie słyszałem nigdy złego słowa o konsumowaniu THC, w zasadzie tylko osoby co na początku swojej przygody z MJ weszły w za dużą fazę i nie mogły się ogarnąć mówią "nie lubię tego, nie służy mi".

Trzeba też dodać, że większość palaczy ma znajomych głównie palaczy..

Ja sam jak byłem intensywnym jaraczem to spotykałem się z ludźmi głównie na jaranie, jak ktoś "nie chciał" to nie pasował i się go już nie zabierało, bo nie kumał naszej fazy.

Dodam, że jak jesteś w związku i jarasz z partnerką to jest to w stanie was o wiele bardziej zbliżyć + seks smakuje niesamowicie dla obu stron.

Jednakże wielu ludzi w dzisiejszych czasach to "odstrasza" bo oznacza formę nieradzenia sobie ze stresem, ktoś kto pali zawsze będzie mówił, że pali, bo lubi, bo smakuje, bo lubi dym itp itd ale nie powie, że pali po pracy, żeby spuścić ciśnienie i poczuć rozluźnienie. A to w pewien sposób jest ucieczka od emocji, których się doświadcza na co dzień.

Portret użytkownika Dominikkow

Wszystko moze zaszkodzić,

Wszystko moze zaszkodzić, jeżeli jest spożywane w nadmiarze. Nawet woda. Ja miałem okres, ze zdarzały mi się krótkie zawiechy. Wiec ograniczyłem.

Łatwo popie**lić sobie

Łatwo popie**lić sobie receptory GABA tym syfem, nawet bardziej niż po alkoholu. Dlatego ma to potencjał uzależniający. Potem ciężko wrócić do normalnego stanu jeśli ktoś pali regularnie. Objawy są niewidoczne z perspektywy palącego, ale brałem i eksperymentowałem ze środkami na GABA i zdrowe osoby powinny stosować je wyłącznie doraźnie. Odstawiać stopniowo tylko i wyłącznie.

Portret użytkownika xxx23452

Prawda 100%. Sprawdzam

Prawda 100%. Sprawdzam jeszcze efekty działania wszelkiego rodzaju witamin i suplementów + jaranie.

Jeśli jarasz i bierzesz dużo witamin, jakieś magnezy na sen, jakieś żeń-szenie uspokajające to jest duże prawdopodobieństwo, że nic nigdy złego Ci się nie przydarzy.

Ale skumałem sam po sobie, że najwięcej strachu czuje, gdy jestem zjarany. Sztucznego strachu, nie boje się jechać czy nawet zapierdalać autem "na fazie", nie boję się wejść do maczka i zamówić 5 burgerów, duże frytki i colę "na fazie" ale wstyd mi się spotkać z rodziną czy kimś bliskim znajomym "na fazie"

Najgorsi są goście co

Najgorsi są goście co pierdolą - "marihuana nie uzależnia, jakbym chciał to bym rzucił i od jutra nie palił!" No właśnie, jakby chciał, a tacy goście nigdy nie chcą. I to pierdolenie o tym, że marihuana taka zdrowa, to roślina, lekarstwo. Hahaha. To prawda, ale zdrowe jest CBD z niską ilością THC - z dobrej hodowli, apteki, czyli substancja przeciwna do zioła z osiedla, gdzie sebki to podlewają niewiadomo czym i jest trujący chemik. Generalnie o ile ktoś sam nie sadzi to nie ma co gadać, żę to jest zdrowe, pod względem fizycznym to są metale ciężkie, podsypany syf. A że w badaniach wychodzi że jest zdrowsza od alkhololu? No tak, bo w badaniach biorą MJ z coffee shopów z Holandii, a nie podsypane gówno z polskiego osiedla.

Pod względem psychicznym - nie ma co porównywać do alkoholu, czy lepszy czy gorszy nałóg. One są po prostu inne i nie można porównać 1:1. Ale obydwie substancje są złe! Marihuana też ma wiele skutków negatywnych. Alkohol wiesz kiedy przestać pić, bo czujesz fazę. Maryśke możesz jarać w dużych ilościach jak się przyzwyczaisz, bo ciężko przekroczyć tą granicę fazy.

Wszystko jest fajne do czasu, jak ktoś pali okazyjnie MJ to wiadomo, że nic złego się nie stanie, tak samo jak po piwku raz na jakiś czas. Ale z mojego i wielu doświadczenia innych - gdy ktoś to używa regularnie - pierwsze kilknaście/kilkadziesiąt razy to fajne fazy - takie lekkie i radosne, śmieszne fazy, życie jest przyjemniejsze, radośniejsze. Ale po przekroczeniu pewnej granicy jest przeważnie tylko faza - zamuła i ta gorsza faza po każdym zapaleniu - brak radości z życia, nadmierne analizowanie, ociężałe ruchy, stany przygnębienia. Szwankuje po czasie układ nagrody i dopaminy, pojawiają się lęki itd. Więc co z tego, że mniejsza szkodliwość niż alkoholu, skoro to dalej szkodzi? Mała szkoda, duża szkoda, jeden pies.

Ogarnięty facet nie będzie brał substancji, które nawet minimalnie mu szkodzą, bo życie jest jedno, szkoda kasy i zdrowia na lipne fazy.

Portret użytkownika xxx23452

Cóż, jak byłem młodszy i

Cóż, jak byłem młodszy i kumple mówili coś typu "piątka solo" to nie chciało mi się wierzyć.. Wystarczyło zapalić 2 fifki i już nie mogłeś wstać z kanapy.

Po czasie stwierdzam, że "piątka solo" to do południa wjeżdża. Zależy kto i jak obyty w temacie.

Ale tak jak piszesz zgadzam się. Ogarnięty pewny siebie gość nie będzie szkodził sam sobie wydając na to jeszcze nie małe pieniądze.

Bo jak kiedyś sqn latał w fajnych cenach 20-30. Tak teraz u mnie tylko po 50, jakościowo klasa.. ak-47, lemony, amnesie, smak jest niesamowity ale fazy tak jak piszesz.. Pierwsze fazy to było to po co później się pali. Nie ukrywajmy.. pali się po to, żeby się poczuć tak jak za drugim/trzecim razem gdy się paliło, mieć taką "radosną fazę". Jak masz przesyt THC w organizmie to jest 1:1 jak piszesz, jest główna zmuła, gorsza faza i za każdym paleniem jest ona, faza w której nic Ci się nie chce i możesz godzinami siedzieć albo oglądać 10 raz to samo.

Portret użytkownika Kensei

Temat dość mi bliski, warto

Temat dość mi bliski, warto tu może nadmienić że prywatnie jestem też wolontariuszem SINu, czyli Społecznej inicjatywy narkopolityki, więc coś tam kumam o substancjach nie tylko empirycznie Wink

Zrobiłem siebie niedawno od listopada pół roku detoksu. I powiem tak, dopóki kontrolujesz zużycie, Twoje życie prywatne nie cierpi, nie zawalasz roboty i nie rozczarowujesz ludzi, ogólnie, jeżeli nie przekłada się to negatywnie na Twoje życie, to wszystko jest dla ludzi i nie robi kuku.

Swoją drogą, polecam rozważyć przerzucenie się z palenia na waporyzację, dużo większa ekonomia, lepszy smak, bardziej złożone i niezamulające działanie itd. No i zdrowsze dużo. Jak ktoś będzie chciał to rozwinę temat.

Fajny blog!