Portal Uwodzicieli
Witryna poświęcona relacjom damsko męskim oraz budowaniu międzyludzkich więzi emocjonalnych.
Lorem ipsum dolor sit amet, consectetur adipiscing elit END.

Taka tam historia pewnego kolesia.

Portret użytkownika Departed

Witam wszystkich,

Na co dzień nie udzielam się zbytnio na stronie, choć przeglądam już ją od około roku. Trafiłem tu, bo miałem problem – jak każdy. Nic niezwykłego.
Lecz dziś coś się we mnie zmieniło. Cholernie mocno. Chcę to napisać teraz, bo wiem, że za parę godzin znów zmieni się coś wie mnie, co mi powie „jest spoko, olej wszystko”. A ja nie chce. Ja chce się umieć zmienić. Chcę być tym, kim chcę.
Do napisania tego tekstu, skłonił mnie ostatni blog Nomena, dzięki któremu zrozumiałem, jak ważna jest szczerość z samym sobą. Zobaczyłem, że przez kolosalną ilość czasu wmawiałem w siebie, że przecież nie mam problemu z własnym „ja”.

Walczyłem i nadal walczę z przeszłością, która sprawiła, że nie umiem sięgać po to, co naprawdę chcę. Sam już nie wiem, czy to wina tego, że przez całe życie wychowuje mnie matka, która choć wiem, że chce dla mnie jak najlepiej, to sama nie umie pozbierać swojego życia, czy to, że mój własny ojciec się mnie wyrzekł, a potem ojczym pozbył, czy wina tego, że jeszcze te kilka lat temu miałem może dwóch… no, może trzech kumpli, a reszta traktowała mnie jak gówno.

No to może zacznę od początku.

Zawsze wracałem ze szkoły do domu, jadłem obiad, odrabiałem lekcje, włączałem komputer i szedłem spać. To też było powodem, że nie miałem pojęcia jak prowadzić rozmowę z dziewczynami. Serio. To chyba były początki jakiejś grubszej choroby. Było tak do połowy klasy trzeciej gimnazjum. Czemu do połowy? Ano dlatego, że pewnego zimowego wieczora usłyszałem „gwizdnięcie” gadu-gadu… Taaaa. Jak popatrzyłem kto napisał, to mnie lekko zamurowało. Była to dziewczyna, która podobała mi się od początku tej szkoły. Okazało się, że mamy wspólne pasje, podobne plany, bla, bla, bla. Pisaliśmy ze sobą po kilka dobrych godzin dziennie, a w szkole tylko „czesć”. Choroby ciąg dalszy.

W każdym razie cały czas myślałem, że coś z tego będzie, choć nie tak do końca bezpodstawnie, bo co weekend zapraszała mnie na wyjazd poza miasto do domu jej rodziców. Całkiem sporo tam gadaliśmy, choć dalej byłem zajebiście spięty. Rodziców miała spoko, bo byli bardzo za mną. Raczej wiedzieli o mnie więcej, niż ich córka, która ze mną gadała sporo częściej. Właśnie zdałem sobie z tego sprawę, heh. Kurwa, jak ja jej pieskowałem i latałem za nią, to KAŻDY z tych którzy mówią, że się sfrajerzyli, to przy mnie są Don Juan DeMarco. Po gadce oczywiście przez gg, jasno mi dała do zrozumienia, żebym na nic nie liczył. Ja oczywiście pytałem „co jest ze mną nie tak”… Przemilczę, bo wstyd.

Gówniara i frajer. Zakompleksiona dziewczyna świeżo po rozstaniu, szukająca plastra i koleś, który myślał że wreszcie jest dobrze i chcący to utrzymać za wszelką cenę – tak to dobre określenie. W każdym razie miałem doła gdzieś tak do początku liceum. Potem zrozumiałem, że poniekąd dzięki temu przesiało się grono moich znajomych do tych prawdziwych przyjaciół i tych skurwieli. Duży plus i solidna lekcja, żeby mieć do siebie szacunek.

Od czasu liceum postanowiłem, że zaczynam nowe życie. Tutaj spotkałem najwięcej fajnych ludzi i pozbyłem się sporą część iluzji. Nowe miejsce – nowe możliwości. Sporo z frajera zostało w gimnazjum, ale nie powiem, że wszystko. To, co widzą ludzie to w 90% nowy ja. Zostało trochę starego zamulacza, ale to nie kłuje w oczy tak jak kiedyś Wink. Więcej wymówek widzę ja sam. Nadal mam excusy, że mieszkam z matką w małym mieszkaniu i nie ma jak zaprosić znajomych, a tym bardziej jakiejś panny. Nadal zdarza się, że widząc jakiś teoretyczny target nie podchodzę, bo coś tam. Już nawet nie chcę przypominać sobie tych wymówek, bo wszyscy mamy podobne, tylko z różnym stopniem działania. U mnie jest silny. Bardzo.

Nigdy nie zapomnę, jak spieprzyłem chyba najlepszą akcję w moim życiu. To nawet nie było co spieprzyć, bo tego nie było. Od początku wakacji pracuję i naprawdę lubię te robotę, bo to, że zarabiam, to tylko miły dodatek to tego, co w sobie zmieniam. Mam tam cały czas kontakt z nowymi ludźmi, jest sporo kobiet, z którymi czy chcę, czy nie chcę, to muszę rozmawiać. Rozmawiać interesująco. Nie, nie jestem alfonsem Laughing out loud. Muszę dbać o to, jak wyglądam, jak chodzę, jak mówię, jak się poruszam. Bez tego nacisku na mnie ze strony pracy, szczerze mówiąc nie zmieniałbym nic w sobie, bo momenty rozkminy nad sobą mam za rzadko, a i impuls do działania jest za słaby.

No, ale dobra. Jakiś miesiąc temu czekałem na tramwaj. Przyjechał, a ja chcąc nacisnąc guzik do otwierania drzwi poczułem nie guzik pod dłonią, ale inną dłoń. Brunetka, około 168, kręcone włosy, duże, niebieskie oczy i piękny uśmiech. SHB1000. Takich się nie spotyka na co dzień. Wiem, co mówię, bo cały czas jestem na mieście. Było IOI, ale kurwa nie podszedłem. Kolejna lekcja. Dżizes, dlaczego ja nie podszedłem, przecież ponoć się zmieniłem…
Muszę coś z tym zrobić, bo mnie wykończy ta bezsilność. Nie mam zamiaru dalej przeczekiwać życia. Chcę żyć.

Pozdrawiam wszystkich bardzo mocno i niech ten wpis będzie dla kogoś lekcją, żeby nie robić tak, jak ja Wink

Odpowiedzi

Portret użytkownika QB@L@

Haha ta czesc , ta historia

Haha Laughing out loud
ta czesc , ta historia o tej lasce to tak jak bym swoja czytal Laughing out loud bardzo podonnie, ale na dobra sprawe dzieki niej wgl trafilem tutaj i mi z tym jest dobrze Laughing out loud
trza sie pozbierac,zapomniec i leciec po zycie dalej Laughing out loud

a co do tego podbijania..- na dg jakies sie wybierz, we wrocku na pewno znajdziesz jakiegos winga i "po przejsciach" z dg nie bedziesz mial juz takiej spiny zeby podbic do laski do ktorej chcesz Laughing out loud

Portret użytkownika koksu1

Swietny blog, wazne ze

Swietny blog, wazne ze widzisz swoje bledy:D pozdrawiam