Portal Uwodzicieli
Witryna poświęcona relacjom damsko męskim oraz budowaniu międzyludzkich więzi emocjonalnych.
Lorem ipsum dolor sit amet, consectetur adipiscing elit END.

Ta jedyna gdzieś tam jest

Portret użytkownika Jajo

Witam.

Po najlepszym okresie w moim życiu, nadszedł czas na upadek, a następnie odcięcie pępowiny. Mowa tu o związku który trwał ponad rok. Od zerwania minęło już kilkanaście dni, myślę że to odpowiedni moment, już po opadnięciu emocji aby sklecić tu kilka zdań. Niech to będzie dla mnie spowiedzią przed samym sobą.

Pamiętam jak dziś swoją pierwszą wizytę na stronie, przypadkową wizytę. Nie szukałem wtedy recepty na to jak odbić byłą, czy jak stać się bogiem uwodzenia. Teraz też mi na tym nie zależy. Pierwsze zetknięcie z tym ogromem nowej wiedzy było dla mnie zaskakujące, zacząłem ją chłonąć jak gąbka wodę. Jaki miałem w tym swój cel? Kiedyś to jeszcze nie było tak popularnie nazywane, dziś bym to nazwał rozwojem osobistym. Zależało mi na polepszeniu kontaktów z otoczeniem, z dziewczynami szczególnie, nie zajmowałem się jednak typowym uwodzeniem. Nie szukałem związku, no bo po co… Tak myślałem, po co mi dziewczyna… Wink

Cel swój osiągałem, z czasem notorycznie słyszałem słowa od osób starszych, że jestem szczególnie dojrzały jak na swój wiek. Cudowne jest uczucie gdy słyszysz takie słowa z ust osób starszych, ustatkowanych, czy starszych dziewczyn. Byłem do wszystkiego optymistycznie nastawiony, czułem w sobie taką moc. Mój światopogląd znacząco różnił się od rówieśników. Lubiłem i dalej lubię wyskoczyć do klubu na imprezę, tam nie było na mnie mocnych. Założeniem zawsze była dobra zabawa, uwielbiam słuchać szybszej muzyki i tańczyć. Podejścia na parkiecie nie sprawiały mi problemu, gorzej było zagaić na mieście. Gdy patrzę na to z perspektywy czasu, jaki byłem kiedyś, aż sam jestem dla siebie pełen podziwu i wiem że do takiego „JA” chcę dalej dążyć.

Wszedłem w związek. Bardzo ładna dziewczyna, młodsza ode mnie. Z charakteru dała się poznać jako osoba twarda i wiedząca dokąd zmierza. Widziałem coś wyjątkowego. Byliśmy razem z jej inicjatywy, pamiętam jak zainicjowała ten temat. Pierwsze kilka miesięcy było cudowne, pełna kontrola, nie zapomniane wrażenia, długie rozmowy… Pojawiały się myśli, że z taką osobą mógłbym spełnić całe życie. Rzeczywistość jednak zweryfikowała wszystko, pierwsze kłótnie, nieporozumienia, uwydatnione braki w dopasowaniu charakterów. Pomimo gorszych dni potrafiliśmy tworzyć w te lepsze fajną parę, taką, której zazdroszczono takiego związku. Nie zawsze jednak problemy wychodziły poza cztery ściany. Z miesiąca na miesiąc było coraz gorzej, pierwsze chwile zwątpienia w ten związek. Chcieliśmy razem dźwignąć się razem do góry, zabrakło nam jednak czegoś.. Może działania? Prawdopodobnie tak. I tak staczaliśmy się po równi pochyłej, czując że koniec wisi w powietrzu. Jak sobie to teraz tłumaczę? Widocznie tak być musiało. Miałem sposób myślenia następujący : "Jeśli zaczyna nas więcej dzielić niż łączyć to warto odpuśćić". .Decyzja nie była łatwa, niby obie strony nie były zadowolone z obecnej relacji, w pewnym sensie dalej chciały ze sobą być, ale musiałem zakończyć tą znajomość.

Szczególnie ciężko odejść od osoby, którą się kochało i kocha się dalej. Żadne z nas nie wyrządzało sobie celowo krzywdy, mocno trzymaliśmy się zasad ustalonych na początku. Gdybym wiedział, że mogłoby się zmienić między nami na lepsze, gdybyśmy zaczęli bardziej się ze sobą rozumieć, byłbym dalej z nią. Sytuacja wygląda jednak tak, że nie ma na to perspektyw, a ja sobie nie wyobrażałem jeszcze kilkanaście dni temu dzielić z nią całego życia. Tutaj lekcja dla mnie, jak wiele może zmienić się w kilkanaście miesięcy. Zmieniłem się, wydaje mi się, że na gorsze. Zatraciłem wartości, które kiedyś uznawałem za swoje najlepsze. Nie ukrywam, brakuje mi tego.

Ten związek był dla mnie ciekawym doświadczeniem. Zrozumiałem, że życie nie jest takie łatwe jak się wydaje. Będąc niepoprawnym optymistą czasami trzeba stać się realistą. Relacja ta na kilka spraw pokazała mi całkiem inne ujęcie. Zasady określone na początku związku dają solidny fundament. To jednak za mało. Wiem, że spieprzyłem, są momenty których żałowałem, mogłem zachować się inaczej. Pamiętaj użytkowniku, żeby wymagać, trzeba też dać coś od siebie!

Ona pokazała mi czym jest uczucie do drugiej osoby, uczucie bliskości i tęsknoty. Zaangażowałem się w tą relację emocjonalnie, nie żałuję jednak tego, było warto mimo wszystko. Na sam koniec nie wrzucaliśmy jeden na drugiego, rozstaliśmy się w zgodzie. Rozmyślaliśmy jeszcze dlaczego tak się stało. Nie uznaję powrotów, ani kontaktu z byłymi. Nie było łatwo, w sumie dalej nie jest. Nie da się tak zapomnieć o spędzonym czasie, wspólnych planach i marzeniach.

Wierzę jednak, że będzie lepiej, że znów stanę się szczęśliwy. Nie zamknąłem się w sobie, otwieram się na ludzi, staram się odświeżać znajomości, które zaniedbałem. Pasje posiadam, nie rezygnowałem z nich, teraz mogę poświęcić im jednak więcej czasu. Brakuje mi jeszcze stałej motywacji do osiągania zamierzonych celów. Ta jedyna gdzieś tam jeszcze na pewno jest… Wink

Drodzy użytkownicy, pośrednio liczę na feedback od was w postaci odniesienia do tego wszystkiego. Łatwiej zobaczyć coś z boku.

Pozdrawiam, Jajo.

Odpowiedzi

Portret użytkownika Ulrich II

Właściwie do czego tu sie

Właściwie do czego tu sie odnosić ?
Byłeś w związku i dobrze, wyciągnąłeś wnioski, idziesz dalej, młody jesteś jeszcze nie raz będziesz wnioski wyciągał i uczył sie na błędach i wszystko Wink

Portret użytkownika ElpsyCongroo

Czytając takie blogi coraz

Czytając takie blogi coraz bardziej boje się związków. Strach przed tym że kiedy się zaangażuje dość mocno a mimo to po roku się rozstaniemy, coś we mnie pęknie.
Stracę motywację do nauki, działania w stronę marzeń i celów które postawiłem sobie za małolata.

Jedni szukają drugiej połówki przez całe życie, ja tak nie potrafię. Może to trochę chore ale bardziej cenię sobie żeby coś w życiu osiągnąć, na przekór życiu które za małolata było chujowe.

Z drugiej strony chwile które spędziło się z drugą osobą są niezapomniane i przyniosły też dużo dobrego.
Dodatkowo czy można być szczęśliwym, ciesząc się samemu? Niby są przyjaciele, czasem wspólnicy, rodzina. Ale prawdziwym dopełnieniem jest ta druga połówka.
Pozostaje jedynie nadzieje że ta druga osoba będzie tą ostatnią która zostanie na stałe i nie wykorzysta nas a jej intencje od początku do końca będą szczere.

Blog życiowy, pozdro dla autora. Nic dziwnego że jeszcze o tym myślisz, emocje dopiero obadają. A opadają powoli jak kurz.
Znajdziesz sobie jakiś motor napędowy i nawet się nie zorientujesz kiedy ruszysz działać w stronę "światła"

Powodzenia.

Skąd bedziesz wiedział jest

Skąd bedziesz wiedział jest ci pisana skoro to ta pierwsza? To tak jakbys jeździłmaluchem i byl wielce szczesliwy ze masz najlepsze auto na swiecie. Pozniej wsiadasz w ferari ...zreszta nie musisz z nia brac od razu slubu. Macie spedzic milo czas i kiedys usiadziesz na fotelu i powiesz "ale bylo zajebiscie, fajna przygoda" i pójdziesz dalej. Chodzi takze o zdobywanie doświadczenia, bedziesz wybrzydzal, nie probowal to gdy w końcu poznasz fajna dziewczynę nie będziesz wiedział jak się zachować.

Portret użytkownika Jajo

Osobiście uważam, że jeśli

Osobiście uważam, że jeśli naprawdę dobrze mężczyzna dobrze dogaduje się z kobieta i tli się między nimi nieustannie iskierka, to wcale nie musisz się przesiadać z malucha do ferrari. Jeśli jesteś w maluchu szczęśliwy. Mowa tutaj o dłuższej relacji.

Po to umawiasz się na spotkania, aby spędzać miło czas i zbierasz jakieś doświadczenie po drodze. Ta osoba może, ale nie musi być twoją drugą połówką.

A związku nie ma co się bać, o ile znajdziesz odpowiednią kandydatkę. Jeśli wiesz, że tego chcesz, zaangażować się, nie ma co się asekurować. Z drugiej strony należy być ostrożnym aby w tym wszystkim się nie zatracić.

Portret użytkownika Pierrot

fajnie jeździć Ferrari, tylko

fajnie jeździć Ferrari, tylko żeby jeżdzić Ferrari to nie tylko trzeba na nie ZAROBIAĆ, ALE I ZARABIĆ I PILNOWAĆ ... Ferrari ładnie wygląda na plakacie, ale Ferrari pije dużo benzyny, ma drogie części zamienne, i co chwile będzie ktoś kto zechce Ci to Ferrari porysować, albo ukraść i samemu pojeździć ...

... każdy chce Ferrari, a potem płacze nad konsekwencjami ...
taka prawda ... jeździć z "Ferrari" swoim Ferrari i mieć wyjebane na brudny, brutalny świat, tak się nie da chłopcy, rzeczywistość zawsze Was dogoni, choćbyście gnali "Bugatti Veyronem" ...

Ps. Dla tłumoków "Ferrari" jest metaforą kobiet które uwiedziesz na Ferrari i gruby portfel ...

A propo tej "przygody" Z "Ferrari" - bardzo łatwo się przyzwyczaić ... i takie "przygody" często kończą się fascynacją, a dalej już tylko frustracją, że nie można mieć lizaka, którego się tylko polizało i to jeszcze przez papierek ...

Portret użytkownika Pierrot

Ta jedyna dzieś tam jest ...

Ta jedyna dzieś tam jest ... i tańczy dla mnie Smile

... bo dobrze to wie, że porwę ją i w sercu schowam ...

... na dnie ...

http://www.youtube.com/watch?v=S...

Portret użytkownika ElpsyCongroo

Kurde ale jebnąłem tekstem

Kurde ale jebnąłem tekstem jak lovelas jakiś. Dobrze że vłodarz rozluźnił atmosferę bo by mi się na refleksję zebrało.

Co ten alkohol z człowiekiem robi, a z dnia na dzień coraz trudniej przestać. Na szczęście to nie forum AA więc...

Dobra nuta, pokazuje jak życie czasem zaskakuje i nie tak źle jak się może wydawać.

Portret użytkownika Pierrot

"Co ten alkohol z człowiekiem

"Co ten alkohol z człowiekiem robi, a z dnia na dzień coraz trudniej przestać. Na szczęście to nie forum AA więc ..."

... po maluchu

Jeszcze chcę się odwołać do

Jeszcze chcę się odwołać do strachu przed związkami. Niedawno też się rozstałem z dziewczyną i też miałem strach w sobie że nie zbuduję już tak dobrego związku.
Prawda okazuje się inna. Patrząc z perspektywy, dziś nie chciałbym tkwić w tym dalej bo nie byłem do końca wolny. Teraz mając więcej czasu zajmuję się swoimi pasjami. Ludzie dookoła dostrzegają zmianę, wspominają o tym, sam też czujesz że w końcu przez doświadczenia dorastasz i dopiero teraz czuję że żyję pełnią życia. Co do kobiet - one to pierwsze widzą ale teraz mam to w dupie, napewno po drodze spotkam tzw "jedyną" i w końcu rozumiem że to jest tylko dodatek do życia, nie żyję dla kogoś, nawet dla bliskiej osoby lecz po to by samemu się spełnić i nie uzależniać swojego szczęścia od innych

Jajo mam podobnie, kilka dni

Jajo mam podobnie, kilka dni temu uciąłem znajomość z moją pierwszą panną, po ponad roku. Z tego co piszesz to laska miała na Ciebie duży 'wpływ' skoro byłeś zajebisty a w związku tyle straciłeś że musisz znów dążyć do dawnego "Ja". Ja pasji nie zatraciłem ale tak czy siak ciężko się odciąć.

Portret użytkownika Jajo

Na pewno w jakimś stopniu

Na pewno w jakimś stopniu miała na mnie tak jak piszesz "wpływ". Myślę też że mimochodem zacząłem przejmować jej cechy charakteru, zszedłem do pewnego poziomu, do którego zejść nie powinienem, przejmowałem te negatywne cechy.

A teraz powoli odzyskuję radość z życia. Wczoraj byłem świadkiem fajnej odpowiedzi pewnego chłopaka na pytanie dziewczyny:

D: Zastanawia mnie, jak to jest, że ty się cały czas uśmiechasz.
C: Za mało czasu mam, żeby się smucić

A chłopakowi rzeczywiście uśmiech z twarzy nie potrafił zejść..

Portret użytkownika Maniak

Szczerze jak dla mnie

Szczerze jak dla mnie opisałeś to po prostu świetnie , czytając twojego bloga czułem, emocje związane z właśnie obecnym okresem życia :)Tylko że do końca wierzyłem w to właśnie i dostałem odrzucenie nadal wierzę że moglibyśmy być razem , ale wiem ze to mało realne i walczę ze sobą bo też uważałem że mogę być z nią już chyba wydawało mi się że do końca. Mam jeszcze spotkanie z nią i wesele mojego dobrego przyjaciela gdzie ustaliłem z nią wcześniej dużo że będzie na weselu... Blog do ulubionych Smile