
Mój pierwszy blog i być może jedyny. Miałem napisać go jak już będę wyrywał każdą kobietę na ulicy. Miałem napisać jakim to alphą się stałem, pochwalić się i być może dać kopa innym. Miałem...no tylko, że mi przeszło. Teraz mój cel jest jeden być sobą, cieszyć się sobą i cieszyć się życiem. Piszę to jako podsumowanie mojej rocznej pracy nad rozwojem osobistym. Piszę to jako podsumowania mojej pracy nad poprawą kontaktów z kobietami. Podsumowanie co oczywiście nie oznacza zakończenia, bo ta praca się chyba nigdy nie kończy. Piszę to tutaj bo może komuś da to coś, jak mi dały blogi niektórych osób. Piszę to tu bo może ktoś podrzuci myśl, która okaże się dla mnie przydatna.
Był to udany rok. Przepełniony wieloma emocjami, dużym wysiłkiem, pracą, systematycznością i silną wolą, niepowodzeniami i sukcesami. Co udało mi się przez ten czas dokonać? Niby nic. No bo nie mam zajebistej kobiety przy sobie. Nie stałem się milionerem. Nie podrywam wszystkiego co mi się spodoba. Nie spełniłem jeszcze wielu swoich marzeń itd. Nie mam bladego pojęcia ile stron książkowych przeczytałem przez ten rok. Myślę, że większość Polaków (włącznie ze mną wcześniej) przez całe życie tyle nie przeczyta. Powiecie no to bardzo fajnie, że sobie książki poczytałeś i co z tego. Otóż to, że wiele rzeczy z tych książek udało się wprowadzić do mojego życia. Oczywiście wiele jeszcze się nie udało, ale życie trwa dalej. No to zaczynamy.
Wszystko na dobrą sprawę zaczęło się od lektury „Obudź w sobie olbrzyma” Anthonego Robbinsa. Nauczyłem się z niej m.in. jak nie przejmować i nie wkurzać się byle pierdołą jaka się w życiu przytrafia. Wcześniej byłem małym, chodzącym frustratem, przykrytym maską dobrego humoru. Wkurwiało mnie wszystko. Byłem jak Adaś Miauczyński z „Dnia Świra” i wyżywałem się na wszystkich, na których mogłem. Na szczęście dla mnie, dzięki tej książce zrozumiałem, że przez to że cały czas się wkurwiam robię największą krzywdę sobie. To na moim samopoczuciu się odbija jak puszczę komuś wiązankę na ulicy bo wymusił pierwszeństwo. To na moim samopoczuciu odbija się gdy się wkurwiam jak baba w kolejce w sklepie włazi na mnie mimo że ma multum miejsca. To na moim samopoczuciu odbija się gdy się wkurwiam, kiedy kurier spóźnia się z towarem, na który czekam. A czy to jest tak istotne żeby psuć sobie humor i cały dzień? No jasne, że nie! Więc to ograniczyłem i staram się wyeliminować całkowicie. Wierzcie lub nie, ale od tego czasu nie mam naprawdę złych dni. Wiadomo zawsze zdarzają się dołki, ale trwają one o wiele krócej i są o wiele łagodniejsze. Stałem się prawdziwie pozytywną osobą, z życzliwym podejściem do świata, a największe korzyści na tym odnoszę ja sam. Bo silnie wierzę, że to co innym dajemy otrzymujemy od innych. A dodatkowo takie nastawienie pozwala także lepiej sobie radzić z większymi problemami. Pozwala też rzeczywiście wyciągać wnioski z niepowodzeń, bo zamiast się wkurwiać i roztrząsać sprawę, uczę się jak więcej tego błędu nie popełniać.
Kolejnymi lekturami były różne książki i e-booki o uwodzeniu. Znacie to uczucie jak po ich przeczytaniu wpadacie w euforię, bo znaleźliście właśnie Świętego Graala? Bo przecież teraz już wszystko wiecie i żadna Wam się nie oprze. Kurwa myślałem, że mnie rozerwie z podniecenia. Do tego odkryłem podrywaj.org i łykałem wszystko jak młody pelikan. A moje podjaranie rosło. Problem pojawiał się jak przyszło podejść do jakiejś laski i zagadać. Wtedy moje ego tak pięknie się ujawniało, że oczywiście nie podchodziłem i tłumaczyłem sobie że najwyraźniej jeszcze nie jestem gotowy, że muszę przeczytać i nauczyć się więcej. No to co do domu i znowu czytałem, układałem swoje własne rutyny, no bo przecież muszę być oryginalny. I co? I kurwa to samo! Powiecie, ale cipa i w pełni się z Wami zgodzę. Tylko, że dopiero niedawno spostrzegłem, że jak miałem mieć odwagę podchodzić do najfajniejszych lasek, jeżeli nadal byłem cipą z bardzo ładną maską z rutyn, regułek i schematów. To nie byłem ja i nie potrafiłem tak działać. Porzuciłem książki o uwodzeniu, porzuciłem rutyny na rzecz wyeliminowania zakompleksionego frajera z siebie. Co oczywiście nie zmienia faktu, że w tych książkach również są ciekawe informacje, ale trzeba je odpowiednio wyławiać, a nie przyjmować za pewnik i regułę. Czy mi się udało tego frajera wykopać? Z satysfakcją muszę powiedzieć, że w dużej mierze się udało...pomogła mi w tym pewna Panna, którą ostatnio spotkałem, której jestem bardzo wdzięczny. Uczcie się od ludzi, których spotykacie na swojej drodze. Tzw. przypadkowi nauczyciele to chyba najlepsze co mnie spotkało przez poprzedni rok.
Kolejną rzeczą jest pasja w życiu. Uważam, że każdy powinien mieć w życiu co najmniej jedną pasję, aby nie oszaleć. Ja kiedyś miałem taką...piłem...piłem bo byłem w tym zajebisty. Jaką przyjemność sprawiało mi, osobie o niskim wzroście i gabarytach, kłaść spać prawie dwumetrowych kolosów...Jednak po studiach dotarło do mnie, że trochę chujowa ta moja pasja, więc ją rzuciłem. Problem polegał na tym, że pojawiła się pustka. I tu z pomocą pojawiła się nie książka, lecz pewna piękna Panna, z olbrzymią pasją w życiu, wręcz powiedziałbym fiołem. Więc co?...Chciałem się z butami władować w jej pasję, no bo przecież to najłatwiejsze. Niestety dziewczyna nie wiedziała czego ja tak naprawdę chcę, chyba pomyślała, że na siłę chce zostać jej chłopakiem, wystraszyła się i uciekła. A ja zamiast otwarcie powiedzieć czego od niej oczekuję to się wystraszyłem, że wyjdę na frajera i jej nic nie powiedziałem. Najgorsze jest to, że nauczyła mnie co to jest pasja, dzięki niej znalazłem swoją pasje i wiele pomniejszych, a ja jej się nie odwdzięczyłem, gdzie dziewczyna miała sporo swoich problemów. To chyba moja największa porażka w tym roku.
Ciekaw jestem jak podchodzicie do tematu wrażliwości. Uważacie, że jesteście wrażliwi? Jesteście wrażliwi, ale to ukrywacie bo przecież to niemęskie jest? A może naprawdę nie jesteście wrażliwi? Współczuję osobom, które wybrały trzecią opcję. Ja należałem do tej drugiej grupy. Wpoiłem sobie to tak mocno, że uważałem nawet, że należę do tej trzeciej grupy. I znowu moimi nauczycielkami stały się dwie przecudne Kobietki. Nie wiem czym sobie zasłużyłem, ale Bóg podsyłał mi osoby, które rozwiązywały moje problemy. Pierwsza pokazała mi swoją wrażliwość i jej podejście do ludzi, co dało mi do myślenia, choć oczywiście jako „prawdziwy” twardziel ją wyśmiałem. Udało się jej jednak zakorzenić we mnie jakieś wątpliwości. Trochę czasu minęło i pojawiła się druga, która pokazała mi jak odważnie wyrażać swoje uczucia i nie bać się jak cię odbierze druga strona. Coś co myślałem, że jest słabością okazało się ogromną siłą. Człowiek zawsze coś czuje i tylko prawdziwie silna osoba potrafi o tym otwarcie mówić. A ja okazałem się być bardzo wrażliwą osobą, nie potrafiącą i bojącą się to okazywać...Nigdy nie czułem się tak silny i tak pewny siebie jak obecnie. Choć pewnie jeszcze sporo mogę poprawić.
Motywacja. Z nią raczej nigdy nie miałem problemu, tylko przez ten rok zmieniły się rzeczy, które mnie motywują. Kiedyś były to przede wszystkim pieniądze, pochwały, udowodnienie coś komuś, zaimponowanie komuś. Teraz skupiam się na tym czego ja od życia chcę. Co mi sprawia przyjemność, co chcę czuć, co mogę sobie udowodnić, jakie ograniczenie mogę przełamać. Nie potrafię zrozumieć ludzi, którzy mówią że nie mają motywacji (może to też jest jakieś moje ograniczenie). Co to znaczy nie mam motywacji?! A do oddychania masz motywację?! Do jedzenia?! Do spania?! To jest twoje życie! I co chcesz je spędzić na jedzenie, chlaniu, spaniu, sraniu, ruchaniu (jak dobrze pójdzie), telewizji i komputerze? Trochę poleciałem, ale po prostu nie mogę tego zrozumieć. Ale żeby trzymać się konwencji polecę tu książkę Nikodema Marszałka „Motywacja bez granic”, która mi naprawdę dodaje kopa gdy energia spada. Jest tyle ciekawych rzeczy do realizowania, jest tyle wspaniałych osób do poznania, wystarczy tylko po to sięgać.
Marzenia. Ciekaw jestem czy potraficie marzyć?...Każdy w sobie odpowie, no pewnie bo przecież to takie proste...Tak?...to przerwijcie czytanie i zastanówcie się teraz o czym marzycie. Czy to jest rzeczywiście takie proste. I do tego czy to są rzeczy, o których rzeczywiście marzycie, a nie ktoś Wam mówi, że powinniście o tym marzyć...Ja nie potrafiłem, lecz z dumą mogę powiedzieć, że nauczyłem się na nowo marzyć i przerabiać te marzenia w cele do osiągnięcia. Nie jestem w tym jeszcze mistrzem, ale cały czas nad tym pracuję. Uważam, że gdy skończą mi się marzenia, równie dobrze może skończyć się moje życie. Na razie takiego zagrożenia nie ma, bo rzeczy do zrealizowania mam co niemiara, tylko żeby mi czasu starczyło.
Zastanawiałem się czy to tu pisać, ale jeżeli ma być to rzetelne podsumowanie to nie mogę tego ominąć. Duchowość. Nadal jestem trochę zagubiony pod tym względem, ale na pewno udało mi się znacząco poprawić ten aspekt mojego życia. Zacząłem przygodę z medytacją i muszę powiedzieć, że naprawdę jest to fajna sprawa. Jeszcze nie potrafię do końca określić co mi daję, ale będę nad tym pracował. Bardzo mocno poczułem ostatnio odrębność mojej duszy od ciała, przez co przestałem obawiać się śmierci. Tutaj też duża zasługa książek Mateusza Grzesiaka i samego Mateusza, bo jest genialnym człowiekiem jak dla mnie. Kiedyś bałem się poruszać takie tematy bo się wstydziłem (głupie prawda?), lecz teraz mogę o tym rozmawiać i wyrażać swoją opinię. Bądźcie odważni w tym w co wierzycie, a zdobędziecie kolejny kawałek siły swojej osobowości.
Marnowanie czasu. Tu wiem, że jeszcze duże pole do popisu dla mnie. Sporo rzeczy do poprawienia np. Facebook, czytanie jakiś farmazonów, skrócenie snu, lepsza organizacja czasu itp. Ale co mi się udało? Udało mi się wyeliminować telewizję. Śmiać mi się chciało jak jedna pani chciała mi ostatnio sprzedać pakiet telewizyjny i nie mogła zrozumieć, że ja nie oglądam telewizji...Zauważcie sami ile czasu traci się na te kretynizmy, na oglądanie po kilka razy tych samych filmów i na dodatek ile iluzji nam wciskają poprzez TV. Nie za bardzo się też orientuję co się dzieje, bo wiadomości też nie oglądam. Naszych polityków już nie widziałem od dość dawna i świetnie się z tym czuję, no chyba że gdzieś przypadkiem, gdy ktoś z domowników coś ogląda. Skupiam się na swoim życiu. Fakt jest taki, że jednak nie jestem wyizolowany od tego społeczeństwa i może rzeczywiście czasami dobrze jest wiedzieć co się dzieje w kraju, ale jakoś nie mogę się przełamać do oglądania bądź czytania o tym. Może niedługo mi się uda.
Bycie obecnym. To dotarło w sumie niedawno. To jest coś niezwykłego dla mnie i bardzo cennego. Nauczyłem się, że nie ma nic lepszego od prawdziwej obecności w chwili, w której się właśnie jest. W książkach jest to porównywane np. do reagowania w chwilach zagrażających życiu. Gdy nie myślisz sobie...hmmm ciekawe co będzie na obiad, tylko ratujesz swoje życie. I to doskonale sprawdza się w życiu np. w rozmowie z kobietami. Gdy skupiałem się na tym co jej powiedzieć, żeby było fajnie, albo ciekawe co ona sobie o mnie myśli, no to oczywiście skopałem sprawę i znajomość szybko się kończyła. Natomiast gdy słuchałem z ciekawością i uwagą o czym ona do mnie mówi, zadawałem jej pytania, rozmowa szła bardzo płynnie i przechodziła z tematu na temat. A do tego między nami powstawała swoista więź, bo to o czym rozmawialiśmy i czego się dowiadywaliśmy o sobie było prawdziwe. Tak też można wyłapać, gdy druga strona kłamie bo można zapytać o szczegół, który akurat nas zainteresował, a ta osoba nie ma go dopracowanego i zaczyna się miotać.
Akceptacja siebie, takim jakim jestem i zmienianie tylko tego czego naprawdę nie chcę w sobie, co mogę zmienić i co jest warte poświęcenia czasu. Mówię tu przede wszystkim o wyglądzie zewnętrznym. Zewnętrzność jest to tylko niewielki procent mnie, na pewno istotny bo sam oglądam się jedynie za ładnymi kobietami, ale nie na tyle istotny żeby poświęcać dla niego większość swojego życia. Przez praktycznie całe życie pogrążony byłem w kompleksach z powodu wzrostu, utwierdzali mnie w nich nawet znajomi i rodzice. Drwin i śmiechu było co niemiara, a ja jak debil to wszystko łapałem i się przejmowałem jakby było czym. Na dodatek ni jak tego nie poprawię bo urosłem ile urosłem i nic nie zmieni moje dołowanie się. Na szczęście to też udało mi się pokonać. Czy jakieś inne rzeczy do zwalczenia? Na pewno! Muszę jeszcze popracować nad przejmowaniem się opinią innych, asertywnością i coś tam się pewnie znajdzie jeszcze.
Poprawiłem swoją sylwetkę i siłę. Dzięki systematyczności w ćwiczeniach, sensownemu odżywianiu (bez jakiś specjalnych diet i wspomagaczy), odstawieniu mocnych alkoholi udało mi się znacząco poprawić swoją posturę. Śmiać mi się chciało jak w sobotę dziewczyna starała się podnieść moją koszulkę, żeby zobaczyć mój brzuch, a w tańcu dotykała gdzie popadnie, oprócz tyłka to chyba muszę się wziąć za niego
Może to jest i płytki z mojej strony, że to tu piszę, ale w jakiś sposób łechce moje ego i motywuje mnie do dalszej pracy. Do poprawy zostaje wydolność.
Pewnie w żadnym z aspektów Ameryki nie odkryłem, ale tym właśnie zajmowałem przez miniony rok. To tylko pokazuje jak niewielkich rzeczy trzeba żeby być szczęśliwszym, a zarazem ile pracy one wymagają. Niektóre rzeczy mogą się Wam wydać niezwiązane z podrywaniem, ale dla mnie to wszystko i wiele więcej składa się na moje szczęście, a tylko jako osoba szczęśliwa mogę przyciągać kobiety, które mnie interesują. Wiele rzeczy nie udało mi się zrobić, ale na pewno będę dążył do ich realizacji w kolejnym roku. Dziwnie się jakoś kończy rok w październiku, ale tak jakoś to u mnie wypadło.
Chciałbym podziękować przede wszystkim Gracjanowi, Snoofiemu, Frostowi, Kejszynowi, Fungusto, Foxiemu za ich blogi, bo naprawdę mi pomogły.
Walczcie o swoje szczęście, nie raniąc nikogo po drodze i nigdy się nie poddawajcie!
Pozdrawiam Milles 
Odpowiedzi
Spoko blog, fajnie się
śr., 2012-10-03 17:05 — GMSpoko blog, fajnie się czytało.
trafny blog! właśnie tych
śr., 2012-10-03 17:36 — Vaiotrafny blog! właśnie tych informacji szukałem. dzięki że podzieliłeś się tytułami tych książek
zaraz zacznę je czytać ! 
Jakbym czytał własne
śr., 2012-10-03 20:53 — AndreeJakbym czytał własne wypociny, czy to jakaś "bratnia" dusza ?
Dobry blog !
Świetny blog i też myślę
czw., 2012-10-04 19:15 — Jasiek10996Świetny blog i też myślę podobnie a myślałem że jestem nienormalny.Po przeczytaniu go pomyślałem że też coś napisze.Sądzę że ten blog powinien być w widocznym miejscu więc jedzie do ulubionych.
Powodzenia w szukaniu dalszej części samego siebie
Oby następny rok była jeszcze
ndz., 2012-10-07 18:48 — BBSOby następny rok była jeszcze lepszy
coś w tym jest, super to
ndz., 2012-10-07 21:39 — Jaycoś w tym jest, super to napisałeś