Portal Uwodzicieli
Witryna poświęcona relacjom damsko męskim oraz budowaniu międzyludzkich więzi emocjonalnych.
Lorem ipsum dolor sit amet, consectetur adipiscing elit END.

schneller als eine Rakete

Portret użytkownika wunderwafe

Kilka dni temu pokłóciłem się z dziewczyną... minimalna zwara, drobne niedogadanie o to, co robimy dziś wieczór. W związkach to chyba odpowiednik rozwiązanego buta przy bieganiu, absolutnie nic, co warte byłoby wspomnienia...

...Dlaczego więc do jasnej cholery pierwszą moją reakcją (taką nieartykułowaną, wewnętrzną) było: "Dobra, to żegnam... Schneller als eine Rakete! Mam teraz tak silny wiatr w skrzydłach, że zaraz pewnie trafię do wnętrza jeszcze lepszej laski". Po czym rozmarzyłem się o kolejnych podbojach, już nawet wyglądając przez okno czy żadna SSHB nie przyleciała już na trawnik czując swoim siódmym zmysłem eksplozję mojego zwierzęcego magnetyzmu.. Wink

... Kilka sekund potem uświadomiłem sobie, że w tym maleńkim sporze to w sumie moja panna ma rację, a ja zwyczajnie mam słabą pamięć co do planowania wieczorów Tongue

Nevermind o co chodziło, ale bardziej przeraziła mnie moja reakcja. Skąd ten radykalizm? W tym tempie to pewnie skończy się na czymś circa:

K: Kochanie, podaj mi ten wazon, ja jestem za niska i nie sięgnę.
Wdwf: Ha! to shit-test, nie jestem twoim pieskiem! odchodzę!
K: ?

Myślę, że może wynika to z tego że moja pewność siebie, moja osobowość nie jest jeszcze do końca wyrobiona? Przez cały czas powtarzam wszystkim dookoła: Kobieta nie może uczynić cię szczęśliwym, aby stworzyć w ogóle szczęśliwy związek wcześniej sam musisz być szczęśliwy, szczęśliwy z samego faktu kim jesteś i jak wygląda Twoje życie.
Jasne, tylko dlaczego nie potrafię tego odwrócić? słuchajcie tego, to będzie nowość: Kobieta nie może uczynić cię smutnym, aby w ogóle być nieszczęśliwym w związku to trzeba już wcześniej być obiektywnie świadomym tego, że jest się słabym nieudacznikiem

Nie mogę być nieszczęśliwym, dobry Bóg uchronił mnie przed urodzeniem się "słabym nieudacznikiem" ale dopiero teraz zdaje sobie sprawę z tego że czymś nienormalnym w ogóle jest myśl, że kobieta może cię unieszczęśliwić. Jak mogłaby to zrobić? naprawdę jest w stanie odebrać ci twoją, wypracowaną potem i łzami wartość? Nie jest! Stąd głupotą są te wszystkie wpisy na forum:
-Jak sprawić by poczuła żal?
-Jak się na niej odegrać?
-Jak poczuć się lepiej po tym jak odeszła?
Takie tematy świadczą tylko o niezdrowym dystansie do związku, więcej, do życia w ogóle. Wiecie jaki jest ten zdrowy dystans? Moim zdaniem?

Czytaliście kiedyś coś ze "Świata dysku" T. Pratchetta? zdrowy dystans to dokładnie to co pokazywał sobą ten turysta, Dwukwiat. Jesteś turystą w rzeczywistości w której żyjesz, jesteś turystą w swoim związku (dobra, to może nie brzmi zbyt szczęśliwie Wink ) Kiedy wchodzisz do extra klubu w mieście gdzie jesteś przejazdem to nie chcesz przecież zaraz się tam przeprowadzić, bo piwo akurat dobrze wchodzi. Gdy jedziesz na jakiś super wyjazd ze znajomymi pociągiem i cały przedział tonie w alkoholu, to przecież nie myślisz by zachować to na zawsze i zostać konduktorem w PKP! Liczą się chwilę, te dobre chwilę. I w momencie gdy będziesz chciał je zachować dłużej, niż powinny być zachowane wtedy dopiero natrafisz na opór rzeczywistości, na ból (bo praca w PKP nie musi mieć wiele wspólnego z chlaniem w pociągu Wink )

W związkach tak naprawdę nie liczy się ta druga osoba, nie liczysz się też ty! Liczy się przygoda która przeżywacie razem, liczy się chemia która was łączy ale też ta inna, niezwykła chemia którą para zakochanych łączy się ze światem. Jasne, przygody z niektórymi osobami są przyjemniejsze niż z innymi, ale to nie jest fundament, fundamentem jest właśnie przygoda sama w sobie, wasze związki będą o wiele piękniejsze jeśli potraktujecie je jak egzotyczną przygodę. Jeśli wybierasz się na hawaje to surfuj, pij malibu, tańcz na plaży w naszyjniku z kwiatów... Nie trać całego czasu na szukanie tu fajnego mieszkania! Nie siedź też wkurzony w hotelu zastanawiając się jak udowodnić gubernatorowi hawajów że zrobił życiowy błąd nie mianując cię dożywotnie rezydentem wyspy. Baw się!

Jeśli nie Pratchett to może Bond, James Bond. Dziewczyny które grają u niego w filmach zawsze są extra. Są ze światowej górnej półki. Ale powiedzcie mi, serio, czy gdyby wymienić aktorki na inne, blondynkę na brunetkę, wysoką na niską, nie wiem, Halle Berry na Jessice Able. Czy serio przygoda Bonda ucierpiała by na tym? Czy film stałby się mniej emocjonujący? W żadnym wypadku. Kobieta, panie Bond, to tylko mały fragment twojej przygody. I jeśli naprawdę będziesz czuł w sobie jakiś większy cel, jakąś wewnętrzną "Tajną służbę jej królewskiej mości" to naprawdę nie ma dużego znaczenia jaka konkretnie HB10 będzie przy twoim boku.

Cały blog zaczął się od tego małego zwarcia z moją dziewczyną od którego chciałem od razu wystartować do majtek kogoś innego.. Wiecie dlaczego chciałem to zrobić? To była chwila słabości, mój wewnętrzny Bond nie chciał pakować się w strzelaninę, mój miękki tyłek bał się siniaków po przejażdżce czołgiem przez środek Moskwy. Mieszkam sam i nie muszę nikomu tłumaczyć się z tego co oglądam wieczorami, mógłbym cały czas oglądać pornosy, ale wiecie co? i tak wolę Bonda, "akcja" może nie jest tak intensywna, ale za to jest bardziej różnorodna Laughing out loud

Często to forum mami nas obietnicą: "next! następna twoja panna będzie lepsza od tej" i rzeczywiście, jeśli po każdej nocy z obecną lądujesz na oddziale wenerologii to tak, najprawdopodobniej właśnie tak będzie. Ale jeśli Twoje życie naprawdę ma być przygodą 007 to nie skupiaj się może tak bardzo nad tym jaka konkretnie aktorka zagra u twojego boku... Skup się na scenariuszu Smile

Odpowiedzi

Portret użytkownika monteR

hende hoh fafluhte szfajne

hende hoh fafluhte szfajne turken bastarden !

Za niemiecki zawsze piwo Laughing out loud

nie skupiaj się może tak bardzo nad tym jaka konkretnie aktorka zagra u twojego boku... Skup się na scenariuszu
Przyznam, że świetna puenta patrząc na to z tej perspektywy.

Portret użytkownika Rise

Ciekawy blog, fajnie

Ciekawy blog, fajnie napisany. Ale kolego wunderwafle obawiam się że jesteś trochę za bardzo nasiąknięty i zarażony pua'owską atmosferą. Wyluzuj troszkę, pooddychaj świeżym powietrzem, powietrzem własnego instynktu a nie przez pryzmat tej wiedzy bo to nie na tym polega.
Trzeba umieć ograniczyć to co przydatne stąd a co nie - i brać to co cenne dla siebie żeby nie stosować jakichś tam lusterek czy innych chujków mujków w momencie, kiedy kompletnie nie ma to sensu.

Sprzeczki i spory w związku to normalka - i jeśli są na poziomie rozsądku, sporadycznie i niewielkie to jest to zupełnie zdrowe.

I mimo że rozumiesz to że to błąd to jednak jeszcze trochę ogarnia Cię aura "pewnych powinności" w zachowaniu.

Wyluzuj troszkę a będzie dobrze Smile tak jakbyś całe życie po jednym piwku był - z jednej strony kontrola nad tym co robisz, a z drugiej pewien lekki luzik i dystans.

pozdrawiam

Portret użytkownika wunderwafe

Yyy... tutaj koledzy, to

Yyy... tutaj koledzy, to chyba nie do końca o to mi w tym wpisie chodziło.. Tę pierwszą część tego co napisałem radzę czytać troszkę z przymrużeniem oka, bo nagle poczułem się hmm... niezrozumiany Wink

Portret użytkownika Rise

Ja tak odebrałem jak

Ja tak odebrałem jak odpowiedziałem Tongue że czasem masz problem z wypośrodkowaniem kiedy zachować się podobnie jak radzili tutaj a kiedy przypomnieć sobie że : ej.. przecież to związek a nie poligon wojskowy, początkowa faza podrywu - muszę trochę wyluzować Tongue

ale jeśli błędnie to wybacz. Smile

Ja Cię autorze bardzo dobrze

Ja Cię autorze bardzo dobrze zrozumiałem, a przynajmniej tak mi się wydaje. Mam to samo, zrozumiałem, że kobieta to jakieś 20-30% mojego życia. Jasne trzeba się starać o to, by związek był udany, ale przeznaczanie całych sił tylko i wyłącznie na to jest bzdurne. Pozdrawiam