
Czym się różni PUA od Uwodziciela? Niby o to samo chodzi (tak naprawdę to wszystko sprowadza się do prokreacji, ale o tym kiedy indziej). Ten wpis będzie przestrogą, jak może się skończyć uwodzenie kobiet. Nie będzie to historia jak ich wiele, że się zakochałem, a Ona mnie rzuciła chodź faktycznie tak było.
Odpowiadając na pytanie czym się różni PUA od Uwodziciela. Według mnie i jest to tylko moje subiektywne odczucie, PUA to ktoś kto jest dobry w podrywaniu Panienek, który potrafi kobietę „zmusić” do tego, żeby tańczyła jak On zagra. W tym celu mamy różnego rodzaju techniku, od Push and Pull, przez chłodniki po lustrzane odbicia. Niestety w większości przypadków jest tak, że te wszystkie otwieracze, chłodniki i inne techniki to rzeczy, których się sztucznie nauczyliśmy. Kim tak naprawdę w tym przypadku jest taki PUA? Jest przerostem formy nad treścią. Karykaturą samego siebie. Niestety.
Kim jest natomiast Uwodziciel? Żeby to określić poetycko można powiedzieć, że jest to osoba, która znalazła klucz do kobiecych serc i przede wszystkim umysłów. Żeby to zobrazować można powiedzieć, że PUA to średnio rozgarnięta jednostka, która wyuczyła się paru regułek, schematów, opracowała parę tekstów i idzie w miasto na podryw. Uwodzicielowi daleko do tego, owszem, zna te same techniki i stosuje je z takim samym skutkiem jak jego nieudolna kopia, ale robi to intuicyjnie, wie kiedy, wie jak i w jakim stopniu, a do tego potrafi być piekielnie szarmancki i wzbudzić w kobiecie prawdziwe pożądanie, a w efekcie końcowym rozkochać ją w sobie do granic możliwości. Do tego osoby, które zazwyczaj uważamy za Uwodzicieli są najczęściej bardzo inteligentni zarówno umysłowo, jak i emocjonalnie.
Przyznam, że nie przeglądałem za specjalnie forum, ale czytając niektóre wypowiedzi nóż w kieszeni się otwiera. Tam doskonale widać różnicę miedzy PUA a Uwodzicielem, a może prawdziwy PUA to właśnie Uwodziciel?
Cały ten serwis opiera się tak naprawdę o pytania rozbijające się o kwestię związane z kobiecą psychiką i tak jak już, ktoś mądry powiedział, że jest ona nie do ogarnięcia, tak nigdy nie znajdziemy odpowiedzi na tak naprawdę nurtujące nas pytania i nigdy do końca nie ogarniemy jak kobiety funkcjonują, a z drugiej strony nie ma takiej sytuacji, której by już nie było i której ktoś by już nie opisał. Właśnie to jest kwintesencja kobiecości, sprzeczność. Jedynce co nam pozostaje to grać, grać, grać i czerpać niewyobrażalną przyjemność z tej gry, ale każda gra ma swoje reguły, których trzeba przestrzegać.
Do czego może doprowadzić rozkochanie w sobie niewłaściwej kobiety wiem z własnego doświadczenia. Jako, że uważam się za osobę inteligentną i jakiegoś tam rodzaju naturala, tak trzeba bardzo uważać kogo w sobie chcemy rozkochać, bo bardzo łatwo jest popłynąć i samemu sobie zrobić duże kuku. Nie będę się rozpisywał tutaj o inergame bo o tym już wystarczająco dużo jest wpisów, ani o sile charakteru, bo to jest podstawa nie tylko do podrywania, ale i do szczęśliwego życia.
Wracając do meritum Panowie. Rozkochaliście kiedyś w sobie kobietę do tego stopnia, że oplotła Was jak bluszcz? Spijała Wam każde słowo z ust, robiła na co tylko mieliście ochotę, przystawała na każdą propozycję, przespała się z innym mężczyzną w waszej obecności, bo to Was podnieca, sama się tego brzydząc, a im więcej jej takich rozrywek dostarczycie tym bardziej zadowolona będzie chodziła. Tak, że w obecności wszystkich pół żartem, pół serio będzie mówiła do Ciebie „tak Panie, nie Panie”. To są skutki uwodzenia moi mili. Nigdy nie sądziłem, że można komuś zrobić takie pranie mózgu półki sam tego nie przeżyłem. Taka kobieta ma szczęście jeżeli trafi na kogoś, kto ma łeb na karku i zda sobie w porę sprawę ze swojego wpływu na Nią, bo powiadam Wam, że kobieta nigdy sobie nie zda sprawy, że mężczyzna przejął w 100% kontrole nawet nie nad jej życiem, ale jej myślami i emocjami. W wersji z happy Endem wcześniej czy później taki związek się rozpadnie, ale Panna dostanie szkołę życia i chwile, które będzie wspominała do końca życia. W pesymistycznej wersji zostawicie po sobie spustoszenie emocjonalne i niedoszłego samobójcę.
Tak można właśnie opisać uzależnienie kobiety od siebie. Pewnie myślisz sobie teraz, ja pierdolę jak to osiągnąć, co zrobić, aby tak się stało, jak „wyhodować” sobie taką kobietę? Ja tylko powiem, że w ten sposób kręcisz sobie stryczek na samego siebie, bo taki związek może być fajny dla Ciebie, przez rok, dwa ale nie więcej. Prędzej czy później następuje zużycie materiału, Ty się robisz do granic możliwości pewny siebie, a Ona z kolei widzi świat coraz ostrzej.
Jak wspomniałem wyżej, jeżeli nie jesteś sadomasochistyczną świnią, która chcę kobietę tylko wykorzystać i wyruchać, ale coś wnieść do jej życia, to zaczynasz się zastanawiać co tak właściwie robisz. Dlaczego zawłaszczyłeś sobie duszę tej istoty, uwierz mi że Twoja własna jest już wystarczającym ciężarem i niepotrzebna Ci czyjaś. Najchętniej zakończył byś ten związek jak najszybciej, ale nie potrafisz zostawić kogoś, kto jest w tak wielkim stopniu uzależniony od Ciebie, bo wiesz że to by się mogło źle skończyć dla tej osoby. Zakochałeś się, ale nie w Niej, tylko w poczuciu bezkompromisowej władzy i Jej bezsilności wobec Ciebie i ubóstwiającego podejścia w stosunku do Ciebie. Stałeś się zakładnikiem własnego działania.
Naważyłeś piwa bracie i teraz musisz je wypić. Jest kilka sposobów na wymiksowanie się z tego rodzaju relacji.
1. Można oczywiście pierdolnąć drzwiami i urwać kontakt, ale jest to wyjście według mnie ekstremalne, chodź najbardziej skuteczne, ale trzeba mieć duży wzgląd na to jak silnie psychicznie jest kobieta, która zamierzasz zostawić.
2. Rozmawiać, rozmawiać, rozmawiać. Musi być spełniony tylko jeden warunek, że kobieta która uzależniłeś tak od siebie musi być myślącą istotą i to myślącą bardziej niż średnia krajowa, to może na coś się zda, bo inaczej będziesz prowadził godzinne monologi, gdzie wydawać by się mogło, że coś zostało Jej w głowie, a w efekcie końcowym był to tylko monolog właśnie. Jeżeli jednak jest kumata, to może coś z tego wyjdzie. Sam jestem ciekaw, czy tak by się stało, bo u mnie takie gadanie nic nie dało.
3. Wolny związek, układ który może rozjebać dosłownie wszystko. Co innego jak wchodzisz do relacji jako do wolnego związku, a co innego kiedy umawiasz się ze swoją partnerką na taki związek np. po 3 latach bycia ze sobą. Jak się dowiesz, że przespała się z kimś innym, to choćbyś miał charakter twardy jak diament to pojawią się na Nim rysy, a po długim czasie bycia razem kobieta zobaczy na Tobie nawet najmniejsza skazę. Kiedy to się już stanie, to jeżeli dobrze pójdzie to masz może rok na zawinięcie manatek. Zaraz, zaraz, a to nie miało być tak, że właśnie o to chodzi że chcesz się wymiksować z tej relacji jej nie krzywdząc? A pamiętasz jaki się przez te wszystkie lata zrobiłeś? Za pewny siebie, rozleniwiony (przez Nią) i oczekujący gwiazdki z nieba.
Tymczasem widzisz jak Ci to wszystko zaczyna uciekać i nie wiesz o co kaman. Przecież chciałeś zakończyć ten związek, albo przynajmniej sprowadzić go na normalne tory, partnerskie. Panowie, to tak nie działa. Diagnoza-za bardzo chciałeś, za bardzo chciałeś kontrolować wszystko i nie mówię tutaj o kontrolowaniu Kobiety, bo Ona chodziła jak w zegarku „sama z siebie”, aż do przesady, a jak jesteśmy już przy przesadzie, to przesadziłeś mój drogi, przesadziłeś z uwodzeniem, bo Ty jej nie uwiodłeś Ty ją zniewoliłeś i uzależniłeś od siebie. Mówiąc po Polsku, po prostu przedobrzyłeś. Efekt jest jeden, kiedy taka kobieta sobie uświadamia co się właśnie zaczęło dziać, z istoty, która by Cię nigdy nie zostawiła rodzi się ktoś kto „wyssał” z Ciebie z powrotem całą energię, którą władował w uzależnienie od Ciebie i im dłużej to trwało tym bardziej wyssany się czujesz. Spadasz i lecisz, lecisz bardzo długo, lotem swobodnym, myśli wirują, nie jesteś wstanie spojrzeć w lustro, nie wiesz nagle kim jesteś i co się z Tobą stało, aż lądujesz centralnie na mordzie i to nie na miękkim piasku, tylko na nieoheblowanej podłodze z wystającymi gwoździami. Dzisiaj gdzieś to do mnie dociera, że to jest sprawiedliwe i tak musiało być. Czy kobieta, która z jednej strony przeszła przez gehennę uzależnienia, a z drugiej prawdopodobnie już nigdy się tak mocno nie zakocha, doceni to że pokazałeś jej smaczki życia i w efekcie końcowym sprowokowałeś do uwierzenia w samą siebie? Nie wiem, musiał bym się spytać kobiecie z którą przez coś takie przeszedłem i wiele się nauczyłem dzięki Niej o sobie dowiedziałem.
Nie chcę, aby wyszło na to, że byłem jakimś jebanym tyranem, czy nie wiadomo kim, bo zawsze chciałem dla Niej tylko tego co najlepsze i wiele rzeczy jej pokazałem i wielu sprawach byłem inicjatorem zmian na lepsze. Spędziłem z Nią wspaniałe chwile, ale i chwile pełne goryczy i smutku, jednym słowem proza życia i za to jestem wdzięczny.
Do czego się to wszystko sprowadza? Żeby odpuszczać w połowie uwodzenia i hamować swoją grę? Nie moi drodzy, ale nie uzależniajmy od siebie kobiet, które nie sprostają naszym charakterom, bo pewność siebie można nabyć, a charakter się ma albo się nie ma. Kto wysoko lata, ten z wysoka spada.
Odpowiedzi
Moim zdaniem nie ma nic złego
sob., 2013-09-21 01:55 — AttrazioneMoim zdaniem nie ma nic złego w byciu tym "PUA", który owija kobiety wokół palca. Szczególnie, jeśli jest się w fazie "poszukiwania". Większość kobiet (przynajmniej w moim otoczeniu) jest tak beznadziejna, że ledwie kwalifikują się do B, a co dopiero do HB i SHB. Niby są ładne, ale to po jakimś czasie przestaje wystarczać i człowiek zaczyna szukać kobiety z ciekawą osobowością. Ten moment nazywam dorastaniem (tym prawdziwym, a nie biologicznym). Mimo wszystko całe to "dorastanie" to proces naturalny i samoistny; nie może sie on odbyć bez fazy bycia "bedbojem/PUA/czymśtam jeszcze".
Tyle ze Pua to angielskie
czw., 2013-09-26 18:28 — CrissTyle ze Pua to angielskie określenie uwodziciela
A cala różnica może być ale nie zależy od tego czy jesteśmy pua czy uwodzicielem lub nawet podrywaczem, wydaje mi się ze wszystko zależy od tego jakie są nasze priorytety i z jaka inteligencja przyswajamy do siebie prawdę z tej strony, niech będzie pochwalony.
chyba wlasnie znajduje sie w
ndz., 2017-12-17 20:30 — ciemnyTyp73chyba wlasnie znajduje sie w takiej sytuacji. laska sie we mnie zakochala. jakis tydzien temu sie rozstalismy, nie wazne dlaczego. tydzien cisza. spadlem na ryj do piwnicy. zabrala mi cala pewnosc siebie, cala moc, ktora mi dala przez ten pare miesiecy. Niedawno sie odezwala a ja ponownie zaczalem sie odzywac. caly czas mam opory ciagnac to dalej. nie chce jej skrzywdzic, mimo ze ona pragnie byc ze mna. Ale tez jestem od niej uzalezniony...