
Jakby nie patrzeć końcówka maja, wszystko się zapowiada nadzwyczaj pięknie. Wybieramy się na przejażdżkę, w planie 200 kilometrów do pier*olnięcia. Trzech kumpli na plecaczku ma swoje panienki, ustaliliśmy, że przodem cisnę ja i Pioter. Na miejscu ogarniamy temat grilla i przygotujemy lokum.
Wstając rano z łóżka miałem jakieś dziwne Déjà vu. Ignorując to jak zwykle szykowałem się do wypadu. Zadzwoniła Kasia z propozycją spotkania, olałem – stwierdziłem, że wyjazd z przyjaciółmi jest ważniejszy. Popisałem sobie kilka sms-ów z innymi koleżankami, aż do momentu, gdy na wjeździe ukazał się Pioter z ekipą. Kurteczka na siebie, kask nałożony, rękawiczki dopięte i w drogę.
Pierwsze skrzyżowanie, patrzymy z Piotrem na siebie i na zielonym guma do oporu. Pod galerią stoją znajome dziewczyny, ale nie czas na jakieś romanse. Wyjeżdżamy z miasta. Pogoda kusi, asfalt woła o pomstę do tylnej opony. Przyczepność 11/10. Czego chcieć więcej?
Targamy do oporu, jadą chłopaki z przeciwka, lewa i śmigamy dalej! W głowie jakiś tępy głos, że może dziś nie szaleć, żeby odpuścić tą prawą łapę i spokojnie jechać. Ale nie, adrenalina jest silniejsza. Wszystkie podboje jako tomek.frk odchodzą na bok. Poczucie tej zajebistości, że jestem kimś lepszym daje o sobie znać. W pewnym momencie z drogi gruntowej wyjeżdża ciężarówka. Na budziku prawie 160. Do auta jakieś 100 metrów, redukcja biegów, z przeciwka napierdala drugi tir, nie ma jak uciec. Zasada przeciwskrętu i opór środkiem między dwa kolosy. Uff, przeszedłem serce napie*dala jak szalone. Ale chwila strachu, skok adrenaliny, przeceniona wiara w swoje umiejętności potem trochę przyćmiła umysł.
Mały koreczek, Pioter poleciał przodem, ja trochę zbastowałem mijamy sznur aut. Nagle kierowca dostawczego busika bez patrzenia w lusterko zmienia pas na lewy, nie mam czasu na reakcje, gleba, cisnę po asfalcie. W głowie 1000 myśli na sekundę, i jedno pytanie: „Boże przeżyję?”.
Zatrzymałem się. Z jeansów nie ma nic, proch. Kierowca busa biega i krzyczy w około, żeby ktoś wezwał karetkę. Słyszę obok głos Piotra; ‘Tomek kurwa! Żyjesz? Stary nie ruszaj się. ‘
Nie bardzo wiem jeszcze co mi jest, nie mogę wstać, tępy ból głowy, pulsujący ból nogi.
Przyjechało pogotowie, ratownik zdjął mi kask i usztywnił kark. Pytam tylko; co z motorem?
Mija jakiś czas, leki przeciwbólowe podawane w kroplówce robią swoje. Przychodzi lekarz prowadzący i pytam go: co mi dokładnie jest. Słyszę, że wstrząśnienie mózgu, szczęśliwie skręcona tylko lewa kostka, ogólne siniaki, przetarcia i potłuczenia. Ale zostaję na badania, czekam na rezonans i tak dalej. Dzwoni matka, w słuchawce już słyszę, że zrobiła najgorszy błąd w życiu kupując mi kiedyś motocykl…
Kostka tak poszarpana, że wymagała jakiejś rekonstrukcji. Zostaję na parę dni na obserwację. Pewnie myślicie, co ma ta cała historia wspólnego z tematem?
Otóż bardzo wiele. Leżąc tydzień w szpitalu przekonałem się, kto tak naprawdę jest moim (jak to ładnie brzmi) PRZYJACIELEM!
Oddając się celowi jakim było zdobywanie najlepszych lasek, bycia w centrum uwagi miało nie tylko swoje dobre strony. Zapomniałem, że wokół istnieją także inni ważni dla mnie ludzie. Bycie chamem, chujem czy jak to nazwiecie przysporzyło mi wielu fajnych przygód, nowych znajomości. Ale pytanie na chuj mi to wszystko? Jeśli w momencie jakiegoś nagłego zdarzenia wszyscy Ci, którzy byli ze mną, gdy byłem tym ‘fajnym Tomkiem’ nagle zapominają, że istnieję. Zostają prawdziwi, ta garstka, którą zliczę na palcach jednej ręki.
Pozycja wypracowana tą fajnością, niekoniecznie polegająca na dawaniu czegoś więcej od siebie jest bardzo nietrwała i krucha. W momencie, gdy podwinie nam się noga jest ch*j z tego.
Podsumowując, w momencie, gdy nasze życie biegnie szybciej, poznajemy nowych ludzi, stajemy się często i gęsto typowymi cwaniakami. Musimy się zatrzymać! Pomyśleć, czy aby takie życie nam odpowiada. Co, jeśli wybije ta gorsza godzina, nastanie ten gorszy dzień?
Pisząc to wszystko chciałbym Was przestrzec od uciekania ze swojego starego towarzystwa na rzecz nowego, tego bardziej cool. Bo mnie w szpitalu odwiedziło 5ciu kumpli. Nie kurwa 20, którzy dzwonili jak jest melanż, albo jakaś inna wspólna kmina. Nie odwracajcie się i otwórzcie oczy!
Odpowiedzi
Wspołczuje Ci, wracaj do
pon., 2013-06-10 19:45 — SeBlueWspołczuje Ci, wracaj do zdrowia!! Mądre słowa!
Ciekawy temat poruszasz.
pon., 2013-06-10 20:44 — ItalianoCiekawy temat poruszasz. Jedna sprawa jest z przyjaciolmi gdy jestes w trudnej sytuacji wedy tych prawdziwych mozesz poznac a druga tez jak jestes w towarzystwie ale niedoceniany wtedy nie pozostaje szukac nic innego jak nowych osob do towarzystwa. Zle to okreslilem do towarzystwa tez mozna ale bardziej zaufanych aby moc powiedziec mam kuzwa przyjaciela miec poczucie ze zadzwonie zrobimy cos razem ciekawego, fajnego, wartego zapamietania... Normalnie jak zwiazek.
A dla dobra bloga i dobrej dyskusji temat tego ze wine ponosza tylko lusterka pomine..!
zdrowiej.
Czym latałem znaczy się
wt., 2013-06-11 18:30 — tomek.frkCzym latałem znaczy się
Yamaszką r6
o Kurwa... Ale dokładnie
pon., 2013-06-10 20:53 — hades1988o Kurwa...
Ale dokładnie wszystko to prawda:(
Wracaj do zdrowia!!!!
Hm.. czytając tego bloga
pon., 2013-06-10 21:54 — RiseHm.. czytając tego bloga słuchałem tego kawałka:
https://www.youtube.com/watch?fe... i idealnie komponował się z wizją jaką miałem w głowie - jak sobie to wszystko wyobrażałem. I akurat jak pisałeś o momencie, w którym przewróciłeś się - był moment kawałka 3:07 - przypadek? Jakoś tak się zbiegło i spasowało..
Niemniej współczuję - i dobrze że "tylko" tyle w tym wszystkim bo mogło się dużo gorzej skończyć..
Motor to nie zabawka, a życie ludzkie jest kruche - warto o tym pamiętać i czasem adrenalinę wstrzymać na rzecz rozsądku. Jest chęć - ale pomyśl że w tym momencie przez jeden mały, głupi krok możesz stracić życie w jednej sekundzie. Chyba nie warto - chociaż to kusi, zdaję sobie z tego sprawę, ogrom mocy pod manetką.. Sam zawsze chciałem szybką maszynę na 2 kółkach, ale wiem że jestem maniakiem prędkości i chyba coś czuwa nade mną i mówi mi cały czas żebym nie kupował motoru ani nie robił prawka - często podtykając mi czy to w mediach czy gdzieś wypadki z udziałem motocyklistów,
A co do przyjaciół. No cóż - mało jest takich prawdziwych na których zawsze można liczyć - trzeba ich oddzielić od tych "kumpli" do melanżu
.
Wracaj do zdrowia i nie szalej tak ;P!
Ten idiota, jak go nazwałeś
wt., 2013-06-11 18:32 — tomek.frkTen idiota, jak go nazwałeś na 50-tce nie jechał. Mamy kilka dróżek, gdzie teren zabudowany się kończy i można odwinąć. Ale ten, kto nigdy nie jeździł motocyklem od 600cc nie zrozumie.
Jesteś taki klif pewny swego, podjedź wieczorem do grupy motocyklistów i nazwij któregoś deklem. Siądziesz z tyłu i przepisowo Cię któryś przewiezie...
Zobaczysz ile razy można 'lecieć na krawędzi' przy pierdolonych 90km/h.
Mimo wszystko lepiej hamować
wt., 2013-06-11 23:05 — PomaranczaMimo wszystko lepiej hamować z 90km/h niż 160, to więcej niż dopuszczalna prędkość na autostradach w PL. Im mniejsza prędkość tym mniejsze szkody, tak wiem na motocyklu można zginać nawet przy 50km/h uderzając w słup, ale są inne sytuacje uderz w samochód przy 90 a przy 160km/h, prawdopodobnie Ty zginiesz, ale kierowca samochodu będzie miał większe szanse na przeżycie, czy też odpowiednią reakcje..
Prawdziwych przyjaciół
wt., 2013-06-11 13:33 — UndergroundPrawdziwych przyjaciół poznajemy w biedzie.
Pamiętam jak kilka lat temu przydarzyła mi się kontuzja i unieruchomienie w domu na wiele miesięcy. Prawie pół roku nie dało się chodzić, ojciec zawoził mnie na uczelnię codziennie rano i odwoził codziennie wieczorem.
Na wydziale rozmawiało ze mną kilka osób. Cała reszta udawała, że mnie nie widzi. A towarzystwo było niesamowicie imprezowe: dyskoteki, domówki zdarzały się codziennie, bo to studia artystyczne.
I pamiętam swoich przyjaciół z liceum i z podstawówki, z którymi wcześniej "kradliśmy konie" przez wiele lat. Przed moją kontuzją telefony się urywały, propozycje imprez padały codziennie, każdy czegoś chciał. A w ciągu półrocza/roku mojej kontuzji: cisza.
Przyznam szczerze, że to jedyny moment w moim życiu, kiedy samobójstwo wydawało się tak bliskie. Jedyną osobą, która ze mną wtedy była, był mój własny Tato.
Ja pierdolę.
Pamiętam, jak raz zdarzyło mi się poskarżyć Ojcu na przyjaciół. Skwitował krótko: "Skoro się tak zachowali, to znaczy, że nigdy nimi nie byli". Mądre słowa. Uniwersalne także w relacjach damsko męskich, co rozumiem teraz, kilka lat później.
tomek.frk, zdrowiej, chłopaku! Ani się obejrzysz, a będziesz cały i zdrowy. Młody organizm szybko się regeneruje, wiem po sobie. Trzymaj się dzielnie i przede wszystkim doceniaj ludzi, którym naprawdę na Tobie zależy
Nie można zrobić nic
wt., 2013-06-11 21:26 — Stary CapNie można zrobić nic głupszego w życiu jak umrzeć młodo.
szybkiego powrotu do formy
śr., 2013-07-10 12:13 — promoszybkiego powrotu do formy bracie:)