Cześć wszystkim,
ostatnie wydarzenia w moim życiu zaowocowały nie małym zamieszaniem. Jeśli ktoś kojarzy temat z forum wie co miało miejsce, innych przed zapraszam do lektury 
Z przykrością stwierdzam, że jestem teoretykiem i jak to mam w zwyczaju zawsze po jakimś podjętym działaniu, które w znaczący sposób zmienia coś w moim życiu poddaje się refleksji i staram się jak najbardziej zrozumieć mające miejsce zdarzenie. Stąd pewnie pomysł na drugi kierunek związany z psychologią.
"Zdrada – w ogólnym znaczeniu, świadome i intencjonalne zawiedzenie zaufania danego przez osobę, organizację, państwo lub grupę społeczną, które z tego powodu ponoszą straty tudzież uważają, że ponoszą straty. Zdrada jest zwykle moralnie potępiana społecznie i w zależności od jej charakteru może też prowadzić do samosądu, być karana przez państwo lub w inny sposób sankcjonowana."
Zdradę w najprostszy sposób tłumaczy nam wikipedia.
Temat wydaje się kontrowersyjny, szczególnie zważając na fakt, że jak podaje nasz internetowy wszechwiedzący portal (wiki) zdrada jest moralnie potępiana społecznie. Przekonałem się na własnej skórze jak dużo straciłem w oczach bliskich, przyjaciół, a w szczególności swoich po ów wydarzeniu. Kurcze, nawet nie po nim, a raczej po tym jak ujrzało to światło dzienne.
Panowie pomijam kwestie zdrady typu "najebałem się jak zły, a spódniczkę miała obcisłą". Według mnie brak kontrolowania własnego fiuta i instynktu zwierzęcego, który często nam facetom na imprezach się uaktywnia jest zwyczajnie szujowaty. Nie umiesz zapanować nad sobą, jak chcesz zapanować na swoim życiem, kobietą?
Nie dotykam też tematu zdradzania - "mam żonę i dwójkę dzieci, ale kochanka mnie odmładzała". Zwyczajnie nie mam o tym zielonego pojęcia, może za 20 lat czegoś się na ten temat dowiem. Za młody na to jestem żeby osądzać starszych kolegów.
Skupiam się na swoim przypadku i chciałbym żebyś odebrał go z otwartym umysłem. Wiadomo, nie było to akceptowalne, ale prosiłbym aby nie poddawać tego ocenie.
Mamy kobietę, spotykamy się z nią. NIE ślubujemy sobie wierności, NIE obiecujemy, że będziemy przy sobie wiecznie, NIE liczymy na bezgraniczne oddanie drugiej połówki (a może jednak?).
Będąc z nią już dłuższy czas, poznajemy się wzajemnie, doszlifowujemy. Wszystko gra, inne kobiety nie interesują nas tak bardzo jak nasza wybranka (znajome?). Nagle pojawia się w naszym życiu ONA. Jakaś taka ciekawa, inna, wyjątkowa wręcz. Niby przeciętna, ale jednak coś nas tak do niej ciągnie, tylko do tej jednej, ale co w tym złego - inne dalej nas nie interesują. Na polu bitwy zostały tylko te dwie.
Czemu ta druga się pojawiła? Skąd się wzięła? Czemu teraz? Co w niej takiego jest?
Na początku delikatnie i z gracją jesteśmy zostajemy znajomymi. Nagle coś drgnęło. Widzisz, że ONA Cie fascynuje. Twoja kobieta zaczyna schodzić na dalszy plan, a Ty nie potrafisz przestać myśleć o NIEJ.
Zaczynają się spory, Twój związek się sypie, ale nie jesteś sobie w stanie odpuścić tej wyjątkowej panny. Jest jak zakazany owoc, nawet powietrze którym oddycha jest jakieś lepsze niż to którym oddycha Twoja dziewczyna.
Jesteś zaślepiony i nagle BACH! Do czegoś doszło, pocałunek, seks, a może nawet jakieś wypowiedziane niepotrzebnie słowa - "kocham".
Twoja panienka odchodzi, Ty dalej biegasz za NIĄ. Czemu? Jak do tego wszystkiego doszło? W kilka tygodni wszystko się zmieniło!
Mija kolejnych kilka i zaczynasz się zastanawiać, chcesz cofnąć czas, a może nie. Chcesz wrócić, albo zostać z NIĄ.
Czujesz się zagubiony, przed Tobą czas wyboru...
Ok, pięknie. Teraz przechodzimy do "czysto hipotetycznie".
Skąd pojawienie się nowej kobiety w naszym życiu? Czemu kiedy wszystko było świetnie nagle pojawia sie ONA i wszystko zaczyna się pieprzyć?
Człowiek jest autodestrukcyjny to prawda, ale czy to było powodem?
Wątpię. Zastanawia mnie tylko czemu pojawia się dana kobieta. U mnie była ona dużo mniej atrakcyjna od mojej kobiety. Zupełne jej przeciwieństwo. Taka szara myszka bez polotu. Jednak każda chwila z nią zapierała mi dech w piersiach. Syndrom posiadania czegoś nowego, a może chęć męskiego zdobywania i polowania. Ostatecznie po przedarciu się przez stertę wypowiedzi dochodzę do wniosku, że chciałem posiadać więcej. Więcej niż ja sam miałem. Chciałem mieć więcej miłości i więcej zabawy. Więcej seksu, więcej śmiechu, więcej pocałunku i ostatecznie więcej problemów! A ONA umożliwiała mi bezpieczne wejście w stan posiadania. Była pewniakiem, który zachowam dla siebie bez potrzeby dzielenia się tym ze światem. Otóż to, autodestrukcyjny moduł został włączony.
Zdaniem wielu ludzi zdrada jest zła, bo rani drugą osobę. W mojej opinii jest jedną z najlepszych rzeczy, która może przytrafić się szczególnie tym, którzy są na etapie pierwszych związków i miłostek.
Zaskakujące co ten Elv ma w głowie, takie głupoty wypisywać.
Otóż panowie, nie oszukujmy się. Większość z nas jest tak ślepo nastawiona na ślepe parcie przed siebie jak koń z klapkami na oczach. Zapierdalamy na tej siłce, trenujemy, czytamy, uczymy się języków obcych, a ostatecznie mobilizujemy się, łączymy to wszystko w całość i zabieramy się za podrywanie kobiet. Zapominamy o jednej cholernie ważnym punkcie w naszym życiu.
Nieład, nieporządek i chaos. Wiem, że trudno w to uwierzyć i ja sam pewnie nieco wychodzę poza logiczny tok rozumowania, ale dajcie się ponieść życiu. Kontrolujcie, ale czasami warto coś spieprzyć, zniszczyć, a może nawet stracić by na chwile odetchnąć. Poczujcie stratę, poczujcie ból i porażkę. Nic nie daje takiej siły jak bolesne "czuje, że żyję"
Powiem szczerze, że w chwili gdy spotykałem się z moją byłą dziewczyną chodziłem na siłownie, namiętnie czytałem, uczyłem się dwóch języków, a wolne chwile miałem w kiblu pomiędzy zajęciami a pracą.
Nie zachowałem się fair i zdradziłem, ale był to piękny początek zamętu w moim życiu.
Co tu dużo mówić, każdy z Was pewnie już coś partolił i przegrywał z kretesem. Delektujcie się tym, nie bójcie się.
I wiecie co?
Moja droga ONA zdradziła mnie. Żeby było śmieszniej również z cichym i ułożonym chłopakiem bardzo do niej pasującym. Ja pójdę dalej i znów zaufam, może stracę, a może nie. Może ktoś znowu straci mnie, a może nie. Przyszłość jest nieznana. Nie układajcie jej i nie planujcie w nieskończoność. Nie zakrywajcie się wszystkim tworząc sobie idealną wersje siebie. Bądźcie niedoskonali i popełniajcie błędy. Bądźcie naturalni, bo uwierzcie mi - już wystarczy na świecie wszystkich tych bożyszczy.
Nie przypadkowe jest tutaj przejście nietonalne z tematu zdrady do zamętu.
Pozwólcie sobie na odrobinę odejścia od przyjętych norm. Niech społeczeństwo Was nie zaakceptuje, odrzuci. Nie wpasowujcie się w szablony.
Ja osobiście chciałem więcej, mam mniej, ale się odbiję. Tymczasem w granicach rozsądku będę robił to na co mam ochotę. Nadszedł czas usztywnić wacka i olać normy. Bo te wszystkie normy to nic więcej jak tylko ograniczenia!
Pozdrawiam, Elv!
Odpowiedzi
Dla mnie to jest proste.
śr., 2015-09-02 06:24 — Ziomalek90Dla mnie to jest proste. Jeśli jesteś z panną w związku i ustaliliście zasady to się trzeba stosować, oboje się zgodziliście. Ewentualnie wcześniej zmieniacie zasady.
Jeśli ktoś ma chęć sypiania z innymi kobietami to niech wyłoży kawę na ławę. Wolny związek, nikt nikogo nie okłamuje, jak którejś ze stron nie pasuje to do widzenia.
Po co się nawzajem krzywdzić i okłamywać?
Traktowanie kogoś jak koło zapasowe nie jest dojrzałe.
Kolega chyba nie zrozumial
śr., 2015-09-02 08:04 — CfaniakKolega chyba nie zrozumial przeslania bloga...
Blog ma nieść trochę inne
śr., 2015-09-02 21:11 — ElevatorBlog ma nieść trochę inne przesłanie. Odnosząc się jednak do komentarza - nikt nikomu nic nie obiecuje ani nie ustala zasad. Mi przynajmniej się to jeszcze nie zdarzało, szczególnie nie na początku związku lub tych trwających krócej. Możliwe, że w tym też leżał problem.
Co do fermentu w życiu. Nie popadajmy ze skrajności w skrajność.
A mi się ten wpis bardzo
śr., 2015-09-02 09:26 — ŁokeroA mi się ten wpis bardzo spodobał, na temat zdrady wiem co nieco. Podejście do życia zajebiste, trzeba z niego korzystać !
mi też się podoba! ps: latasz
ndz., 2015-09-06 17:08 — but_milmi też się podoba! ps: latasz na paralotni?
Dzięki Tak, właśnie
śr., 2015-09-09 21:54 — ElevatorDzięki
Tak, właśnie skończyłem drugi etap
ooo super Mi się ten sport
pt., 2015-09-11 06:47 — but_milooo super
Mi się ten sport mega podoba, ale na razie jestem na etapie YT i czytania książki. kurs zrobię pewnie dopiero w przyszłym roku.