
Ostatnio na stronie "sukcesy" święcą blogi poświęcone naszej naturze odnośnie relacji damsko - męskich. Dołożę więc swoją cegiełkę (albo uda mi się wywołać dyskusję) do tych rozważań.
Otóż po pierwsze. Swoją historią, w blogu "Tańcz i wino pij, niech cały wiruje świat" postanowił się podzielić z nami pan Andrzej. Historią bardzo optymistyczną i pełną przygód można by rzecz, której zapewne nie jedna osoba na tym forum zazdrości. Ja jednak za tą historią widzę trochę więcej. Autor wymienionego już bloga, zachęca nas do zabawy, nie przejmowania się niczym, a dojrzałość przyjdzie sama, gdy zabawa się nam znudzi. No cóż.. Nie ma co ukrywać - bardzo kusząca propozycja. To co jednak się za tym kryje to moim zdaniem hołd dla konsumeryzmu. Było już poruszane na stronie, że żyjemy w takim społeczeństwie - nastawionym na naciapanie się wszystkiego co można kupić, gloryfikującym indywidualizm, traktującym rzeczywistość jak sklep, w którym można przebierać w różnego rodzaju towarach (od ludzi, przez usługi do przedmiotów - dodać należy, że najczęściej kompletnie zbędnych przedmiotów).
To co wyłania się dla mnie z bloga Andrzeja to właśnie taki nieuświadomiony hołd tym zasadom. Bo jak można nazwać taką zabawę i nie przejmowanie się niczym? Jak w ogóle można nazwać zasadę, której hołduje wielu, że żeby znaleźć partnerkę/a trzeba przebrać na początku w rzeszy innych? Czyż nie przypomina Wam to przedmiotowego traktowania ludzi? Jak w sklepie. Idziemy sobie do super - hiper - mega - marketu i przebieramy sobie towary, przymierzamy, smakujemy, a jak nam coś nie odpowiada to wyrzucamy na śmietnik i szukamy dalej. Tak właśnie widzę relacje w takim społeczeństwie. Spotykamy jakąś niewiastę (tudzież niewiasta w przypadku pań), dotykamy, wchodzimy, wąchamy, smakujemy, słuchamy i jak coś tylko nie pasi - sruuuu na śmietnik. I następna. I tak aż w końcu: a) będziemy mieli lat 39 jak Andrzej i tłumacząc się dojrzałością obniżymy wymagania, bo podstawą liberalnego społeczeństwa jest poszanowanie własności, a wolnych dóbr coraz mniej (przepraszam jeżeli uraziłem, nie było to moim zamiarem; nie znam historii, ale tak odbieram rynek matrymonialny dla ludzi w tym wieku) b) jakimś dziwnym trafem może na tych przebranych przez nas półkach sklepowych da się spotkać jakąś, schowaną za resztą, osobę z którą będzie dało się iść przez życie.
Konsumeryzm mami nas przede wszystkim właśnie wolnością. Jest to największe i najlepsze narzędzie PR tegoż. "Pomyślcie: wreszcie jesteście wolni! Nie ma żadnych zasad! Możecie wybierać co chcecie, kiedy chcecie, jak chcecie! A przede wszystkim robicie to sami! Czyż indywidualizm nie jest piękny?" No właśnie? Jak to jest? Jesteśmy wolni czy tylko mamy poczucie wolności jak krowa, która pasa się na wielkiej łące, nie mając świadomości, że czeka aż ktoś ją kupi i zarżnie? Czyż wielbienie przez niektórych bycia singlem nie jest hołdem dla indywidualizmu? Coraz wyraźniej widać, że ludzie szukają swoją zbiorowej tożsamości, chcą być częścią jakiejś większej całości. Stąd zamiłowanie do płynnych i urojonych zbiorowości internetowych? Iluż z Was przynależy do jakiś tematycznych stron, na których buduje swoje "ja"?
Ale właśnie. Jakie mamy alternatywy? Jaka jest nasza natura? Bo prawdziwa wolność to chyba w takim razie życie zgodnie z naturą.. Mówi się, jak już ktoś kiedyś pisał, że jesteśmy z natury seryjnym monogamistami. To znaczy tyle, że związek max 4 lata i sru, następny partner. Bierze się to z naszego dziedzictwa, które nie zdążyło się przystosować do nowoczesnego społeczeństwa jakie stworzyliśmy jako ludzkość. Żyjąc na Sawannie tak wyglądały związki między ludźmi. Łączyli się w pary, płodzili dziecko i jak dziecko było w miarę samodzielne (czytaj samo już chodziło i jadło) to się rozchodzili i tworzyli nowe i tak do śmierci. Czy to jest nasza natura?
Istnieje jeszcze trzecie rozwiązanie. W nie tak dawnych czasach, jakoś na początku wieku, życie mężczyzny miało wyznaczone dwa cele: zarabiać pieniądze i znaleźć "wybrankę serca", z którą tworzyło się związek. Co ciekawe, znalezienie partnerki nie wiązało się z poczuciem odnalezienia złotego graala i wszystko się jakoś ułoży. Nie. Zgłębiając historie tamtych czasów mam wrażenie, że mężczyzna dopiero po znalezieniu takiej partnerki, zaczynał ogarniać siebie. Nie podporządkowywał jej całego swojego życia, tylko dalej parł do przodu z kimś przy boku. Oczywiście mam świadomość, że jest to idealistyczne spojrzenie, które może się różnić od rzeczywistości, ale chodzi mi o pokazanie pewnego wzorca.
Jak to wszystko wygląda moim zdaniem? Szczerze powiedziawszy, konsumpcjonizm mnie przeraża. Wręcz nienawidzę kobiet, którym tylko nie spodoba się jakaś pierdoła i biegną dalej szukać (to bardziej z obserwacji innych niż swoich doświadczeń - to jakby mi ktoś zarzucił, że gadam jak skrzywdzona dziewczynka;)) A takich mężczyzn nie szanuję. Ale nie zrozumcie mnie źle. Nie jestem także za tym, żeby na siłę zmieniać drugą osobą, tylko żeby próbować rozwiązywać problemy. Ale jak tych problemów jest za dużo, albo mają za dużą siłę ciężkości nie ma co dalej ciągnąć, czy też jak uważają romantycy "walczyć o miłość". Co z seryjną monogamią? W kościach czuję, że coś w tym jest, jednak nie pasuje do naszych czasów, a więc szczęścia raczej nie da... Chyba, że ktoś zostanie autorytarnym przywódcą i zmieni wzorce socjalizacyjne odnośnie relacji damsko - męskich. Co z wzorcem mężczyzny z początku wieku? Wtedy była silna kontrola ludzkich zachowań i może ludzie nie byli wolni (co nie znaczy, że tak się nie czuli), ale więzi między nimi były silniejsze, a i przysłowiowych "piesków" ciężko się doszukać w przekazach z tamtych czasów. Wzorzec ten został wyparty właśnie przez kult wolności.
Cóż więc pozostaje?
Na razie to: http://www.youtube.com/watch?v=z...
Odpowiedzi
Zgadzam się, jak się już
czw., 2013-01-31 18:55 — spektatorZgadzam się, jak się już przeżyło młodość, obniża się próg i chwyta deski ratunku w obawie, że zostanie się na starość sam, bo przecież w tym wieku już coraz rzadziej spotkać fajną wolną kobietę.
Konsumpcjonizm, konsumpcjonizm.. Nie liczy się drugi człowiek tylko JA, to co dla mnie najlepsze, nawet kosztem drugiej osoby.. Świat zmierza w złą stronę.
Bardzo jest mi bliskie to, co
czw., 2013-01-31 21:42 — UndergroundBardzo jest mi bliskie to, co napisałeś. Bauman też o tym podobnie myśli. Coraz rzadziej wracam na to forum, bo coraz częściej zauważam, że tutejsi chłopcy są jak Baumanowscy turyści i gracze: zero odpowiedzialności, zgubienie siebie w totalnej zabawie i pustka, a właściwie każdy rodzaj pustki moralnej, emocjonalnej i intelektualnej, którą jest w stanie zapełnić już tylko ideologia, bo nie żywy człowiek.
Moim zdaniem na każdego
czw., 2013-01-31 21:25 — VanityFairMoim zdaniem na każdego przychodzi jego czas.. jedni zbyt szybko a inni zbyt pozno.. Kazdy z nas jest inny, inaczej się społecznie rozwija, kształtuje go otoczenie i wzorce rodzinne a przede wszystkim doświadczenia wyniesione z pierwszych relacji damsko- męskich.. Oczywiscie nie mówię że nie mamy wpływu na nasz los..Mamy i to spory.
Jednak tego typu blogi i polemiki są trudne bo każdy ocenia według siebie.
Jedni będą radzić bawić się i korzystać z praw kawalera/panny ponieważ sami trafili zbyt wcześnie na beznadziejne związki. Inni za to będą mówić że jeżeli czujesz "to coś" to nie baw się w 10-letnie narzeczeństwo...
To tak jak posiadanie dzieci jedni chwalą inni zaś przyznają że to katorga,miła ale katorga..
Jeden najpierw chce mieć dobrą pracę aby zapewnić byt rodzinie i móc spokojnie finansować swoje potrzeby i pasję a inny pracy nie utożsamia z aspektami miłosnymi bo ma w dupie czy robi w netto czy ma umowę zlecenie czy w ogóle.. easygoing i do przodu!
Także te Wasze dyskusje tak jak mój wpis - zależy od punktu siedzenia.
Ja 6-7 lat temu myślałam zupełnie inaczej niż dzisiaj. Podchodziłam z pełną ufnością, różowymi okularami na świat, sądziłam że ślub to wspaniała sprawa tak jak mieszkanie z facetem przed. Dzisiaj mam zupełnie odwrotne poglądy, szukam czegoś innego.. Gdybym wtedy postanowiła założyć rodzinę albo zrealizować zamiary matrymonialne wiem że byłabym naprawdę nieszczęśliwa i nie przeżyłabym tylu spraw jakie mam za sobą ( zawodowych, naukowych, wyjazdowych, społecznych). Wiem także że przyjazn jest podstawą fundamentów związku. Kiedyś nie zdawałam sobie ze wszystkiego tak dokładnie sprawy. Teraz wiem że trzeba inwestować najpierw w siebie, umocnić się na dwóch nogach, spełnić zawodowo, poświęcić czas bezdzietności na realizację dodatkowych studiów, wyjazdy.. Człowiek się zmienia i z perspektywy czasu ocenia wszystko chłodniej.
Ktoś się ze mną nie zgodzi. Okej. Ma prawo. Każdy chodzi w swoich butach
Underground - nie tylko
pt., 2013-02-01 00:18 — hideoshiUnderground - nie tylko Bauman o tym pisał, ale on, że pozwolę tak to sobie ująć, jest największym celebrytą spośród nich
Swoją drogą zaczytywałem się kiedyś w Baumanie dopóki nie stwierdziłem, że każda jego książka jest o tym samym, tylko używa innych metafor. Ale oczywiście trochę Baumana tu jest.
Droga Vanity - oczywiście masz rację, że "zależy", dlatego jest to polemika. Natomiast wszechobecny relatywizm też do niczego nie prowadzi. Skoro masz naukową smykałkę, to polecam Ci książkę Tomasza Szlendaka "Leniwe maskotki, rekiny na smyczy" (lekkie pióro, także łyka się tą książkę migiem), a potem przeczytanie swojego komentarza jeszcze raz
Chętnie przeczytam.
pt., 2013-02-01 12:01 — VanityFairChętnie przeczytam.
hideoshi: Znakomiecie to
pt., 2013-02-01 08:23 — Undergroundhideoshi:
A pewnie, że nie tylko on o tym pisał!
Swoją drogą, znam książkę Szlendaka. rzeczywiście trafnie opisuje pewne zjawiska (nie zdradzam, niech Vanity ma przyjemność z czytania
).
Znakomiecie to ująłeś: też mam za sobą okres intensywnych emocji związanych z Baumanem i jego książki wydają mi się podobnie "Płynne"
fabrykant:
Wiesz, że się zgadzam? Natomiast z refleksjami Vanity mniej. Bo takie z kolei ja mam doświadczenia: znam dziewczynę, która wcześnie się usamodzielniła, było wszystko: pieniądze, doskonale zapowiadająca się kariera, wyniki na studiach. Ale... czy to dało szczęście? Nie. Dopiero mężczyzna i zharmonizowanie tych dwóch sfer życia.
Ale wszystko zależy od tego, co się naprawdę chce robić, jak żyć. Co jest dla nas ważne, a co najważniejsze. I nie dlatego, że tak mówili rodzice, znajomi czy ktoś na forum.
Na pewno przestrzegam przed braniem zbyt dużego przykładu ze znajomych. Jak patrzę na związki przyjaciół z liceum i ludzi na studiach, albo własne doświadczenia, tak jak Vanity mam ochotę postawić na karierę i mieć spokój. Tylko że tego nie robię, bo dla mnie życie dla stanowisk, pieniędzy, bez kogoś u boku, bez dzieci... straci urok i sens. Nawet najlepszy przyjaciel, największa pasja, najlepsze podróże i domy - w życiu mi tego nie zastąpią.
Jasne, Vanity, możesz to mieć po 30., a jak się uprzesz, to po 40. roku życia... Tylko że jednak jesteś kobietą, a świat rządzi się swoimi prawami, które trudno przeskoczyć. Oczywiście, kiedyś też może się w Tobie zakochać mądry, czuły, dobry, spokojny, zaradny, przystojny facet, który da Ci szczęście i będzie miliardy razy lepszy niż porażki, z którymi umawiasz się ostatnio...
...mimo wszystko naprawdę warto rozglądać się za nim już teraz: poznawać ludzi, otwierać się, próbować... Nie rezygnuj z miłości, jeśli już Ci się zdarzy. Bo naprawdę trudno trafić na kogoś, kto nas poruszy, zachwyci, kto ma wielką wartość sam w sobie, jako człowiek. Mnie się to zdarza... raz na kilka lat, nieopisanie wręcz rzadko.
Także... staraj się. Zobaczysz, wyjdzie Ci to na dobre
A ja pójdę pod prąd i nie
pt., 2013-02-01 13:07 — FalubaziakA ja pójdę pod prąd i nie zgodzę się z autorem
Cywilizacja zachodu zawsze była cywilizacją indywidualistów, na pierwszym miejscu stawiającą człowieka. Jednostkę. Nawet relacja człowiek-bóstwo jest relacją indywidualną i każdy przeżywa ją na swój sposób. Dopiero socjalizm, a później komunizm próbując stworzyć jednolite społeczeństwo,'inżynierią społeczną' spowodowały zwyrodnienie naszych zasad.
To moje zdanie, nie każdy musi się z nim zgadzać(szczególnie, jeśli kogoś historia niespecjalnie interesuje i nie ma pojęcia, o czym teraz piszę).
Każdy z nas, Ty i ja, to jednostka. Każdy z nas, Ty i ja ma swoją własną historię. Jesteśmy powszechnie przekonani, że posiadamy wolną wolę. Inni mogą mieć wpływ na Twoje decyzje, ale ostatecznego wyboru dokonujesz Ty.
Dlatego też każdy ma inne priorytety. Ja nie chcę żenić się przed trzydziestką. Chcę najpierw użyć życia, zdobyć wykształcenie i dobrą pracę. Bądź wpaść na jakiś pozornie szalony pomysł, który przyniesie mi pieniądze na życie
Mając solidne podstawy materialne i duchowe będę gotowy na założenie rodziny z 'dobrą kobietą'. Po prostu. Nie wiem jednak, co przyniesie przyszłość. Dowiem się w swoim czasie 
Porównanie życia do supermarketu jest trafne, chociaż brutalne. Bierzesz to, co chcesz. I to od Ciebie zależy, czy będzie Cię na to stać.
Szczerze, zwisa mi to, czy ktoś założy rodzinę w wieku 20, 33 czy 45 lat. To jego sprawa. I to jest piękne, że ja chcę mieć wiele partnerek, a mój kolega jedną na całe życie. Różnimy się, a to wymusza dyskusję, rozwój. Pozostaje oczywiście troska o Naród i jego przyszłość. Lepiej przecież, żeby ludzie zakładali rodziny wcześniej i posiadali więcej zdrowych dzieci. W tym widzę negatywną stronę 'konsumpcjonizmu' o którym piszesz. Jest to jednak temat na inną, równie ciekawą dyskusję
Gdzie są ideały mężczyzny z początku ubiegłego wieku? Ich już nie ma. Zmienił się świat, zmienili się ludzie. Tak samo nasza rzeczywistość może stać się niedoścignionym ideałem dla mojego prawnuka piszącego blog na podrywaj.org w 2113 roku. Kto wie?
.
Młody kibicu żużla Mylisz
pt., 2013-02-01 15:02 — hideoshiMłody kibicu żużla
Mylisz się, myśląc że cywilizacja zachodu jest cywilizacją indywidualistyczną. Paradoksalnie rozwój myśli liberalnej, jest w jakimś stopniu skorelowany z powstaniem państwa opiekuńczego. A to, że ludzie dali się uwieść dwóm najbardziej totalitarnym systemom (w miejscu ich narodzin) znaczy właśnie tyle, że dążymy do kolektywizmu, do bycia częścią jakiegoś większego planu. Ale to tyle faktów.
Każdy z nas, Ty i ja, bez innych ludzi nie istnieje. Jesteśmy społecznym stworzeniami. Pod ich wpływem podejmujemy decyzje, tworzymy tożsamość i tak dalej. Bycie nonkonformistą skutkuje anomią. Dopóki wizja indywidualizmu była tylko iluzją, wszystko było w porządku. Teraz niestety ta iluzja zaczyna być rzeczywistością stąd i anomia rośnie. Pewnie gdyby tak nie było, ta strona nie byłaby tak popularna.
Cały problem polega na tym, że wszystko co opisałeś, teoretycznie mógłbyś osiągnąć będąc z kimś. I smakowało by Ci to o wiele bardziej.
Dlaczego teoretycznie? A no i tutaj właśnie pojawia się problem, do którego się odnoszę.
A dlaczego się mylę? 'Jestem
pt., 2013-02-01 18:15 — FalubaziakA dlaczego się mylę?

'Jestem człowiekiem i nic, co ludzkie nie jest mi obce.' Indywidualizm, tak podkreślany np. w epoce renesansu nie wykluczał oczywiście relacji z innymi ludźmi, odpowiedzialności za państwo itp. Jesteśmy zwierzętami stadnymi, potrzebujemy innych do normalnego funkcjonowania co wcale nie niszczy naszej indywidualności
Mi rozwój państwa opiekuńczego kojarzy się z socjalizmem(patrz: Niemcy i zdecydowany konserwatysta Bismarck wprowadzający ubezpieczenia społeczne aby dokopać socjalistom właśnie). Wydaje mi się, że pomyliłeś dzisiejszy 'liberalizm' reprezentowany przez lewicę, popierający interwencję państwa w gospodarkę, małżeństwa homosiów i aborcję z liberalizmem klasycznym którego początki sięgają epoki oświecenia(np. Adam Smith).
Zgadzam się z Tobą, że bez innych nie istniejemy. Ludzie, których znamy mają wpływ na nasze decyzje, ale po pierwsze: działa to w dwie strony, po drugie: ostateczną decyzję podejmujemy sami, we własnym sumieniu i po trzecie: interakcje z otoczeniem nie przekreślają tego, że każdy jest inny! Ja kocham żużel, Ty możesz kochać piłkę ręczną. To normalne.
Indywidualizm iluzją? Tutaj musimy jeszcze głębiej wejść w filozofię, zdefiniować ten indywidualizm. Cieszę się, że i na podrywaj.org można pogadać sobie o tych sprawach, ale wydaje mi się, że za bardzo odbiegniemy od tematyki strony, czyli relacji damsko-męskich(i vice versa).
Jestem jeszcze gówniarzem i wielu rzeczy nie znam, nie rozumiem. Przyznaję, że patrzę na świat przez różowe okulary(przywilej młodości przecież!) i Twoja pesymistyczna teoria dziejów mnie nie przekonuje
Pozdrawiam
Akurat cytat, który
pt., 2013-02-01 20:20 — hideoshiAkurat cytat, który przywołałeś nijak ma się do indywidualizmu
Dobrze Ci się kojarzy. Szerzej z rozwojem industrializacji. Ale musisz patrzeć jeszcze szerzej. Lubisz historię, więc myślę że zagłębisz to jeszcze 
Właśnie widzisz. Nie odbiegamy. Bo cała ta "taktyka" podrywania kobiet, którą narysował nam Gracjan, jest dopasowana do dzisiejszych czasów. Nasza dyskusja, wykracza więc zdecydowanie dalej.
Czy każdy jest inny? W pewnym sensie tak. Jednak jesteśmy sumą pewnych możliwości, które oferuje nam społeczeństwo. A te możliwości są takie same dla wszystkich. Różnica polega na tym, że te możliwości układają się w pewne mozaiki, które się od siebie różnią
Powiem Ci, że jak byłem w Twoim wieku, to kompletnie miałem w dupie takie dyskusje
Więc po pierwsze jestem pod wrażeniem, że 17 latek wykazuje się taką refleksyjnością (to znaczy, że spokojnie możesz startować do dużo starszych lasek;) ), a po drugie zaczniesz się nad tym zastanawiać szybciej niż myślisz
Pozdro!