
Ostatnio trochę mi się smęciło w blogach, a dodatkowo było w nich więcej pytań niż odpowiedzi. Teraz czas odwrócić trochę przekaz i napisać coś ku pokrzepieniu z gotową receptą 
Siła wewnętrzna.. Czymże ona jest, a może czym właśnie nie jest? Po pierwsze siła wewnętrzna, o której tak tu się wiele dyskutuje nie pochodzi z wewnątrz.. Jest to coś co uzyskuje się z czynników zewnętrznych - paradoksalnie 
O co chodzi? Po pierwsze nie jesteśmy tybetańskimi mnichami, którzy kontemplują całe życie siedząc po turecku i dochodzą do jakiś dziwnych stanów (zresztą ciężko nie dojść, jak się siedzi cały dniami tylko samemu ze sobą), ani tym bardziej Sajanami z Dragon Ball'a, którzy jak się zepną w sobie to zmieniają włosy na żółte i latają wokół nich pioruny. Nie. Jesteśmy, jak podkreślam wielokrotnie, zwierzętami społecznymi, a stworzenia takie mają to do siebie, że potrzebują ciągłego potwierdzania swojej tożsamości, a siłę czerpią z innych ludzi. Kontrowersyjne? To przypatrzmy się jak to wygląda dalej.
Skąd się czerpie poczucie własnej wartości i pewność siebie? Czerpie się je z sukcesów. Sukcesów, które potwierdzają inni. Mogą to być sukcesy na każdej z płaszczyzn - szkoła, praca, pasja, uwodzenie (to ostatnie jest najbardziej chwiejne). I mogą być rozumiane na różne sposoby: sukcesem może być awans w pracy, rozjebanie sesji, zachwyty nad naszymi pracami naukowymi, brawa na koncercie, poklepanie po ramieniu przez trenera po dobrym meczu, znalezienie rannego, małego jeża i wychowanie go na prawowitego, dużego jeża czy po prostu świadomość tego, że dokonujemy ciągłego rozwoju na drodze do celu. Wszystko to jednak, musi być uznane przez innych ludzi i przez nich nam zakomunikowane. Nie ma w tym nic złego. Nie ma tak, że powiecie sobie: od dzisiaj jestem zajebisty i chuj. I jesteście zajebiści. To jest dopiero cel, do którego dążycie. A to czy jesteście na dobrej drodze do niego, będą potwierdzać Wam inni ludzie.
I tutaj pojawia się problem. Bo jesteśmy zależni od zdania innych, które podobnież mamy mieć w dupie. Więc jak to zrobić, żeby wszystko było cacy? Musicie, że tak to ujmę, znaleźć sobie grupę odniesienia i wobec jej tylko zasad i wartości być konformistyczni. Co może być taką grupą odniesienia? A no wszystko
To w czym najlepiej się spełniacie, czujecie i tak dalej. Może być to sport, szkoła, praca, pasja, jeże - cokolwiek. W ten sposób, macie grupę odniesienia, w której czujecie się sobą, która nadaje Wam tożsamość. Dzięki temu możecie mieć we wszystkich innych płaszczyznach życia postawę zwaną "nie przejmowanie się zdaniem innych". A zwłaszcza jak dostaniecie zlewkę, nie zachwieje to poczucia waszej wartości. To są te fundamenty. To jest to coś, co zawsze, ale prze zawsze będzie ważniejsze od jakiekolwiek kobiety jaką spotkacie. I to da Wam siłę, żeby je uwodzić.
Ale okej. Co jest w tym wszystkim najważniejsze? Znalezienie sobie celu. Jest to określenie mega trywialne, ale szczerze powiedziawszy, jest to najtrudniejsza część - określenie czego się naprawdę chce od życia i co da Wam szczęście (bo zakładam, że każdy chce być happy). Jak już Wam się to uda, to wszystko się praktycznie samo układa. Czemu? Ponieważ mając wyznaczony cel, do którego się dąży, rozwijacie się w tym kierunku, łapiecie każdą możliwą okazję i nastawiacie swoją psychikę na sukces. Kluczem jest wytrwałość. Uwierzcie mi - jak naprawdę się czegoś chce, nie ma opcji, żeby tego nie zdobyć. Pytaniem jest tylko kiedy to się uda. I wiecie co? Jeżeli kiedyś się nawet tak stanie, że wszystko co się Wam udało zdobyć, pójdzie się trzaskać, jak laska z syndromem rozdziewiczonej małolaty, to te fundamenty w Was zostaną. Dlaczego? Ponieważ będziecie mieli coś co nazwać można psychiką wygranych. Dokonaliście czegoś raz, czegoś co bardzo chcieliście dokonać, więc macie już zakodowane, że jesteście w stanie osiągnąć wszystko co sobie "ubzduracie"! Słownie: wszystko! Stąd np. opisany przez Gracjana przypadek biznesmena, który mimo wielu plajt, zawsze się podnosił. Bo wiedział, że jak dokonał tego raz, zrobi to i drugi i trzeci.
Jednak wszystkim tym, którzy chcą osiągnąć siłę wewnętrzną kontemplacją, zostaje mi życzyć powodzenia. I czekać na raport jak się Wam to udało uczynić krok po kroku 
Odpowiedzi
A najważniejszy jest po
pon., 2013-02-04 03:58 — PrefektA najważniejszy jest po prostu uśmiech
Pisz więcej
Bardzo ciekawy i przejrzysty
pon., 2013-02-04 06:00 — VatrasBardzo ciekawy i przejrzysty blog
.
Myślę , że teraz już lepiej rozumiem o co chodzi w fundamentach. A po przeczytaniu o Super Saiyanach od razu pojawił się uśmiech na twarzy , gdy tylko sobie przypomniałem jak fajnie się w dzieciństwie DB oglądało
Nic dodać , nic ująć. Dodane do ulubionych
Budując siłę wewnętrzną na JA
pon., 2013-02-04 17:46 — misiuraBudując siłę wewnętrzną na JA zewnętrznym masz ogromne ryzyko gwałtownego i silnego upadku. Nie sprzyjający splot wydarzeń zewnętrznych (czyli nie zależnych od Ciebie), może siłę wewnętrzną (opisaną wg Ciebie) pogrążyć w nicości.
Jeśli chcesz mieć silną siłę wewnętrzną, która będzie w Tobie cały czas niezależnie od wszystkiego musi ona wywodzić się z wewnętrznego JA. Wpływa na to: zdrowe poczucie własnej wartości, rozwinięta indywidualność, wdzięczność, samoakceptacja, wiara we własne możliwości, przyznanie się do wad zrównoważone z docenieniem swoich silnych stron, wiara w siebie jako osobę (pewność tego kim jestem), zdrowa duma z tego kim jestem i czego dokonałem oraz zdrowa pokora czyli uznawanie swoich słabości, świadomość ograniczeń.
Czerpanie poczucia własnej wartości i pewności siebie z sukcesów? a jak komuś coś nie wychodzi to znaczy, że ma niskie poczucie własnej wartości?
Szukanie potwierdzenia własnego małego JA w świecie zewnętrznym jest najczęstszym błędem, który każdy z nas kiedyś popełnił lub popełnia.
Siła wewnętrzna właśnie jest tym, że jeśli masz zasady, które opisałem powyżej to świat zewnętrzny (jakikolwiek by on nie był) to w żaden sposób jest w stanie wpłynąć na Ciebie negatywnie - to jest właśnie siła!
Groźny i niekorzystny blog dla czytelników strony!
To co opisałeś jest iluzją i
pon., 2013-02-04 18:06 — hideoshiTo co opisałeś jest iluzją i to wręcz szaleńczą iluzją. I właśnie dla takich osób, powstał ten blog, żeby z tej iluzji wyprowadzić. Własne JA? A skąd ono się bierze? Skąd wiesz kim jesteś? Bez odwołania siebie do innych, Twoje JA nie istnieje, kompletnie. Czas porzucić wiarę w podmiotowość jednostki. Nie ma czegoś takiego. Dlatego uważnie trzeba dobrać sobie grupę odniesienia, z której czerpie się wartości.
Opisałem czym mogą być sukcesy, Ty za to rozumiesz je bardzo górnolotnie. Twoja wypowiedź, trąca nawet lekką ignorancją.
Jedyne co można nazwać, moim zdaniem, wewnętrznym czymś, to jest motywacja, którą trzeba w sobie znaleźć. Jednak i u jej źródła stoi szczęście, ale doprowadzają do niego czynniki zewnętrzne (dla każdego co innego).
Piszę o czymś co w tej chwili
pon., 2013-02-04 18:22 — misiuraPiszę o czymś co w tej chwili jest po za Twoją świadomością.
Ludzie z takim podejściem jak Ty, jeśli nie potrafią poradzić sobie ze światem zewnętrznym w którym stracili "swoją siłę lub pewność siebie" kończą w uzależnianiach (alkohol, narkotyki), psychiatrykach, tracą sens życia, depresje itd. lub po prostu popełniają samobójstwo.
Grupa odniesienia? Czerpanie wartości? Co za czerwone bzdury.
Ciekawe jaką grupę odniesienia mieli wszyscy geniusze na naszej planecie? Einstein? Edison? Leonardo da Vinci? i wielu innych... jakie oni mieli odniesienie? każdy z nich był wielką indywidualnością!
Na jakiej podstawie napisałeś tego bloga?
Wszedłeś w temat? Czytałeś książki o tematyce samoświadomości? Rozmawiałeś z coachami, psychologami i psychiatrami, czy może to są tylko Twoje subiektywne przemyślenia?
Mylisz się i nie zrozumiałeś
pon., 2013-02-04 18:41 — hideoshiMylisz się i nie zrozumiałeś dokładnie tego co napisałem (albo napisałem to mało wyraźnie) przez co mam dokładnie takie same spostrzeżenie odnośnie Twojej osoby, jak Ty do mojej
Czerwone? Gdzie Ty tu widzisz utopię socjalizmu i rozważania nad własnością prywatną? Albo zaczątki inżynierii społecznej? Właśnie szeroka anomia w społeczeństwach, atrofia więzi międzyludzkich była przyczyną, że czerwoni święcili sukcesy. Czyli to co usiłujesz tutaj przeforsować.
Jaką grupę odniesienia? No właśnie pisałem. Dla Twoich przykładów była to nauka. Z niej czerpali swoją wartość, w niej się spełniali, robili swoje i dzięki temu mogli nie przejmować się zdaniem innych.
To są podstawowe założenie wszystkich nauk, które zajmują się relacjami międzyludzkimi w szerszym kontekście: psychologia społeczna, socjologia nawet ostatnio biologia i są też matematycy, którzy się tym zainteresowali
Wymieniłeś 3 kompletnie od siebie różne dziedziny. Psychiatria to medycyna, psychologia stawia w centrum jednostkę, ale ich punktem odniesienia jest zawsze szersze spektrum z reguły mikrogrupy (polecam lekturę najsłynniejszych eksperymentów z psychologii to może zrozumiesz). A coaching? Dla mnie coaching to zabiegi marketingowo - manipulacyjne mające na celu, pod szyldem wyjątkowości, sprzedać swoje usługi.
Czytałem parę biografii wielkich uczonych, jeżeli już jesteśmy przy tym temacie i jak Cię to interesuje to polecam biografię Darwina. Może zrozumiesz kiedy tworzy się wielka jednostka.
Widzisz... Nasze stany
pon., 2013-02-04 19:08 — misiuraWidzisz...
Nasze stany samoświadomości są całkiem inne, postrzeganie świata zewnętrznego też.
Sam się musisz o pewnych rzeczach przekonać czy zrozumieć, to, że je Tobie wykaże nic nie da, bo nie jesteś na to gotowy. Szanuję Twój punkt widzenia (kiedyś myślałem podobnie.... do czasu..., a on i tak przyjdzie, prędzej czy później).
Każdy kroczy swoją drogą ale nie pisz takich niszczących rzeczy dla innych użytkowników. Twój blog w efekcie jest destrukcyjny dla czytelnika, który nie rozwinął się w temacie samoświadomości, bo będzie kroczył błędna ścieżką.
Apeluję też do czytelników - myślcie o czym czytacie, tym bardziej na tak poważny temat! Nie bądźcie zależni od zdania innych bo zrobią z was marionetki.
Nawet zabawne jest to Twoje
pon., 2013-02-04 19:38 — hideoshiNawet zabawne jest to Twoje podejście z ambony
Natomiast zastanawia mnie jedna rzecz, zakładając że zgadzasz się z przesłaniem strony. Łatwo było zaakceptować, że na kobiety istnieje pewien ogólniejszy schemat postępowania, z którego wynika, że są do siebie podobne. Natomiast to, że Ty jesteś tylko cząstką ciężko już jest ciężej zaakceptować co nie?
Tak samo jak pewnie myślałeś, że Twoja pierwsza miłość była wyjątkowa, albo Wasz związek był inny niż wszystkich? A jak wyszło? Tylko strzelam
Nigdy nie myślałem, że moja
pon., 2013-02-04 20:38 — misiuraNigdy nie myślałem, że moja miłość jest wyjątkowa (nie wiem dlaczego ale po prostu - nie).
Jeśli widzisz mnie przemawiającego z ambony to uświadomię Cię, że jestem na tej samej płaszczyźnie co my wszyscy
Po tym co piszesz widzę, że masz kompletny mętlik i mylisz aspekty. Rozkładaj na czynniki pierwsze, dochodź do sedna...
Misiura, chyba pierdolne ze
pon., 2013-02-04 21:07 — panxyzMisiura, chyba pierdolne ze śmiechu i to nie z tego co piszesz, tylko ze sposobu odnoszenia się do autora.
Taak zawsze musimy swoje
pon., 2013-02-04 22:27 — PomaranczaTaak zawsze musimy swoje szczęście od czegoś uzależnić, zawsze musi być jakiś warunek..
W mojej opinii @misiura mądrze pisze.
Na moje to pisze jak jakiś
wt., 2013-02-05 08:06 — hideoshiNa moje to pisze jak jakiś fanatyk religijny, albo co najmniej ignorant. Ale każdy może mieć swój "wyższy stopień samoświadomości"
@hideoshi: Nie zgodzę się z
wt., 2013-02-05 22:26 — homelander@hideoshi: Nie zgodzę się z częścią Twojej wypowiedzi na temat potwierdzenia od innych ludzi. Moim zdaniem takie podejście jest rodzajem drogi na skróty.
Zbudowanie poprawnego poczucia własnej wartości wymaga pewnych fundamentów na których je oprzemy. Chodzi o stałość tych fundamentów. Chcemy przecież osiągnąć pewność, na której będzie bazować dalsze nasze życie i rozwój. Zgodzisz się ze mną?
Dlatego najrozsądniejszym rozwiązaniem jest budowa poczucia wartości opartego o własne przekonania i doświadczenia.
W przypadku kiedy będziemy nasze poczucie wartości uzależniać od innych ludzi i odzewu jaki od nich dostajemy, doprowadzi nas to do stopniowej utraty naszej tożsamości i prawdziwej pewności siebie, zaczniemy żyć dla innych - bo będziemy od nich uzależnieni.
Wiadomym jest, że lubimy być chwaleni i chcemy żeby sposób w jaki żyjemy był akceptowany przez innych. Uznanie jest potrzebne każdemu, ale jako dodatek, nie fundament na którym stawiamy własny obraz siebie.
Określenie swojego ja na podstawie akceptacji od innych osób jest prostsze i przyjemniejsze niż dojście do tego stanu jako indywiduum, poprzez stawianie wyzwań sobie i tylko dla siebie, bez oczekiwania na jakąkolwiek akceptacje, zrozumienie czy poklask.
Pozdrawiam
Pewności siebie też nie
wt., 2013-02-05 22:39 — panxyzPewności siebie też nie możesz budować na doświadczeniu, bo wtedy je interpretujesz.
Trochę mylnie odbieracie to
wt., 2013-02-05 23:18 — hideoshiTrochę mylnie odbieracie to co napisałem, ale to pewnie moja wina, że nie wyjaśniłem pewnych założeń tego bloga w bardziej szczegółowy sposób.
Masz rację pisząc, że: "Zbudowanie poprawnego poczucia własnej wartości wymaga pewnych fundamentów na których je oprzemy. Chodzi o stałość tych fundamentów. Chcemy przecież osiągnąć pewność, na której będzie bazować dalsze nasze życie i rozwój". I to właśnie jest ta grupa odniesienia, o której pisałem. I nie chodzi tu o akceptację, ale o potwierdzanie naszej tożsamości, bo tylko w odniesieniu do innych możemy być sobą (na ich tle się wyróżniać, upodabniać - jest to kwestia, która trzeba będzie wyjaśnić bardziej szczegółowo). Ale to nie tkwi w nas. To się wynosi. Dlatego ważne jest dobranie tej grupy w mądry i przemyślany sposób (a najlepiej kilku).
Kiedyś jak się zbiorę, napiszę bloga o tych założeniach, bo wciąż mnie mierzwi to przeświadczenie, że jesteśmy jakimiś istotami samowystarczalnymi, które mają jakąś boską siłę w sobie ukrytą (nie wiadomo skąd) i z niej mają czerpać siebie.
Również pozdrawiam!
Czego Ci w tej chwili brakuje
śr., 2013-02-06 19:37 — misiuraCzego Ci w tej chwili brakuje żeby być szczęśliwym?
Mam wrażenie, że cokolwiek
śr., 2013-02-06 19:56 — hideoshiMam wrażenie, że cokolwiek bym nie odpowiedział, Ty powiesz coś w tym stylu: "Szczęście możesz osiągnąć tu i teraz". Natomiast jeżeli nie wierzysz w moje słowa zawarte w blogu, polecam Ci eksperyment (jeżeli nie praktyczny to chociaż myślowy): usiądź w domu na łóżku i siedź tak przez minimum tydzień, bez żadnego kontaktu ze światem zewnętrznym. Czy byłbyś wtedy szczęśliwy?
Znowu unikasz odpowiedzi na
sob., 2013-02-09 09:42 — misiuraZnowu unikasz odpowiedzi na pytanie, ciekawe skąd się to bierze?
W Twoje słowa na blogu nie wierzę bo, zamiast wierzyć po prostu tego doświadczałem.
Tydzień sam ze sobą nie potrafisz wytrzymać? Źle się czujesz ze sobą?
Drogi kolego z forum, Otóż
sob., 2013-02-09 15:42 — hideoshiDrogi kolego z forum,
Otóż nie byłbym szczęśliwy siedząc samemu, nie mając kontaktu ze światem zewnętrznym. I zaręczam Ci, że żadne stworzenie na tej planecie, które w ramach ewolucji wypracowało formę życia zbiorowego by nie było.
Natomiast nie widzę sensu dyskusji z Tobą, gdyż nie zrozumiałeś o co mi chodzi w tym, nazwijmy to górnolotnie - przekazie (czy to wina moja, czy Twoja - tego już nie wiem).
Absolutnie nie apeluje tutaj o szukanie poklasku wśród innych - jeżeli o to Ci chodzi. Natomiast swoimi wypowiedziami, dodajmy z piedestału (co jest wręcz przezabawne dla mnie) podważasz sens istnienia ponad 200 stu letnich nauk. Absolutnie nie każę Ci przyjmować tego jako Twojej filozofii, jeżeli Ci się to nie podoba. Jednak tak wygląda życia zwierząt społecznych - są mniej lub bardziej zależne od innych. I tylko w kontakcie z innymi osobami możemy potwierdzać swoją tożsamość - czy to szukając podobieństw czy też różnic.
Pozdrawiam (a w razie dalszych uwag zapraszam na priv)