
Po pierwsze kawałek do posłuchania (jak ktoś zrozumie przekaz za pierwszym razem do powinszuje osobiście):
http://www.youtube.com/watch?v=U...
Po drugie. Opiszę teraz pewną sytuację. Taką, którą zapewne zdecydowana większość z Was przeżywała. Nazywa się ona "układ - jest kozacko - a ta pinda chce wszystko zepsuć chcąc więcej". Tak. Chyba tak to się nazywa. Taki układzik, gdzie jest trochę przyjaźni, przytulania, więcej seksu i chwalenie się sobie swoimi osiągnięciami i w ogóle takie tam inne. Wiecie jak to jest w takich układach, co nie? Jest fajnie i luźno i naprawdę przy odrobinie cierpliwości może się z nich zrodzić coś fajnego. I sobie tak żyjecie i każdy jest zadowolony.
Zadowolony
...i zadowolony
I nagle BUUUUUUMMM.
Panna Wam mówi: chcę więcej! Właściwie to wszystkiego chce! Związku i w ogóle, a jak nie to nic nie chce. Pierwsza reakcja: (tu dam dwie do wyboru) kurwa,"układ - jest kozacko - a ta pinda chce wszystko zepsuć chcąc więcej"/ no niee.. znowu... "układ - jest kozacko - a ta pinda chce wszystko zepsuć chcąc więcej" - niepotrzebne skreślić.
Każdy chłopiec, który nie da się zaszantażować, powie dziewczynce, że niestety musi wybrać opcję "baj", żeby dziewczynka nie wyszła z jeszcze większymi obrażeniami emocjonalnymi z tej relacji. Wszystko na razie zrozumiałe mam nadzieję (a większości powinna zapalić się lampka - no też tak miałem!).
Cool. No to teraz powiem Wam drodzy użytkownicy swoją teorię. Po pierwsze dużo się mówi o tym, że związek nie może być uzależnieniowy. No też tak uważam. Jednak to co chciałbym poruszyć w tym i co się klaruje z tego mojego przykładziku, to kwestia, posługując się cytatem z tej zacnej pieśni u góry: "kochasz kogoś czy miłość?". Innymi słowy będzie o uzależnieniu od idei związku.
Wyżej wymieniony przykład obrazuje tak naprawdę relację, jaką jest związek. Tym czym się różni to brakiem definicji tego. Więc jest sobie dwójka, heteroseksualnych ludzi, którzy są ze sobą, jednak nie nazywa się to związkiem. I kiedy jedna ze stron, uświadamia sobie swoje uczucia, to nagle chcę bardzo zredefiniować tą relację i nadać jej ramę związku. Teoretycznie nic to nie zmienia w relacji. Teoretycznie, ale o to już temat na inną polemiką. To co się wyłania z tego wszystkiego to właśnie, jakieś dziwne przekonanie w naszych świadomościach, że celem samym w sobie jest związek, a nie druga osoba. No czyż to nie jest trochę bez sensu? Dążyć do jakiegoś abstrakcyjnego bytu, zamiast cieszyć się sobą nawzajem? Mało tego - rezygnować z drugiej osoby, z która jest nam wspaniale na każdej z płaszczyzn, tylko dlatego że większym priorytetem jest dla nas ten abstrakcyjny byt?
Często się mówi tak: przede wszystkim sam musisz sobie odpowiedzieć czego chcesz. No prawda. Sam tak uważam. Ale jeżeli chodzi o cele, które sobie w życiu stawiamy. Jednak jeżeli mówimy o relacjach damsko - męskich, to już się nie mogę zgodzić, bo "przede wszystkim sam musisz sobie odpowiedzieć czego chcesz" jest dychotomią w postaci: albo chcesz ruchać wszystko co chcesz ruchać, albo chcesz związku. Jakoś nie potrafię się odnaleźć w tej dychotomii. No bo co? Chcemy związku i do tej idei dopasowujemy osobę? Chcemy ruchać i do tej idei dopasowujemy osoby? Wiadomo, że druga osoba powinna chcieć tego co my i w sumie brzmi to logicznie no nie. No bo jest logiczne.
Ale do kurki nędzy, wartością staje się dla nas idea a nie człowiek. To z relacji z człowiekiem powinniśmy czerpać radość, a nie z egzystowania w jakimś bycie. I naprawdę zdaje sobie sprawę, że definiowanie relacji może stwarzać większe poczucie bezpieczeństwa, bo relacje mają swoje ramy, przez co stwarzają przewidywalność. Ale czy o to tu chodzi?
Moim zdaniem powinniśmy cieszyć się z możliwości interakcji z drugą osobą. Tyle.
Odpowiedzi
Hmm.. ja trochę nie o tym.
pt., 2013-02-22 14:35 — hideoshiHmm.. ja trochę nie o tym. Znaczy o tym, ale większy akcent jest położony na miłość do związku, niż do osoby. Desygnaty to poboczny wątek. A Twoje przykłady nie są tak "płynne" jak relacje między ludźmi.
rozumiem o co chodzi mam
pt., 2013-02-22 23:47 — Priaposrozumiem o co chodzi
mam podobnie, jak mam zdefiniować to co mnie łączy z jedną dziewczyną, czy potrzebna mi jest do tego definicja bo, związek to żaden, przycielem ona też moim nie jest, niby koleżanka, ale koleżanek się nie rucha, kochanka to żadna bo dziewczyny nie mam i hmmm jak ją nazwać? tylko po co to nazywać, skoro to sobie żyje, tutaj seks, tutaj pogawędka, tutaj jakieś wyjście na kolacje, tutaj do klubu, tutaj do znajomych, jesteśmy razem ale nie jesteśmy
i powiem Ci jedno, jeżeli zdefiniujesz to, wszystko się zmieni, to jak z małżeństwem u niektórych ludzi
mówią oni
"a dlaczego mam się żenić? dla papierka? przecież to i tak nic nie zmieni"
a my dobrze wiemy, że skoro tak mówi to gdy weźmie ten ślub to zmieni się wszystko
i tak, cieszmy się interakcją z innymi ludźmi, sam twórz swoje ramy, takie żeby odzwierciedlałby dokładnie to czego chcesz od tej znajomości, np. ja wiem że z tą dziewczyną nie zamieszkam w moim rodzinnym mieście bo ją zabije po paru dniach bo nie wytrzymam, ALE mogę z nią mieszkać za granicą bo tam będziemy zdani na siebie, i to może być fajne
i też jest tak jak napisałeś - wóz albo przewóz, jeżeli ktoś się wykrusza to to jest ten moment aby się na coś zdecydować
Kurczę Carlopactwo. Trochę
pon., 2013-02-25 10:54 — hideoshiKurczę Carlopactwo. Trochę jest jak mówisz i trochę nie jest
Pozwolę sobie zacytować Gracjana:
"Według mnie związek nie zaczyna się od ustaleń tylko od tego gdy Marian i Marysia zaczynają czuć że są ze sobą. Kończy się zaś wtedy gdy Marian lub Marysia przestaje czuć to że są razem. Dla mnie to bardzo dziwne że ludzie kwestie emocji i uczuć próbują włożyć w logiczne ramy".
I polecam wywiad z pewną panią profesor socjologii z UW (mimo, że uważam, że tamtejsza kadra ma najlepsze czasy za sobą i jest oderwana od rzeczywistości jak na mało, którym uniwerku):
http://www.wysokieobcasy.pl/wyso...
Relacja bez definicji moim zdaniem, pozwala się cieszyć obecnością drugiej osoby bezwarunkowo. Bez jakiś dziwnych ram (czytaj powinności i obowiązków), które instytucja związku wymaga (czytaj, która daje lasce możliwość do robienia jazd o jakieś dziwne obowiązki, które się ponoć w niej ma), a tkwiąc w takiej relacji nie poświęcamy się tak bardzo myśleniu perspektywicznemu o niej, co często ją rozpierdala w drobny mak.
postaram się to poczytaj
śr., 2013-10-23 17:20 — EasyBeśpostaram się to poczytaj jutro.
)
przeleciałem "cię" ostatnie 2 akapity, i mam podobne kłopociki w tejże chwili.
edit:
eh, w sumie ostatnie komentarze 2, hideoshi i Carlopactwo - wyczerpały temat. No, i tego kolesia, co "rucha koleżankę", albo nie wiadomo co, czy jak ją określić.
Ale ciekawsza analiza bloga, niźli sam blog (takie moje subiektywne zdaniątko