Portal Uwodzicieli
Witryna poświęcona relacjom damsko męskim oraz budowaniu międzyludzkich więzi emocjonalnych.
Lorem ipsum dolor sit amet, consectetur adipiscing elit END.

NEXT LEVEL I O SRANIU TAM GDZIE SIĘ JE...

Portret użytkownika Igorsky

Na ten wpis szykowałem się od paru ładnych miesięcy. Powiem, więcej te miesiące spożytkowałem na dojrzewaniu w tempie ekspresowym. Moje życie zmieniło się o 180 stopni i generalnie czuje się teraz jak HI-MEN.

Na nasz portal zaglądam raczej rzadko i to nie tylko z powodu braku czasu, ale również z braku powodów, przyczyn itd. Nie, nie powiem, że stałem się alfą i omegą w podrywaniu, że łanie lecą na mnie jak Tupolew na brzozę, ale nigdy nie miałem takiego celu. Może to kwestia tego, że nigdy się specjalnie za kobietami nie musiałem uganiać, bo same przychodziły i szukały kontaktu. To co sobie miałem udowodnić to sobie udowodniłem i to tyle w materii ściśle związanej z tym portalem.

Jeżeli ktoś śledził moje wpisy to wie jak tutaj się znalazłem, a co bardziej spostrzegawczy/doświadczeni na pewno wiedzą jakie mną szargały emocje. W efekcie końcowym znajduje się na oceanie spokojnym i cieszę się pięknym słońcem na horyzoncie. Do czego jednak zmierzam?
Wiele cennych rad, wpisów na forum i blogach można tutaj znaleźć, nie da się zaprzeczyć, tylko zapomniano jednego dodać, to wszystko to teoria, którą trzeba żmudnie przekuć w praktykę. Wyhodowanie sobie jaj, to nie proces, który się dzieje poprzez czytanie, tylko poprzez działanie. Ale o tym będzie dalej.

LONG STORY SHORT:

O moim dramatycznym rozstaniu z moją już (na szczęście) ex dziewczyną możecie sobie poczytać tutaj: http://www.podrywaj.org/blog/kan...

Teraz się skupimy na ciągu dalszym czyli o tym jak w jednym miejscu umieściłem swoją byłą, swoją obecną i swoją byłą niedoszłą. Tak, tak Panowie, razem w jednym miejscu pracowały trzy kobiety, które mnie kochały i nie są to moje domysły bo od każdej z nich to usłyszałem osobiście: „Igorsky” kocham cię. W każdym razie wracając do tematu, po moim rozstaniu nie zastanawiając się długo zakręciłem się w koło dawnej znajomej, bo okazało się że mieszka dwa bloki dalej. Jako, że moja już wtedy była dziewczyna cały czas pracowała u moich szanownych rodziców i zostawiła mnie, syna właściciela, jej chlebodawcy Tongue, dla jakiegoś psychicznego kucharza, nie mogłem jej zostać dłużny i wkręciłem bez większych ogródek, moją obecną kobietę. Kiedy tylko moja była i była niedoszła (notabene do czasu mojego rozstania i krótko po nim, moja najlepsza przyjaciółka), zobaczyły nowy towar na horyzoncie, obie przestały się do mnie odzywać, na co zareagowałem tym samym.

Taka dziwna konstalacja działała przez blisko pół roku. Nie ukrywam i nie ukrywałem, że moja aktualna miała być tylko środkiem do celu, jakim było oczywiście odzyskanie byłej. Jakiś tam efekt był, ale nie takiego jakiego się spodziewałem. Najciekawsze było to, że powoli między mną, a „kolcem w oku byłej” zaczęło coś kwitnąć. I tak sobie to dojrzewało, aż w końcu zaowocowało to całkiem dojrzałym uczuciem.

Jakież było moje zdziwienie, kiedy laska ta widziała we mnie oprócz rozdygotanej pizdy (jaką byłem zaraz po rozstaniu z ex), wartościowego gościa, który tak naprawdę poniósł chwilową porażkę i nie spierdoliła, nie powiedziała, tylko trwała na swoim posterunku mimo, że często miała dość mojego gadania o ex (tak, panowie trułem mojej obecnej kobiecie o swojej byłej, a nawet więcej, rzewnie wylewałem łzy w jej rękaw swojego czasu). Szok, niedowierzanie i poczucie wstydu.

Pewnie większość z Was pomyśli, że wylądowałem pod pantoflem, że jestem psem na smyczy i owinięty wokół paluszka, sam myślałem, że dziewczyna pewnie będzie do tego dążyła, skoro poznała mnie z mojej najsłabszej(sam nie wiedziałem, że aż tak słabej) strony, ale nie. Wiecie co się stało, kiedy wróciłem do żywych i zacząłem funkcjonować? Otworzyła się przede mną jak ja niegdyś przed nią, podała mi rączkę i powiedziała, teraz Ty prowadzisz, bo wiem że potrafisz i Ci ufam. Żadnej wojny o kierownicę, żadnego abordażu w celu przejmowania steru, żadnej konkurencji. Po prostu, doskonale widziała jaki jestem, a ja doskonale wiedziałem, że jest kobietą, która odpowiedniemu facetowi będzie dała się prowadzić. Chyba mogę to podsumować jako relację partnerską, gdzie każdy w związku zna swoje miejsce i to Panowie jest NEXT LEVEL. Żadnych technik, gierek manipulacji odliczania minut od ostatniego telefonu. Po prostu pełen looz, swoboda porozumienie i nocne rozmowy do świtu.

Ponad pół roku męczarni, ciężkiej pracy (kiedy się rozstawałem tułałem się od pracy do pracy, teraz mam własną firmę i zapowiada się całkiem nieźle jak na początki), dojrzewania, dostawania po dupie, upadania i podnoszenia się. Czy cofnął bym czas? Absolutnie nie, bo to czego się nauczyłem, do czego zostałem popchnięty jest zajebiście cenne. Czy czegoś żałuje? W sumie tak i nie, choć staram się żyć tak aby niczego co zrobiłem nie musiał się wstydzić, może bym staranniej dobierał sobie ludzi wokół siebie, ale to tyle. Czy pozjadałem wszystkie rozumy? Chyba tak, ale może już tego nie ogłaszam wszem i wobec. Pewnie się zaraz spytacie co z byłą? No cóż pożegnała się ze swoim pracodawcą, chlebodawcą (czyli moimi starymi u których pracowała ponad 5 lat), w skandaliczny sposób, jakiego nikt się nie spodziewał, zrobiła to w sposób na jaki ją było stać. Czy mam do niej żal? Owszem mam, ale nie o to, że się rozstaliśmy, tylko o to jak potraktowała ludzi ze swojego otoczenia, którzy byli przez długi czas dla niej bliżsi niż właśni rodzice.

Co ze mną? Dostałem od losu szczepionkę na całe życie, odkryłem siebie samego na nowo i zbudowałem na tym coś trwałego. Umiem dawać i umiem brać w odpowiednich proporcjach, a kobieta z którą jestem jest kobietą a nie dziewczyną, czyli sprawdza się zasada, że Twoje odbicie znajduje się w Twojej kobiecie.

Odpowiedzi

Portret użytkownika septo

lubię czytać tego typu wpisy.

lubię czytać tego typu wpisy. Człowiek dobrze wie, kiedy następuje moment o którym piszesz, kiedy wysiłek włożony w trening przekłada się na wyniki. Jeżeli chodzi o podrywaja wykorzystując zawartą tu wiedzę w prawidłowy sposób człowiek rozwija się, zmienia sposób spoglądania na świat, eliminuje błędy i w pewnym momencie zaczyna się czuć dobrze w swoim własnym towarzystwie, ludzie czują się dobrze w jego towarzystwie i się kręci.

Oczywiście, Ci co chcą tylko po prostu lepiej podrywać również pewnym momencie łapią flow.

Ślad po sobie zostawiło tutaj tak wielu ciekawych facetów..

sam noszę się z zamiarem napisania czegoś na rocznicę. Tylko nie wiem, czy faktycznie już znam odpowiedź na każde trapiące mnie pytanie, czy nie wpadłem w chwilowy samozachwyt.. ale złapałem naprawdę dobry rytm, po tym jak pożegnałem na dobre dwie emocjonalne pijawki i rzuciłem faje.

Igorsky trzymam kciuki bo uważam, że kumaty z Ciebie gostek.

Gratulacje , trzeba się

Gratulacje , trzeba się przejechać , dostać takiego mega kopa w dupę ,a i z czasem szczęście się do nas uśmiechnie. Życzę powodzonka i dzięki za taki motywator Smile

Trzymam kciuki za wasze

Trzymam kciuki za wasze szczęście.

Portret użytkownika Igorsky

Panowie i Panie, nie ma co

Panowie i Panie, nie ma co życzyć szczęścia, bo to że jestem gdzie jestem, zawdzięczam sobie i trudnym decyzją, które podjąłem. Kiedy tak sobie popatrzę na siebie sprzed paru/parunastu miesięcy, to moje życie zmieniło się radykalnie, cały burdel został uporządkowany i mam teraz harmonię i spokój, bez względu na to czy z kimś jestem czy nie, bo wiem że osoba z którą jestem, nawet jeżeli się rozejdziemy, a może się tak stać, bo nasze plany na przyszłość trochę się różnią, nie wykorzysta tego przeciwko mnie, nie potraktuje tego jak zwycięskiej bitwy czy wygranej wojny.

Zawsze sądziłem, że znam się na ludziach, okazało się, że to tylko półprawda, że dwie najbliższe mi swojego czasu osoby mnie zawiodły, ale wniosek jest z tego dla mnie prosty. Nie ma co gorzknieć, nie ma co stawać się zamkniętym, trzeba być po prostu trochę bardziej ostrożnym w tym kogo się do siebie dopuszcza. Chcesz mieć 500+ przyjaciół na fejsie, to sobie miej, tylko ja wole mieć ich 50 i żeby znalazło się wśród nich dwóch, albo trzech, którzy mi pomogą i nie zawiodą kiedy zrobi się gorąco. Jakość, nie ilość.