Portal Uwodzicieli
Witryna poświęcona relacjom damsko męskim oraz budowaniu międzyludzkich więzi emocjonalnych.
Lorem ipsum dolor sit amet, consectetur adipiscing elit END.

"...a mury runą..." część 2

http://www.podrywaj.org/mury_runa

Cztery lata minęły od momentu jak napisałem „…a mury runą…”. Cztery długie lata. Pamiętam ten moment, tą ogarniającą mnie wtedy furię. Wykorzystałem ją, przemieliłem, użyłem do walki z samym sobą. Nakręcałem się nią.

W tekście pisałem o rozmowie, w której powiedziałem, że za rok będę miał najlepsze dziewczyny.

Oczywiście, że się pomyliłem.

Potrzebowałem półtorej roku.

Nie mając wtedy praktycznie nic oprócz kilku kolegów. Bez nich by mi się nie udało. Wiesz czytelniku, to śmieszne jak wydarzenia z przeszłości wpływają na nas dopiero po pewnym czasie. Jak decyzję, które podejmujemy, albo inni podejmują za nas wywołują efekt z opóźnionym zapłonem.

Ciekawe jakbym zareagował wtedy, kiedy miałem 13 lat i stałem w kółku z jakimiś kolesiami na początku wyjazdu kolonijnego, gdyby ktoś mi powiedział, że z dwoma z nich będę się trzymał 10 lat później, przeżyje niesamowite rzeczy i będę kochał ich jak braci. Że wtedy kiedy będzie mi to najbardziej potrzebne wyciągną mnie z bagna. Sposób w jaki to zrobili nie jest ważny. Ważny jest efekt.

Ciekawe jakbym zareagował, gdyby ktoś w pierwszej liceum powiedziałby mi, że ten koleś, którego nie mogę znieść, okaże się kimś kto nauczy mnie dystansu do siebie.

Zabawne.

*

No ale nie myśl czytelniku, że to początek pasma samych sukcesów. Oczywiście, że tak nie jest.

Poznałem ją na samym początku studiów. Spędziliśmy razem dwa niesamowite i beztroskie lata swojego życia. Mogliśmy po prostu cieszyć się bliskością drugiej osoby. Naprawdę mogłem snuć dalekosiężne plany, myśląc, że rozumiemy się tak i czujemy do siebie coś takiego, że to musi być ta jedyna.

Głupich nie sieją, sami się rodzą. Życie jak zawsze okazało się być twardą ścianą. Oczywiście, że wszystko się rozpadło na kawałeczki. Niestety, ale mimo, że mi się tak wydawało, to sielanką ten związek nie był. Porównałbym to do emocjonalnego rollercoastera, od którego obydwoje się uzależniliśmy. Z którego w pewnym momencie nie dało się już zejść. A może z tej szalonej mieszanki uczuć, kłótni i namiętności sami już nie chcieliśmy wyskoczyć.

Patrząc na to z dzisiejszej perspektywy to nie miało prawa się udać. Chcieliśmy mieć poważny związek, a obydwoje byliśmy zupełnie do tego nieprzygotowani. Ona – emocjonalnie, ja – psychicznie. W końcu nie wytrzymałem prób zmienienia mnie i zduszenia w środku. Poddałem się. Skutki tego myślę, że każdy zna. Zbyt się bałem przyszłości, zbyt martwiłem się o siebie i za bardzo wątpiłem w swoje możliwości.

No i padło. Już nawet tego trupa nie ruszaliśmy patykiem udając, że żyje. Skończyłem walczyć, nie chciałem się już kłócić, ona nie chciała czuć. Poszła w ramiona innego, a potem pojechała na Erasmusa.

Ale ja już nie byłem sam jak w 2010 roku. Miałem paczkę bliskich znajomych, studiowałem dwa kierunki i dostałem gigantycznego kopa w dupę.

*

„DLACZEGO ONE ZAWSZE WRACAJĄ CZYLI SIŁA KONTRASTU” by BANE znałem na pamięć. I stosowałem w praktyce. Cierpiałem, bolała mnie świadomość tego wszystkiego co się wydarzyło, myślałem, motywowałem się, robiłem więcej, i więcej, i więcej, spałem po kilka godzin, imprezowałem, praktycznie mnie nie było w domu, starałem się żyć.

Po pół roku w końcu dopadło mnie to co musiało dopaść.

Rozpacz, którą od siebie odsuwałem. Spadła na mnie jak czterdziesto tonowe odważniki w kreskówkach. To było mi potrzebne, bo to był wstęp do przeżycia katharsis, do zrozumienia, że ja tego wszystkiego nie robiłem dla SIEBIE, że ja to robiłem żeby pokazać wszystkim dookoła jak to trzymam się świetnie, jest genialnie i czemu ja właściwie straciłem ostatnie dwa lata swojego życia.

O to chodziło. Żeby odnaleźć w tym wszystkim radość, żeby biegnąc myśleć o tym, że ja to robię dla SIEBIE, żeby jadąc na rowerze myśleć o tym, że ja to robię dla SIEBIE, żeby siedząc na wykładach myśleć o tym, że ja to robię dla SIEBIE. Bo to ja chce być lepszym człowiekiem, bo to ja chce przesuwać swoje granice dalej. JA, myślałem wtedy, JA jestem najważniejszy, poświęciłem tyle czasu na myślenie o kimś, że nadszedł najwyższy czas, żeby pomyśleć o sobie.

Nie miałem za dużo epizodów z dziewczynami. Nie chciałem, czułem, ze nie jestem na takie rzeczy jeszcze gotowy, że najpierw należy ogarnąć się wewnątrz, w głębi siebie, a dopiero potem zacząć kombinować z płcią piękną. Żeby zacząć kiedy zostanie postawiony odpowiedni fundament. Kiedy to całe cierpienie, ten cały przejmujący ból ściskający żołądek przy myśleniu, kiedy ten cały wylany pot, kiedy to całe wstawanie rano, te wszystkie myśli, to wszystko rozlane wewnątrz mnie w końcu zbije się w kupę, zwiąże i pozwoli coś na sobie zbudować.

Kiedy przestanę się bać przyszłości. Bo człowiek szczęśliwy sam ze sobą nie boi się przyszłości.

*

Siedziałem nad morzem po dwóch tygodniach jazdy na rowerze. Grubo ponad 1000 km od domu. Siedziałem i patrzyłem na mieniącą się w oddali światłami panoramę miasta. Wtedy to do mnie dotarło. Ten chyba największy paradoks jaki do tej pory zaobserwowałem w życiu.

Nie byłem szczęśliwy dlatego, że dotarłem do celu. Byłem szczęśliwy dlatego, że mogłem przeżyć drogę prowadzącą do tego celu.

*

Impulsem do napisania tego tekstu była tak naprawdę jedna sytuacja. Zacząłem ostatnio praktyki. Wstając rano byłem zdenerwowany. Zresztą kto by nie był. Postanowiłem podejść do lustra i dodać sobie otuchy.

Spojrzałem na siebie.

To wystarczyło. Okazało się, że nie musiałem nic mówić. Przestałem się denerwować.

Jakkolwiek czytelniku możesz nie dowierzać, czy się śmiać, to ja widziałem w swoich oczach wiarę w siebie. Niezmąconą. Brak strachu przed przyszłością.

*

Jeśli miałbym szansę zmienić coś w swoim życiu od momentu gdy pisałem „…A mury runą…” nie skorzystałbym.

Chcę więcej.

Kosmiczna Małpa

Odpowiedzi

Portret użytkownika Rafał89

Petarda. Do przodu. Po takim

Petarda. Do przodu. Po takim czasie można na chwilę przystanąć i się obrócić. To co się widzi... piękne, czyż nie? Byle nie na długo, bo życie ciągle trwa.

Portret użytkownika Guest

i takie wpisy lubię czytać...

i takie wpisy lubię czytać...

Portret użytkownika Mendoza

"Nie miałem za dużo epizodów

"Nie miałem za dużo epizodów z dziewczynami. Nie chciałem, czułem, ze nie jestem na takie rzeczy jeszcze gotowy, że najpierw należy ogarnąć się wewnątrz, w głębi siebie, a dopiero potem zacząć kombinować z płcią piękną. Żeby zacząć kiedy zostanie postawiony odpowiedni fundament. Kiedy to całe cierpienie, ten cały przejmujący ból ściskający żołądek przy myśleniu, kiedy ten cały wylany pot, kiedy to całe wstawanie rano, te wszystkie myśli, to wszystko rozlane wewnątrz mnie w końcu zbije się w kupę, zwiąże i pozwoli coś na sobie zbudować."

Do zdrowego związku pomaga mieć poukładane w głowie.
Do takiego wniosku również doszedłem. Więc się ogarniam.
To trudniejsze, lecz zdrowsze od powiedzenia:
"Ja byłem taki dobry... a ona odeszła"

Skupienie się w głównej mierze na SOBIE i by działania miały na celu głównie spełnienie własnych pragnień zamiast ich zatajania - prowadzi do stabilnego szczęścia.

Portret użytkownika M4rass

"Nic ważniejszego niż to By

"Nic ważniejszego niż to
By budząc się mieć poczucie, że realizujesz to co chcesz
Tylko tyle, bo najważniejsze nie to za ile
Ale w jaki sposób, ciągle niezależnie
Oczy otwarte by w lustro patrzyć pewnie". Ciary. Tak trzymaj! Smile