
Jest trochę przed 6, a ja nadal nie śpię. Stwierdziłem, że to odpowiednia pora na to, by odwiedzić tę stronę i opisać trochę, co tam u mnie
Gotowi? Zaczynamy! (jestem trochę podchmielony, więc jeśli czegoś nie zrozumiecie to z góry przepraszam)
Więc tak - dopiszę do końca to, co pisałem Wam jako zamysły w sierpniu.
Z koleżanką - o której pisałem że się ustawiłem - wyszedł chuj. Trudno. W sumie to jak zwykle. Prawie za każdym razem radzę się Was, co zrobić/ co wymyślić żeby było dobrze a na końcu i tak to spierdole. Doszedłem do wniosku, że mam szczęście prawie we wszystkim, ale nie w miłości. Chyba brakuje mi jeszcze jako takiego doświadczenia. Do spraw miłosnych przejdę jednak później, pod sam koniec.
Pisałem tu również, że mam zamiar ogarnąć wyjazd pod namioty. Udało się. I nawet lepiej niż się spodziewałem, bo pojechaliśmy do Koszęcina. Jeśli ktoś ze Śląskiego to czyta - naprawdę polecam - fajne miejsce, tanie domki.
Teraz, gdy nie trenuję, mam szczerze w chuuuuuuj i jeszcze więcej czasu. Wiecie na co go pożytkuję? Na siedzenie przed kompem. To zamiast treningów stało się moim głównym zajęciem. Przez te 3 miesiące mój plan dnia wyglądał mniej więcej tak:
8:00 - 15:00 - szkoła
15:00 - 19:00 - komputer
19:00 - 20:30/21:00 - ławka z ziomkami (piwko/szlug)
21:00 - 00:00 - komputer.
Weekend? Melo.
Ale nie ma co, od stycznia biorę się za siebie - WRACAM DO PIŁKI. Do tego, co kocham. 6 miesięcy nic nierobienia mi wystarczyło by dojść do wniosku, że takie życie jest do kitu. To jest moja pasja, którą muszę rozwijać. Dlatego też tak szczegółowo nie opiszę co działo się w moim życiu przez jesień, gdyż poza piciem nie działo się praktycznie nic(!)
Ostatnio - z 2 tygodnie temu byliśmy razem z trzema kolegami furą w Kato na balecie w klubie. Zostawiliśmy kurtki w furze, bo posępiliśmy po 3 zł na szatnię. Wiecie co nas spotkało? Wyjebali szybę i zajebali rzeczy. Pisząc i w ogóle - przypominając sobie o tym - ciśnienie skacze mi niemiłosiernie. Cóż, szczęście w nieszczęściu jest takie, że poza ciuchami nie zajebali nam nic z rzeczy bardziej osobistych, tj. telefony, dokumenty itd.
Dzisiejszy blog jest szybki i trochę chaotyczny. Cóż, nic na to nie poradzę.
Wrócę teraz do sprawy z miłością.
Sprawa wygląda tak, że na przełomie sierpnia/ września zacząłem się spotykać z dziewczyną o 2 lata ode mnie młodszą ('97 rocznik dokładnie rzecz biorąc). Trochę jeszcze nierozgarnięta, ale da się pogadać ogólnie rzecz biorąc. Podkreślam, spotykać , nie wyrwać . I cóż, zaprosiłem ją na studniówkę, nie widząc żadnej innej opcji. Ogólnie, nie żywię do niej żadnego poważnego uczucia.
Żyłem tak sobie spokojnie - bez żadnego targetu - do końca listopada. I tu nagle - ni stąd ni zowąd - podkusiło mnie by napisać do siatkarki, z którą bliższy kontakt trzymałem rok temu. Jak poszukacie u mnie na profilu, to znajdziecie coś tam o niej. Rok temu sprawa wyglądała tak, że miała się odezwać, nie zrobiła tego, więc ja olałem sprawę. I wracając - napisałem, "że tam 100 lat się nie widzieliśmy" i te sprawy, rozmowa chwilę się potoczyła, ja zaproponowałem termin, ona że "nie ma czasu i że dopiero w drugiej połowie grudnia będzie miała więcej wolnego". Pomyślałem, że w sumie poczekać nie zaszkodzi, nie będę chciał niczego więcej, pogadamy o tym co u nas, o starych czasach, i siema. Więc uderzam znów do niej w połowie grudnia, ugadaliśmy się na konkretny termin i spoko. Po spotkaniu bez wątpienia mogę stwierdzić, że to kobieta taka, jakiej szukam. ładna, inteligentna, rozgadana (przez 4h które się z nią widziałem, ja ogólnie gadałem przez jakieś 45 min). Dużo by wymieniać. Za żadne skarby nie chcę tego spierdolić, a już na pewno nie chcę zostać koleżanką z fiutkiem. Dlatego szykuję teraz coś takiego że....:
Zabieram ją w najbliższym czasie na kolejkę linową, dokładniej do gondolki. Tam zabieram jakieś lepsze winko (np. Martini), i w czasie trasy coś tam chluśniemy. Myślę, że jest to w miarę kreatywne (a nawet romantyczne) i uważam pomysł za całkiem spoko. Następnie krótki spacer i... zobaczymy jak będzie ;d
Jeśli to nie wypali, to poddaje się totalnie jeśli chodzi o nią.
Dobra, to chyba na tyle, jeśli chodzi o dzisiaj.
Korzystając z okazji, chciałem życzyć każdemu z Was ZDROWYCH, WESOŁYCH I POGODNYCH ŚWIĄT! 5!
Odpowiedzi
A teraz zastanów się, czy
śr., 2013-12-25 00:15 — RodzynekA teraz zastanów się, czy gdybyś miał 100 innych lasek do wyboru tyle rozmyślałbyś nad kolejnym spotkaniem. Dla mnie to trochę chore, że tak się napalasz po jednym spotkaniu. Aczkolwiek nie znam się.
przez takie wymyslanie mega
śr., 2013-12-25 22:18 — marko0000przez takie wymyslanie mega atrakcji(proba przypodobania sie) sam sie tak wkrecisz w ta relacje ze mozesz sie w tym zatracic. Ja osobiscie mam takie podejscie, ze od poczatku trzeba pokazac jakim sie jest, co z tego, ze w srodku nocy porwiesz ja nad morze, jak za jakis czas wszystko sie wypali, bo taki zwyczajnie nie jestes..
aaa, jak pisałem, byłem
pt., 2013-12-27 00:49 — DonKrystaaa, jak pisałem, byłem trochę podchmielony - teraz jak piszę "prawie" na trzeźwo to wszystko mi się poogarniało w czajniku, i drugą część wyprawy odpuszczam totalnie ;d stanie tylko na kolejce mam nadzieję :> za dużo jak na jeden raz.
Rób jak uważasz, trochę
czw., 2013-12-26 00:29 — BigBastardRób jak uważasz, trochę kreatywności nie zaszkodzi. ten posiłek jest niezłym pomysłem! Gratki za postanowienia noworoczne. High five!