Portal Uwodzicieli
Witryna poświęcona relacjom damsko męskim oraz budowaniu międzyludzkich więzi emocjonalnych.
Lorem ipsum dolor sit amet, consectetur adipiscing elit END.

M4rass - czyli tam i z powrotem...

Portret użytkownika M4rass

Patrząc wstecz, często zastanawiam się jak to się właściwie stało? Czemu po raz kolejny dałem się nabrać, pozwoliłem sobie na chwilę zapomnienia mając już nadzieję, że tym razem jednak będzie inaczej? W sumie było inaczej! Ale czemu ZNOWU sięgnąłem swoją rączką do nocnika, do którego, żeby było śmieszniej, sam narobiłem? Hmm… Wiesz co? To bez znaczenia M4rass. Po dłuższym zastanowieniu nie było to nic innego, jak po prostu źle obrany kurs, który sprowadził mój statek na mieliznę. Udało się na szczęście wydostać z tego bagna, żagle już wywieszone, tak więc… Ahoj, koko dżambo i do przodu!

Czytając ostatnio swojego pierwszego bloga na tej stronie, doszedłem do wniosku, że skończyłem z rzucaniem słów na wiatr, w końcu. W końcu ile można. Robiłem to z uporem maniaka odkąd tylko byłem w pełni świadomy swoich czynów, czyli załóżmy od gimnazjum. Trochę to trwało. Obserwując teraz moich kolegów, koleżanki, znajomych bliższych lub dalszych, po prostu poraża mnie ich niekonsekwencja. „Chciał(a)bym spróbować…”, „Myślę nad…”. I koniec. Coś w stylu przerwanego Hejnału Mariackiego. Nie widziałbym w tym żadnego „problemu”, gdyby nie fakt, że niektórzy nie przekładają swoich pobożnych życzeń na czyny już od kilku lat. Coś tu jest nie halo. Gdy pomyśle właśnie o tym wątku „niespełniania się”, zaraz przed oczyma mojej wyobraźni pojawia się mój dobry kumpel, jeszcze z podstawówki. Życie potoczyło się tak, że spędziliśmy w jednej klasie całe gimnazjum i liceum. Właśnie w szkole średniej zrodził się u niego pomysł: „M4rass, co powiesz na Muay Thai?”. Myślę sobie: „Ożesz kurwasz, co to jest” ?! Oczywiście wtedy ten pomysł nie doczekał się realizacji, dla mnie osobiście z wiadomych przyczyn. Bałem się całego Świata, innych ludzi, a trenowanie sztuk walki nawet mi przez myśl nie przechodziło. Przecież nie lubiłem się bić. „Ja tam za spokojny na takie rzeczy”… No tak. Bałeś się i tyle M4rass. Wolałeś usiąść z siusiakiem, poużalać się nad sobą, a nóż zdarzy się w Twoim życiu coś fantastycznego, bez nawet „tyknięcia” brewką. Taki chuj! Nie tędy droga mój przyjacielu…

Liceum to był tak chujowy dla mnie czas, że nie umiem tego nawet ogarnąć słowami. Pomijam już fakt mojej byłej dziewczyny, jak to cierpiałem przez nią, jak to cierpiałem przez losowe wydarzenia, które w danym momencie uwaliły mnie na glebę. Choć w sumie, byłem już uwalony dłuuugo, długo przed tym. Nieważne. Pomijając to wszystko co było ode mnie raczej niezależne, były z drugiej strony rzeczy, na które miałem wpływ. Być może w tamtym momencie, 3-4 lata temu wydawało mi się, że nie mogę zrobić nic, albo niewystarczająco dużo w jakimś kierunku, dlatego łatwiej było nic nie robić, niż narażać się na jeszcze większe rozczarowania, rozgoryczenia, „niebezpieczeństwa” i inne „Smaugi” (Zafascynowałem się ostatnio Tolkienem – przyp. aut.). Tak więc beka z takiego podejścia! Do niczego pożytecznego to nie prowadzi, co więcej, to po prostu niszczy od środka, bardzo powoli, jak nowotwór. Bierność jest najgorszym możliwym wyjściem, choć oczywiście nie w każdej kwestii. Jeśli jednak chodzi o rozwój szeroko pojęty, to bierność rozpierdala wszystko. „Kto stoi w miejscu, ten się cofa”. Chyba jednak coś w tym jest… Wracając jeszcze szybko do liceum, nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Mam tu na myśli, chyba mogę już w tej chwili spokojnie powiedzieć prawdziwą przyjaźń, która zrodziła się tamtym czasie między mną, a jednym z kolegów. A wszystko zaczęło się „w biedzie”. To dobry omen, tak sądzę.

Czytając wiele blogów na stronie, kilka szczególnie utkwiło mi w pamięci. Może nawet nie całe blogi, co wybrane z nich treści, które naprawdę odcisnęły na mnie swoje piętno. Nauczyłem się nie oceniać ludzi, w ogóle, cokolwiek by zrobili, jacy by nie byli lub byli. Każdy jest inny. A Świata zmienić nie dam rady i chyba już nawet nie zamierzam. Zmieniam tylko i wyłącznie mój własny „Świat”. Nauczyłem się też, żeby nie kręcić pierdolonym „krzyżakiem” w śrubce z główką na płaski śrubokręt, bo do niczego to nie prowadzi (Dzięki Snoofie!). Nieoceniające podejście. Tyle rzeczy dzięki temu mogę i mogłem ogarnąć, bez zbędnego pierdolenia „co by było gdyby” itepe, itede. Nie pasuje? Trudno! Jeśli jest klucz, gdzieś muszą być (w końcu) odpowiednie drzwi…

Jakiś czas temu przeżywałem kolejny okres zmian w mojej osobowości. Na początku maja 2013r. poznałem fajną dziewczynę. Wszystko spoko, KC, dotyk wszędzie, wydawałoby się, że wszystko będzie szło jak należy. Niestety nie do końca byłem sobą. Chyba przez to, że nie przetrawiłem do końca wiedzy, do której miałem dostęp na stronie. Czułem, że czasami zachowuję się jak
zwykły prostak, cham, udaję, że niby mam wyjebane, a w środku znowu strach, strach przed zauroczeniem, przed rozczarowaniem, przed otworzeniem się… Spotykaliśmy się jakieś 2 miesiące, po tym wyjechała na 3. Wróciła. Wyjaśniliśmy sobie co nieco, dziś jesteśmy dobrymi znajomymi.

Pod koniec września 2013 zmieniłem dyscyplinę. Chciałem chwilowo podszkolić się w stójce, więc zrezygnowałem z MMA. Nowy klub, nowi ludzie, nowy trener… Nowa trauma. Było mi ciężko w chuj. Brałem na serio wszystko, wszystko przeżywałem, dosłownie jak za czasów nieszczęsnego liceum! Próbowałem rozmawiać ze sobą, niestety niewiele do dawało. Bałem się, znowu. Może przez to, że jakaś część mojej idealistycznej i perfekcjonistycznej natury kazała mi uwznioślać i brać śmiertelnie poważnie rzeczy, które powinny być dla mnie tylko zabawą? Chyba tak było. Jestem natomiast pewien, że robiąc to czego się boisz, raz za razem, działa to na Ciebie jak zimna woda na rozgrzaną do czerwoności stal. Hartujesz swój umysł, swój charakter, swoją silną wolę. To była kolejna z moich wielkich, wewnętrznych bitew. Wygrana! Podobnie było z nauką pływania. Przełamując strach, łamiesz większość barier, tych niewidzialnych. Dodając do tego cierpliwość, konsekwencję i ostatnie, ale nie mniej ważne – ciężką pracę, możesz osiągnąć to, o czym marzysz, to o czym codziennie myślisz przed snem. Smile

W ciągu 1.5 roku, od momentu napisania pierwszego bloga w moim życiu przewinęło się "wyraźniej" 5 dziewczyn. Z pierwszą połączyła mnie tylko ślina. Zaliczyłem z nią pierwszy KC od czasu mojej byłej, na imprezie. Mieliśmy się spotkać później. Niestety po ok. 2 tygodniach naszego kontaktu zadzwonił do mnie jej… Chłopak! Zbierałem szczene z podłogi. Cóż, tak też można. Drugą poznałem w sklepie. Miałem dobre flow, więc zagadałem. Uśmiechała się, więc nie miałem wątpliwości. Wymiana numerów. Kontakt ok. 2 tygodnie. SMS od kumpla, czy spotykam się z jego dziewczyną? Kopara w dół po raz drugi. Myślę sobie: „Kurwa, co te dziewczyny odpierdalają” ??? Nieważne… Dalej. Impreza, kolejna poznana dziewczyna. Komplementowała mnie, bo podobno jako jedyny jej nie obmacywałem. Miesiąc kontaktu. Nie odpowiadała mi, za mocno naciskała i w ogóle jakoś podchodziłem do tej znajomości bez entuzjazmu… Po ok. 2 miesiącach poszedłem na kolejną imprezę. Przyjaciółka mojej dobrej koleżanki… Podobno była mną zainteresowana. Numer miałem. Kilka dni po imprezie próbowałem się umówić na spotkanie, niestety nie udało się. W międzyczasie, w maju 2013r. poznałem dziewczynę krótko opisywaną wyżej. Nieważne. Po 11 miesiącach spotkałem się w końcu z przyjaciółką koleżanki. Po 10 miesiącach kompletnej ciszy, jakoś tak na FB (którego swoją drogą wczoraj usunąłem) odnowił się kontakt. Zaczęliśmy pisać, ona ochoczo zagajała, pokazywała swoje zainteresowanie. Ok! Spotkamy się. Pierwsze spotkanie spoko, bez fajerwerków. Buziak w kącik ust na pożegnanie. Trochę taka „zimna draniówa”. Drugie spotkanie i jej prawdziwy BOOM w moją stronę. Była to pierwsza osoba, z którą się spotykałem kiedykolwiek, przy której nikogo nie udawałem, po prostu byłem sobą, w 100%. Na koniec spotkania dobrze znane słowa: „Nie chce się wiązać, zwłaszcza teraz, przed wyjazdem”. Dwa spotkania, 1.5 miesiąca kontaktu, słodkich rozmów telefonicznych, na FB. Może dlatego było mi trochę ciężko ogarnąć to rozumem. Przecież byłem sobą! Co poszło nie tak? Dlaczego jej zachowanie na spotkaniach kłóciło się z tym co pisała, mówiła? Nieważne. Wyjechała. Wcześniej odpowiadając na moje pytanie… „Spotykałam się z innymi, tak jak z Tobą. Niezobowiązująco. Przykro mi, że inaczej to odbierałeś, takie życie”. Tyle chyba wystarczy. Zero drążenia, zero żalu, tylko nutka wkurwienia. Ale koleżanka z niej spoko! Jak wróci mamy pograć w kosza. Chciała żebym zagrał jej coś na gitarze (Uczę się grać od roku, czy coś)… Odpowiedziałem żartobliwie, że będę grał tylko mojej żonie, tym samym kończąc podchody. Było, minęło. Śrobokręcik znowu nie pasował, hmmm. Cóż, żagle wywieszone! Wiatr pod narty, czuję to coraz bardziej. Znowu jestem na rozbiegu, zjeżdżam i wybijam się z całych sił! Lecę, korygując przy tym mój lot. Ciekawe jak daleko tym razem wyląduję? Grunt to lądować telemarkiem… Smile

„Don’t be scared of failure,
the only failure is never to try”.

PEACE ! Smile

Odpowiedzi

Ciekawie opisane. Tak trzymać

Ciekawie opisane. Tak trzymać głowa do góry i wreszcie trafisz na odpowiednią dziewczynę Smile

Fajnie widzac znowu kogos

Fajnie widzac znowu kogos trenujacego Muay Thai,taka pasja to cos pieknego Smile!Wytrwalosci,dobry Blog.

Jaja masz I dzialasz...

Jaja masz
I dzialasz...