Portal Uwodzicieli
Witryna poświęcona relacjom damsko męskim oraz budowaniu międzyludzkich więzi emocjonalnych.
Lorem ipsum dolor sit amet, consectetur adipiscing elit END.

Kowalstwo XXI wieku. by Brodaty

Portret użytkownika Brodaty

Kowal, kiedyś?
bardzo ceniony zawód.

Kowal dziś?
całkowicie zapomniany zawód.

Natomiast nie do końca chodzi mi o sam zawód lecz o umiejętność kowalstwa.

Taki sobie kowal kuł z gorącego metalu piękne, szlachetne bronie i inne elementy.
Działo się to wtedy, gdy metal był ekstremalnie gorący.
Z kawałka metalu, robił coś na prawdę pięknego, dokładniej coś z niczego. Na końcu studził to w zimnej wodzie.
*****************************************************************

Teraz zadajcie sobie pytanie czy znacie dzisiaj jakiś kowali. Konkretniej, ludzi z umiejętnością kowalstwa, którzy nie do końca kują metal lecz zamiast tego emocje.
Emocje te negatywne, takie jak :
agresja, apatia, beznadziejność, bezradność, ból, bunt, chłód, cierpienie, lęk, napięcie, niechęć, nienawiść, niepokój, obawa, obojętność, obrzydzenie, odraza, odrzucenie, pogarda, porażka, przerażenie, przygnębienie, rozczarowanie, rozgoryczenie, samotność, strach, upokorzenie, uraza, wrogość, wstręt, wstyd, wściekłość, zakłopotanie, zaskoczenie, zawiść, zawstydzenie, zazdrość, zażenowanie, zdenerwowanie, złość, zniewaga, zniecierpliwienie, znudzenie, żal.

Każdy ale to każdy z nas czuje na co dzień jakieś negatywne emocje.
Sztuką jest nad nimi zapanować i przekuć je w coś pięknego.

Najwięksi, najsławniejsi, najbardziej znani i cenieni.
Oni są kowalami doskonałymi, każdy z nich kuł złe, negatywne emocje w coś pięknego:
determinacje, wytrwałość, pracę, nieugiętość, odwagę , cierpliwość, radość, wzruszenie, dumę, sukces itd. które owocowały szczęściem. A przecież ono jest dla nas najważniejsze.
Chodzimy i stąpamy po tym świecie aby być szczęśliwym.

Np.
Noriaki Kasai znany obecnie najstarszy skoczek odnoszący sukcesy.
Myślicie że sam talent daję mu to i jest wyjątkowy? Nie, tony potu, ciężkie przejście, stawanie na przeciw losowi, i nie poddawanie się doprowadziły go do obecnego miejsca.

"Gdy otrzymał nominację na kolejne igrzyska, do Lillehammer, po powrocie do rodzinnego domu był... załamany. U jego młodszej o sześć lat siostry Kumiko, która była wtedy uczennicą liceum, zdiagnozowano bardzo poważną chorobę – niedokrwistość aplastyczną (niewydolność szpiku kostnego). Chorobę, która w przypadku nieskutecznego leczenia, może spowodować śmierć w ciągu roku!
Noriaki załatwił siostrze dobrą opiekę medyczną, a z Lillehammer przywiózł srebrny medal, zdobyty w konkursie drużynowym. Gdy Kumiko zaczęła czuć się lepiej, rodzinę dotknęła jeszcze większa tragedia. W domu, w którym przebywała ich mama Sachiko wybuchł pożar. Doznała bardzo poważnych poparzeń i zmarła niecały rok później w wieku 46 lat. Kasai bardzo przeżył jej śmierć. Był mocno związany z mamą. Już jako nastolatek pomagał matce w prowadzeniu gospodarstwa domowego, a później spędzał z nią wiele czasu.
– Przed śmiercią mama napisała do niego list. Nawiązując do jego startów w imprezach mistrzowskich wspomniała: „Powodzenia. Możesz tego dokonać!”. Noriaki lecąc na igrzyska ma zawsze ten list przy sobie. Marzy o tym, by zdobyć w Soczi złoty medal dla swojej zmarłej mamy. Motywację ma naprawdę wyjątkową – mówi dziennikarz Yoichi Miyashita. Noriaki wciąż wspiera swoją siostrę, która przez lata walczy z chorobą, a do Rosji długowieczny sportowiec zabiera ze sobą bardzo popularne w Japonii amulety zwane omamori.""

Powyżej widać że on jest niepodważalnym mistrzem który przekuł wszelkie zło w dobro.
Ile ludzi by zrobiło tak jak on?
Wielu by się poddało, załamało, posłuchało iluzji społeczeństwa "za stary na skakanie".
Lecz on przekuł wszystko w determinacje, wiarę, siłę, odwagę itd. Dzięki temu i głównie sobie osiąga teraz sukcesy.

Sylvester Stattone
" I już samo przyjście na świat było dla niego dość ekstremalnym wyczynem. Jeżeli zastanawialiście się kiedyś czemu jego twarz wygląda jak wygląda… oto powód: ze względu na komplikacje przy porodzie musiał być wyciągany przy pomocy metalowych kleszczy. Nacisk doprowadził do częściowego paraliżu twarzy (do dziś ma nieruchomy prawy policzek), wykrzywienia dolnej wargi i w rezultacie zaburzenia mowy.
Jak można się domyślać z taką twarzą stał się łatwym obiektem docinek i do dziś większość dzieciństwa wspomina jako większy lub mniejszy koszmar. O stosunku innych dzieci do niego może świadczyć fakt, iż mając 15 lat został wybrany przez uczniów swojej klasy liceum jako ten, który najprawdopodobniej skończy na krześle elektrycznym (w pewnym sensie prorocze – scena tortur z Rambo…).

Ta codzienna walka o normalność przyniosła mu jedno wielkie marzenie: zostać aktorem i inspirować ludzi do pokonywania swoich problemów. Chciał przekazać innym, że tak jak on w swoim życiu nauczył się pokonywać własne słabości i przełamywać ograniczenia, tak i oni mogą to robić. Swoją decyzję jeszcze w podstawówce i poprzysiągł sobie, że do tego doprowadzi bez względu na trudności.

Jednak młody chłopak ze sparaliżowaną twarzą i kompletnie niezrozumiałą dykcją nie był – jak można się domyślić – wymarzonym materiałem na hollywoodzką gwiazdę. Nikt nie chciał dać mu pracy. Mówili mu, że wygląda jak idiota i okropnie mamrocze – zajmij się czymś innym! W kółko słyszał, że nigdy nie zostanie aktorem, bo nikt nie da roli facetowi, który wygląda jak niedorozwinięty umysłowo.
Zanim dostał pierwszą rolę został wyrzucony ponad półtora tysiąca razy z różnych biur agentów filmowych w Nowym Jorku. Z niektórych z nich ponad dziesięć razy. Wyrzucali go, a on wracał. Pewnego razu przyszedł do biura agenta o szesnastej, ale ten nie chciał go zobaczyć, został więc w poczekalni przez całą noc. Kiedy agent przyszedł rano do pracy zastał go drzemiącego w fotelu, wtedy wreszcie zgodził się z nim porozmawiać. Uznał, że skoro jego wygląd jest tak odrażający, to może nada się do roli jakiegoś opryszka. W swoim pierwszym filmie pojawił się na 20 sekund – grał bandziora, który zostaje pobity (agent uznał, że skoro ludzie nie znoszą na niego patrzeć, to pewnie spodoba się im jak mu przyłożą). Po tej roli dostał jeszcze dwie takie – równie „obszerne i ambitne”.

Wszędzie mu odmawiano i wyrzucano go z przesłuchań. W tym czasie niemal przymierał głodem, nie stać go było na ogrzanie własnego mieszkania, a jego żona codziennie robiła mu awanturę, błagając go by poszukał jakiejś pracy. On jednak uparcie odmawiał szukania innego zajęcia – jak powiedział później: „Wiedziałem, że jeśli znajdę pracę, pozwolę się jej uwieść i stracę napędzający mnie głód. Wiedziałem, że mogę kontynuować tą walkę, przyjmować te ciągle odmowy i starać się dalej, tylko jeśli granie będzie moim jedynym wyborem, tylko jeśli spalę za sobą wszystkie mosty. Jeżeli znalazłbym pracę to wpadłbym w normalny rytm pracowania, zacząłbym czuć się względnie zadowolony ze swojego życia i pozwoliłbym oddalić się swojemu marzeniu. Chciałem z całego serca zachować ten napędzający mnie głód. Czułem, że ten głód to moja jedyna przewaga nad innymi aktorami, w nim była moja jedyna nadzieja na sukces. Moja żona zupełnie tego nie rozumiała. Strasznie się kłóciliśmy. Trudno się jej dziwić, w domu było przeraźliwie zimno.”

W środku tego najgorszego okresu, pewnego razu poszedł do biblioteki, żeby się ogrzać. Z nudów zaczął czytać pozostawioną tam przez kogoś książkę – wiersze i opowiadania Edgara Alana Poe. Zaczął ją czytać i skończył jeszcze tego samego dnia. Historie te były tak różne od jego życia, a jednocześnie tak wciągające, że zrozumiał, że za bardzo skupia się na sobie, na swoich trudnościach. Zaczął zastanawiać się jak może dotrzeć do innych ludzi. Dotarło do niego, że w ten sposób jaki teraz szuka pracy, nie zostanie nigdy aktorem. Postanowił spróbować czegoś innego. Zdecydował, że zostanie… pisarzem. Sylvester Stallone pisarzem… tak…

Ruszył jednak do wykonania swojego nowego pomysłu z wielką energią. Nie chciał zupełnie porzucać filmów, więc zaczął pisać scenariusze. Żaden jednak nie został zaakceptowany. Wreszcie, po prawie roku, kiedy już był zupełnie spłukany udało mu się sprzedać jeden scenariusz za 100$. Nazywał się „Paradise Alley” – ten film został nakręcony wiele lat później i Stallone zagrał w nim główną rolę.

Sly
Jego sytuacja finansowa była tak fatalna, że musiał zastawić biżuterię swojej żony. Zrobił to bez jej wiedzy i… była to kropla, która przepełniła czarę. Żona wściekła na niego wyprowadziła się z mieszkania. Wiele lat później w wywiadzie powiedział: „Tak, zastawiłem jej biżuterię… Cóż, zastawianie biżuterii własnej żony to jedna z tych rzeczy, których nie należy NIGDY robić!”. Jego sytuacja finansowa była tak fatalna, że był zmuszony sprzedać swojego psa! Jak wspomina kochał go nad życie, ale nie stać go było już stać na karmę dla niego. Poszedł pod sklep monopolowy i przez cały dzień usiłował wcisnąć swojego najlepszego przyjaciela za 50$ klientom sklepów. Wreszcie po wielu godzinach jakiś facet kupił od niego psa za 25$… Wielokrotnie powtarzał później, że był to najgorszy dzień jego życia.

Dwa tygodnie później obejrzał walkę Muhammada Ali z Chuckiem Wepnerem. Walkę, w której murowany fawory Ali, przez piętnaście rund męczył się z niezmordowanym, mało znanym białym bokserem, zostając przez niego raz powalonym w dziewiątej rundzie i wygrywając w ostatniej chwili. Wepner kontynuował pojedynek mimo złamanego nosa i rozciętych obu łuków brwiowych. Walka ta zainspirowała Stallone’a do napisania scenariusza do filmu Rocky. Zaraz po walce siadł do pisania. Pisał przez dwadzieścia godzin z rzędu. W ciągu jednej doby skończył cały scenariusz. Gdy postawił ostatnią kropkę, aż trząsł się z ekscytacji. Wiedział, że zrobił coś z czego może być dumny.
Ruszył z pielgrzymką po studiach filmowych, starając się sprzedać swój scenariusz. Wszędzie odprawiali go z kwitkiem. Słyszał, że scenariusz jest: „Głupi, przewidywalny, oczywisty.” Stallone zapisał wszystko co od nich usłyszał i (!) przeczytał wszystkie te obelgi przyjmując rok później Oskara za najlepszy film.

Wreszcie, kiedy już najnormalniej w świecie przymierał głodem trafił na ludzi, którym spodobał się jego scenariusz. Zaproponowali mu za niego 125.000$. Niezłą sumę dla faceta żywiącego się chlebem i mlekiem! Był zachwycony, jednak postawił jedno żądanie: mam zagrać główną rolę. Wyśmiali go. „Przecież ty jesteś scenarzystą!” „Nie, jestem aktorem.” „Jesteś scenarzystą!” „Jestem aktorem.” Wreszcie powiedzieli mu bierzesz pieniądze albo nie. Nie przyjął ich. Przymierał głodem, ale nie przyjął 125.000$, bo wierzył, że to on musi zagrać Rocky’ego (co zabawne producenci upierali się, żeby główną rolę zagrała „jakaś gwiazda”, mieli na myśli Briana O’Neilla – znacie takiego aktora?). Potem zaproponowali mu ćwierć miliona dolarów, ale też odmówił. Wreszcie, jako ostateczną ofertę dali mu 325.000$ byle tylko dał im scenariusz i NIE grał w tym filmie. Tą ofertę też odrzucił. Szaleństwo.
Wreszcie, po tygodniach targów, zgodzili się na jego warunek. Powiedzieli jednak: „OK., to w takim razie ty też musisz zaryzykować. Grasz główną rolę, ale dostaniesz tylko 35.000$” Stallone przystał na tą ofertę.

Resztę znacie. To jest ten moment, kiedy należy zanucić „Eye of the Tiger”.Aha, jeszcze jako ciekawostka. Wiecie jaka była pierwsza rzecz, którą zrobił Stallone z nowo zarobionymi pieniędzmi? Kupił samochód? Poszedł imprezować? Otóż nie. Poszedł pod sklep monopolowy, gdzie sprzedał swojego psa i przez trzy dni z rzędu stał przy drzwiach od otwarcia do zamknięcia modląc się, żeby pojawił facet, który miał teraz jego przyjaciela. Wpadł na niego trzeciego dnia wieczorem. Wyjaśnił mu, że już nie przymiera głodem i chce swojego psa z powrotem. Zaproponował mu 100$. Tamten jednak się nie zgodził. „Teraz to mój pies!” Stallone chciał odzyskać psa za wszelką cenę. Zaproponował 500$. Nic to nie dało. Negocjacje trwały i wreszcie Stallone odzyskał swojego psa w zamian za… 15.000$ i rolę dla tego gościa w filmie Rocky. Facet, który kupił jego psa występuje w filmie. Jego pies z resztą też.
Koniec. Dla mnie, jest to jedna z najbardziej niezwykłych historii o ludzkich marzeniach, o uporze, determinacji i szalonej pasji. Od początku miał definicję własnego sukcesu.""
******************************************************************

To są tylko dwa przykłady lecz jest ich mnóstwo, wielu mówi że, np. Cristiano Ronaldo
-"playboy który za 90 minut pokopania piłki dostaję nie wyobrażalną kasę a ja za robotę na 3 zmiany po 8 h dostaje tyle co on przez 1 sekundę."
Tak na prawdę jest on mistrzem i tyranem ciężkiej pracy, kowalem niewyobrażalnym.
Wielu też powie że po prostu tym ludziom dopisało szczęście , tak dopisało lecz oni temu szczęściu pomogli i wyszli na przeciw.
Chylę czoła przed takimi ludźmi do pasa i jeszcze niżej, bo należy się im to!!!

Przedstawię wam historię która jest bardzo znana :

“Przy ognisku dzieci zaczęły prosić starego wodza o jakąś anegdotę i ten przemówił do zebranych:

- Musicie o tym wiedzieć, że w każdym człowieku żyją dwa wilki, które cały czas ze sobą walczą. Jeden z nich symbolizuje wszystko to, co jest w człowieku szlachetne i wspaniałe, jak radość, miłość, współczucie, wybaczenie, wspaniałomyślność, prawda, chęć zrozumienia, hojność, nadzieja. A drugi reprezentuje złe cechy takie jak: przemoc, obłuda, strach, smutek, zazdrość, kłamstwo, arogancja, poczucie niższości, czy urazę. – rzekł Indianin.

- A który z tych wilków wygrywa każdego dnia? - zapytało jedno z dzieci.

- Ten którego nakarmisz. – odpowiedział z uśmiechem stary Indianin.“

Na temat tej historii mam minimalne inne zdanie, otóż:
Nie jest ważne którego nakarmisz, bo jeden bez drugiego żyć nie może, umiejętność i mądrość polega na tym aby jednego z drugim zaprzyjaźnić i stworzyć pomiędzy nimi symbioza.
Na zasadzie : zły wilk który sam potrafi być nie wyobrażalnie silny ( wiemy jak złe emocje mogą potęgować i narastać w nas) powinien być silnikiem napędowym tego dobrego który sam jest słaby lecz razem z ze złym wilkiem tworzą doskonałą parę, ying-yang.
Wtedy gdy to nastanie, z człowieka wydostaję się prawdziwy potwór.
Tak potwór, w pozytywnym tego słowa znaczeniu, zostanie przebudzony smok który jest uśpiony w każdym z nas.
Kłódka z potencjałem nie wyczerpanym zostanie otwarta, lecz nie na stałe, będzie otwarta dopóki, wilki będą jak bracia.

Aż mnie ciarki przechodzą jak to nastaję, jak czuję kiedy człowiek może wszystko.
Na własnym przykładzie:

Wiele osób, boi się odrzucenia przez kobietę, zakończenia związku, zaręczyn czy małżeństwa.
Otóż we mnie również tlą się takie emocje lecz nie karmię ich tak jak w tej historii, lecz myślę sobie:
- Jeśli mnie zostawi, i ta złość, rozżalenie, które będzie tym spowodowane, przekuję w jeszcze większy rozwój siebie albo w jakieś hobby czy cokolwiek pozytywnego.
To czuję wewnętrzne podniecenie które zaraz mnie rozpierdoli od środka(w pozytywnym znaczeniu).
( a to tylko samo tylko myślenie, co dopiero jak takie coś by się stało...).
Wiadomo że nie myślę tak o tym, codziennie lecz kiedy ten zły wilk wymyka się spod kontroli.
Bo przecież to moja kobieta i nie chcę jej krzywdzić, ani żeby ode mnie odeszła, ani jej zostawić w obecnej chwili po prostu, jestem świadomy tego.
A to daje mi wewnętrzny spokój i równowagę, której potrzebuję do bycia sobą.

W razie co zapiąłem jeszcze na " złym wilku, 10 moich własnych smyczy".
Stanowią one pewną kotwicę, które są przypisane każdemu palcu u dłoni.
Np:
1 Palec. Brodaty uspokój się bo gdy jesteś zdenerwowany to nic z tego nigdy dobrego nie wynika. + mam zakotwiczone emocje i sytuacje które zebrałem żyjąc na codzień.
2 Palec.Przypomnij sobie swoją wartość itd.

"nie ważne ile razy upadłeś, lecz ile razy wstałeś"

Wstając po kopie czy od życia czy od kobiety, zawsze będziemy lepszą wersją siebie sprzed momentu kiedy dostaliśmy tego kopa!!!

W ten właśnie sposób zacząłem się właśnie rozwijać brnąć do przodu, stworzyłem wizerunek siebie jakim chcę być do którego codziennie dążę, nie ma rzeczy nie możliwych są tylko przeszkody które muszę ominąć, aby spełnić me założenie.
Nie boję się kopa już tak bardzo bo wiem że to nie koniec świata a wręcz może być to zajebista droga która się otworzy przed nami właśnie po tym kopie po którym wstaniemy.

Lecz to nie jest takie proste jak się wydaję, potrzeba do tego kupę czasu, pracy nad sobą i nigdy nie nadejdzie moment w którym nie będziemy musieli pilnować tych "wilków".
Dlatego stale trzeba być skupionym, zdeterminowanym wytrwałym, szczerym wobec siebie i świadomym.
************************************************************************

Powiem wam szczerze że udało mi się przekuć te najgorsze emocje parę razy i smak sukcesu był nie opisany. Nie jestem wam stanie przekazać tak wspaniałego błogiego uczucia które mi towarzyszyło. Obecnie uzależniłem się od tego właśnie uczucia.
Cały czas pracuję aby nie dać się porwać i panować nad tym, nie jest to łatwe, ale gdyby wszystko było proste, to było by bez sensu...

Wyżej podałem przykład strachu przed odrzuceniem .
Natomiast nie tylko tego to się tyczy.
Obejmuję on wszystko dosłownie WSZYSTKO.

Na przykładzie złej emocji: lenistwa...
Wiele osób ma już stworzony obraz siebie, co stanowi pierwszy podstawowy krok do startu z rozwojem siebie, to tak jak kowal ma gotowy wzór do wykucia broni.
Lecz żeby ją wykuć potrzeba jeszcze pracy.

A niestety wielu z nas zatrzymuję się właśnie przed tym.
Zaczynają się wymówki:
-"Jutro"
-"Pojutrze"
-"dzisiaj nie bo leci mój serial"
-"nie podejdę do tej dziewczyny bo dzisiaj jest wtorek"

Parę lat temu miałem tak z bieganiem...
-"nie pójdę bo pada śnieg jest ślisko, niebezpiecznie itd" próbowałem oszukać samego siebie.
Aż w końcu uświadomiłem sobie że to tylko bariery które sobie sam stawiam, bo przecież jak zacząłem myśleć na spokojnie, i wiedziałem że chce biegać, to stwierdziłem że bieganie w śnieg przecież jest trudniejsze co za tym idzie można osiągnąć większy progress, na dworze jest wilgotniejsze i zimniejsze powietrze przez co szybciej o dobrą kondycje, skoro jest ciemno i niebezpiecznie kupiłem sobie opaskę odblaskową.
******************************************************************

Dalej, na pewno spotkaliście się z czymś takim, jak zazdrość o kogoś kolejna negatywnych emocji.

- Zazdrość występuje wtedy kiedy człowiek karmi też złego wilka, bo karmiąc tego złego, nie dajemy z siebie wszystkiego bo przecież ten dobry wyzwala z nas wszystko co w nas dobre. Nie wykorzystujemy własnego potencjału bo mamy ślepki na oczach myślimy tylko o zazdrości.
Gdybyśmy przekuli tą zazdrość w dawanie po prostu z siebie wszystkiego.
Na spokojnie w sytuacji gdy ktoś podrywa moją kobietę, życzę mu szczęścia, skoro jest lepszy ode mnie, skoro potrafi dać więcej ode mnie, czego mam mu zazdrościć.
To powinien być dla nas kop motywacyjny aby dać z 110% które dawaliśmy 120% skoro rzeczywiście tak jest.
Pisząc dawanie z siebie wszystkiego, i czytając to jest bardzo prosto.
Lecz w rzeczywistości, łzy, 7-dme poty, determinacja, wytrwałość, kreatywność, czas itd. Dane przez siebie jest ekstremalnie ciężkie, i świadomość że nie mogłem zrobić nic więcej daje mi spokój wewnętmrzy prawdziwy SPOKÓJ.
Bo przecież czasu poświęconemu związkowi z naszą kobietą ten adorator mojej panienki nigdy nie przeskoczy jednym podrywem, a nawet jakby z nie wyjaśnionych przyczyn tak się stało, to świadomość że dałem z siebie wszystko jest lepsza niż myślenie co by było gdybym zrobił tak i tak lub żałowanie że tego nie zrobiłem.

Podsumowując , o tym wszystkim można by książkę napisać, lecz nie jestem na tyle jeszcze doświadczony przez życie, i na tyle mądry żeby to zrobić. Po za tym nie czuję takiej potrzeby.
Dlatego napisałem bloga w ramach "11-tej smyczy". która ma mi o tym przypominać w razie gdybym kiedyś zabłądził to taka jakby kotwica zostawiona przeze mnie na piśmie.

Natomiast jeśli komuś to się przyda będę zaszczycony i szczęśliwy że komuś mogłem pomóc.

Życzę każdemu aby stał się najlepszym kowalem.

Bloga zakończę przysłowiem które streszcza go całego:

W życiu nie chodzi o to aby przeczekać burze, lecz nauczyć się tańczyć w tym pierdolonym deszczu.

A Ty co o tym sądzisz?

Peace!

Odpowiedzi

Portret użytkownika Trancer

Na tej stronie było wiele

Na tej stronie było wiele motywacyjnych blogów, no ale ten jest jednak wielki...

Warty niejednokrotnego przeczytania Wink

Portret użytkownika qotyme

Trafiłeś we mnie swoją

Trafiłeś we mnie swoją wypowiedzią. Skłoniła mnie ona do głębszych przemyśleń. Chętnie przeczytam każdy Twój następny artykuł, i to pewnie nie raz.

Portret użytkownika Konstanty

Ulubione!

Ulubione! Smile

Portret użytkownika _Alvaro_

"W życiu nie chodzi o to aby

"W życiu nie chodzi o to aby przeczekać burze, lecz nauczyć się tańczyć w tym pierdolonym deszczu."

- trafiłeś w dziesiątkę! Mam podobne podejście - "Nie daj sobie możliwości żałowania czegoś czego nie zrobiłeś"

Parafrazując jednego z klasyków - emocje towarzyszące po stracie kobiety są idealnym budulcem lepszego siebie. Sprawdzone i potwierdzone Smile

Pozdrawiam
_Alvaro_

Portret użytkownika Brodaty

Dzięki, bardzo mi miło że

Dzięki, bardzo mi miło że myślicie podobnie.