Portal Uwodzicieli
Witryna poświęcona relacjom damsko męskim oraz budowaniu międzyludzkich więzi emocjonalnych.
Lorem ipsum dolor sit amet, consectetur adipiscing elit END.

Koleżanka z pracy - ku przestrodze?

Portret użytkownika eldoka

Witam
Ten wpis jest na prośbę kolegów komentujących moje wypociny.

Tak ostatnio zastanawiałem się na temat podrywania koleżanki z pracy o której już, jak mi się zdaje, pisałem.

Już nie pracujemy razem, zresztą odpuściłem temat podczas wspólnej pracy.

Do pierdolonej rzeczy.

Dziewczyna lat 32 wtedy, śliczna, samotna matka (syn wtedy chyba 12 lat) - po rozwodzie, były mąż za granicą. Średnio się dogadują, zdradzał ją. Jest już kilka lat po fakcie.

Pracowałem z nią około 3 lat bodajże. W jednym pokoju.
Zaczynałem praktykę wiedzy z tej strony, niewinnie, na niej Laughing out loud
W sensie bez napalania się. Zresztą nie raz rozmawialiśmy na tematy związków, parowania się w pracy i oboje zgodnie mówiliśmy że to nie jest dobre.
I tak sobie kminiłem na niej różne techniki.
Bajerowałem, sprawdzałem reakcje, głębokie patrzenie w oczy (w sumie to w jedno Laughing out loud), gdzieś tam dotyk subtelnie. Bez napinki, z wielkim luzem i w ogóle nie myśląc o konsekwencjach - bo przecież pewnie i tak nie zdziałam za dużo (róznica 4 lat w wieku między nami).
Często żąrtowaliśmy sobie tak na pikantnie. A to, że jakbyśmy nie pracowali razem to pewnie już byśmy mieli romans, a to że brałbym ją na biurku, nawet przy ludziach. Wyczuć można było luz w naszych rozmowach. Dogadywaliśmy się jak byśmy się znali dużo lat. Od razu dystans został zniwelowany. Różnica wieku nie była odczuwalna, zresztą sama mi nieraz mówiła, że zdziwiona jest jak szybko nasze rozmowy nabrały luzu.
Dziewczyna mi zaufała, ja jej i nawet tematy prywatne nie były nam obce (opowiadała mi o tym jak źle się zachowuje jej były mąż w stosunku do syna, o synu i problemach z nich a nawet o swoich randkach - nieudanych szczególnie).
W pracy zaczęli wszyscy za plecami gadać, że mamy romans. Tym bardziej, że nie raz po pracy ona jechała ze mną jak miała zepsuty samochód bo ją podrzucałem na busa.
I kurwa jego mać, wkręciłem się, przyznaję.
Do tego stopnia, że zacząłem o niej myśleć po pracy (sporo pisaliśmy razem i rozmawialiśmy przez telefon).
Jeszcze nie byłem wtedy z obecną i wtedy zdarzały mi się tylko jakieś krótkie relacje.
Najgorsze było to, że widziałem, że ona też się wkręciła.
I tutaj zaczęły się zjebane myśli w głowie. Wątpliwości.
Czy działać dalej czy nie? Odpuścić?
Przecież, ja pierdole, miał to być tylko mój trening jak coś będzie za daleko to odpuścić... ale ona mi się tak podoba, ciągle o niej myślę.
No wpierdoliłem się jak uczniak. Emocje - zły doradca.
Uznałem ostatecznie, że będzie co ma być. Przecież mnóstwo ludzi jest ze sobą mimo różnic wiekowych i życiowych bagaży np. w postaci dzieci. Mnóstwo ludzi pracuje ze sobą i są w związkach.
Z dalszej części wyjdzie, że jednak dobrze to rozegrałem ale pozwólcie, że opiszę to tak dokładnie dalej.
Oczywiście, stosowałem wszystko dalej. Rozmowy mocno erotyczne, dotyk np. poprzez pokazanie jej czegoś przez okno i subtelne złapanie w pasie w celu przesunięcia żeby widziała lepiej. Pokazywanie czegoś w internecie, złapanie za jej rękę na myszce i pokierowanie dokładnie w link. Jak ona wtedy na mnie patrzyła, to nie odwzajemniałem tego tylko jak gdyby nigdy nic robiłem swoje. Ot, normalna sprawa przecież, nic wielkiego.
Od jakiegoś czasu raz na miesiąc, dwa wychodziliśmy w 3-4 osoby przy piątku po pracy na piwko.
Ja, ona, jedna koleżanka (btw. brzydka jak loch ness ale w sumie mi to nie przeszkadzało, nie chodziło mi o nią) i druga też śliczna i w jej wieku ale zamężna i z dzieckiem (teraz już drugie urodziła) - zresztą jej taka bardzo dobra koleżaneczka.
Tą koleżankę też flirtowałem dla praktyki. Wiedziałem, że będzie to przekazywała tamtej ale to było, a jakże, z premedytacją kurwa jego mać Laughing out loud
Wszystko po to, żeby tamta była zazdrosna.
Nie raz jak chodziłem do niej, żeby coś ustalić i się zasiedziałem za długo przy rozmowie to mój cel przychodził, niby pod pretekstem żeby coś wziąć, zobaczyć czy przypadkiem nie za dobrze się bawimy. Czasami nawet widać było zazdrość i teksty typu: Już mnie zdradzasz? - niby kurwa w żarcie ale w oczach była ta niepewność haha
No i na tych spotkaniach, wiadomo alko, śmiechy, chichy i tam różne rozmowy. Wyjścia na papierosa sami i bajerowanie. Że gdyby nie praca to pewnie byśmy już u mnie byli i bardzo miło spędzali czas. Któregoś razu nawet powiedziała mi, że jest pod mega wrażeniem jak sobie radzę w życiu i że jestem bardzo odpowiedzialnym człowiekiem. Że widać jaki zajarany jestem treningami z dziećmi jak to opowiadam i mam duże poczucie obowiązku (wiadomo, turnieje weekendami często i wtedy odpuszczanie zabaw, imprez). Tu powinna zaświecić się kolejna kontrolka, że zapierdala to mocno w dobrze wiadomą stronę. Uważała mnie za dobrego kandydata by zostać jej partnerem. Odpowiedzialny, z podejściem do dzieci - przecież ma syna. Do tego trener piłki nożnej a jej syn gra w piłkę. No w mordę szczelił, mój ci on haha
Na jednym takim wyjściu - teraz jak sobie myślę, ja pierdole jak super że inaczej wyszło, ktoś nade mną czuwał jednak - byliśmy tylko w trójkę z potworem z loch ness.
Na koniec spotkania, już wstawieni nieźle mieliśmy już iść do domu. Odprowadzaliśmy potwora do samochodu bo ktoś po nią przyjechał. Mój target też miał mieć transport. Cały wieczór kleiła się do mnie. Siedzieliśmy obok siebie łapałem ją za udo, ona mnie, oczywiście pod stołem tak żeby potwór nie ogarnął.
Na miejscu okazało się, że target musi czekać bo jeszcze po nią nie wyjechali to ja nie zastanawiając się długo, że z nią poczekam. Na co ona zadowolona przytaknęła. Ale potwór uparł się że też poczeka - mimo że zapewnialiśmy, że sobie poradzimy.
Nagle patrzę, dostałem smsa. Od wiadomo kogo. Że może odwołać transport jak chcę i chciałaby spędzić jeszcze trochę czasu ze mną. BINGO! Biorę na chatę i cisnę jak cytrynę.
Ale loch ness nie dawała za wygraną a głupio było powiedzieć, że zostajemy sami razem. Zaraz w pracy by się rozeszło że faktycznie romans a ani mi ani jej to nie potrzebne było.
Więc wkurwiony, koleżka w spodniach również, powiedziałem, że mi już zimno i muszę lecieć do domu (oczywiście upewniając się uprzednio, że moja zwierzyna ma na pewno transport spowrotem - mieszkała kawałek za miastem).
Później rozmawialiśmy na ten temat, że szkoda że tak wyszło bla bla bla
W między czasie mieliśmy wyjazd z pracy - 4 dniowy dofinansowany wypad do Grecji.
Nie rozpisując się bardzo - tam już okazało się, że dziewczyna chciałaby ze mną coś więcej. Opowiedziała mi też, że jeden chłopak z firmy, taki kurwa lewus, nie wiem w ogóle jak mogło dojść do tego, że się spotykali bo tym nieogar kurwa osiemtysięcy. Zresztą on przyszedł rok przede mną i był no life i jej szkoda go było i chciała po prostu jako koleżanka pomóc mu, żeby nie był pizda. Zaprosił ją na wesele nawet i tam wyznał miłość ale ona mu podziękowała oczywiście i typ zaczął ją nękać po tym. Centralnie stalking. Pisał jej smsy z wrzutami by następnego dnia jak gdyby nigdy nic normalnie gadać i komplementy rzucać. I następnego dnia już z wkurwieniem do niej.
Zresztą typ mnie nienawidził bo widział że dogadujemy się świetnie.
Ja nic o tym nie wiedziałem, na wycieczce mi o tym powiedziała. I trochę się wkurwiłem, miałem typa brać na kopy, że mi dupe obrabia bo tak też było ale prosiła żebym nic nie robił.
Wracając do meritum Laughing out loud Powiedziała mi, że się bardzo boi o to, że jak nie wyjdzie bo razem pracujemy, co ludzie powiedzą.
Krótko tylko skwitowałem, że jak tak będzie się przejmowała co ludzie pierdolą to z nikim się nie zwiąże i będzie sama.
Ale już mi odchodziło trochę od dupy to wszystko. Chyba za długo to trwało wszystko i wątpliwości zaczęły brać górę. Postanowiłem, że wycofam się, oczywiście próbując nie spierdolić relacji koleżeńskich.
Poznałem z badoo w między czasie fajną dupeczkę a później już ogarnąłem obecną.
Któregoś razu jadąc rano na dworzec, odwoziłem swoją na busa do pracy i na światłach traf chciał kurwa, że obok w samochodzie była ona. Nic nie wiedziała, że mam kobitę a ja nic nie chwaliłem się. Jak zobaczyła obok mnie dobrą lasencję to wjebało ją jak w ścianę. Nie wiedziałem że można aż tak bardzo głowę odkręcić żeby kogoś nie widzieć Laughing out loud
W pracy zaczęły się dogadywania, że wożę lafirynde jakieś. Dopytywanie kto to. No kurwa zazdrość niesamowita. Apogeum. Wiedziałem, że już po wszystkim, nie ma co roztrząsać. Aby utrzymać fajną relację.
Jednak ją to dotknęło fest. Wycofała się całkowicie. Już nie było rozmów prywatnych, czasami aby jakieś tam szczególiki ale to już nie to co było.
Teraz już nie pracujemy razem. Utrzymujemy kontakt, nawet raz byłem z nimi na spotkaniu takim jak kiedyś ale jesteśmy tylko znajomymi. Nawet pochwaliła mi się, że ma kogoś.
Z jednej strony w sumie się cieszę, z drugiej mam to trochę w dupie. Możliwe, że nawet nie ma nikogo tylko chciała wzbudzić we mnie zazdrość.

Koniec końców, cieszę się, że nic z tego nie wyszło. Może byśmy żyli długo i szcześliwie a może byłaby z tego taka hryja, że łeb by mi rozjebało psychicznie.
Z jednej strony, doświadczenie bardzo cenne. Nauczyłem się chyba najbardziej przy niej podstaw podrywania.
Trochę głupio wyszło, bo można pomyśleć, że zabawiłem się jej kosztem, że jestem pojebany - narobiłem kobicie nadzieji, zakręciłem, podpaliłem a na koniec zgasiłem jak kiepa.
Ale to nie tak. Po prostu sam gdzieś zabłądziłem, już miałem się brać za nią (z gorącą głową) ale stwierdziłem, że to nie dla mnie.
Po co mi kobieta starsza, z dzieckiem, po rozwodzie. Jeszcze jestem młody, przystojny, mogę mieć praktycznie każdą a ja myślałem o niej. Po co?
Trzeba było wcześniej to wystopować i zatrzymać na pewnym etapie kiedy mieliśmy luźny kontakt ale żadne z nas nie miało intencji by być razem.
Myślę czasami o niej, bo fajna kobitka, na serio. Tylko pogodziłem się z tym, że to nie było by potrzebne ani dla niej ani dla mnie.

Także koledzy, nie jest wielkim problemem, przynajmniej dla mnie poderwać koleżankę z pracy. Opisałem swoje ruchy które wykonałem, może komuś się przydadzą, lecz stwierdziłem, że takie akcje nie dla mnie, koniec końców.
Od razu zaznaczę że nie da się w pracy znaleźć kobiety tylko do bzykania.
Jeśli macie taki zamiar to musicie wziąć pod uwagę to że będąc z nią i chcąc to utrzymać, jedno z was bedzie musiało zmienić pracę. Nie wyobrażam sobie pracując z kobitą jak mamy gorsze dni przez kłótnię i rozgraniczać tego w pracy.

To jest moje doświadczenie i moje zdanie na temat podrywania koleżanek z pracy.

Z chęcią poczytam opinie, komentarze na ten temat Smile

EDIT.
A teraz moim zdaniem, prawdopodobne konsekwencje.
- Jesteśmy razem i żyjemy szczęśliwie - kurwa jak jakaś idylla. Procent że by tak było to coś pewnie koło 1%.
- Jesteśmy razem i każda kłótnia przechodzi na tło zawodowe. W jednym pokoju pracując pewnie dostałbym od niej kose w żebra albo sam bym jej dojebał.
- Jesteśmy razem i ja muszę zmienić pracę, bo ona ma na utrzymaniu dziecko i nie odważy się na to. I albo trafiam na jakieś gówniane stanowisko albo trafiam pracę marzeń.
- W domu jazda, w pracy jazda. Rozchodzimy się. Gówno we łbie, w pracy i psycha zaorana kurwa fest. Wrak człowieka. Zmieniam pracę. I albo gówniany etat albo praca marzeń.

Dodatkowo, w pracy ludzie napierdalają za plecami, dochodzić bedzie do mnie mnóstwo plotek.
Jestem dopiero na drugim miejscu, po jej dziecku. Nawet jak będę pierwszy, to będę czuł się jak drugi - cytując klasyka.
Pomijając fakt, że mogło się po czasie okazać, że wcale nie jest taka fajna. I kurwa męczę się z nią dzień w dzień.
Ogólnie więcej opcji, że będzie pierdolony syf i głowa rozpierdolona. Zmieniam pracę, życie. Przez to, że zachciało mi się być z kobitą z bagażem, gdzie w okół jest mnóstwo pięknych, wolnych kobiet.
Jeśli ktoś z was jest w podobnej sytuacji, lub zastanawia się nad podrywem kobiety z pracy, to niech się kurwa mać bardzo mocno zastanowi.

Odpowiedzi

Portret użytkownika eldoka

Dokładnie o to

Dokładnie o to chodzi.
Zapomniałem napisać ewentualne konsekwencje. Już to robię Smile

Portret użytkownika kozak

abstrahujac od miejsca

abstrahujac od miejsca poznania i prowadzenia "relacji" tj pracy, chcialbym zwrocic uwagę na pewną dosc istotna kwestię kolega potraktowal kobietę jak krolika doswiadczalnego i chelpi sie tym.
czasami czytajac posty opisujace kobiety mozna odniesc ze zawsze jakas mowi ze byla skrzywdzona, ktos potraktowal ją źle, facet to swinia i zdawalo sie mi ze qwa one sa monotematyczne ale teraz to nabralo sensu. Przyjdzie na forum taki paciek wyczyta ze robta co chceta i miej wyjebane na innych, czytaj: wykorzystaj i idź dalej, i chwali sie tym pelen dumy jak dziecko. I najwyraźniej to juz nawyk skoro powtorzyles zabawę na kolejnym kroliku doswiadczalnym - post o sportsmence. Jak dla mnie jestes Jelop*em, krzywdzisz kobiety, i ewidentnie nie rozróżniasz zdrowego egoizmu w kontaktach z kobietą od patologii wykorzystywania jej i porzucania.

Portret użytkownika eldoka

Po pierwsze to fieju bez

Po pierwsze to fieju bez wyzwisk. Przyjdzie taki kondom i się panoszy.
Po drugie gówno wiesz i w dupie byłeś.
Tak jak kolega napisał, ona również chciała tej relacji ale nie była zdecydowana tak jak ja. Kiedy przyszło do decyzji, ktoś ją musiał podjąć a wypadło na mnie, że odpuszczam bo nie chciałem chlewu.
Skoro widujemy się czasami i rozmawiamy to znaczy że nie ma do mnie żalu i zapewne rozumie sytuację. Ja jej nic nie obiecywałem, żadnych złotych gór.
Sportsmenka jest aktualnie i zapewne będzie więc z takimi postami to możesz do rodziców skakać frajerze.

A ja miałem w robocie układ

A ja miałem w robocie układ typu dymanie sekretarki (nieswojej) w magazynku, na ryzach papieru. Nie było z tego żadnych kwasów.
Chociaż może dlatego, że się znaliśmy i bzyknęliśmy kilka razy wcześniej.