
„Tak zwycięzców zwyciężył w końcu sen, - brat śmierci.„
Adam Mickiewicz
Poniższy tekst zawiera tylko moje przemyślenia bez ustalania arbitralnych wartości i zasad. Opinie wyrażone w tekście są jedynie wynikiem moich doświadczeń i nie staram się nikomu narzucić ich jako absolutną prawdę
Mam dobrego kumpla, znamy się już ładnych parę lat. Facet od kiedy pamiętam miał bardzo ciekawe zainteresowania.Miał pasję, której poświęcił chyba całe swoje życie i mimo, że każdy tłukł mu do głowy, że to nie droga dla niego, on miał to w dupie. To czyniło nas bardzo sobie podobnymi.W końcu odniósł sukces. W naszej można by rzec przyjaźni zawsze się wspieraliśmy. On pomagał mi roznosić ulotki mojej firmy, ja pomagałem w jego interesie. Byliśmy skorzy do wysłuchania opinii. Miód malina, aż w końcu znalazł sobie dziewuche, a raczej wpadli na siebie.
Kobieta jak to kobieta. Kwiatka trzeba kupić. Postawić obiad. Zabrać do kina czy też na koncert i kupić dla niej wejściówkę za 700 złotych dla VIP, bo to jej ulubiony zespół. Nagle ni stąd ni zowąd zmienić tryb życia. Zacząć się interesować i praktykować to, co kiedyś szło na pierwszy ogień podczas gromkich dysput przy kielichu i kiszeńcu. No kurwa normalne nie? Dla mnie nie, ale nie raziło mnie to. Byłem wiecznym singlem, nie wiedziałem z czym to się je, nie miałem czasu na latanie za dziewczynami jak mógłbym w jakikolwiek sposób komentować czyiś związek? Mimo wszystko odważyłem się być na tyle bezczelnym, by wytknąć mu jaką pszczółką jest jego kobieta i jak niepewnie to wygląda. W ostatnim roku chciałem go ogarnąć bo szkoda patrzeć, jak chłop marnuje sobie młodość- dopiero jak go zwyzywałem od pizd, ciot itd itp to oprzytomniał i przyznał mi rację.
Wracając do jego "związku"
Nigdy w życiu nie widziałem go tak bezradnego. Dorosły facet płaszczył się jak ostatni kundel w schronisku przed swoją nową panią. Ona była ah oh, najlepsza jędza w mieście. A raczej z poza niego. Kontakt przez telefon, smsy, gg, fb, skype się nie urywał na dłużej niz 50 sekund odliczane na chronometrze Omegi. Przysięgam, kiedy podnosiłem do ust kieliszek zimnej wódki to zanim go odłożyłem była pewnie wymiana 4 wiadomości.
Facet tak "egzystował/wegetował". No ale wszystko się musi skończyć, szkoda, że trwało to ponad rok i musiało się skończyć wyjawieniem faktu, że to wredne babsko zdradziło go 3 razy… Kumpel stracił swoje życie towarzyskie.
Od paru miesięcy starałem się go ruszyć. Wiecznie narzeka, że nie ma laski bo wszystkie to kurwy i lecą na kasę, miasto za duże, klub za mały, za dużo ludzi na ulicy, kurwa trawa za zielona a lajkonik popierdala za blisko czwartej kostki na prawo od tej studzienki! Za młoda, za stara,za brzydka, za ładna(musiałby jej pilnować na każdym kroku bo źli faceci by mu ja ukradli normalnie!), ma chujowe buty, zły kolor włosów, pewnie ma chłopaka, pewnie wredna, pewnie lesba, pewnie się baranie jeden nigdy nie przekonasz jak się nie ruszysz. I rozmawiałem z nim co on sobie kurwa myśli, że mu SHB(takie standardy ma chłopak) włamie się przez okno i będą uprawiać ostry seks przez całą noc, a potem zostaną szczęśliwą parą?
Doszło ostatnio do następującej sytuacji.
Byłem na mieście, widziałem się z paroma znajomymi i miałem skoczyć na dworzec odebrać koleżankę zza granicy. Przeszedłem się na dworzec, pyk telefon - blah blah spóźniła się na autobus, będzie dopiero za 3 godziny. Drugi telefon, znajomi muszą się zmywać - zostaję więc sam. Myśle sobie dobra co mi tam, wróciłem się na rynek. Jakieś dwie i pół godziny wolnego, co by tutaj robić? W pewnej chwili dostrzegłem śliczną dziewczynę i szybko podszedłem. Rozmowa się kleiła, no ale na ulicy nie możemy przecież stać jak brytyjskie szczoty, więc proponuję piwo w pobliskiej knajpce, do której często chodzę ze znajomymi, znajomy barman i w ogóle. Wypala do mnie z tekstem, że czeka na koleżankę. Wtedy już myślałem, że to spalona akcja ale ni ciula nie chciało mi się samemu siedzieć, więc stwierdziłem, że mogę poczekać. Po 15 minutach przyszła koleżanka, sympatyczna dziewczyna, ładna studentka filologi angielskiej, z nią gadało mi się o wiele lepiej, nawiązanie do tematu koleżanki zza granicy i prośba o przetłumaczenie jakiś sprośnych zwrotów. Dużo śmiechu i udawania różnych angielskich akcentów. Wchodzę do knajpy z dwiema dziewczynami i zastanawiam się jak sobie z tym poradzić. Szybki rzut okiem na stoliki i widzę moje wybawienie. Mojego kumpla pantofla!
Kurwa lubie tego gościa ale chyba nigdy się tak nie ucieszyłem na jego widok. Z bananem na twarzy podchodzę do niego i myślę sobie "No stary, teraz ci przyprowadziłem zajebistą dziewczynę pod nos, masz z górki". Oj jak ja się kurwa bardzo myliłem… Moim "targetem" została pani filolog. Usiedliśmy razem. Ja chciałem po prostu miło spędzić czas, nie oczekiwałem niczego od tego spotkania. Kiedy zauważyłem, że mój pierwotny target ewidentnie przestał rozmawiać ze mną tylko skupił się na pantofelku od razu wziąłem się do rzeczy.
Nie obyło się bez początkowych oporów, później dotyk, kupa śmiechu. Dziewczynie się buźka nie zamykała i tak sobie paplaliśmy. Mój pierwotny target był wyraźnie zainteresowany kumplem od razu starała się go zagadać. Jemu też się BARDZO podobała jak się później dowiedziałem. Chłop czytał tę stronę, wszystko mu tłumaczyłem, ten baran wrócił z kibla i usiadł z dala jakby od niej wiało brudną skarpetą(nie chodzi o naszego użytkownika!). Gość jest chyba Xavierem z X-menów i chciał ją podotykać swoją telepatyczną fujarą bo dzieliły ich chyba 2 metry. Gość jest naprawdę niezdecydowany jak baba, z jednej strony wielkie narzekanie na brak dziewczyny, z drugiej strony laska mu włazi na głowę a on z nią rozmawia o polityce, religii i uwaga! jego nieudanym rocznym związku. Szczerze jeśli w milionerach istniałoby pytanie:
"O czym nie rozmawiamy z kobietą na pierwszym spotkaniu:
a)o wegetacji buraka cukrowego
b)o holokauście
c)o byłych związkach
d)o klonowaniu hydrolaz epoksydowych z czułków brudnicy nieparki i brudnicy mniszki"
to byłoby to pieprzone pytanie za 100zł i odpowiedź prawidłowa to C).
Wziąłem numer od pani filolog, spotkaliśmy się jeszcze parę razy i czekam na dalszy rozwój zdarzeń.
On wziął numer i zasypał swoją esemesami i fejsbukowymi pierdołami jak zwykł to robić ze swoją jędzą. Oczywiście przestała się odzywać a on nadal zastanawia się dlaczego tak się stało? Przecież tłumaczyłem mu to tyle razy, że...
Jestem teraz skory stwierdzić, że on naprawdę wierzy w sen, w którym kobieta jego marzeń przyjdzie do niego sama, a on będzie wysypywał różany dywan o każdym poranku, przy obiedzie i o zmroku. Różany dywan smsów i elektronicznych wiadomości, suchych kwiatów bez… no kurwa czekajcie bo strzele poemat i co będzie!
Uświadomiłem sobie, że tkwienie w iluzji jest jak sen. Są one jednak o tyle różne, że ze snu jest w stanie wybudzić cię każdy, nawet komar! Jednak mój kumpel ze swojego snu może wybudzić się tylko sam. Doszedłem do wniosku, że uświadamianie ludziom ich błędów w rozumowaniu i jakiekolwiek staranie się "ogarniania" kogoś jest pozbawione sensu, oni sami muszą wyciągnąć wnioski i dojść do tego by coś zmienić. I nie tyczy się do tylko tematu podrywania i związków. Jak się zastanowić dotyczy to każdego tematu w naszym życiu, ale ta dziedzina nosi wielki bagaż kłamstw i fałszu wbity w nasze mózgi, więc łatwo zauważyć jak ciężko jest coś zmienić, nawet jeśli chodzi o zmianę na lepsze. Myślę, że każdy z nas ma takiego kumpla/kumpelę lub o zgrozo! partnerkę, którego próbują lub próbowali ogarnąć. Czy to w kwestii pracy, sportu, zdrowego trybu życia, związków, podrywania, polityki, religii czy światopoglądu. I kurwa tyle razy wpadałem w ten wir, że nie mam pojęcia jak mogłem usnąć.
Na forum czasami pojawiają się tematy - kumpel pizda, co mu powiedzieć, żeby się ogarnął.
A chuj panie. Powiedz mu raz, że jest pizdeczka, wyślij mu adres tej strony, może jeszcze się nie obudził bo nie wie, że można? Tutaj twoja rola się kończy
Bo kiedy rozum śpi, sen wraca do życia.
Odpowiedzi
Dobry blog i prawda, że nikt
pt., 2014-03-21 10:34 — kamazDobry blog i prawda, że nikt nie uświadomi nam pewnych spraw lepiej jak my sami sobie
Oj tak każdy z nas ma takiego
pt., 2014-03-21 10:49 — brudneskarpetyOj tak każdy z nas ma takiego kumpla lub kimś takim był sam. No niestety, obejrzeli kilka romantycznych komedii i myślą, że przez bycie rycerzem poznają kobietę swojego życia. W realnym życiu jest inaczej. Dobry wpis.
Btw o którym forumowiczu wspominałeś?
Heh
pt., 2014-03-21 11:38 — berradHeh
No zgadnij
pt., 2014-03-21 11:39 — RandiNo zgadnij