Portal Uwodzicieli
Witryna poświęcona relacjom damsko męskim oraz budowaniu międzyludzkich więzi emocjonalnych.
Lorem ipsum dolor sit amet, consectetur adipiscing elit END.

Jesteś ryzykantem? Grasz mądrze, czy pasywnie?

Portret użytkownika mr_Motaba

Z góry przepraszam za rozpierdol stylistyczny osoby, które podejmą próbę przeczytania poniższej treści. Artykuł zawiera jedynie własne przemyślenia.

Wiele jest tematów i wypowiedzi dotyczących zachowań kobiet i mężczyzn oraz pobudek jakimi się kierują dopuszczając się zdrady. Niech rzuci zużytą prezerwatywą ten kto nawet raz nie pomyślał o zdradzeniu swojej partnerki z, którą był/jest w związku. Naprawdę niewiele osób przeszłoby obok okazji pójścia na bok mając 100% pewności, że nasza druga połówka nigdy się o tym nie dowie od osób trzecich., a jedynym osobnikiem od którego mogłaby uzyskać takową informację bylibyśmy my sami. Wszystko wtedy opierałoby się wyłącznie na naszym kompasie moralności i sumieniu, czy moglibyśmy po takiej przygodzie spojrzeć w oczy ukochanej osobie. Niektórym teraz przez głowy przetoczyła się pewnie myśl „zaraz, chwileczkę. Przecież jak się kogoś kocha to się z pewnością nie zdradzi”, ale czy na pewno? Odrzucając aspekty uczuciowe i psychologiczne bzdury, a skupiając się wyłącznie na zwierzęcym popędzie, to pomimo uczuć ciężko jest oprzeć się buzującym hormonom , kiedy to łasi się do was i okazuje chęć do spółkowania fajna laska, której bez wahania dalibyście ‘10’. W tym momencie dużą rolę odgrywa zdolność rozumowania co odróżnia nas w pewnym stopniu od zwierząt i tak nasz mózg przechodzi w stan działania odsuwając kolejno szufladki z działami:
„zdrowy rozsądek”
„trzeźwe myślenie”

„lenistwo”
Wielu „lenistwo” nazywa również strachem przed działaniem i brakiem jaj by „robić i mówić to, na co masz ochotę”, oni też po części mają rację, ponieważ kiedy na jedną szalę wagi korzyści i wad dacie wasz budowany przez wiele miesięcy związek, a na drugiej prawdopodobnie jednorazową i nie rokującą na przyszłość przygodę z panienką i ryzyko rozpadu naszego związku, wtedy wiadomo na którą stronę szala wagi się przechyli. Takie lenistwo często przejmuje dominującą rolę w kształtowaniu mężczyzny. Im jest starszy (dojrzalszy) tym bardziej daje o sobie znać i tym ciężej podjąć mu ryzyko, które w wyżej wymienionym przypadku byłoby zwyczajnie głupim posunięciem, natomiast w innym mogłoby mu pomóc na nowo odnaleźć siebie samego w tym pozbawionym barw świecie, który miałby możliwość pomalować wedle własnego uznania. Nie ma co się oszukiwać, każdy lubi iść na łatwiznę, a później wychodzi po kilku latach związku, że to nie była jednak miłość, tylko zwyczajne przyzwyczajenie do drugiej osoby, które zapewniało zbliżony zestaw odczuć i reakcji chemicznych w głowie. Porównując to do pokera, na ulicach najwięcej można spotkać graczy, którzy siedzą przy stoliku i wpłacają „ciemne”, licząc na dobry układ, jednak w przypadku podbicia przez innego gracza Ci pasują z myślą że i tak chuja by ugrali, a w następnym rozdaniu może będą mieli z czym grać i nie powiedzą „pass” tak szybko. Problem w tym, że 100% pewności nigdy nie ma i czasem trzeba wejść za wszystko licząc na odrobinę szczęścia. Wtedy albo wygrasz i będziesz miał dwa razy więcej niż dotychczas, albo przegrasz i odejdziesz od stolika bogatszy o nowe doświadczenia i siądziesz do innego kiedy uznasz, że jesteś gotowy kolejny raz podjąć wyzwanie. Nie ma sensu być biernym graczem, bo tacy zazwyczaj zostają z niczym marnując czas na grę w, którą do końca nie potrafili grać, albo się zwyczajnie bali. Zgoła innymi osobnikami są tzw.ryzykanci i osoby, które zwyczajnie grają mądrze i potrafią tak pokierować grą, że nawet pomimo krętej i dłuższej drogi i tak osiągną to co sobie założyli z kolei ryzykanci najpierw zrobią, a później zastanowią się…zazwyczaj co spierdolili, że znów coś poszło nie tak.

Poniżej przedstawię krótkie historie 3 osób i to jak potoczyły się ich losy po podjętych przez nie decyzjach. Na pytanie, która osoba zagrała biernie, która zaryzykowała, a która poprowadziła swoją rozgrywkę mądrze opowiedz sobie sam(a).

OSOBA NR1- Monika (28 lat, w związku od 4 lat, od 1 roku w narzeczeństwie). Już 2 lata mieszkała ze swoim narzeczonym. Michał, bo tak miał na imię jej przyszły mąż brał dodatkowe zmiany odkąd postanowili zalegalizować swój związek przed ołtarzem. Tak bardzo chciał zobaczyć swoją ukochaną w sukni ślubnej, że nawet nie zauważył kiedy ta zaczęła się powoli od niego oddalać. Z dnia na dzień zaczynali żyć bardziej obok siebie niż ze sobą. Dodatkowo w pracy Moniki pojawił się nowy pracownik, który sprawił, że ta poczuła się znów adorowana… tak bardzo jej brakowało tego uczucia. Jedna iskra wystarczyła, że ta niewiele myśląc podczas kolejnej szarej wspólnej nocy z Michałem, oddała mu pierścionek i na drugi dzień wyprowadziła się bez słowa do nowego „kolegi”. …Po roku od tego wydarzenia Monika jest cieniem tej osoby, którą była będąc w związku, natomiast Michał po przetrawieniu rozstania przeżywa drugą młodość i pewnie prędko nie wejdzie w nic poważniejszego po tym czego doświadczył.

OSOBA NR2-Adrian (23 lata, w związku od 3 lat).
Kiedy jeszcze pół roku temu z nim rozmawiałem, to w jego wypowiedzi nie było słychać radości na myśl o jakimkolwiek posunięciu do przodu jego związku z Karoliną ( jego dziewczyna). Narzekał na coraz częstsze kłótnie i brak porozumienia. Oczywiście nie zabrakło osoby trzeciej, którą była „przyjaciółka” Adriana z którą ten coraz częściej się spotykał, aby spędzić czas milej niż miałoby to miejsce gdyby został ze swoją dziewczyną...Po pół roku od tej rozmowy Adrian i Karolina, są małżeństwem. Klasyczna wpadka, szybkie zaręczyny i ślub. Trochę to popsuło jego plany, może nie podjął decyzji o rozstaniu na czas i to się na nim zemściło?

OSOBA NR3- Bartek (25 lat, w związku od 2 lat).
On pracujący student, ona 3 lata starsza od niego osoba pracująca po studiach. Kiedy Bartek skończy studia mają zamieszkać razem i planować wspólną przyszłość, jednak mimo uczucia, które ich łączy oboje mają głowy pełne wątpliwości i są świadomi tego jak wiele rzeczy może im się ułożyć po ich myśli, bądź też zwyczajnie spierdolić. Oboje są pewnie swego i nie boją się rozmawiać jeżeli coś ich w związku u drugiego partnera denerwuje. Bartek zawsze powtarza, że rozmowa to klucz do sukcesu. Cóż…dobrze , że znalazł dziewczynę która chce otwierać drzwi tym samym kluczem co on…przynajmniej na razie…

(teraz coś dla ćpających, żeby ich łby też mogły ogarnąć mniej więcej przesłanie mojego bełkotu)

/////Każdemu związkowi w niemal wszystkich decyzjach kieruje zespół reakcji chemicznych zwanych inaczej miłością. Miłość możemy określić jako narkotyk, a osobę z którą aktualnie tworzymy związek naszym dilerem. Ważne jest to, aby mieć świadomość tego, że towar jaki dostajemy od naszego dilera jest najlepszy w mieście i utrzymywać z nim dobre stosunki, wtedy ten będzie o was dbał i sprawi, że nigdy nie zabraknie wam ulubionego towaru. W przeciwnym razie, gdy dojdzie między wami do jakichś nieporozumień może dojść do sytuacji w której albo diler poszuka osoby, która lepiej doceni jego działkę, albo wy zapragniecie złapać „fazę” z innego źródła. Nie można też mieć 100% zaufania do naszego dostawcy, bo ten widząc naszą naiwność może to wykorzystać i opchnie wam majeranek zamiast grama najlepszego zielska. Z drugiej strony nie oskarżajcie o wszystko co najgorsze waszego dilera, bo może najzwyczajniej w świecie wasz organizm zwiększył próg tolerancji na działanie narkotyku i zmiana źródła pochodzenia waszego ćpania nie przyniesie oczekiwanych efektów, a nawet jeśli, to będzie to efekt krótkoterminowy. Podsumowując nie patrzcie bezczynnie jak dostajecie kurwicy zamiast haju oraz zastanówcie się zanim zepsujecie coś co jest dobre./////

A Ty jakim graczem jesteś?

Pozdrawiam

Odpowiedzi

Portret użytkownika Black Hawk

Cześć , fajnie to napisałeś ,

Cześć , fajnie to napisałeś , uważam że masz talent do pisania.
Co do treści to wszystko sie zgadza. Życie...
Zdrada zawsze była i będzie.

Ja zawsze najpierw robię potem myślę. Nie zawsze to dobre , ale w moim przypadku inna metoda nie daje rezultatów bo rozkminiając co mam zrobić , najzwyczajniej tracę wątek i nic nie robię. Czyli ryzyko to motor do działania.

Portret użytkownika Guest

Katon Starszy, hehe...

Katon Starszy, hehe... ciekawy zabieg Wink

Portret użytkownika Ulrich II

temat rzeka, ale: "Każdemu

temat rzeka, ale:
"Każdemu związkowi w niemal wszystkich decyzjach kieruje zespół reakcji chemicznych zwanych inaczej miłością."

raczej w początkowej fazie zakochaniem, potem jeśli nie jest to miłość "mądra" to sie kończy jak sie kończy

jesli zdrada jest na zasadzie
"on mi nie kupił kwiatów->zdrada"
to hmn ... poziom gimbazy

ludzie często nadużywają słowa "miłość" i zaryzykuję że w dużej ilości dłuższych związków nie ma miłości ani nawet szacunku dla drugiej osoby, stąd zdrady, buzliwe rozstania, rozwody itp.
dla mnie miłość to zbiór uczuć i wartości, a nie słowo klucz do ruchania Smile

Portret użytkownika mr_Motaba

owszem tak. Przyznaję,że we

owszem tak. Przyznaję,że we wpisie trochę uprościłem tą całą "miłość" i historyjki, bo chodziło mi bardziej o "wytłuszczenie" określonych modeli zachowań ;]

Portret użytkownika Maniaks

Nie wiem, czy dobrze

Nie wiem, czy dobrze zrozumiałem. Sugerujesz, że czasem zdrada w życiu to dobry krok, pomimo jego nieprzyjemnych (delikatnie ujmując) skutków?

Owszem.. zdrada nie raz, nie dwa przeszła mi przez myśl, ale to tylko myśli. Tak jak mówisz, człowiek to też zwierzę i ma niekontrolowane odruchy, jak chociażby te pojawiające się myśli, ale na drodze stoi jeszcze rozsądek, kręgosłup moralny i całe to nasze świadome myślenie. Jeśli ktoś się zakrywa tutaj popędami, to niech się nie bawi w związek, bo tam, gdzie pojawiają się zobowiązania, pojawia się też odpowiedzialność za drugą osobę. I nie łapcie mnie teraz za słowa, że każdy ma swój rozum i jest odpowiedzialny za siebie. Owszem, to prawda, ale swoimi czynami możemy wyrządzać komuś krzywdę. Świadomie. A tego nie toleruję i nigdy nie będę.
Jak ktoś chce się bawić, to niech jasno zaznacza na samym początku relacji, o jakie "profity" mu chodzi. Wtedy będzie miał czyste sumienie, a to chyba jest najważniejsze. Przynajmniej dla mnie.

Portret użytkownika Guest

ile masz lat? 22? i żeby byłą

ile masz lat? 22?
i żeby byłą jasność: nie twierdze, że nie masz racji...

Portret użytkownika Maniaks

Jeszcze 22, a dlaczego

Jeszcze 22, a dlaczego pytasz? Pewnie chodzi o to, że młody jestem i jak to mówią "W dupie był, gówno widział". Mam rację?

Portret użytkownika Guest

chodzi mi tylko o to, ze CZAS

chodzi mi tylko o to, ze CZAS zweryfikuje Twoje podejście... albo pozytywnie, albo negatywnie... Oby Ci się nie zmieniło.

Portret użytkownika Maniaks

Zgadzam się tutaj z Tobą. Sam

Zgadzam się tutaj z Tobą. Sam często to powtarzam innym.

Tak w ogóle, to czasem rozkminiam, co by było, gdyby mnie z wielkim hukiem zdradzono, czy nie zmieniłbym swojego podejścia etc. Z drugiej strony zmienić podejście, bo się zostało raz zdradzonym i stanąć po drugiej stronie barykady? To też uważam za straszliwy przejaw, hmm... konformizmu, płynięcia z nurtem. Najprawdopodobniej byłoby tak, że nie angażowałbym się w związki, bo już i tak jestem strasznie nieufny, a co dopiero po czymś takim.
W gruncie rzeczy ciężko jednak stwierdzić jasno, co by się stało, bo nie znalazłem się nigdy w takiej sytuacji. I dopóki człowiek czegoś nie przeżyje, to może tylko gdybać.

Portret użytkownika Maniaks

Niby jak? Co w tym takiego

Niby jak? Co w tym takiego pogłębiającego? Uświadamiasz sobie, jak zajebistą masz osobę, bo z kimś innym nie było tak fajnie? Albo że zrobiłeś coś złego i musisz teraz zadośćuczynić? W ten sposób zrobisz to jeszcze raz i kolejny, bo stwierdzisz, że skoro "pokutujesz" za zdradę, to jest Ci to wybaczone. Tak jak ze spowiadaniem się z tych samych grzechów w kółko, które popełniasz świadomie i dobrowolnie.
Poza tym naprawdę spłynęłoby po Tobie to, że Twoja laska by Cię zdradziła z kimś, bo jak Ty to mówisz, pogłębiłoby to Wasz związek?
Zawsze staram się patrzeć też od drugiej strony jak to jest i to skutecznie zniechęca mnie do pewnych czynów. Nie chciałbym zostać potraktowany w pewien sposób, więc sam tego nie robię. To nie tak, że nie miałem nigdy okazji do czegoś takiego, bo owszem miałem, ale właśnie wtedy w ten sposób przemyślałem sprawę, zanim dałem się ponieść swoim instynktom.

Co do wyjawienia zdrady, to najgorsze gówno, jakie może być, bo zrzucasz to brzemię częściowo na drugą osobę i niszczysz tym samym jej psychikę.

Portret użytkownika Ulrich II

haha zajebiste TEORIE

haha zajebiste TEORIE tworzysz, jestem ciekaw jak laska cie zdradzi, a ty zakładasz okulary siadasz na bujanym fotelu i mówisz:
"skarbie to nie jest złe, może nawet nas wzmocni kochanie"

dużo znasz, ale teorii ...

Portret użytkownika Ulrich II

super mistrzu

super mistrzu Smile

Portret użytkownika Ulrich II

nie musisz mi nic tłumaczyć,

nie musisz mi nic tłumaczyć, ani uczyć, bo nie jesteś żadnym autorytetem w tej dziedzinie, przypomina mi sie natomiast cytat Maxa Kolonko:
"W newsowych stand-upach jakiś gówniarz z mikrofonem w ręku i miną wszechwiedzącego wieszcza mówi mi, jak mam żyć"

twoje "teoretyczne" wywody w normalnym codziennym życiu są tyle warte co składki w ZUSie ... dlatego nie ma sensu prowadzić jałowych dyskusji, bardziej cenię wiedze opartą na doświadczeniu Wink

Portret użytkownika Maniaks

Prawda. Każdy jest inny,

Prawda. Każdy jest inny, każdy inaczej zareaguje, ale jestem przekonany, że nikt nie toleruje zdrady przez osobę, którą kocha albo jest z nią bardzo blisko. I nie uwierzę, że jest na świecie osoba, która w takiej sytuacji byłaby obojętna. Mówię tu o zdrowych na ciele jak i umyśle osobach.

Sprawa druga, to nie tak, że osądzam, bo jestem z tych ludzi, którzy dają drugą szansę, bo uważam, że w naszej naturze leży popełnianie błędów i uczenie się na nich, ale trzeba pamiętam, że pewne błędy wiążą się z nieodwracalnymi konsekwencjami i do takich z całą pewnością należy zdrada. Oczywiście zaznaczam, że to mój pogląd.

To wiadomo, ale po co niszczyć ją jeszcze bardziej?

Odnosząc się do kolejnych Twoich komentarzy na temat zdrady, mówisz że zdrada odświeża związek... jest apogeum problemów, które narastały wcześniej. Nie uważasz, że skoro tyle ich było, to trzeba było się nimi zająć, a nie jak to autor bloga ładnie ujął, zamiatać pod dywan i czekać, aż ich za duża ilość spowoduje spektakularny upadek związku? To powinien być ostateczny znak, że układ, w których się znajdowaliśmy, był bez sensu. Problemy, jakiekolwiek małe by nie były, powinno się rozwiązywać od razu, a nie ignorować. W związku nie ma miejsca na coś takiego.

Ostatnia sprawa, która powinna zamknąć ten temat definitywnie, to jest opisany przez Ciebie wpływ na zaufanie zdradzonej osoby. Raz nadszarpnięte, nigdy nie wróci już do takiej postaci, jaka była. Ba! Nigdy tego zaufania już nie będzie, bo takie coś zostaje w pamięci. A jaki jest sens w byciu z kimś, kogo nie darzymy zaufaniem? Absolutnie żaden, bo jak to wczoraj stwierdził mój Kumpel, co to za związek, kiedy Ty jesteś na nocce i nerwowo zastanawiasz się, co robi Twoja "druga połówka"?

PS. Tu nie chodzi o schematy. Tu chodzi po prostu pewne zasady w życiu.

Portret użytkownika Maniaks

Uciekło mi to "może" w

Uciekło mi to "może" w komentarzu. Miałem to na uwadze tak czy siak.

Czyli przez głupią rutynę mamy się posuwać do takich rzeczy? Słuchaj.. rutyna była, jest i będzie. Zawsze są momenty wyjątkowe i okres "normalności". Myślisz, że w małżeństwach nie ma takich dni? Jest od groma, a mimo to Ci ludzie dalej są ze sobą. Wiedzą, że taki okres to normalna rzecz i wystarczy coś wymyślić, cokolwiek, by przerwać ten stan. A nie posuwać się do zdrady. Jak ktoś chce codziennie przeżywać coś zajebistego, no to wybacz, ale jest jakimś cholernym marzycielem, idealistą. Sam uważam się poniekąd za tego pierwszego, a już na pewno za tego drugiego, ale nie boję się rutyny.

Dość ciekawa teoria. Dlaczego uważasz, że w praktyce nikt tak nie robi? Wiesz, że aby obalić tę tezę wystarczy jeden przykład? A jestem pewien, że znalazłbym takich mnóstwo. Chociaż też nie wiem, o jakich problemach Ty pomyślałeś.

Pewnie, że się da, ale skaza zostaje i moim zdaniem nigdy nie wróci do takiego poziomu, na jakim było przed zdradą.

Portret użytkownika Maniaks

Owszem. Biorę to pod uwagę.

Owszem. Biorę to pod uwagę. Sęk w tym, że kobiety z reguły mają taką sposobność znacznie częściej w porównaniu do mężczyzn, bo z reguły więcej jest otwartych i śliniących się facetów na Twoją dziewczynę niż odwrotnie.

A jak ktoś nie chce rozmawiać o problemach, to jaką przyszłość można widzieć w takiej osobie? Również tutaj bezcelowe jest brnięcie w coś poważnego z kimś takim.

Ja tu cały czas odnoszę się do zdrady w związku, w czymś poważnym, co nie jest chwilowe i przelotne. Gdzie pojawiają się naprawdę silne uczucia i zaczynają się wspólne plany na przyszłość i nie mówię tu o wspólnych wyjeździe na weekend, bynajmniej.

Portret użytkownika mr_Motaba

@@MANIAKS@@ „Nie wiem, czy

@@MANIAKS@@
„Nie wiem, czy dobrze zrozumiałem. Sugerujesz, że czasem zdrada w życiu to dobry krok, pomimo jego nieprzyjemnych (delikatnie ujmując) skutków?”

Nic nie sugeruję. Piszę tylko, że nie warto stać biernie z boku i patrzeć jak życie przemija swoim mozolnym własnym rytmem, a niewykorzystane okazje przelatują między palcami. Trzeba „żyć”, a nie tylko istnieć. Każdy powinien być panem własnego losu i czasem aż przykro patrzeć jak pokładają tacy cały ten los, swoją nadzieję i serce(a miejsce gdzie powinien być mózg zastępują styropianem) w ręce osoby, która to tylko w wyrachowany sposób wykorzysta po czym zmieni swoje źródło ‘zainteresowania’

A co do zdrady to uważam, że ta nigdy nie jest dobrym rozwiązaniem. Jest to tylko kolejny problem, który powstał przez inne napiętrzone nierozwiązane problemy zamiatane systematycznie pod dywan. Przez brak rozmowy w związku dochodzi do tego, że później pod tym dywanem jest tyle brudów, że powstaje górka na której jedno z parterów się zwyczajnie z porządnym hukiem wypierdoli i nie wstanie jak gdyby nigdy nic tylko zacznie kuleć a wraz z nim cały ten chory związek... (kurwa znowu zaczynam pisać ckliwe bajki)

Pozdrawiam

Portret użytkownika Maniaks

W takim razie źle

W takim razie źle zinterpretowałem. To sprostowanie pokrywa się w zasadzie całkowicie z moimi poglądami.

Pozdrawiam również.

A jest taka złota zasada w

A jest taka złota zasada w naszej społeczności, która jako lek na wszystko bardzo często padała w dyskusjach na początkach działalności podrywaj.org:

"Działanie zawsze przynosi efekty, myślenie nigdy"

i jak to się przekłada na temat zdrady ???

nie główkuj, nie rozmyślaj czy warto się skusić i zdradzić, tylko po prostu to kurwa zrób! ..., bo

i tu druga złota zasada podrywaj.org się kłania:

"Lepiej w życiu żałować, że się coś zrobiło niż żałować, że się czegoś nie zrobiło"