
Czat ogólny:
A: Cześć wszystkim, chcę kupić maciorę w rozsądnej cenie, ma ktoś?
Tzw. priv:
Miguel: Ja mam, rocznik 2006, pierwszy właściciel, garażowana, przebieg 120km, stan idealny.
A: Maciora?!?
Miguel: Tak.
A: Wyślij mi jej nagie fotki.
Miguel: Kurde, nie da rady, zawsze przed wypuszczeniem jej na dwór zakładam jej pieluszkę marki Srakostop z dodatkową warstwą ExtraDry.
A: Boisz się, że zasra Ci podwórko?
Miguel: Defekuje zawsze na widok listonosza, a że nam się już nowy miesiąc zaczyna, to pewnie niedługo mnie on odwiedzi z emeryturą.
A: Haha ;p Kim jesteś tak naprawdę?
Miguel: Byłem taksówkarzem z dużym… stażem, teraz jestem bimbrownikiem-emerytem, co dzień piję truskawkową prytę. A Ty?
A: Ja jestem wiejską dziouchą, lubię przerzucać gnój widłami.
Miguel: A na serio?
A: Karolina, mam 17 lat…
Witam panowie, panie też, jeśli są jakieś które to czytają. Dawno nie pisałem żadnego artykułu, ostatnio jakoś prawie rok temu. Sporo się u mnie w tym czasie zmieniło. Nie mam już takiego ciśnienia, parcia, że muszę zrobić to i to, otworzyć tyle a tyle dziewczyn, dostać tyle a tyle numerów, nie czuję frustracji, że czegoś nie zrobiłem. W dużej mierze jest tak dlatego, że osiągnąłem znaczna część tych rzeczy, o które się starałem. Poczucie własnej wartości i zadowolenie z siebie to dobre odczucia, choć czasem bywają niebezpieczne. Ale dziś nie o tym.
W piątek dwa tygodnie temu miałem ostatni egzamin w sesji. Poszedłem na uczelnię, pogadałem ze znajomymi, kopnęliśmy się nawzajem na szczęście, zaliczyłem, zadowolony wróciłem do domu. Zadowolony, bo dzięki dobrej organizacji pracy mam średnią z zapasem wystarczającą na stypendium rektora oraz dlatego, że w perspektywie miałem ponad dwa tygodnie wolnego.
W domu, po zrzuceniu marynary, zacząłem zastanawiać się, co by tu robić. Miałem ochotę na cos odmóżdżającego. Stanąłem przed dylematem: dvd czy Internet. Wybrałem to drugie, bo akurat nie miałem na płytach nic wystarczająco głupiego, żadnego „Strażnika Teksasu”, „Power Rangers”, a w telewizji jak na złość nie leciało „M jak Miłość”. Poprzeglądałem demoty, YouTube, wszedłem na jakiś czat. I teraz apeluję do wszystkich tych, u których zapaliła się czerwona lampka, że na czaty wchodzą tylko leszcze, nieudacznicy itd. WSZEDŁEM TAM DLA TANIEJ ROZRYWKI I ODMÓŻDŻENIA SIĘ, po trudnym semestrze i sesji, a nie dla jakiegokolwiek podrywu, więc powściągnijcie emocje. A to, o czym gadałem na czacie, czytaliście na początku tego wpisu.
Blog ten będzie o rozmowach. Ostatnio udzielałem się trochę na forum, było tam parę tematów typu: „Jak rozmawiać?”, „O czym rozmawiać?”. Sam w blogach cenię najbardziej przykłady wzięte z życia, scenki, raporty z akcji. Myślę, że dla początkujących blog ten może być przydatny, a bardziej doświadczeni userzy niech wytkną jakieś błędy w rozumowaniu i przedstawionych akcjach, wszak wciąż jestem w fazie rozwoju i za jakiś autorytet się nie uważam. Ok, zaczynamy.
1. Rozmawiaj o wszystkim…
…nawet o maciorach. Dobra, to żart, na czacie nie miałem przecież pewności, czy rozmawiam z 17-letnią Karoliną, czy z podtatusiałym rencistą. W realu tez można gadać o wszystkim, byle z uśmiechem, ciekawie, z zaangażowaniem. Nie mam planu, o czym będę rozmawiał z dziewczyną. Nie chcę, żeby każda rozmowa wyglądała schematycznie, bo to byłoby sztuczne, jak odgrywanie jakiejś roli. Podchodzę z otwartą głową, słuchając jej odpowiedzi, zwykle rozmowa się rozwija. Przykłady? Proszę bardzo.
A) Byłem któregoś dnia na wydziale u kolegi, wbiłem się na wykład – aula, masa osób z dwóch różnych kierunków. Gadam sobie z kolegą i jego dwoma kumplami, jednego wcześniej nie znałem. W przerwie dwie dziewczyny siedzące obok chciały wyjść. Szału wielkiego nie było, obie około HB6. Koledzy stanęli wyprostowani, żeby zrobić miejsce w ciasnym przejściu, ja się nie ruszam. Jedna mówi:
- No przesuń się!
- Niee, przejście płatne 5zł.
Chwila droczenia się, przepuściłem je mówiąc, żeby kupiły mi cos w bufecie. Gdy ich nie było zamieniłem się z kolegą miejscami, żeby móc z nimi łatwiej rozmawiać. Wróciły, znowu kilka słów narzekania, jakie to one są niedobre, kręcą się ciągle, a na dodatek nic mi nie kupiły. Trochę śmiechu z obu stron, zaczyna się wykład.
Miguel: Jak się nazywa ten gość? – wskazuję głową na wykładowcę.
Dziewczyna-siedząca-po-mojej-lewej-stronie: (Oczy jak 5zł) Haha, chodzisz do niego na wykład i nawet nie wiesz?
Miguel: Jestem z innego wydziału, przyszedłem zobaczyć, czy pilnie notujecie.
Chwila gadania o pierdołach, kto gdzie studiuje i jak tam jest.
Miguel: Więc jak się nazywa ten miły starszy pan?
Dziewczyna-siedząca-po-mojej-lewej-stronie: Kot.
Zaczął się temat o Kotku: żeby dać mu mleczka, kłębek do zabawy, podrapać go za uszkiem, żeby zaczął mruczeć, życzyć owocnych łowów itp. Nie skupiałem się tylko na dziewczynach, angażowałem w rozmowę również kolegów. Jak widać nie mówiłem jakichś powalających rzeczy, ale wszystko wypowiadane było z entuzjazmem, z bananem na twarzy. Ważniejsze jest jak mówisz niż co mówisz. Tego dnia numerów nie brałem. Być może mogłem, nie wiem. Przedstawiliśmy się tylko z dziewczynami, jak kiedyś na nie trafię to może będziemy kontynuować. Zobaczymy.
B) W ubiegłe lato na czymś w rodzaju dyskoteki na świeżym powietrzu wpadła na mnie przypadkiem dziewczyna, tzn. zderzyła się ze mną. Dałbym jej coś koło HB6. Zaczęła mnie przepraszać, powiedziałem, że ok, ale musi iść ze mną na spacer, co też zrobiliśmy od razu. Wybaczcie, że nie przytoczę całej rozmowy, działo się to w lato, więc jej już nie pamiętam. Najpierw kawałek standardowej rozmowy, czy jest na wakacjach, skąd jest, co studiuje, dowiedziałem się, że jest na dziennikarstwie, ale na maturze zdawała historię sztuki – przedmiot, który ja też chciałem zdawać, podchodząc jeszcze raz do matury, od razu więc wymiana maili, miała mi wysłać materiały do nauki. Niedługo później siedzieliśmy nad brzegiem jeziora – było koło północy – gadając o stworzeniu świata, religijnych i naukowych punktach widzenia na ta kwestię, i wpływie obydwu możliwości na ludzkie życie, taka bardziej nietypowa rozmowa, spowodowana zapewne otaczającymi nas widokami. Trochę kina, bo zimno było. Na koniec, gdy powiedziała, że musi się zbierać, powiedziałem mniej więcej coś takiego: „Ciekawie się z Tobą rozmawia, będziemy tu jeszcze parę dni, fajnie byłoby kontynuować tą filozoficzną dyskusję. Daj mi swój numer, to się zgadamy”. Wpisała mi numer. Chyba po prostu mam szczęście, bo dość często dostaję numer. Może dlatego, że pytam o niego dopiero po nieco dłuższej rozmowie, sztuczne mi się jeszcze wydaje branie go po 5-minutowym kontakcie z dziewczyną. No cóż, trzeba się rozwijać, i skracać ten czas.
C) Dobrym tematem, jak zapewne wszyscy wiedzą, są pasje i zainteresowania. A jeszcze lepiej, gdy nie tylko o niech mówisz, ale masz okazję je zaprezentować.
Przywiozłem kiedyś na uczelnię gitarę, po zajęciach miałem poćwiczyć z kolegą. Siedzę przed salą, tego dnia były tylko jedne ćwiczenia. Akurat nie było normalnych zajęć, wchodziło się po dwie osoby, gość oddawał kolokwia, 5 minut gadania i do widzenia. To był angielski, a u nas grupy na lektoratach złożone są z osób z różnych kierunków, i w większości przypadków osoby te słabo się znają. Koło mnie siedzi jakaś dziewczyna, z widzenia kojarzę, ale nie rozmawialiśmy wcześniej. Powiedzmy HB7. Gadam trochę z chłopakami których znałem lepiej; kolejka doszła do nich, weszli, załatwili sprawę, poszli. Siedzimy, panna sama zagaduje:
HB7: Jaką masz gitarę?
Miguel: Klasyk, a co, tez grasz?
Wywiązała się rozmowa, dowiedziałem się, że mieszka niedaleko, w akademiku, ma gitarę ale dopiero zaczyna się uczyć grać. Poprosiła, żebym coś zagrał, zacząłem „Nothing Else Matters”, znam fajną wersję fingerstyle. Podobało się. Weszliśmy do sali, gość oddał kolokwia, idę z nią, bo akurat miałem po drodze. Jakaś tam rozmowa o akademiku, czy dużo pije, czy rozgląda się już za nową wątrobą do przeszczepu. Było ślisko, w pewnym momencie mało się nie przewróciła, mówię jej: „Lecisz na mnie? Zwolnij, jeszcze słabo się znamy”, oczywiście ze śmiechem. Dostałem lekko od niej, oddałem, zaczęło się delikatne kino, takie w żartach, poszturchiwania. W rozmowie wyszło też, że wrzucam swoje nagrania na YouTube. Doszliśmy do jej akademika, stajemy, gadamy jeszcze chwilę. Mówi mi, żebym podał jej mojego nicka na YouTube, to sobie obejrzy moje filmiki.
Miguel: To podyktuję Ci, zapisz sobie.
HB7: O, bateria w telefonie mi się rozładowała. Czekaj.
Wyjmuje z torby jakąś kartkę i długopis, podaje mi i mówi, żebym zapisał.
Miguel: To daj plecy, muszę na czymś kartkę położyć.
Dała. Śmiesznie dość wyglądało, jak staliśmy na ulicy, ona pochylona, odwrócona do mnie tyłem, a ja pisałem na kartce położonej na jej plecach ;p Zapisałem jej też mój numer mówiąc, żeby podała mi swój. Podała, zapisałem sobie. Pożegnaliśmy się.
2. Nie z każdym rozmawia się równie dobrze.
I nic na to nie poradzisz. Tak samo, jak nie będziesz lubił wszystkich i nie będzie tak, że wszyscy będą lubić Ciebie. Dlatego nie lubię stosować directa, to nie w moim stylu. Podchodzić do dziewczyny i mówić: „Cześć, spodobałaś mi się i chcę Cię poznać”? Ale ja nie wiem, czy chcę ją poznawać, nie wiem o niej nic poza tym, że ja widzę. Ale wracając do tematu. Poznałem kiedyś pewna dziewczynę, jak dla mnie co najmniej HB8, może nawet HB9, w mojej skali to jest naprawdę coś. Niewysoka, szczuplutka blondyneczka, jak się patrzyło na jej tyłeczek to… Jeździła czasem tym samym busem co ja. Otworzyłem ją kiedyś w drodze na uczelnię, szła przede mną, ze słuchawkami na uszach, zrównałem się z nią, mówię:
Miguel: Cześć, widzę, że idziemy w tym samym kierunku.
Ona: No na to wygląda – z uśmiechem.
Miguel: Widziałem Cię parę razy w busie, wyglądasz sympatycznie, więc postanowiłem zagadać.
Rozmowa jakoś zaczęła się toczyć. „Jakoś” to dobre określenie. Dziewczyna nie łapała żartów, droczenie się było prawie niemożliwe. Dopóki mówiliśmy na konkretne tematy: szkoła, oceny, nauka, dojazdy, tym podobne pierdoły – nadążała za tematem, ale wystarczyło powiedzieć coś dwuznacznego, a już kompletnie się gubiła. Więcej – widzieliśmy się parę razy, parę razy tez rozmawialiśmy – któregoś razu zmęczony ciągnięciem rozmowy dałem na wstrzymanie. Po kilku minutach przerwała ciszę mówiąc, jaki duży ruch na ulicach jest, pewnie ludzie kończą pracę o tej porze. Numeru od niej nie dostałem, choć próbowałem, na początku - na nic się zdało odbijanie teksów typu: „Nie daję nr nieznajomym”. Dałem sobie spokój.
Dlatego, początkujący użytkowniku tej strony, jeśli znasz już potrzebną teorię, to nie zakładaj kolejnego tematu na forum z cyklu: co zrobiłem źle, wklejając treść rozmowy, jeśli sam uważasz, że zrobiłeś wszystko dobrze. Czasem po prostu gadka nie leci, koniec, kropka.
3. Rozmawiaj z jak największą ilością osób.
Nie tylko z dziewczynami, które mogą być Twoimi targetami. Z każdym, wszędzie. Ja staram się tak robić, wyjątkiem są ludzie, których nie lubię – po co się męczyć? Nabijam się z nich albo wytykam im ich głupotę, ale w pogaduszki się nie wdaję. Moim celem jest umiejętność rozmowy z każdym od menela spod sklepu po rektora uniwersytetu. Czasem można usłyszeć jakąś ciekawą historię. Zdarzyło mi się kiedyś, kiedy stałem na przystanku, że podszedł do mnie jakiś dziadek, biednie ubrany, i poprosił o parę zł na bułkę. Zazwyczaj zbywam takich typków krótkim „Nie mam”, bo w większości przypadków idą z uzbieraną kasą do najbliższego monopolowego. Wtedy akurat miałem dobry humor, przyjrzałem się gościowi i mówię: „Na pewno na jedzenie?”. Dziadek na to: „Tak, dziś jeszcze nic nie jadłem” (było koło 14-15). Mówię mu: „Dobrze, pan pójdzie ze mną, postawię panu obiad”. Miałem na prawdę dobry humor wtedy. Poszliśmy do Tesco, wziąłem dwie porcje obiadowe, kurczaka z frytkami, po 5zł sztuka. Gość rzeczywiście był głodny. Opowiedział mi przy tym historię swojego życia, jak to kiedyś był inżynierem w jakichś zakładach zbrojeniowych, jak żona mu na raka umarła, jak brat go oszukał, jak wylądował niemal na ulicy, mieszkając kątem u jakiejś dalszej rodziny. Dwa w jednym: dobry uczynek i ciekawe doświadczenie.
4. Otaczaj się ludźmi interesującymi, komunikatywnymi.
Na pierwszym roku studiów siedziałem przez większość czasu z kolesiem, który nie wypowiedział nigdy myśli dłuższej niż 10 słów. Masakra, chcąc nie chcąc człowiek przejmuje te cechy, i sam robi się zmulony. Nie wiem jak inni, ale ja mam tak, że jeśli lubię kogoś, a ten ktoś jest właśnie wygadany, to podświadomie chcę być lepszy, mieć ciekawsze dowcipy, bardziej interesujące przemyślenia, bystrzejsze teksty.
5. Nie świruj przez cały czas.
Rozmowa na luzie, wygłupy i świrowanie jest ok, ale wszystko ma swoje granice. Jeśli cały czas będziesz zachowywał się jak gimnazjalista, dziewczyny nie będą brały Cię na poważnie. Dlatego, przerywaj czasem żarty żeby porozmawiać normalnie. Na poprzednich juwenaliach była taka sytuacja, przyjechał do mnie kolega z jedna panną, którą widziałem wcześniej raz w życiu, na grillu, i wtedy zamieniłem z nią może jedno zdanie. Kolega spoko gość, z pasją, nie boi się dziewczyn, bardzo wygadany, ale miał jeden problem: napierdzielał przez cały czas żarty i wygłupy. Dokładnie wszystkiego nie pamiętam, ale poleciały np. takie teksty (T – kumpel, A – panna):
T: Opowiadał coś o zawodach (uprawia pewną dyscyplinę sportu, w której odnosił sukcesy i to nie regionalne, ale ogólnopolskie).
A: A ja tylko biegam trochę… Ale chciałabym kiedyś skoczyć na bungee.
T: Taa, żeby Ci nogi z dupy wyrwało ;p
A: Ty się nie bój o moją pupkę!
Miguel: Ja bym się nie zdecydował, nie jara mnie to. A poza tym bałbym się, że mi guma pęknie ;p
I tak dalej, było jakieś tam kino, wygłupy, związywanie jej razem sznurówek. Ale po 2 godzinach laska była tym zmęczona. Kiedy wracałem z nią PKS-em do domu (kumpel został do końca koncertów), pijąc piwo, rozmawialiśmy o trochę poważniejszych rzeczach. Próbowała nabijać się z mojego kolegi, mówiąc, że dziecinnie się zachowuje – broniłem go, w końcu to mój kumpel. Pogadaliśmy o związkach, o relacjach damsko-męskich, nabijała się z gościa, który się w niej „zakochał” – przyniósł kwiaty, wydzwania do niej często, pisze masę sms-ów, kiedyś nawet wprost wyznał, że ją kocha. Pośmialiśmy się, domknąłem z numerem i buziakiem w policzek. O to właśnie chodzi – znać umiar we wszystkim, rozmawiać na różne tematy, zaskakiwać, nie być monotematycznym.
6. Pamiętaj, to co mówisz to tylko 7% przekazu!
Oglądaliście film „Let the game Begin”? Jest tam fajna scena, kiedy Rowan I Tripp otwierają w klubie na “Kto więcej kłamie”. Tripp podchodzi zestresowany, całe jego ciało mówi: źle się czuję w tej sytuacji, nie chcę tu być. Dostaje zlewkę. Rowan podchodzi z uśmiechem, na luzie, dostaje pozytywne reakcje, choć obaj mówią dokładnie te same słowa.
To by było na tyle. Rozpisałem się, jak ktoś dobrnie do końca to niech da znać 
Odpowiedzi
Pouczające
pon., 2012-02-13 11:28 — niekumatytypPouczające
jak wstęp przeczytałem to
pon., 2012-02-13 11:36 — Arktriesjak wstęp przeczytałem to myślałem czy aby na pewno chcę dokończyć ten blog
ale się nie zawiodłem dużo racji w nim jest zawartych, trzeba rozmawiać z każdym i na każdy temat a jak człowiek otacza się dodatkowo osobami kreatywnymi, wygadanymi i interesującymi to jego rozwój intelektualny jest do nie uniknięcia 
fajnie ze o tym filmie
pon., 2012-02-13 11:45 — SzYm0nfajnie ze o tym filmie przypomiales oladalem go kiedys w fragmaentach i zapomialem tytul a chcailem caly obejrzec:)
co do blogu interesujacy i wydaje mi sie ze pokazuje niedoswiadczonym ze kobiet nie ma sie co bac bo to ze pogadasz z nia sbie tak jak z kumplem dodasz do tego nawet odrobine kina to ona juz cibei zapamietuje i juz masz podstawy do rozwijania znaomosci:)
podoba mi sie ten blog:) chociaz przyznam ze czytajac pierwsza polowe omal nie wyszedlem bo wydawalo mi sie bez sensu, przetrzymalem i doczytalem i wydaje mi sie wartosciowym:) pozdrawiam
Wstęp miał mieć właśnie
pon., 2012-02-13 11:46 — MiguelWstęp miał mieć właśnie prowokujący charakter, widzę, że się udało
Dotarłem do końca;) MI się
pon., 2012-02-13 12:30 — Mystery18Dotarłem do końca;)
MI się podobało,wszystko ciekawie opisane + historie z życia.
Grę czas zacząć to interesujący film,jest dobry na samym starcie,kiedy zaczyna się przygodę z uwodzeniem.Ogólnie wszystko jest ok.Pozdrawiam