
Na forum pojawił się temat o żyletkach i to on przypomniał mi o dokończeniu tekstu, który znajduje się poniżej. Wszystkich wytrwałych i niespodziewających się wyniesienia z tego bloga olśnienia zapraszam do lektury.
W tym blogu chciałbym poruszyć temat, który niedawno pojawił się na forum. Mianowicie szantaż emocjonalny robieniem sobie krzywdy. Słyszeliście o tych przypadkach, w których facet lub kobieta grozi swojemu partnerowi zrobieniem sobie krzywdy, jeśli nie zrobi czegoś po jej myśli? Pewnie tak, ja znalazłem się w takiej sytuacji. Wybrnąłem z niej - jak sądzę - najlepszą możliwą drogą, która niesie najmniejsze ryzyko.
Jest to krótki tekst o moim związku ze starszą na tamte czasy ode mnie dziewczyną, miała lat 22. Związek nie trwał więcej niż pół roku. Historia nie zakończyła się ani jej śmiercią ani poważnym okaleczeniem.
Słowem wstępu - dziewczyna miała totalnego świra na moim punkcie, lub też miała świra na punkcie każdego chłopaka, z którym doszła do uprawiania seksu. Dziewczyna była nieprawdopodobnie zazdrosna. Wydzwaniała i zawracała mi głowę dniami i nocami, martwiła się, że gdy pójdę na studia to zostawię ją dla innej. Zgrywała lub była kłębkiem nerwów. W końcu po tym jęczeniu zaczął się szantaż właściwy. Kiedy zauważyła, że krypto groźby zerwaniem mnie nie ruszają dziewucha naprawdę wzięła się do rzeczy.
Oczywiście nie wyglądało to tak niesubtelnie jak „rozmawiaj ze mną bo jak nie to się potnę!” Odbywały się delikatne manipulacyjne sugestie, tudzież wspominanie o tym, że kiedyś się cieła, miała myśli samobójcze i depresję, ale teraz już z tego wyszła i co najważniejsze - JA ją od tego również odciągam. Właśnie ten ostatni fragment jest bardzo ważny. W naszej głowie zakorzenia się, że to Ty jesteś odpowiedzialny za jej chlastanie blachą a nie ona. Ona ci wciska, że nie może bez Ciebie żyć. Nie metaforycznie ale dosłownie, aż poczułem ciarki na plecach. Widzisz o co chodzi? I wiesz co? Zdziwiłem się jak mocno to działa, w szczególności, że z pewnych względów(które jasne okażą się później) byłem bardziej podatny na takie gierki.Żyłem w stresie, nie dość, że starałem się rozkręcić interes i zacząłem studiować to jeszcze czułem ciężar tego, że jeśli nie poświęcę określonego czasu dziewczynie to będę odpowiedzialny za krzywdę, którą sama sobie wyrządzi. Teraz jak to piszę chce mi się rzygać.
Wodziła mnie za nos, czułem, że jest mi przykro z jej powodu i czułem poczucie winy. Prowadziłem normalne życie towarzyskie, jak ludzie zapraszali mnie na imprezy to na nie chodziłem. Czasami bez niej, częściej z nią. Największe kłótnie były o to, że chodzę bez niej na imprezy, że spotykam się ze swoimi koleżankami „ja tak nie dam rady Randi, krzywdzisz mnie tym”. Tłumaczyłem, że to tylko znajomi i muszę się czasem z nimi spotkać. Później zauważyłem u niej przecięcia na rękach, pytając o co chodzi odpowiadała „czułam się samotna, tak bardzo samotna” z odwróconym bananem na twarzy. Omg ludzie… to się działo przez chwilę, dałem się wciągnąć w ten wir fikcyjnej odpowiedzialności i przegrałem bitwę, ale wojnę wygram niedługo. Długo mógłbym pisać o tym co było pomiędzy jej pierwszym wyznaniem o swoich tendencjach a końcówką naszego związku, ale nie ma w tym na tyle rzeczy istotnych by o nich wspominać.
Pewnego dnia wysłała mi mmsa ze zdjęciem swojej rączki pociętej z dopiskiem "widzisz co narobiłeś?". Dlaczego? Bo nie odpowiedziałem na jej telefon kiedy pracowałem. Wtedy coś we mnie pękło i uczucie winy i przykrości zmieniło się w gniew i nagłe przebudzenie. To już nie było „bo czułam się samotna” bo coś tam, że było jej smutno, tym razem pojechała prosto we mnie, powiedziała już bezpośrednio, że to moja wina. Miarka się przebrała, jej manipulacja tym razem nie wypaliła. Poszedłem z nią porozmawiać o tym jej samookaleczaniu. Ona miała pretensje do mnie i mówiła, że wróciły jej myśli samobójcze i chyba depresja i ma z tym problem. Oczywiście ta parogodzinna rozmowa miała jedną wymowę - teraźniejszy stan rzeczy jest moją winą, bo jestem bardzo złym chłopakiem. Mówiłem jej, że depresja to poważna choroba i musi się ją leczyć. Dużo płaczu, nie byłem w stanie tego ogarnąć i już wiedziałem, że sam sobie nie poradzę, choć czułem, że to jeden wielki wał a ja powoli jestem zamykany w kojcu. Zachowywała się niemalże tak jakbym to ja chodził za nią z żyletką i ją ciął. Wtedy niestety jeszcze nie kapnęła się, że na mnie to nie działa i mogła już sobie dać spokój, bo zamierzam z nią zerwać. Nie chciałem jednak zostawić tego tak, by kiedykolwiek poczuć się źle z tym co zrobiłem.
Wiecie co zrobiłem? Wykorzystałem to, że mieszkała z rodzicami. Poszedłem do jej rodziców i wyjaśniłem o co chodzi, powiedziałem , że ich córka ma problemy z samookaleczaniem, depresją i myślami samobójczymi oraz co gorsza szantażuje tym innych ludzi. Ma prawdopodobnie zaburzenia natury psychicznej. Ugadaliśmy się na poważną rozmowę w czwórkę. Miała bardzo dobry kontakt z rodzicami, bardzo porządni i kochający ludzie itd. W ten sposób to zakończyłem i z nią zerwałem. Chciałem mieć pewność, ze jej najbliżsi będą wiedzieli jakie ma problemy i sam chciałem się oswobodzić. Jak się później okazało o czym dowiedziałem się od jej koleżanki - nic jej wcale nie było i jakoś szybko wróciła do siebie jak ją wyruchał inny, jestem tylko ciekaw czy czegoś się nauczyła, czy z nim też gra w takie gierki.
Taka metoda wg. mnie jest najlepsza bo:
po pierwsze wiecie, że jej najbliżsi jej pomogą,
po drugie wiecie, że zrobiliście wszystko co możliwe by nie zrobiła sobie krzywdy
po trzecie nie będziecie czuli się winni i się martwić
po czwarte jeśli była manipulantką to skompromituje ją to tak bardzo, że istnieje spore prawdopodobieństwo, że się ogarnie
Dobra a teraz dlaczego tak zrobiłem?
Dlaczego byłem w gronie podatnych na tą brudną grę?
Dlaczego dałem się wciągnąć w związek opierający się na litości?
Nie wiem ilu z was miało znajomych, którzy popełnili samobójstwo na przykład przez nieleczoną depresję. Ja mam w swojej historii kilku. Zawsze, ale to zawsze plułem sobie w brodę i do dzisiaj mi łzy stoją w oczach bo mimo, że widziałem, że coś jest nie tak - nic nie zrobiłem, twierdziłem, że pomoc psychologa im nie pomoże - to był mój największy błąd jaki popełniłem w życiu, nie miałem pojęcia jak się mylę i prawdopodobnie któraś z tych osób mogłaby żyć do dziś, ale brak reakcji nie rodzi żadnych efektów.
Dlatego jeśli istniało duże prawdopodobieństwo, że ona może popełnić samobójstwo i naprawdę ma takie problemy zanim podjąłem drastyczne kroki wolałem upewnić się, że będzie miała opiekę.
Teraz jeszcze parę słów na temat samookaleczania. Wg. mnie ludziska moje wygląda to tak. Skrobnąć się cyrklem każdy głupek potrafi, niektórzy robią dramat z zadrapania. Widziałem multum małolat i starszych dziewczyn jak i facetów, którzy przetną sobie mikrometr skóry i są wielkimi emo cierpiętnikami. Może wydać się to śmieszne ale czasami za tym stoi poważny problem a nie szczeniacki wybryk lub próba manipulacji. Trzeba zawsze mieć na uwadze, że za tym zwróceniem na siebie uwagi nie stoi zawsze manipulacja ludźmi ale poważny problem i chciałbym by nikt o tym nigdy nie zapominał, zawsze ważna jest szczera rozmowa, właśnie ona często można naprowadzić was na trop - czy za tym stoi coś poważnego? Oczywiście mówię tutaj o ludziach wam bliskich.
EDIT: Wcieło mi kawałek tekstu, ale napiszę krótko - sami świata nie zmienicie, jeśli ktoś ma poważny problem i chcecie mu pomóc nie róbcie tego tylko i wyłącznie sami. Oszust szybko zrezygnuje z teatru jeśli włączycie w to parę osób, w szczególności tych na których tymi gierkami nie ma wpływu, z kolei osoba która jej potrzebuje dostrzeże, że nie jest sami i może ochronicie ją przed trumną.
Odpowiedzi
Jakbym czytał historię mojego
ndz., 2014-03-30 21:56 — cherngJakbym czytał historię mojego byłego związku. Wszystko identycznie, tylko że w moim przypadku dziewczyna próbowała różnych innych metod robienia sobie krzywdy. Na szczęście uwolniłem się od niej i mam święty spokój.
Nie denerwuj się stary, ale
pon., 2014-03-31 11:26 — GMNie denerwuj się stary, ale chce o cos zapytac. Czy ty nie pochodzisz z kręgów ludzi, którzy słuchają mrocznej muzy. Rammstein mi to zasugerował. Muza ma ogromny wpływ na nasze wibracje, szczególnie jeśli jesteśmy pasjonatami. Muza Tool'a jest bardzo przygnębiająca, choć piękna w swój unikalny sposób. Masę ludzi którzy popełnili samobójstwo słuchało Tool'a. Sam mam kilku artystów, których choć lubię i podziwiam, staram się omijać bo wywołują u mnie dziwny nastrój. Takie spostrzeżenie tylko, trzymaj się.
Haha spoko, nie denerwuje
pon., 2014-03-31 13:12 — RandiHaha spoko, nie denerwuje się.
Słuchaj w moim życiu przewinęła się niesamowita ilość ludzi, ze względu na moje częste przeprowadzki i tymczasowe wyjazdy. Rammsteina nie słucham na co dzień, ale przypomniałem sobie, że ta dziewczyna wysyłała mi to to jak prawdopodobnie chciała wzbudzić we mnie poczucie żalu, miałem nadzieje, że ktoś zajarzy.
Nie jestem pasjonatą żadnego gatunku. Słucham wszystkiego od popu przez electro po najcięższe odmiany metalu(death metal/death core), więc mój wachlarz jest ogromny. Też unikam przygnębiających nut do rozkminek bo aż mi się robi słabo
skoro ona ci to wyslala to
pon., 2014-03-31 13:28 — GMskoro ona ci to wyslala to istnieje duże prawdopodobieństwo, że takie kapele jak Rammstein czy Tool mogą wibrować na tych samobójczych falach. Jakkolwiek śmiesznie może to brzmieć.
Chciałbym taką dziewczynę ;<
wt., 2014-04-01 17:39 — beznadziejny123Chciałbym taką dziewczynę ;<